font_preload
PL / EN
Energetyka 7 grudnia, 2017 godz. 14:00   

Baca-Pogorzelska: Za wodę zapłacą jak za zboże

Elektrownia w Opolu Elektrownia w Opolu / fot. PGE

Nowe prawo wodne uderzy po kieszeni elektrownie. Za chłodzenie wodą swoich instalacji zapłacą przynajmniej dwa razy więcej niż wynika to z szacunków resortu środowiska, choć spółki na razie czekają na konkrety w rozporządzeniu – pisze Karolina Baca-Pogorzelska z „Dziennika Gazety Prawnej”.

Przepisy wodne przygotowane przez resort środowiska, które mają wejść w życie od nowego roku nie mają dotknąć „przeciętnego Kowalskiego”, jednak niewątpliwie dostanie mu się rykoszetem. Przykładem mogą tu być stawki wodne dla koncernów energetycznych, które do chłodzenia bloków elektrowni zużywają ogromne ilości wody. Według Greenpeace, w Polsce zapotrzebowanie na wodę ze strony przemysłu energetycznego opartego na węglu wynosi 70 proc. całkowitego krajowego poboru podczas gdy światowa średnia to jedynie 7 proc.

Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie szacowało, że w pesymistycznym scenariuszu wykorzystanie w pełni zapisów ustawy to dla branży energetycznej koszty w wysokości nawet 18 mld zł rocznie, co elektrownie mogą chcieć przerzucić na finalnego odbiorcę. Ale według resortu środowiska będzie to znacznie mniej, bo 50 mln zł. Zjednak kiedy rozmawiam z ludźmi z branży energetycznej wychodzi na to, że będzie to przynajmniej 100 mln zł dla sektora, który na razie szacuje koszty dość ostrożnie czekając na przepisy wykonawcze do ustawy.

Dla energetyki opłata za korzystanie z zasobów wodnych wyniesie 70 gr za 1 m3 różnicy między ilością wód podziemnych pobranych do chłodzenia a ilością tych wód z wprowadzanych do wód lub do ziemi. Inna stawka dotyczy wód powierzchniowych – to 0,35 zł za 1 m3 różnicy między ilością wód pobranych i oddanych. Stawka za tzw. wody chłodnicze, które trafiają później do rzek, wynosić będzie 0,68 zł (gdy temperatura jest wyższa niż 26 stopni Celsjusza, a nie przekracza 32 stopni. Pomiędzy 32 a 35 stopni wyniesie 1,36 zł, a 4,24 zł, jeżeli przekracza 35 stopni.

– Z racji tego, że w naszych elektrowniach woda do celów chłodniczych pochodzi z wód powierzchniowych, podwyżka cen wody z lokalnych wodociągów, związana z nowelizacją ustawy Prawo Wodne, nie wpłynie na koszty jej pobierania – mówi nam Adam Kasprzyk, rzecznik gdańskiej Energi. – Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak nowe zapisy wpłyną na ceny energii elektrycznej. Wiemy jedynie, że wygenerują one dodatkowe koszty dla spółki Energa Wytwarzanie, odpowiedzialnej za nasze elektrownie – przyznaje. Rocznie elektrownie wodne należące do Grupy Energa pobierają średnio przeszło 10 mln metrów sześciennych wody chłodniczej.

– W związku z przyjęciem nowej ustawy prawo wodne w kolejnych latach ulegnie zmianie wysokość opłat za korzystanie z wód – przyznaje Daniel Iwan z zespołu prasowego Taurona. – Do tej pory znane były jedynie górne progi nowych opłat określone w ustawie. Na ich podstawie szacujemy wzrost opłat środowiskowych. Do dziś nie zostało opublikowane rozporządzenie zatwierdzające ostateczne stawki opłat, a jedynie projekt w oparciu o który trwa analizowane kosztów – tłumaczy. W PGE natomiast w zależności od stawek, które znajdą się w rozporządzeniu, koszty związane z wodą wzrosną o kilkanaście, a nawet o kilkadziesiąt mln zł. Enea natomiast twierdzi, że dzisiaj na szacunki jest za wcześnie.

O ile energetyka nie przerzuci tego na „przeciętnego Kowalskiego”, któremu taryfy na prąd zatwierdzać musi Urząd Regulacji Energetyki, to w przypadku firm może być to okazja do kolejnych podwyżek. Tam bowiem ceny nie są już regulowane.