Były premier Czech lobbuje za Eastring

28 września 2015, 07:36 Alert
Gaz zawór

(Echo, idnes.cz/Prasa Zagraniczna)

Tu i ówdzie w mediach pojawiło się ostatnio imię byłego premiera Czech Topolánka w kontekście planów gazociągu Eastring. Czeski tygodnik Echo przynosi pełniejszy obraz rozgrywek w sektorze energetycznym, gdzie biznes zawsze ma tło polityczne.

Niedawno polecaliśmy uwadze czytelników zainteresowanych Czechami i energetykąpostać Daniela Křetínskiego miliardera i przedsiębiorcy z pierwszej ligi, którego działania wykraczają daleko poza Republikę Czeską. Do tematu pana Křetínskiego oraz jego kręgów biznesowych warto wrócić, ponieważ odgrywa on kluczową rolę dla planowanego gazociągu Eastring.

Wspomniany wyżej Mirek Topolánek piastuje od bez mała roku stanowisko dyrektora ds. strategii zagranicznej i kontaktów z instytucjami publicznymi w słowackim gazowym przedsiębiorstwie Eustream. Firma ta wchodzi w skład holdingu EPH, który jest w posiadaniu Křetínskiego oraz grupy J&T, gdzie czeski miliarder zaczynał karierę. Sam Topolánek – który po odejściu z polityki działa z werwą na polu energetyki – nie po raz pierwszy gra w barwach EPH i Křetínskiego. Tym razem jednak spoczywa na nim odpowiedzialność za wyjątkowo trudne przedsięwzięcie. Mocnymi kartami przetargowymi byłego prawicowego premiera są znajomości w kręgach europejskich polityków, a szczególnie jego zażyłości ze słowackim premierem Ficą.

Sam gazociąg Eastring to równanie z wieloma niewiadomymi, o którym można powiedzieć z pewnością jedno – jest to ambitny plan. W zależności od wyboru trasy przewiduje się długość od 700 do 1000 kilometrów. Pytanie o szczegóły trasy i kierunek pozostaje na tym etapie otwarte. W grę wchodzi odbiór azerbejdżańskiego gazu z regionu Morza Kaspijskiego lub nawet odbiór gazu z Iranu. Nie wyklucza się też przesyłu rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej. Inny scenariusz zakłada, że paliwo popłynie w odwrotnym kierunku, czyli na Bałkany. Pojawia się również możliwość podłączenia się do greckiego terminalu LNG Revithoussa.

Mimo tej dawki niepewności roboczy plan zakłada oddanie gazociągu do użytku do końca roku 2018. Pomóc w tym przedsięwzięciu ma, oprócz usilnego lobbingu, maksymalne wykorzystanie istniejącej infrastruktury. „W ciągu pięciu miesięcy zdołaliśmy wykonać pracę, która w innych okolicznościach wymaga pięciu lat” stwierdza optymistycznie Mirek Topolánek.

Na razie jednak na drodze do sukcesu piętrzy się wiele przeszkód natury ekonomicznej i politycznej. W zamyśle Topolánka Eastring mógłby wejść w skład trzeciego pakietu energetycznego Unii Europejskiej, co oznaczałoby zastrzyk unijnych dotacji. Na razie jednak UE zdaje się przedkładać inne projekty, jak np. Gazociąg Transadriatycki TAP.

Problemem natury politycznej jest ostrożność rządów państw Europy południowo- wschodniej po klapie budowy gazociągu Nabucco. Kłody pod nogi rzucił Topolánkowi niedawno również premier Fico, którego nieopatrzna wypowiedź podczas wizyty w Moskwie latem bieżącego roku, sprawiła wrażenie, że Eastring ma wzmocnić pozycję Rosji jako eksportera gazu, co stoi w sprzeczności z planami dywersyfikacji dostaw gazu.

Na widnokręgu pojawił się również konkurent w postaci austriackiej spółki OMV, która prowadzi negocjacje z Rosjanami w sprawie przesyłu rosyjskiego gazu do węzła gazowego w miejscowości Baumgarten. Warto odnotować, że nowym dyrektorem OMV został Rainer Seele, który dotychczas był związany z firmą-córką koncernu BASF, czyli bliskiego partnera rosyjskiego Gazpromu.

Niejako na marginesie tej historii o gazowym przedsięwzięciu EPH, warto wspomnień wątek chiński. Zeszłoroczna podróż Miloša Zemana do Państwa Środka skończyła się małym zgrzytem, kiedy to okazało się, że prezydent nie wrócił do kraju państwowych samolotem, ale wyczarterowanym samolotem wraz z szefami PPF i J&T.

Było wtedy oczywistym, że prędzej czy później wysiłki dyplomacji ekonomicznej, sprowadzą do Czech chiński kapitał. W istocie, w ostatnich tygodniach w wiadomościach ekonomicznych dominowały doniesienia o inwestycjach chińskiego giganta CEFC począwszy od browaru Lobkowicz po sport i ruch lotniczy. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że to bombastyczne wejście smoka to zaledwie seria symbolicznych zakupów. Portfolio i zainteresowania grupy CEFC składają się bowiem przede wszystkim z energetyki, przemysłu naftowego i finansów. Stąd nie dziwi umowa o akwizycji przez Chińczyków 30% udziałów grupy J&T, z którą od początku swej kariery związany jest Daniel Křetínský, a która kontroluje ponad 30% udziałów w EHP.

To wszystko oznacza ogromny przypływ kapitału, który mógłby pomóc w szeregu inwestycji w sektorze energetycznym, jak choćby przy kupnie Unipetrolu od polskiego Orlenu. Ale konsekwencje mogą być bardziej dalekosiężne. Chińczycy wchodzą bowiem śmiało do wrażliwych sektorów czeskiej gospodarki, a ich partnerzy znajdują się w samym centrum lokalnych struktur biznesowo-polityczych.