font_preload
PL / EN
Alert 10 lipca, 2018 godz. 14:00   
KOMENTUJE: Roma Bojanowicz

Dwie azjatyckie potęgi i ich odmienne podejście do kwestii bezpieczeństwa energetycznego

japonia

W zeszłym tygodniu Tokio ogłosiło Narodowy Plan Energetyczny, który ma być realizowany do 2030 roku. Zapisano w nim, że głównym celem japońskiej polityki jest bezpieczeństwo energetyczne, które w przyszłości oparte będzie na jednym węglowodorze – węglu. Do łask wróci również energetyka atomowa. Wprawdzie znaczenie odnawialnych źródeł energii będzie stale rosło, ale rola gazu ziemnego w miksie energetycznym zostanie ograniczona. Najwyraźniej dla Kraju Kwitnącej Wiśni podjęcie bardziej aktywnych działań na rzecz zmniejszenia emisji CO2 stało się kwestią drugorzędną.

Ze względu na nominalny poziom PKB, Japonia ciągle jest trzecią co do wielkości gospodarką świata. Gospodarką dojrzałą, niezwykle efektywną energetycznie, ale przez ogromne zużycie prądu, silnie uzależnioną od importu surowców energetycznych. Światowy kryzys z lat siedemdziesiątych XX wieku, wywołany wprowadzeniem embarga na ropę naftową z regionu Bliskiego Wschodu, uświadomił Japończykom jak niebezpieczne jest uzależnienie od dostaw surowców energetycznych z jednego źródła. Awaria w siłowni jądrowej w Fukushimie (marzec 2011 roku), która skutkowała zamknięciem wszystkich japońskich reaktorów jądrowych, spowodowała, że Tokio gwałtownie zwiększyło import skroplonego gazu ziemnego. To pociągnęło za sobą natychmiastowy, duży skok cen gazu na azjatyckich rynkach. Spadek cen nastąpił dopiero po tym, jak 19 japońskich elektrowni jądrowych zostało ponownie uruchomionych i włączonych do ogólnokrajowej sieci. Obecnie w związku z ogólnoświatową nadpodażą, ceny LNG w Azji wynoszą tylko połowę swojej wartości ze szczytowego 2014 roku.

Mimo, że w regionie nie brakuje gazu, Japonia nie zamierza ponownie narażać się na kolejne kryzysy energetyczne. LNG może zostać dostarczone z Australii, Indonezji, Kataru i innych krajów Bliskiego Wschodu. Może też pochodzić ze wschodniej Syberii albo z amerykańskich łupków. Kierunków dostaw na chwilę obecną jest wiele, jednak wolny rynek ma to do siebie, że ceny surowców podlegają zmianom związanym z sytuacją polityczną i gospodarczą świata. To prawdopodobnie najmniejszy z problemów rządu w Tokio, gdyż państwo jest bogate i wypłacalne. Większym problemem, przed jakim staje Japonia, jest zabezpieczenie otwartych szlaków handlowych, którymi przybywać będzie skroplony gaz.

Odmienną politykę energetyczną stosują Chiny. Ze względu na panujący w całym państwie smog, Pekin stawia na przejście z obecnej gospodarki opartej na węglu do gospodarki niskoemisyjnej. W celu zmniejszenia swojej zależności od zanieczyszczających powietrze elektrowni węglowych, ostatnimi laty Pekin chętnie zatwierdzał dziesiątki nowych projektów dotyczących budowy nowych reaktorów atomowych. Dzięki temu Państwo Środka od wielu lat jest uważane za ostatnią deskę ratunku dla globalnego sektora nuklearnego. W zeszłym roku chińskie reaktory atomowe wyprodukowały 35,8 gigawata energii. Budowa kolejnych siłowni o łącznej mocy 30 gigawatów ma rozpocząć się do końca bieżącej dekady. Na koniec 2020 roku elektrownie jądrowe w Chinach mają wytwarzać moc na poziomie 58 gigawatów. Równolegle z energetyką jądrową rozwijane są projekty związane z odnawialnymi źródłami energii. Należy do nich flagowy projekt budowy największej na świecie pływającej farmy słonecznej, która znajduje się w bogatej w węgiel prowincji Anhiu, niedaleko miasta Huainan. W zalanym przez ulewne deszcze wyrobisku po zamkniętej kopalni, powstało jezioro o głębokość od 12 stóp do 30 stóp. „Zwodowana” na nim elektrownia fotowoltaiczna będzie produkować energię, która wystarczy do zasilenia 15 000 domów.

Chińska gospodarka ciągle się rozwija, osiągając roczny wzrost PKB nienotowany nigdzie indziej na świecie. Pekin pod przewodnictwem prezydenta Xi Jinpinga rezygnuje z tradycyjnej chińskiej filozofii opartej na daleko idącej niezależności gospodarczej. Po prostu w odróżnieniu od Japonii, Państwo Środka nie obawia się uzależnienia od importu węglowodorów. Codziennie do krajowych rafinerii sprowadzane jest z zagranicy ponad 9 mln baryłek, co stanowi jedną piątą światowego dziennego zapotrzebowania na ropę naftową. W ten sposób w 2018 roku Państwo Środka odebrało Stanom Zjednoczonym status największego na świecie importera ropy. Najnowsze badania przeprowadzone przez Międzynarodową Agencję Energetyczną wskazują na to, że również w kwestii importu gazu ziemnego, Chiny już w przyszłym roku przejmą prymat, a stale zwiększające się dostawy LNG do 2023 roku wzrosną o 60 procent. Pekin najwyraźniej wierzy, że świat jest na tyle uzależniony od nich gospodarczo, że nie zagrozi to bezpieczeństwu dostaw węglowodorów.

Pod względem gospodarczym i militarnym Japonia jest wyraźnie drugą potęgą w Azji. Tak silna pozycja w regionie nie usypia jednak jej czujności i przezorności. Obecny rząd premiera Shinzo Abe dostrzega ryzyko i dąży do jego ograniczenia. Azja stała się dość niestabilnym regionem (niejasna sytuacja na Półwyspie Koreańskim, asertywna postawa Chin wobec wysp położonych na Morzu Południowochińskim), dlatego w każdej chwili swobodny handel i transport surowców energetycznych w tej części świata może być zagrożony. Sojusz Japonii ze Stanami Zjednoczonymi jest silny – ale co to oznacza w praktyce? Czy amerykańskie okręty będą monitorować bezpieczeństwo azjatyckich szlaków handlowych w przypadku jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego? Teoretycznie do tego zobowiązują Waszyngton traktaty międzynarodowe, ale jak zostaną zrealizowane ich postanowienia będzie zależało od bieżącej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. Dlatego nowy japoński plan energetyczny wydaje się być bardzo racjonalny. Nikogo nie dziwi zwycięstwo energii jądrowej, która powraca do biznesu po zaledwie siedmiu latach nieobecności.

Financial Times/Roma Bojanowicz