font_preload
PL / EN
Energetyka Prawo Węgiel 26 stycznia, 2017 godz. 7:35   
REDAKCJA

Galos: Nie wiadomo, gdzie leży granica kompetencji Brukseli w energetyce (ROZMOWA)

Parlament Europejski UE Unia Europejska PE

O konsekwencjach tzw. pakietu zimowego opowiada mecenas Aleksander Galos, Partner Kancelarii Kochański Zięba i Partnerzy, Szef Praktyki Energetyki, Surowców Naturalnych i Przemysłu Chemicznego.

BiznesAlert.pl: Po co Europie kolejny pakiet, tym razem zimowy?

Aleksander Galos: To kolejny etap integracji europejskiej. Kilka miesięcy przed jego publikacją spotkałem się z oceną czy też nazewnictwem urzędników europejskich, którzy sugerowali, że jest to kolejny z etap i nazywali go tym samym „czwartym pakietem energetycznym”. Ta ścieżka to kontynuacja działań, których uwieńczeniem ma być integracja wewnętrznego rynku energii tak, aby był zintegrowany i unijny. Na pewnych elementach skupia się bardziej, co jest częściowo efektem bieżącej dyskusji politycznej, a zatem jest to łatka na bieżące problemy, ale mimo to należy na niego patrzeć jako na proces, który trwa.

Jakie problemy rozwiąże pakiet?

Ta zmiana próbuje zmierzyć się i rozwiązać kwestię narodowości rynków energetycznych. Unia Europejska wciąż nie znalazła sposobu  na rozwiązanie tej kwestii. W mojej ocenie to wciąż kwestia podstawowa i przede wszystkim dotycząca systemów wsparcia, podejścia do miksu energetycznego, która z punktu widzenia prawa nie jest jasna. Nie wiadomo nadal ile leży w kompetencjach państw, a ile – Komisji. Ponadto istotną rolę odgrywa tu również komponent klimatyczny, czyli polityka dekarbonizacyjna i  tzw.cele klimatyczne.

Czy to jest pakiet dekarbonizacyjny?

Dekarbonizacja rozumiana jako zmniejszanie emisji CO2 jest celem polityki Unii i to widać jednoznacznie we wszystkich dokumentach programowych. Są jednak także elementy kompensacyjne. Dekarbonizacja to oprócz bezpieczeństwa dostaw jeden z filarów Unii Energetycznej.

Czy jest szansa na zastąpienie dekarbonizacji neutralnością węglową postulowaną przez Polskę?

To tylko gra słów, która niewiele zmienia merytorycznie. Efektem będą wyśrubowane normy dla elektrowni węglowych.

Czy chodzi np. o limit 550 g CO2 na kWh?

Tak. Celem na przyszłość unijnej polityki energetycznej jest ograniczanie wytwarzania mocy ze źródeł wysokooemisyjnych, a w ten sposób walka z zanieczyszczeniem środowiska. W tym znaczeniu jest ona realizacją polityki ochrony klimatu.

Polacy mogliby protestować, bo większość smogu pochodzi z transportu i ogrzewania.

Problem zanieczyszczenia powietrza jest wielowymiarowy, ale jest to słuszna polityka. Nie jest tak, że to głównie energetyka powoduje zanieczyszczenie środowiska w Polsce. Komisja także chce patrzeć szerzej i uwzględniać walkę z niską emisją oraz zanieczyszczeniem z przemysłu. Pakiet zimowy jest międzysektorowy. W polityce energetycznej należy znajdować takie platformy, w których znajdzie się miejsce dla węgla, a jednocześnie szukać pomostu do regulacji proponowanych przez Unię.

Jakie zmiany spowoduje pakiet?

W reformie rynku energii doszliśmy do miejsca, w którym zaczynamy przerzucać bezpieczeństwo energetyczne i odpowiedzialność za nie w większym stopniu na poziom Unii Europejskiej. . Istotnym elementem pakietu jest regionalizacja bezpieczeństwa energetycznego. To zmiana ciężaru odpowiedzialności.

Jakiś przykład?

Za wystarczalność mocy w systemie odpowiada dziś zasadniczo państwo. Żeby jednak dostać zgodę Komisji Europejskiej na rynek mocy, trzeba udowodnić niedobór mocy w systemie. Obecnie Polacy mówią, że mają niedobór mocy i przekonują, że w celu ich uzupełnienia potrzebują mechanizmu wsparcia, czyli właśnie rynku mocy. W przyszłości Komisja może im powiedzieć, żeby skorzystali ze zintegrowanego rynku i niedobory uzupełnili dostawami energii od sąsiadów, na przykład z Niemiec. Mówiąc w skrócie: jeśli brakuje wam mocy w Waszych elektrowniach, skorzystajcie z cudzych. Wystarczy zbudować interkonektor.

Czy państwa członkowskie są na to gotowe?

Większość państw ma z tym problem. Polska zgłasza największe zastrzeżenia i wątpliwości wobec regulacji emisyjności w związku z planowanym wprowadzenie rynku mocy, który został wskazany na poziomie 550 g/kWh To pokazuje gdzie uciekają kompetencje, czy decydujemy my, czy Bruksela. Mimo to państwa rozważają wszelkie za i przeciw. Wchodząc do Unii Europejskiej wzięliśmy ją z całym inwentarzem. Co nie zmienia faktu naszego oczywistego prawo do dyskusji m.in. na ten temat.

Czy ten transfer jest możliwy?

Od strony prawnej tutaj pojawia się pytanie o to jak daleko może pójść UE. To pytanie o traktatowe granice kompetencji. W artykule 194 Traktatu wskazano kompetencje UE  do podejmowania działań w zakresie wewnętrznego rynku energii, bezpieczeństwa energii i połączeń transgranicznych. Ono musi być realizowane zgodnie z zasadą subsydiarności, a kiedy oddziałuje na miks energetyczny, z respektowaniem praw państw członkowskich.

Jak wygląda proces decyzyjny?

Podstawą podejmowania decyzji jest większość kwalifikowana. Mniejsze państwa mogą zostać przegłosowane, bo nie mają możliwości skutecznego zablokowania decyzji.
W przypadku ingerencji w miks jest potrzeba przejścia na jednomyślność. Nie wiadomo gdzie leży ta granica kompetencji, ani jak dzielą się polityki sektorowe. Od strony prawnej mamy szereg problemów. Przejście kompetencji z państw członkowskich na Unię Europejską jest istotne i pakiet zimowy częściowo to rozstrzygnie.

Czy kraje członkowskie będą się sprzeciwiać?

Polska zgłosiła do Trybunału Sprawiedliwości UE reformę polityki klimatycznej poprzez mechanizm stabilizacji rynkowej (MSR), który wycofuje z rynku część uprawnień. Tam był podnoszony temat podziału uprawnień. Orzeczenie w tym zakresie może pokazać kierunek myślenia o wykładni. Kolejne wyroki w tej sprawie pokażą na zasadzie precedensu gdzie leży granica uprawnień.

Czy sprawy muszą kończyć się w sądzie? Czy mechanizm wspólnoty nie działa?

W sądzie dyskutujemy o legalności podjętych decyzji. Polska, jak i inne kraje kwestionujące zbyt szybką integrację, obawiają się o unikalne cechy swoich miksów energetycznych.

Dlaczego Polska się tego obawia?

To jest w pewien sposób strata dla Polski, bo jeśli będzie problem to na poziomie UE łatwiej podjąć decyzję że w razie zagrożenia dla bezpieczeństwa dostaw należy odciąć nie Berlin, a np. Lublin. . W tym miejscu chciałbym stanowczo podkreślić, że zmiany nie będą oznaczać zaniknięcia  krajowych operatorów. Co ważne wciąż będą mogli oni reagować na decyzje podejmowane na poziomie  UE. Pytanie w jakim stopniui i w jakiej procedurze.

Jakie mechanizmy kompensacyjne dostaną w zamian sceptycy?

Komisja Europejska twierdzi, że bezpieczeństwo energetyczne. Łatwiej je zapewnić na poziomie regionalnym, bo można wykorzystać w większym stopniu istniejącą infrastrukturę.

Kiedy spodziewać się rozstrzygnięć?

Dyskusja może potrwać jeszcze dwa lata, a najszybciej osiemnaście miesięcy.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik