font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Gaz 14 marca, 2019 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Magdalena Kuffel

Kuffel: Ciepłe przedwiośnie uderza w energetykę (ANALIZA)

linie energia elektryczna fot. pixabay.com

Wczesne nadejście wiosny z pewnością wnosi wiele powodów do radości, jednak dla sektora energetycznego takie warunki atmosferyczne są dość dużym problemem. Nie samo szybkie nadejście wiosny spowodowało kłopoty, ale raczej brak “prawdziwej zimy”; w większości krajów europejskich (i wbrew pozorom nie mam na myśli wyłącznie krajów Europy południowej, ale również część Skandynawii) średnie temperatury miesięczne były mocno powyżej normy, a jeżeli już pojawiały się okresy zimna, nie były one wystarczająco długie, aby rynek mógł pozytywnie odpowiedzieć na te warunki metereologiczne. Ale w czym w zasadzie tkwi problem? – pisze Magdalena Kuffel, współpracownik BiznesAlert.pl.

Najważniejszym punktem całego “zamieszania” jest rynek gazu, który w zachodniej Europie jest w dużo większym stopniu połączony z rynkiem prądu niż ma to miejsce w Polsce (z naturalnego powodu, zdecydowanie wyższej produkcji prądu opierającej się na gazie). Ta sytuacja okazała się szczególnie widoczna w cenach hubu TTF, włoskim PSV czy francuskim PEG. Niskie zapotrzebowanie na gaz, związane z niższą, niż charakterystyczną dla zimy, produkcją prądu oraz ciepła, negatywnie wpłynęło na stronę popytu. To z jednej strony sprawiło, iż nie tylko zdecydowanie więcej gazu, niż ma to miejsce podczas “normalnej” zimy, zalegało w magazynach, ale również dostawy gazu płynnego (dostarczanego do terminali) okazały się trudne do zarządzania. Dostawy gazu płynnego są bookowane z wyprzedzeniem, ich ilość opiera się na długoterminowych prognozach meteorologicznych (co jest miejscem do popisu dla analityków oraz logistyki gazowej, jednak nie zmienia to faktu, że budowanie hipotezy pogodowej z kilkutygodniowym wyprzedzeniem ma dość niski wskaźnik prawidłowości), jej dostawy w przypadku innej niż założono pogody, są problemem. Szczególnie jeżeli jest ciepło – popyt na gaz jest wtedy niski, a zatem magazynu mają wysoki poziom; bez miejsca do magazynowania, gaz musi zostać wpuszczony bezpośrednio do gazociągu, co jest zdecydowanie trudniejsze niż pierwsza opcja.

Jest jeszcze jeden problem związany z wysokimi temperaturami – rynek spekulacyjny, którego efekty są szczególnie widoczne w cenach holenderskiego TTF (który jest najbardziej płynnym rynkiem gazu w Europie). Warto wiedzieć – to informacja, dla osób, które nie zajmują się na co dzień tradingiem – iż większość decyzji dotyczących zachowania na rynkach krótkoterminowych (szczególnie, jeśli chodzi o produkty dzienne lub tygodniowe) jest podejmowana na podstawie tzw. run-ów temperatury; jest to operacja, którą przeprowadzają wszystkie duże agencje informacyjne (również firmy energetyczne z wystarczająco dużą bazą analityczną) i która, na podstawie szeregu informacji, podaje przewidywaną temperaturę, opady deszczu, potencjalną produkcję energię wiatrową czy nasłonecznienie. Na podstawie tych informacji, analitycy, traderzy czy tzw. bidderzy (traderzy zajmujący się dyspozycją elektrowni) są w stanie zrozumieć, czy ceny oferowane w konkretnej chwili na rynku są wysokie czy też niskie.

W przypadku zimy jak ta, która chyli się ku końcowi, wystarczy, aby run temperatury chociaż delikatnie obniżył, na przykład, tydzień naprzód, aby pojawiła się panika – traderzy zaczynają bardziej agresywnie kupować gaz, aby mieć pewność, że w przypadku faktycznie niskich temperatur, zapewnić firmie jak najkorzystniejszą cenę surowca. Takie rozhuśtanie strategii sprawiło, iż od września 2018 do marca 2019 roku ceny TTF wahały się od 16 do 26-27 €/MWh ( średnia cena TTF wynosi, w zależności od pory roku, od 17 do 20 €/MWh ).

Takie rozhuśtanie cen gazu wprowadza również zamieszanie jeśli chodzi o produkcję prądu z energii węglowej. Mimo, iż niska cena gazu powinna zachęcić operatorów do korzystania z elastycznych elektrowni gazowych, wcale nie jest powiedziane, że taka strategia jest najbardziej ekonomiczna. Taka sytuacja zdarzyła się we Włoszech. W związku z dużymi wahaniami cen gazu, eletrownie węglowe (które z zasady produkują energię typu baseload, a więc są bardziej stabilne w produkcji i raz uruchomione, są wyłączane tylko w przypadkach ewidentnych strat) produkowały rekordową ilość prądu, która, bądź nie bądź, okazywała się tańsza.

Innym problemem związanym z ciepłą zimą jest pokrywa śniegowa i związany z tym niski poziom wody w zbiornikach szczytowo/pompowych. Włochy, Francja, ale również Szwajcaria (która w bardzo dużym stopniu polega na energii wodnej) były w tym roku rekordowo suche, z bardzo małymi opadami śniegu. Przekłada się to na bardzo niską pokrywę śnieżną, która wiosną nie zasili wód gruntowych (we Włoszech mówimy o poziomie produkcji niższym nawet o 1/3), które “schodzą” każdej wiosny z wysokich gór do zbiorników. Energia ta jest nie tylko czystą energią odnawialną, która produkowana w taki sposób nie ma kosztów (w przypadku wpompowywania wody do zbiorników “od dołu” mamy trochę inną sytuację), ale jest przede wszystkim zabezpieczeniem systemu energetycznego; w przypadku nagłego zapotrzebowania, operator sieci może skorzystać ze zbiorników jako taniego źródła balansowania.

Również energia wiatrowa została w pewien sposób dotknięta ciepłą zimą, chociaż od połowy lutego ten stan rzeczy się zmienił. Niemniej jednak, we Francji oraz w Niemczech, poziom produkcji prądu z energii wiatrowej był na tyle niski, że oba kraje musiały chwilowo być importerami energii (jest to dziwne, gdyż zazwyczaj są one eksporterami, biorąc pod uwagę najniższe w Europie ceny prądu jakie oferują). W tej chwili siła wiatru, tak jak wspomnieliśmy, wróciła do normy, a w niektórych regionach (tak jak np. w południowych Włoszech) jest nawet mocno powyżej poziomu typowego dla tego okresu.

Jedynym pozytywnym aspektem ciepłej zimy jest brak sytuacji kryzysowej, która mogła mieć miejsce na belgijskim rynku, w wypadku bardzo niskich temperatur. Belgijskie reaktory atomowe zostały częściowo wyłączone z produkcji, a rząd nie powołał aukcji do produkcji rezerwowej – w przypadku nagłego spadku temperatury, mogłoby się to skończyć dla kraju bardzo dużymi niedoborami, łatanymi importem od sąsiadów (który nie jest banalny, bo połączenia z sąsiadami nie byłyby w stanie pokryć całego zapotrzebowania, szczególnie w godzinach szczytu). Taka sytuacja jednak nie miała miejsca.

Nadchodzące tygodnie będą dla sektora bardzo kluczowe; określą one kierunek, w którym może iść cenowo nadchodzące lato. Wielu analityków jest sceptycznych i woli nie wypowiadać się o cenach gazu, które są nie tylko podatne na temperaturę, ale również na rynek emisyjny ETS, którego przyszłość jest niepewna (w dalszym ciągu nie wiadomo, jaką decyzję podejmie Wielka Brytania odnośnie pozostanie/lub nie pozostania w rynku ETS; również Niemcy nie mają regularnego kalendarza aukcji). Wiadomo z pewnością, że ta zima zostanie podsumowana z małą ilością energii wodnej – chyba, że południową Europę zaskoczą duże opady deszczu, które napełnią puste w tej chwili zbiorniki. Warto się przyglądać jak rozwinie się ta sytuacja, bo dziki niej możemy spekulować, jak będzie wyglądało nadchodzące lato – a wszystko wskazuje na to, że nie będzie ono należało do chłodnych.