font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 2 czerwca, 2015 godz. 11:24   
REDAKCJA

Gabryś: Polska musi stworzyć koalicję klimatyczną

Komisja Europejska

– Czy Polska ma szanse, aby ograniczyć negatywny wpływ polityki klimatycznej Unii Europejskiej na polski przemysł energetyczny, oparty na węglu? Komentuje dla portalu Biznes Alert.pl Herbert Leopold Gabryś, przewodniczący Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej przy Krajowej Izbie Gospodarczej, B. wiceminister przemysłu ds. energetyki.

Trudno mówić o szansach po przyjęciu w październiku ubiegłego roku Pakietu Klimatycznego. W tym dokumencie zapisano wszystko, czego do tej pory, przez wiele lat, staraniem wielu rządów, usiłowaliśmy uniknąć. Najogólniej – to kontynuacja ukrytej lub realizowanej wprost dekarbonizacji gospodarki Wspólnoty Europejskiej, co w pierwszej kolejności odnosi się do generowania energii elektrycznej i produkcji ciepła. Dotyczy to w szczególności elektroenergetyki w Polsce, w roku ubiegłym w strukturze produkcji energii elektrycznej, węgiel kamienny i brunatny stanowiły łącznie 87,2 proc.

Odejście od tej polityki z inicjatywy Polski obecnie, bez zbudowania liczącej się politycznej koalicji w Brukseli.  jest niemożliwe. A zbudowanie takiej koalicji, jak dotąd, nie udało się naszym politykom ani razu. Co zatem robić?

Odstawiać z systemu zużyte, niskosprawne i wysokoemisyjne bloki energetyczne – a jest ich sporo. Zainwestować w bloki nadkrytyczne, wysokosprawne i niskoemisyjne. Takich bloków mamy już na szczęście, trochę. Do tego przygotować się na znaczący import energii elektrycznej, na rosnące ceny w wytwarzaniu z wysokich kosztów pozyskania uprawnień do emisji CO2 i na wszystkie inne negatywne skutki dla konkurencyjności gospodarki w Polsce. W tym na migrację wrażliwych gałęzi przemysłu włącznie z utratą miejsc pracy i skutkami społecznymi.

Czy Polska może zostać racjonalnie wyłączona z rygorów tej unijnej polityki? – Doświadczenia z tzw. Pierwszego  Pakietu Klimatycznego na lata 2013-2020 wskazują, że pożytki z różnego rodzaju mechanizmów wyłączeń i wsparć dla rygorów tej polityki są po pierwsze mało skuteczne, a po drugie tak skonstruowane, że nie potrafimy z nich skorzystać. Trudno uwierzyć, że dziś, patrząc także na horyzont Drugiego Pakietu Klimatycznego do roku 2030, będzie inaczej. Tyczy to w pierwszej kolejności generacji na węglu kamiennym, bo jest ona droższa od generacji na węglu brunatnym o około 50 zł/MWh w kosztach wytwarzania. Dzisiejsze szacunki kosztów uprawnień do emisji, po przekazaniu decyzji znaczącego stanowienia w tej sprawie trybowi administracyjnemu Unii Europejskiej oraz projekcja wprowadzenia mechanizmu stabilizującego już od 2019 r., zmuszają do wyraźnego ich zweryfikowania w górę i to znacząco.

Wobec tych uwarunkowań, determinacji w prowadzeniu polityki klimatycznej Unii, eliminującej paliwa stałe, nie sposób wyobrazić sobie nie tylko odrębnego potraktowania Polski. Zwłaszcza jeśli dodać niewielką skuteczność naszych polityków w negocjowaniu warunków odrębnych i, jak do tej pory, bez rokowań radykalnych zmian (mimo, że w październiku ub.r. w procedowaniu Drugiego Pakietu, co nieco, udało się utargować). Nie, to się nie uda bez jednoznacznej, zdeterminowanej i krańcowo odważnej strategii politycznej. Rzecz bowiem jest w rękach polityków i to na dłużej.

Wreszcie chodzi o to, by Polska była w stanie opracować i wdrożyć politykę energetyczną i klimatyczną dostosowaną do własnych warunków i możliwości

Taką politykę w wielu wariantach, choć ułomną, próbowały tworzyć kolejne rządy. W każdym z tych wariantów bezpieczeństwo energetyczne kraju – czy mówimy o horyzoncie po rok 2030 czy dalej po rok 2050 – opiera się w znaczącej części na zasobach własnych paliw stałych z rosnącym udziałem energetyki odnawialnej (w naszych realiach przede wszystkim z generacji niestabilnej). Opiera się na węglu kamiennym na lat kilkadziesiąt, na brunatnym – na kilkaset. Każdy z tych wariantów jest w kolizji z polityką klimatyczną UE, a nadzieja na pozyskanie technologii niskoemisyjnych, w tym zgazowania węgla, to niestety czas odległy z przyczyn wysokich kosztów.

Rzecz zatem nie w tym czy mamy i potrafimy kreować własną politykę energetyczną, tylko w relacji tej polityki do strategicznych projekcji polityki klimatyczno-energetycznej UE. Jak do tej pory szukanie kompromisu nam nie wychodzi, a krótkookresowe koalicje polityczne z krajami o częściowo zbliżonych poglądach łamią się najczęściej tuż przed głosowaniami w Parlamencie Europejskim. Odpowiedzialność za stan rzeczy (z przyczyn także odległej przeszłości) leży w sferze polityki. I tu bez głębokiej analizy istoty rzeczy trudno liczyć na korzystną zmianę.