Arak: Polska może potrzebować własnego, zielonego banku

3 grudnia 2019, 07:30 Energetyka
Piotr Arak, Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Fot.: PIE Piotr Arak, Dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Fot.: PIE

– Finansowanie celów związanych ze zmianami klimatu jest obecnie gorącym tematem w agendzie UE, szczególnie w kontekście osiągnięcia neutralności klimatu do 2050 r. Pomóc temu ma tworzony przez Komisję Europejską Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, którego wielkość poznamy w grudniu. Przecieki z Komisji mówią o sumie, która sprawi, że nie będzie to mało, ale jednocześnie niewystarczająco by pokryć potrzeby krajów zmagających się z wyzwaniem przyspieszonej dekarbonizacji – pisze prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego Piotr Arak dla BiznesAlert.pl.

W tym roku przed kampanią wyborczą pojawiły się kwoty dotyczące kosztów transformacji polskiej energetyki i całej gospodarki. Były to różne szacunki. Były już minister energii, Krzysztof Tchórzewski mówił o kwocie 900 mld euro. Podobną kwotę wymienił jeszcze w czerwcu wiceminister energii, Tomasz Dąbrowski podczas konferencji w Londynie. Bank Gospodarstwa Krajowego mówił, że w sektorze energii, koszty transformacji rozłożone na lata będą wynosić 300 do 400 mld zł, natomiast koszty dla całej gospodarki to 700–900 mld euro. Tymczasem koszty nowej Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku wynosić mają ok. 600 mld zł. Przecieki z Komisji mówią o sumie, która sprawi, że nie będzie to mało, ale jednocześnie niewystarczająco by pokryć potrzeby krajów zmagających się z wyzwaniem przyspieszonej dekarbonizacji. Piotr Arak komentuje te fakty:

UE proponuje dwa podstawowe sposoby finansowania swoich ambitnych celów klimatycznych. Pierwszy dotyczy wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-2027, które określają cele, zasady, strukturę i środki finansowe budżetu UE na ten okres. Drugi to zrównoważone finansowanie (sustainable finance), którego celem jest ukierunkowanie finansowania z sektora prywatnego na cele związane ze zmianami klimatu.

Nie wiemy jednak ile dokładnie wynoszą potrzeby społeczne i gospodarcze związane z odchodzeniem od węgla w Polsce, ale też w innych krajach. Szacunki, które się pojawiają w Polsce to i tak więcej niż przedstawiają inne kraje Europy Środkowej w dialogu z Komisją. To też dość naturalne, że są duże rozjazdy między różnymi oszacowaniami, które mają zupełnie nieporównywalne założenia. Aby spełnić ambitne cele UE w zakresie dekarbonizacji, Polska potrzebuje ogromnych inwestycji w technologie niskoemisyjne – wysoce wydajne elektrownie gazowe będą stopniowo zastępować elektrownie węglowe; OZE będą odgrywać ważniejszą rolę wraz z rozwojem energetyki wiatrowej i fotowoltaiki; a program energetyki jądrowej mógłby w dłuższej perspektywie zastąpić moc opalaną węglem brunatnym.

Jednak samą kwotę nakładów inwestycyjnych potrzebną do sfinansowania transformacji energetycznej w Polsce w celu spełnienia celów unijnej polityki klimatycznej PGE szacuje na ok. 60 mld euro do 2030 r. i 140 mld euro do 2045 r. Bank Gospodarstwa Krajowego szacował mniej więcej podobne wartości co do energetyki, ale koszty dla całej gospodarki nieistniejące już Ministerstwo Energii określało na poziomie 700–900 mld euro. To znaczna suma, która by dać perspektywę w 2018 r. odpowiadałaby około 120-150 proc. wielkości całej polskiej gospodarki.

Można założyć, że z tym procesem inwestycyjnym jest jak z budową domu lub wykończeniem własnego mieszkania. Na początku tworzymy kosztorys, zakładamy potrzebne produkty i budulec, rodzaj wykończenia, ale po drodze zmienia się wiele rzeczy i najczęściej wychodzimy poza niego. Stąd pewnie ten duży margines błędu przedstawiany w tej ogromnej sumie.

Byłoby prościej gdybyśmy mogli porównać te dane z potrzebami innych krajów, bo możliwe, że liczymy coś dwa razy, ale na dzisiaj wyznacznikiem muszą być szacunki biznesu co do tego ile środków jest potrzebnych na inwestycje. Znacznie trudniejszy do policzenia jest koszt społeczny i przeorientowania regionalnej gospodarki na inne tory niż węgiel. To trochę jak z liczeniem kosztów transformacji gospodarczej Polski – były straty, ale też zyski w związku z czym część kosztów to były inwestycje.

Problemem stojącym przed Polską jest też rosnący koszt kapitału. Jeżeli EBI nie będzie finansować inwestycji gazowych, a także wiele innych banków to sektor energetyczny będzie musiał szukać innych źródeł finansowania – najpewniej publicznych. To też oznacza, że transformacja energetyczna będzie wpływać na inne obszary naszego życia zmniejszając możliwości finansowe państwa np. w dziedzinie ochrony zdrowia.

To wyzwanie pewnie będzie oznaczało stworzenie publicznego instrumentu finansowania modernizacji sektora energetycznego np. w postaci zielonego banku. Dlatego potrzebne jest jak najwięcej środków z WRF 2021-2027 i sektora prywatnego na tę transformację. Fundusze te powinny być w szczególności przeznaczone na finansowanie inwestycji w elektrownie gazowe i na OZE.