font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 2 października, 2017 godz. 11:00   
REDAKCJA

Baca-Pogorzelska: To nie będzie łatwa zima

kopalnia górnictwo fot. Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A.

Zazwyczaj mówi się, że zima zaskoczyła drogowców. Tym razem zaskoczy konsumentów węgla, zwłaszcza tych indywidualnych. Obawiam się, że antysmogowe plany rządu mogą więc legnąć w gruzach – pisze Karolina Baca-Pogorzelska z Dziennika Gazety Prawnej.

Sytuacja jest poważna. Chyba nikt już nie wątpi w to, że „czarne złoto” będzie, a raczej już jest towarem deficytowym. I nie jest to wina wyłącznie kłopotów wydobywczych Polskiej Grupy Górniczej, która jest największym w UE producentem węgla kamiennego. PGG zwiększa wydobycie i choć nie wykona planu 32 mln ton węgla na 2017 r., bo to po prostu niemożliwe, łata dziury jak potrafi. Tyle tylko, że PGG w pierwszej kolejności po prostu musi zaopatrzyć w węgiel państwową energetykę. Koncerny energetyczne kontrolowane przez Skarb Państwa wpakowały w PGG po kilkaset mln zł każdy i po prostu chcą mieć swój węgiel. Poza tym one wciąż – choć niby nieformalnie – mają zakaz importu węgla. Takiego zakazu nie mają prywatni czy samorządowi ciepłownicy, ale zagraniczni dostawcy też nie zawsze są w stanie sprostać ich wymaganiom. Barierą jest też cena – węgiel z PGG przy dzisiejszych cenach światowych jest po prostu tańszy.

Na krajowym rynku poza PGG węgiel dla energetyki produkują także Tauron Wydobycie i Bogdanka. Ten pierwszy jednak przede wszystkim na potrzeby Taurona, a ta druga zaspokaja dostawy elektrowni grupy Enea do której należy, czyli Kozienic i Połańca.

Dlatego odbiorcy indywidualni węgla są tu najuboższym krewnym, a ich potrzeby paliwowe zaspokajane są na końcu. Dlatego moim zdaniem problem smogu w tym roku może się nam odbić czkawką.

Dlaczego?

PGG wycofała z rynku indywidualnego część miałów. Brakuje też węgli grubych. Za chwilę, jeśli się uda rządowy plan, będziemy mieć przepisy o jakości paliw zakazujące kopalniom sprzedaży odbiorcom indywidualnym węgli najgorszej jakości, a więc mułów i flotokoncentratów. Sama PGG szacuje swój roczny wolumen ich produkcji na ok. 4 mln ton – to utrata przychodów ok. 600 mln zł rocznie. PGG ma problem, odbiorcy mają problem. Ale chcemy mieć w ten sposób czystsze powietrze, więc idea jak najbardziej słuszna. Tyle tylko, że mam nieodparte wrażenie, że jeżeli ludziom zabraknie taniego węgla, a tego nieco droższego po prostu nie ma, to czym będzie palił Kowalski? Odbiorcy indywidualni w Polsce zużywają rocznie średnio ok. 11 mln ton węgla. Dużo zważywszy na to, że krajowa produkcja w tym roku wyniesie ok. 65 mln ton.

Czym więc będą palić, gdy nie dostaną węgla, a zrobi się naprawdę zimno? Byle czym. Po prostu. Obawiam się, że w tym sezonie grzewczym zniknie nadpodaż śmieci i plastikowych butelek. Ale może to tylko moje czarnowidztwo… Oby. Bo w przeciwnym razie cały rządowy plan polityki antysmogowej po prostu weźmie w łeb.