Bojanowicz: Ekonomia i polityka. Gazprom sądzi się na Ukrainie

10 lipca 2017, 14:00 Energetyka
gazprom fot. Gazprom

W dniu 30 czerwca na konferencji prasowej podsumowującej walne zgromadzenie akcjonariuszy, prezes Gazpromu Aleksiej Miller zapowiedział zaskarżenie wstępnego orzeczenia Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie. Dotyczy ono roszczeń wzajemnych między Gazpromem, a Naftohazem wynikających z dwóch umów na zakup i tranzyt gazu podpisanych w 2009 roku. Oświadczenie zostało wydane tuż przed upłynięciem ostatecznego terminu złożenia apelacji. Wpływ pierwszej decyzji międzynarodowego arbitrażu na sytuację polityczną i finansową obu zaangażowanych krajów może być znaczący pisze Roma Bojanowicz, współpracowniczka BiznesAlert.pl.

Sprawa między Naftohazem, a Gazpromem toczy się przed Sądem w Sztokholmie od 2014 roku. Zdaniem Kijowa oba bardzo niekorzystne kontrakty zostały podpisane przez rząd Julii Tymoszenko w pod wpływem silnego nacisku politycznego ze strony Rosji. Pierwszy z nich zawierał klauzulę „take or pay”, który obligował Ukrainę do zapłaty za 80% wartości zamówionego na dany rok surowca niezależnie od tego, czy został on odebrany, czy nie. Wątpliwości ukraińskich prawników wzbudziły również kwestie związane z ustalaniem ceny gazu oraz rozliczeniami za tranzyt surowca.

Naftohaz oczekuje od Gazpromu zadośćuczynienia za zawyżone płatności za dostarczony gaz, a także odszkodowania za systematycznie zaniżany w latach 2010 – 2015 roku tranzyt i wynikającą z tego obniżkę opłaty za tę usługę. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w swoim komentarzu określił sumę powyższych roszczeń na kwotę 30,3 mld USD. Natomiast rosyjski eksporter gazu oczekuje między innymi zwrotu kwoty 47,1 mld USD wynikającej przede wszystkim z braku opłat związanej z klauzulą „take or pay” oraz za błękitne paliwo przekazane Naftohazowi w sezonie grzewczym 2013 – 2014, ale za które storna ukraińska nie zapłaciła w całości .

Zażalenie jakie postanowił złożyć rosyjski koncern dotyczy orzeczenia wydanego 31 maja 2017 roku, w którym sztokholmski Trybunał uwzględnił główne postulaty strony ukraińskiej. Oddalił roszczenia Gazpromu wobec Naftohazu na kwotę 34,5 mld USD za gaz, który nie został pobrany w latach 2012 – 2014. W tej decyzji znalazły się również zapisy przyznające ukraińskiemu koncernowi możliwość ustalania należności za zakup według cen obowiązujących na rynku europejskim. W postanowieniu zakwestionowano również zapis umowy uniemożliwiający Naftohazowi dokonywanie reeksportu gazu do innych krajów.

Ten niewątpliwy sukces strony ukraińskiej Kijowa spowodował ogromne poruszenie w szeregach Gazpromu. Na spotkaniu z prasą prezes Miller ogłosił kolejne żądanie finansowe: zdaniem Rosjan Trybunał Arbitrażowy zobowiązał Ukrainę do spłaty kwoty rzędu 1,7 mld USD. W odpowiedzi na powyższe oświadczenie, przedstawiciele Naftohazu w wypowiedzi dla portalu „Dzierkało Tyżnia” poinformowali, że wstępna decyzja Trybunału Arbitrażowego zawierała jedynie zasady na podstawie, których dopiero zostanie wyliczona wartość wzajemnych roszczeń. „Jeśli negocjacje między Naftohazem i Gazpromem nie doprowadzą do porozumienia w sprawie określenia odpowiednich kwot do zapłaty, ostateczną decyzję podejmie Trybunał.” – oświadczył Naftohaz.

Inaczej mówiąc Ukraina będzie musiała spłacić swoje zaległe zobowiązania wobec Gazpromu za gaz sprowadzony w sezonie 2013 – 2014, pomniejszone o część zapłaty za surowiec zakupiony w Rosji zimą 2014 roku i jesienią 2015 roku na podstawie trójstronnych umów między Komisją Europejską i rządami w Kijowie i Moskwie. Oznacza to realne zmniejszenie wypłat jakie Naftohaz będzie musiał ponieść na rzecz Gazprom za gaz faktycznie dostarczony na Ukrainę. Wielkość kwot należności jakimi przerzucają się oba koncerny idzie w miliardy dolarów. Przepływ tak ogromnych sum pieniędzy może zmienić układ sił na gazowym rynku w naszej części Europy.

Straty wynikające z rezygnacji z zakupu rosyjskiego gazu przez Kijów pogłębia dodatkowo decyzja Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie o zniesieniu klauzuli „take or pay”. Te dodatkowe dochody pomogłyby Gazpromowi choćby w sfinansowaniu swojej części (czyli połowy) budowy Nord Stream II. Obecnie szacuje się koszt powstania tego gazociągu na niebagatelną kwotę 9,5 mld euro. Kolejną inwestycją jak ma zostać oddana do użytku w 2019 roku jest Turkish Stream – jego powstanie pociągnie za sobą dodatkowe wydatki, na które księgowi rosyjskiego koncernu muszą znaleźć pieniądze. Na chwilę obecna nie do końca wiadomo kto i w jakiej wysokości będzie partycypowała w nakładach na powstanie tego gazociągu.

Największy wpływ na osłabienie pozycji Gazpromu na rynku gazu w Unii Europejskiej wydaje się mieć decyzja Trybunału regulująca kwestie formuły cenowej. Według umowy z 2009 roku obliczano ja w oderwaniu od realnej sytuacji na rynku. Powyższe orzeczenie może znacząco osłabić pozycję negocjacyjną rosyjskiego koncernu zarówno wobec obecnych, jak i przyszłych odbiorców gazu.
Opinia ta wzmacnia również argumenty przeciw Gazpromowi w toczącym się przed Komisją Europejską postępowaniu antymonopolowym, a dotyczących nieuczciwej gry rynkowej i nieetycznych praktyk jakie rosyjski gigant uprawiał na przestrzeni ostatnich lat. Powyższe sugestie mogą zostać wykorzystane również w trakcie negocjacji założeń prawnych dla Nord Stream II.

Być może w ciągu najbliższych 3 do 6 miesięcy będziemy świadkami zwolnień w kierownictwie Gazpromu. Najprawdopodobniej dotyczyć one będą średniego i wyższego szczebla – ktoś w końcu musi ponieść odpowiedzialność za straty jakie dotknęły firmę. Odwołanie najwyższego kierownictwa, w tym prezesa Millera, byłoby zbyt jaskrawym przyznaniem się do porażki ze strony Kremla. Wpłynęłoby to negatywnie na wizerunek Rosji jako międzynarodowej potęgi, z którą wszyscy w rejonie i na świecie muszą się liczyć.

W zgoła odmiennej sytuacji znajduje się Naftohaz. Z powodu ogromnego zużycia błękitnego paliwa, będąc absolutnym monopolistą na rynku, ukraińska spółka ponosiła ogromne straty, które pokrywał budżet kraju. W 2016 roku Naftohaz po raz pierwszy od pięciu lat osiągnął zysk w wysokości 26,5 mld UAH (ok. 1 mld USD). Stało się to możliwe przede wszystkim dzięki stopniowemu zwiększaniu tranzytu rosyjskiego gazu. Dodatkowo po przeprowadzeniu udanych reform w sektorze gazowym udało się znacząco ograniczyć zużycie tego surowca w ostatnich 2 latach zarówno przez przemysł, jak i przez gospodarstwa indywidualne.

W styczniu 2016 r. Komitet Antymonopolowy Ukrainy wydał decyzję o ukaraniu Gazpromu karą w wysokości blisko 3,3 mld USD. Komitet zarzucił rosyjskiemu koncernowi, że przez sześć lat wykorzystywał swoją pozycję monopolisty w tranzycie gazu przez Ukrainę przez co Naftohaz poniósł wymierne straty. Obecnie ta kwota szacowana jest na ok. 7,2 mld USD. Korzystne dla Kijowa rozstrzygnięcie sporu z Gazpromem może zostać wykorzystane do prawnego uzasadnienia przejmowania majątku Gazpromu na Ukrainie, co na pewno nie ułatwi negocjacji między oponentami.
Odrębną kwestią jest wzmocnienie politycznego wizerunku Ukrainy na arenie międzynarodowej jako kraju stabilnego i wiarygodnego pośrednika rosyjskiego gazu dla Europy Zachodniej. Paradoksalnie duża w tym zasługa samej Rosji, która w sezonie zimowym 2016 – 2017 oskarżała stronę ukraińską o możliwe próby kradzieży gazu przeznaczonego dla krajów Europy Zachodniej. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Ostatnim tematem poruszonym przez prezesa Millera na konferencji prasowej 30 czerwca było zmniejszenie tranzytu gazu przez Ukrainę do wolumenu 10 – 15 mld m³ rocznie. Jest to wielkość, która zapewni jedynie pokrycie połowy rentowności infrastruktury przesyłowej jaka znajduje się na Ukrainie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę strona rosyjska. Zarówno przedstawiciele Naftohazu jak i niektórzy rosyjscy eksperci stoją na stanowisku, że prace polegające na ograniczeniu przesyłu po wygaśnięciu umowy w 2019 roku nie zostaną zrealizowane.

Gazprom planuje dwie nowe, duże i niezwykle kosztowne inwestycje – Nord Stream II i Turkish Stream. Decyzja Trybunału Arbitrażowego stawia pod znakiem zapytania wysokość odszkodowania na jakie liczyli Rosjanie. Skąd więc wziąć pieniądze? Oba planowane gazociągi mają bardziej sens polityczny niż ekonomiczny – do kosztu każdego metra sześciennego gazu należy przecież dołożyć zwrot kosztów budowy nowej infrastruktury. A co jeśli Europę zaleje amerykańskie LNG? Jak przewiduje m.in.: The Oxford Institute for Energy Studies ceny błękitnego paliwa tłoczonego rurociągami spadną, a to oznacza obniżenie rentowności już istniejącej infrastruktury i kłopoty z ekonomicznym uzasadnieniem utrzymywania nowych gazociągów.

Tak znaczące ograniczenie tranzytu gazu przez Ukrainę, jakim straszy prezes Miller, bez zabezpieczenia w postaci alternatywnego rurociągu zagrozi stałości dostaw dla takich krajów jak choćby Słowacja. Aby uniknąć podobnego scenariusza w przeddzień wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie, Węgry podpisały z Rosją porozumienie o przyłączeniu się w 2019 roku do gazociągu Turkish Stream. Dzięki temu Gazprom będzie mógł dostarczać nawet 8 mld m³ gazu rocznie zaspokajając w ten sposób praktycznie całe zapotrzebowanie Węgier na ten surowiec.

Prezes Gazpromu Aleksiej Miller próbuje wszelkimi sposobami zakryć porażkę jaką dla Rosji stała się kolejna odsłona konfliktu gazowego z Ukrainą. Rosyjski koncern przez wiele lat wykorzystywał swoją pozycję monopolisty na gazowym rynku Europy, zwłaszcza w odniesieniu do krajów byłego Związku Radzieckiego. Przełom nastąpił dopiero w 2015 roku gdy Ukraina zdecydowała się zrezygnować całkowicie z zakupu rosyjskiego gazu podważając niekorzystne zapisy umów z 2009 roku. Nie ugięła się pod nawałą bezpodstawnych oskarżeń, czy prób destabilizacji energetycznej, jak choćby zablokowanie transportu antracytu z Donbasu do ukraińskich elektrowni. Na korzyść Kijowa działa również rozwój nowych sposobów wydobywania gazu z łupków. Dostawy amerykańskiego LNG do Europy staną się zmorą Gazpromu, ograniczającą przychody ze sprzedaży gazu. Być może 01 stycznia 2020 roku światowe Agencje doniosą, że jednak Rosja zdecyduje się tłoczyć gaz przez terytorium Ukrainy w ilości pozwalającej na utrzymanie już istniejącej infrastruktury.

Z drugiej zaś strony wraz z wygaszeniem przesyłu rosyjskiego gazu przez ukraińskie rurociągi zniknie ostatni czynniki politycznego nacisku. Wprawdzie Kijów zanotuje w budżecie stratę kilku miliardów USD przychodu z tranzytu, za co Moskwa będzie musiała pogodzić się z faktem zmniejszenia wpływu na sytuację gospodarczą u swojego zachodniego sąsiada. Tylko czy wtedy Unia Europejska będzie jeszcze tak bardzo zainteresowana przyjęciem Ukrainy do swoich struktur?