font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 3 stycznia, 2019 godz. 7:31   

Mielczarski: Histeria cen energii w Polsce. Rynek emisji CO2 może się załamać

Komin, przemysł, emisje

Pozwolenia na emisje CO2 są częścią funkcjonującego od 2005 roku europejskiego systemu handlu emisjami (European Union Emission Trade System). W ramach tego systemu podmioty emitujące dwutlenek węgla w procesie produkcji są zobowiązane do nabywania odpowiedniej liczby pozwoleń. System ten w praktyce obejmuje głównie elektrownie i elektrociepłownie, które jako lokalni monopoliści mogą koszty pozwoleń dosyć łatwo przenosić na odbiorców energii – pisze prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej.

W początkowym okresie funkcjonowania, lata 2005-2009, ceny pozwoleń były dosyć duże i sięgały 25-30Euro/tonę, chociaż były to raczej ceny teoretyczne, ponieważ pozwolenia w pierwszym okresie były praktycznie dla wszystkich za darmo. Pierwszy spadek cen pozwoleń do 10Euro/tonę nastąpił w 2009r, a kolejny w latach 2012/2013 do około 5Euro/tonę. Ceny wahające się od 5-10Euro/tonę utrzymywały się do początków 2018r.

Głównym celem wprowadzenia systemu ETS było obciążenie elektroenergetyki dodatkowymi podatkami, tak aby odnawialne źródła energii (OZE) mogły być konkurencyjne na rynku energii elektrycznej. Początkowe symulacje określały ten próg konkurencyjności OZE w wysokości 42Euro/tonę CO2. Jednak od samego początku wielu ekspertów wyrażało wątpliwości co do skuteczności ETS jako narzędzia dekarbonizacji. Niewątpliwie ETS miał wydźwięk propagandowy jako działanie na rzecz ograniczenia emisji, a jednocześnie nieszkodzące zbytnio elektroenergetyce węglowej, która jest głównym producentem energii elektrycznej w wielu krajach Europy.

ETS prowadzi również do pewnej symbiozy pomiędzy budżetem kraju członkowskiego, a elektrowniami, w szczególności węglowymi. Mówiąc w pewnym uproszczeniu; budżet sprzedaje przydzielone pozwolenia, a elektrownie te pozwolenia kupują. Im wyższa cena pozwoleń tym wyższy wpływ do budżetu, pomimo że wzrasta cena energii elektrycznej. Pozwolenia na emisje CO2 są pewną formą podatku pośredniego, podobnie jak VAT, z tym że stawka podatkowa CO2 zależy od cen pozwoleń ustalanych przez system ETS. Dla gospodarki jako całości i dodatkowo w dłuższym okresie czasu system ETS jest w zasadzie obojętny.

Początkowo nie było jasne jak należy traktować pozwolenia na emisje CO2, w szczególności dla celów podatkowych. Interpretując Dyrektywę ETS zakładano, że pozwolenia mają charakter tzw. „property rights”, następnie rozszerzono interpretację na „commodity derivatives”, aż w końcu w końcu 2015 dyrektywa rynkowa i instrumentów finansowych (Markets in Financial Instruments Directive II Implementation) określiła pozwolenia na emisje CO2 jako instrumenty finansowe, które obejmują również rynek typu „spot”. Ta wydaje się niewielka zmiana interpretacji dała sygnał, aby pozwolenia na emisje CO2 traktować jak wszystkie inne instrumenty finansowe. Wynikiem tego było poddanie pozwoleń na emisje CO2 dosyć intensywnej spekulacji oraz wzrost cen z około 10Euro/tonę w końcu 2017r. do ponad 20-22Euro/tonę pod koniec 2018 roku.

Właściwie nic istotnego nie stało się. Nastąpił pewien wzrost cen pozwoleń, ale wzrost cen energii elektrycznej dla odbiorców końcowych można było rekompensować obniżając stawkę akcyzy, co zresztą w końcu zrobiono lub obniżając stawkę VAT, ponieważ mniejsze wpływy budżetowe byłyby rekompensowane zwiększonym wpływami ze sprzedaży pozwoleń. Pewnym problemem były i są różne stałe czasowe wzrostu cen pozwoleń i zmian legislacyjnych obniżających akcyzę i VAT. Można było również podjąć interwencję na rynku pozwoleń, tak jak czasem podejmuje się interwencje na rynku walutowym. Rząd polski dysponował, i dalej dysponuje, setkami milionów ton pozwoleń, których wprowadzenia na rynek ograniczyłoby, a być może nawet załamało wzrost cen pozwoleń.

Sam wzrost cen pozwoleń nie miał takiego znaczenia, jak dokonane w tym samym czasie przez firmy energetyczne podwyżki cen energii elektrycznej. Polskie firmy energetyczne, które przez całe lata sprzedawały energię elektryczną po zaniżonych cenach, poniżej kosztu odtworzeniowego majątku wytwórczego, postanowiły w tym samym czasie podnieść ceny energii elektrycznej. Koincydencja tych dwóch wzrostów doprowadziła do pewnego rodzaju „histerii” cenowej, której skutkiem było zamrożenie cen energii elektrycznej w 2019 roku.

Ceny pozwoleń na emisje będą się zmieniały i będą poddawane działaniom spekulacyjnym prowadzącymi do szybkich wzrostów i spadków. I należy nauczyć się działania w takich warunkach, pamiętając, że ETS jest bardzo łagodną formą dekarbonizacji, który ma również pozytywny wpływ budżet. Alternatywą dla ETS mógłby być podatek węglowy, który byłby bardzo negatywny dla polskiej gospodarki.

Spadek koniunktury gospodarczej oraz działania w ramach Polityki energetycznej Unii Europejskiej zwiększające udział energii odnawialnej oraz ograniczające zużycie energii pierwotnej będą prowadziły do zmniejszonego zapotrzebowania na pozwolenia na emisje CO2, a zatem do spadku ich cen rynkowych. Nie wiadomo dokładnie, jakie będą ceny pozwoleń na emisje CO2 w roku 2025 czy 2030, ale z pewnością znacznie niższe od prognoz, które już od 2008 roku przewidują ich poziom 30-40Euro/tonę. I te prognozy jakoś nie chcą się spełnić.