font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Węgiel 13 lipca, 2018 godz. 7:30   

Stępiński: Szablą w ekonomię rozbudowy Elektrowni Ostrołęka

szabla Krzysztof Tchórzewski / fot. BiznesAlert.pl

Enea i Energa podpisały umowę z generalnym wykonawcą rozbudowy Elektrowni Ostrołęka. Nie oznacza to jednak, że zapowiadana przez resort energii ostatnia inwestycja w blok węglowy w Polsce zakończy się sukcesem – pisze Piotr Stępiński, redaktor portalu BiznesAlert.pl.

Jest umowa, nie ma jeszcze ostatecznej decyzji inwestycyjnej

W obecności ministra energii i pod okiem dziennikarzy w Ostrołęce doszło do podpisania umowy z generalnym wykonawcą budowy Elektrowni Ostrołęka C, a więc konsorcjum GE Power i Alstom Power System. Realizację projektu bloku węglowego o mocy 1000 MW spółki wyceniły na ok. 6 mld złotych, choć najniższą ofertę o wartości ok. 4,8 mld złotych złożyła China Power Engineering.

– Rozbudowa Elektrowni Ostrołęka to inwestycja w bezpieczeństwo energetyczne Polski – powiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski podczas uroczystości podpisania wspomnianej umowy. – To mniej nieprzespanych nocy spowodowanych obawami, że przy zwiększonym zapotrzebowaniu na energię wystąpią problemy w ich dostawach – dodał.

W podobnym tonie wypowiedział się w liście do uczestników uroczystości premier Mateusz Morawiecki, który zaznaczył, że budowa nowego bloku przyczyni się do poprawy bilansu krajowego zapotrzebowania na energię w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

Zanim jednak doszło do podpisania umowy z konsorcjum, na początku miesiąca zarząd Elektrowni Ostrołęka skierował do Enei i Energii wnioski o wyrażenie zgody na zawarcie umowy o zamówienie publiczne z generalnym wykonawcą budowy Elektrowni Ostrołęka C. 5 lipca rady nadzorcze obydwu spółek podjęły decyzję, że 6 lipca podczas nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników spółki Elektrowni Ostrołęka dadzą zielone światło do podpisania umowy z konsorcjum GE Power i Alstom Power System.

Warto jednak zaznaczyć, że nie oznacza to rozpoczęcia budowy, ponieważ w pierwszej kolejności musi zostać wydane polecenie rozpoczęcia prac (ang. NTP). Podpisana umowa umożliwi jedynie uruchomienie prac przygotowawczych, których koszty do czasu wydania NTP mają nie przekroczyć 4 procent ceny objętej umową, czyli ok. 240 mln złotych. Według prezesa Enei Mirosława Kowalika wydanie polecenia rozpoczęcia prac nastąpi niedługo być może przed rozstrzygnięciem grudniowej aukcji dla rynku mocy. Natomiast w rozmowie z Polską Agencją Prasową Michael Keroulle, prezes spółki Alstom Power Systems wyraził nadzieję, że dojdzie do tego za trzy miesiące.

Co więcej, nadal nie ma finalnej decyzji inwestycyjnej. Ciekawe jest to, że umowa z wykonawcą jest podpisywana w momencie, gdy decyzja ta nie została jeszcze podjęta. Chyba że realizacja inwestycji jest oparta na pełnym zaufaniu. Przypomnijmy jednak, że minister Tchórzewski, pytany pod koniec marca przez BiznesAlert.pl o termin rozpoczęcia budowy, wyraził nadzieję, że ruszy ona przed końcem wakacji. Ponadto należy przypomnieć, że pierwsza synchronizacja nowego bloku planowana jest na 2023 rok.

Kto zapłaci za rozbudowę Ostrołęki?

Do tej pory nie przedstawiono ostatecznego modelu finansowania inwestycji. Przedstawiciele obydwu spółek wielokrotnie przekonywali, że rozmowy na ten temat są na ostatniej prostej. Podczas uroczystości w Ostrołęce prezes Enei Mirosław Kowalik zapytany o to, czy może już teraz model ten jest znany, stwierdził, że jest on „dopinany” i że nie chce zdradzać szczegółów. Tego samego określenia użył pod koniec maja. Wcześniej, pod koniec marca, wiceprezes Energi Jacek Kościelniak oświadczył, że model finansowy dla projektu „jest właściwie przygotowany”, ale musi być gotowy najpóźniej do momentu, gdy będzie sygnowany kontrakt z generalnym wykonawcą. Przypomnę, że nadal nie jest on znany, mimo podpisania umowy z konsorcjum GE Power i Alstom Power System.

Środki na ten cel mogłyby pochodzić z aukcji rynku mocy, na co wskazywali zarówno minister energii, jak i przedstawiciele obydwu spółek. Ponad tydzień temu Polskie Sieci Elektroenergetyczne opublikowały rezultaty certyfikacji do aukcji rynku mocy. Wynika z nich, że proces przeszło 8 jednostek węglowych o mocy 4,2 GW (45,16 procent mocy, które otrzymały certyfikację – przyp. red.). Nie wiadomo konkretnie o jakie jednostki chodzi, choć jak informuje portal WysokieNapiecie.pl, powołując się na wypowiedź biura prasowego Energii, jedną z nich jest Elektrownia Ostrołęka. Jednak oficjalnie spółka nic takiego nie zakomunikowała. Wcześniej natomiast informowała, że planuje zgłosić do aukcji mocowych wszystkie bloki w Ostrołęce, w tym również planowany blok C. Tym bardziej, że projekt spełniał warunek posiadania pozwolenia na budowę.

Rynek mocy może nie wystarczyć

Nawet jeżeli wspólny projekt Enei i Energii otrzyma wsparcie w ramach rynku mocy, to może ono nie wystarczyć na pokrycie kosztów realizacji wartej 6 mld złotych inwestycji. Tym bardziej, że Ostrołęka C nie jest jedyną instalacją, która chce w ten sposób pozyskać środki. Prawdopodobnie pieniądze trzeba będzie zdobyć z innych źródeł. Mogłyby one również pochodzić z kredytów bankowych. Banki jednak z ostrożnością podchodzą do finansowania energetyki, zważywszy na niepewność otoczenia regulacyjnego i brak jasno określonego kierunku, w którym ma on podążać. Dla inwestorów liczy się przede wszystkim zysk z kapitału, a dla instytucji finansowych pewność spłaty zaciągniętych kredytów.

Niewykluczone, że spółki będą próbowały sfinansować część wydatków z własnych środków. W tym kontekście przypomnijmy, że akcjonariusze Enei zdecydowali się nie wypłacać dywidendy za 2017 rok i 1,8 mld złotych zysku netto wykorzystać na zwiększenie kapitałów rezerwowych z przeznaczeniem na finansowanie inwestycji. Podobną decyzję podjęli również akcjonariusze Energii, którzy na kapitał zakładowy przeznaczyli 106,6 mln złotych.

W przypadku Enei nie zapominajmy, że Elektrownia Ostrołęka C nie jest jedynym wyzwaniem inwestycyjnym, przed jakim stoi spółka. Oprócz zakończonej budowy wartego 6,3 mld złotych bloku o mocy 1000 MW w Kozienicach koncern nadal pozostaje zaangażowany w projekt budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.

Czy rozbudowa Ostrołęki jest potrzebna?

Zasadność budowy nowego bloku węglowego na północy Mazowsza budzi pewne wątpliwości, nie tylko te dotyczące modelu finansowania. Unia Europejska opowiada się za ambitną polityką energetyczno-klimatyczną, której głównym celem jest dekarbonizacja i transformacja europejskiej gospodarki w stronę niskoemisyjności. Nic nie wskazuje na to, żeby ta tendencja miała się odwrócić. Czy warto realizować inwestycje w nowy blok węglowy, nawet jeżeli miałby on być ostatnim takim projektem w Polsce? Tym bardziej, że topnieje lista instytucji finansowych i ubezpieczeniowych, które są zainteresowane inwestycjami węglowymi. Choć minister energii i inwestorzy przekonują, że nowy blok będzie zgodny z konkluzjami BAT, a jego sprawność będzie wynosiła 45 procent, to i tak w założeniu ma on emitować do atmosfery 730 kg/1 MWh.

Krytycy węgla w Ostrołęce sugerują, że powinien tam powstać blok gazowy, który pozwoliłby częściowo odpowiedzieć na zaostrzającą się politykę energetyczno-klimatyczną Unii Europejskiej i zmniejszenie wykorzystywania węgla. W tym kontekście ich zdaniem pozytywnym sygnałem jest fakt, że w certyfikacji do aukcji rynku mocy w planowanych mocach wytwórczych najwyższy wskaźnik uzyskały nie te węglowe, lecz gazowe (4,02 GW wobec 4,37 GW – przyp. red.).

Niezależnie od wyboru źródła Polska energetyka potrzebuje nowych mocy wytwórczych, tym bardziej że ze względu na starzejący się park wytwórczy do 2030 roku z systemu trzeba będzie wycofać 4 GW mocy, a do 2035 roku 14 GW. Nadal nie wiadomo jaką generacją zostaną one zastąpione, ponieważ brakuje jasno sprecyzowanej wizji polityki energetycznej, co utrudnia podejmowanie strategicznych decyzji. W samym rządzie są podziały co do przyszłości miksu energetycznego.

Polityka przed wyborami

Projekt dzieli polityków. Dr Wojciech Myślecki wielokrotnie podważał sens rozbudowy Elektrowni Ostrołęka. Z drugiej strony rozbudowa ma poparcie ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego i premiera Mateusza Morawieckiego, który był obecny na ceremonii podpisania umowy. Tymczasem jesienią w Polsce mają odbyć się wybory samorządowe. Na inwestycję liczą lokalne władze oraz mieszkańcy. We wpisie na profilu na Facebooku prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski zapowiedział, że miasto czeka „piękna gospodarcza przyszłość”, a podczas dzisiejszej uroczystości stwierdził, że „dla ojczyzny i tego regionu rozbudowa elektrowni w Ostrołęce jest konieczna”. Powodzenie projektu jest istotne dla samego prezydenta Ostrołęki, który funkcję pełni od 2006 roku, ponieważ będzie się starał o reelekcję.

Szablą w ekonomię

Według różnych szacunków przy realizacji projektu zatrudnienie ma znaleźć ok. 5 tys. osób, w tym ok. 100–120 przedsiębiorców. W marcu podczas spotkania z mieszkańcami Ostrołęki minister Tchórzewski zapowiadał, że od początku przyszłego roku ,,nie powinno być tu ani jednej osoby bezrobotnej: nie tylko w samym mieście, ale też w okolicy”. Projekt był również popierany przez lokalnych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Podczas uroczystości senator PiS Robert Mamątow podkreślił, że nie byłoby realizacji Ostrołęki C, gdyby nie minister Tchórzewski. Co więcej, w dowód wdzięczności otrzymał od prezydenta Ostrołęki szablę, która przypomina broń z czasów odzyskania niepodległości przez Polskę.

Niemniej jednak polityczne wsparcie oraz wspomniana szabla mogą okazać się niewystarczające w zderzeniu z ekonomią. Mimo że rozbudowa Elektrowni Ostrołęka osiągnęła kolejny „kamień milowy”, to brak modelu finansowania, brak finalnej decyzji inwestycyjnej i liczne wątpliwości co do ekonomicznej opłacalności projektu sprawiają, że jego przyszłość skrywa się za chmurami, podobnie jak wczorajsze niebo nad Ostrołęką.