font_preload
PL / EN
Środowisko 8 listopada, 2017 godz. 11:00   
REDAKCJA

COP23: Bonn między Paryżem a Katowicami

W Bonn rozpoczął się 23. szczyt klimatyczny ONZ, czyli COP23. Fot. Ministerstwo Środowiska W Bonn rozpoczął się 23. szczyt klimatyczny ONZ, czyli COP23. Fot. Ministerstwo Środowiska

Warto utworzyć nagrodę imienia Scarlet O’Hary. Przyznawana byłaby wszystkim tym, którzy lubią odkładać sprawy na przyszłość. Nikt tak pięknie bowiem jak bohaterka „Przeminęło z wiatrem” nie mówił: „Nie chcę teraz o tym myśleć. Pomyślę o tym jutro”.

Porozumienie w sprawie ochrony klimatu, a przy tym i ludzkości, nie ma precedensu. Oto spotykają się ludzie, którzy zgadzają się na globalne porozumienie w sprawie przyszłości naszej planety, jedynego miejsca, gdzie jako ludzie możemy żyć. Negocjacje dotyczące pokoju są równie ważne, ale o tyle łatwiejsze dla naszej wyobraźni, że niektórzy niestety wiedzą na czym polega piekło wojny. Czym będzie piekło, w jakie może się zamienić nasza planeta, kontynent, Polska czy nawet miasto, jeżeli nie podejmiemy odpowiednio szybko działania, na razie nie wiemy. Mamy tylko przedsmak huraganu na Pomorzu czy pożarów i cyklonów w Stanach.

Bonn stolicą klimatu

W byłej stolicy RFN Bonn, w nadreńskim mieście urodzenia Ludwika van Beethovena, rozpoczął się właśnie Szczyt Klimatyczny COP23. Prezydenturę objęło Fidżi leżące na Oceanie Spokojnym. Nie bez powodu – to właśnie państwa wyspiarskie są tymi, które ponoszą największe straty w wyniku ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tematyka szczytu jest skomplikowana, mimo to coraz więcej ludzi interesuje się tym, co delegaci postanowią. Decyzje wpłyną bowiem na świat do jakiego się przyzwyczailiśmy. Oznaczać będą zmiany w sposobie wytwarzania energii elektrycznej. Jednocześnie będą testem na solidarność – porozumienie Paryskie to nie tylko ograniczenia, to także fundusz na przeciwdziałanie zmianom klimatu, dostosowanie się do nich oraz transfer technologiczny, umożliwiający nowe sposoby na produkcję energii elektrycznej.

Czas nagli

Szczyt potrwa do 17 listopada br. i weźmie w nim udział ponad 23 tys. osób z 197 krajów. Przez około 2 tygodnie delegaci będą ustalać konkrety Porozumienia Paryskiego. Chodzi o to, aby powstrzymać wzrost temperatury do około 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do epoki przed-industrialnej. Czas nagli. Już dzisiaj Światowa Organizacja Meteorologiczna podaje, że w 2017 r. temperatura wzrosła o 1,1 stopień Celsjusza. „Ostatnie trzy lata były rekordowe jeżeli chodzi o wyniki pomiarów temperatury. Były to najgorętsze lata w historii pomiarów. To wynik długotrwałego trendu ocieplania się klimatu” – mówi sekretarz generalny Światowej Organizacji Meteorologicznej Petteri Taalas.

Komisja Europejska w swoim komunikacie prasowym z 6 listopada dotyczącym COP 23 pisze: „UE oczekuje znacznych postępów we wdrażaniu porozumienia paryskiego na konferencji klimatycznej ONZ w Bonn”. Komisarz do spraw polityki klimatycznej i energetycznej Miguel Arias Cañete stwierdził: „Porozumienie paryskie wytycza kierunek działań o wymiarze globalnym zmierzających do przejścia na gospodarkę niskoemisyjną. Coraz częstsze i intensywniejsze ekstremalne zjawiska pogodowe, których jesteśmy świadkami na całym świecie, dobitnie przypominają nam, że stoimy przed palącymi wyzwaniami. Nadszedł czas, aby przełożyć ambicje na działania i przyspieszyć wdrażanie Porozumienia Paryskiego. COP 23 będzie kluczowym momentem, by zagwarantować, że jesteśmy na właściwej drodze do dotrzymania naszego pierwszego terminu: realizacja do 2018 r. programu prac przyjętego na konferencji klimatycznej w Paryżu”.

Słowa słowami, ale co to oznacza w praktyce? – ograniczenie do roku 2030 emisji gazów cieplarnianych w UE o co najmniej 40 proc. Kiedy jednak w Bonn odbywa się szczyt klimatyczny, w Polsce odżył temat budowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Złoczew. Jest to o tyle ważne w kontekście odbywającego się szczytu, że planiści z nadzieją patrzą na spalanie węgla po 2040 r. w Polsce. Sławomir Zawada, prezes PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna: „Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby doprowadzić do uruchomienia odkrywki w Złoczewie. To istotne dla Elektrowni Bełchatów, w której około 2040 roku zabraknie paliwa z pobliskiej kopalni węgla brunatnego. Jest to również niezwykle ważne dla całego regionu w kontekście rozwoju gospodarczego, utrzymania miejsc pracy w Bełchatowie i stworzenia nowych możliwości zatrudnienia w okolicach Złoczewa”. Podczas, gdy UE mówi o coraz większych ograniczeniach dla emisji gazów cieplarnianych, Polska roztacza nadzieje na opłacalne spalanie węgla brunatnego po 2040 r.

Oda do klimatu

Tematyka zmian klimatu to twardy orzech do zgryzienia. Wszyscy mają na ustach dobro świata, ale liczą się też partykularne interesy poszczególnych państw. Szczyty przyciągają, co zrozumiałe, polityków, ale są też atrakcyjne dla społeczeństwa obywatelskiego, które wierzy głęboko, że może tym razem politycy przebudzą się ze snu „biznes jak zwykle”. Wielu chciałoby, aby delegatów połączyła jakaś solidarność, czy w ogóle radość robienia czegoś dla dobra świata. Może wpłynie na nich np. hymn UE, skomponowany przez Beethovena:

Jasność twoja wszystko zaćmi,
złączy, co rozdzielił los.
Wszyscy ludzie będą braćmi tam, gdzie twój przemówi głos

Już samo rozpoczęcie szczytu wskazuje jednak, że „Ody do radości” nie będzie. Mimo globalnego Porozumienia Paryskiego wciąż to nie radość czynienia dobra odgrywa tu decydującą rolę. Poza tym dzisiaj nie chodzi już o poprawę świata, ale o uniknięcie katastrofy. Nie dziwią więc słowa, które padły podczas otwarcia szczytu: „Na całym świecie cierpią ludzie, zdumieni siłami przyrody. Naszą rolą jako liderów szczytu klimatycznego jest odpowiedź na błaganie, które wiąże się z tym cierpieniem” – powiedział szef COP23 Frank Bainimarama.

6 listopada w Bonn delegatów przywitała też minister środowiska rządu niemieckiego Barbara Hendricks. Oczywiście zaznaczyła, że w pełni popiera kierunek Narodów Zjednoczonych, jeżeli chodzi o przeciwdziałanie zmianom klimatu. Hendricks od lat opowiada się za stopniowym odchodzeniem od spalania węgla w Niemczech. Ale nawet ona uległa ostatnio retoryce swojej partii SPD i dzisiaj nie mówi już tak otwarcie jak wcześniej np. o konkretnej dacie wyjścia Niemiec z energetyki węglowej. Niemcy w ogóle nie mają się ostatnio czym chwalić. Tworząca się koalicja rządowa wciąż nie może powstać, a kością niezgody nie jest wyłącznie polityka migracyjna. Niemcy, kraj transformacji energetycznej, są podzielone jeżeli chodzi o klimat i węgiel. Polityka klimatyczna odegrała bowiem wpływ na wynik wyborów – jak się okazuje największe poparcie dla partii AfD odnotowano w regionach odkrywkowych. To właśnie tam partia Henndricks prowadziła przez lata politykę „odkładania na później” transformacji regionów górniczych.

Płonne zatem nadzieje, że szczyt w Bonn będzie przełomowy. Mimo że nie będzie ani ody do radości, ani ody do klimatu, na stronie internetowej UN poświęconej COP 23 można posłuchać innej pieśni, którą można by zaliczyć do kategorii pieśni błagalnej, czy pieśni na przebudzenie. Chodzi o utwór „Jestem wyspą”, której refren brzmi:

Jestem wyspą otoczoną morzem
Moim ukochanym wrogiem

Owa „wyspa” zwraca się do delegatów i przypomina im, że oni także znajdują się na wyspie, że nigdy wcześniej nasz los jako ludzkości, nie był tak wspólny. Że nigdy wcześniej nie mogliśmy się nawzajem przekonać, że człowiek to jednak brzmi dumnie.

Szyszko szykuje się do Porozumienia Katowickiego

Jakie plany ma nasz kraj? Sądząc po tym, co sugeruje minister Szyszko będziemy stawiali na polskie recepty w walce ze zmianami klimatu. Co jest dość kuriozalne, ale przecież w historii nie raz byliśmy już pawiem narodów czy papugą. Niby popieramy Porozumienie Paryskie, ale już zapowiadamy nowe Porozumienie Katowickie.

Polska występuje w Bonn jako członek Unii Europejskiej, jednocześnie już dzisiaj zapowiada, że w przyszłym roku jej rola w negocjacjach będzie decydująca, bo będziemy na nowo definiować cele Porozumienia Paryskiego. Jak zapowiada szef delegacji, minister środowiska rządu RP Jan Szyszko, Polska chce, aby ideą przyświecającą negocjacjom była, jak twierdzi, „koncepcja zrównoważonego rozwoju”. Będziemy ten koncept tłumaczyć Unii Europejskiej i światu. Jego zdaniem obecne wytyczne Porozumienia Paryskiego nie są dla Polski dobre oraz opierają się na „zachodniej ideologii”, która odrzuciła nauczanie papieża o szczególnej roli człowieka w ochronie środowiska.

Nie jest moim celem przekonywanie kogokolwiek, że myślenie ministra Szyszko opiera się na jakiejś pokrętnej logice. Po miesiącach batalii o Puszczę, byłyby to frazesy. Nie mniej warto przypomnieć, że w przyszłym roku, kiedy szefem COP będzie Polska, minister może chcieć połączyć COP z retoryką 100-lecia odzyskania niepodległości. Dość znamienne są bowiem słowa: „Każde państwo powinno działać autonomicznie i samodzielnie, aby osiągnąć cele Porozumienia paryskiego”. Jednocześnie jest zdania: „Lewicy nie podoba się podejście Polski do środowiska naturalnego, gdzie odwołujemy się do encykliki Laudato si Papieża Franciszka. Ojciec Święty wyraźnie przecież napisał, że jest konieczne porozumienie w skali globalnej, gdyż poprzednie nie spełniły swoich celów”.

Skoro minister sięga po encyklikę Laudatio Si, to warto przypomnieć kilka z jej fragmentów:

„Liczne badania naukowe wskazują, że większość globalnego ocieplenia ostatnich kilkudziesięciu lat wynika z wysokiego stężenia gazów cieplarnianych emitowanych głównie z powodu działalności człowieka” (punkt 23 encykliki). „Wiemy, że technologie oparte na spalaniu silnie zanieczyszczających paliw kopalnych, zwłaszcza węgla, ale także ropy naftowej, a w mniejszym stopniu gazu, powinny być stopniowo zastępowane” (165).

Papież podkreśla znaczenie odważnych liderów, którzy potrzebni są w czasach, gdy ludzkość ma przed sobą takie wyzwanie jak wręcz ratowanie naszego wspólnego domu:

 „Negocjacje międzynarodowe nie mogą znacząco postępować z powodu stanowiska krajów, które wyżej stawiają własne interesy narodowe niż globalne dobro wspólne” (169). Franciszek wskazuje też na powód takich działań – brak empatii i szacunku dla innych: „Brak reakcji wobec tych dramatów naszych sióstr i braci jest oznaką utraty owego poczucia odpowiedzialności za naszych bliźnich, na której opiera się każde społeczeństwo obywatelskie” (25). „Problem polega na tym, że nie mamy jeszcze kultury niezbędnej, by stawić czoło temu kryzysowi, i konieczne jest stworzenie przywództwa, które wskazałoby drogi, usiłując odpowiedzieć na potrzeby przyszłych pokoleń” (53).

Jaka jest z kolei odpowiedź ministra na wezwanie encykliki, do której tak chętnie się odwołuje? Polska będzie walczyć, pokaże, że nie zgodzi się z „ideologią” redukcji emisji gazów cieplarnianych.

„Polska nie jest zwolennikiem zwiększania ambicji klimatycznych tzn. zwiększania celów redukcji dwutlenku węgla. Promujemy za to koncepcję neutralności klimatycznej, czyli zrównoważenia emisji z pochłanianiem. W Polsce chcemy to realizować m.in. przez tzw. leśne gospodarstwa węglowe. I najwyraźniej tylko minister Szyszko wie czym owe gospodarstwa węglowe są.

Wtóruje mu też Paweł Sałek pełnomocnik ds. klimatu.: „Będziemy pokazywać polskie dokonania w tym zakresie. My podkreślamy cały czas, że najlepszym i najbardziej efektywnym sposobem związanym z realną i uczciwą ochroną środowiska i rozwojem bioróżnorodności jest pochłanianie”.

Scarlett wiecznie żywa

Przed nami 2 tygodnie szczytu klimatycznego. Będzie poważnie, ale czekać nas będą też humorystyczne chwile. Np. zobaczymy, kto zostanie laureatem nagrody „Skamielina dnia”, która przyznawana jest przez Climate Action Network państwom wyjątkowo opornym, jeżeli chodzi o zgodę na progresywne zmiany, ale też trzymające się kurczowo energetyki opartej na paliwach kopalnych.

W kuluarach już słychać pomysły, aby kolejne wichury, huragany czy powodzie nazywać imionami co bardziej „kopalnych” polityków. Można by – np. kolejny huragan, który zmiecie połacie Lasów Państwowych – nazwać imieniem człowieka, który z lasami jest bardzo związany. Będziemy mieli np. cyklon Jan albo huragan Tadeusz. Poza tym warto utworzyć nagrodę imienia Scarlet O’Hary. Przyznawana byłaby wszystkim tym, którzy lubią odkładać sprawy na przyszłość. Nikt tak pięknie bowiem jak bohaterka „Przeminęło z wiatrem” nie mówił: „Nie chcę teraz o tym myśleć. Pomyślę o tym jutro”.

Hanna Schudy, eko.org.pl