font_preload
PL / EN
Energetyka 5 września, 2017 godz. 7:30   

Gawlikowska-Fyk: Bałtowie spierają się o koszty synchronizacji z Europą (ROZMOWA)

linie wysokiego napięcia

Konsensus dotyczący synchronizacji elektroenergetycznej z Europą poprzez Polskę został osiągnięty w maju. Jednak różnice zdań, jakie pojawiają się między krajami bałtyckimi, mają podłoże ekonomiczne i dotyczą podziału kosztów – powiedziała w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl Aleksandra Gawlikowska-Fyk, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

BiznesAlert.pl Jak ocenia Pani spór między Litwą a Estonią dotyczący tego, jak ma przebiegać synchronizacja energetyczna krajów bałtyckich z resztą Europy?

Agnieszka Gawlikowska-Fyk: Podczas spotkania w Tallinie trzy państwa bałtyckie oraz Polska zapewniły, że synchronizacja ta będzie się odbywać przez Polskę. Z tego względu, w mojej ocenie, nie jest już poważnie brany pod uwagę scenariusz synchronizacji z państwami skandynawskimi czy też samodzielne funkcjonowanie państw bałtyckich. Istnieje jednak pewna dynamika polityczna, która może to zmienić. Spór o którym rozmawiamy można nazwać dyskusją o korzyściach i kosztach synchronizacji, związanych z potrzebą następnych projektów – rozwoju sieci i zdolności wytwórczych. W związku z tym, że jesteśmy bliżej finału widać wyraźnie, że dyskusja, jaką obserwujemy w gronie państw bałtyckich, dotyczy podziału kosztów synchronizacji i jest próbą odpowiedzi na pytanie, kto musi je ponieść. Najlepiej przygotowana jest Litwa, a najgorzej Estonia.

Polsce z jednej strony zależy na wyrwaniu tych krajów z postsowieckiej strefy energetycznej, ale z drugiej strony Polska nie chce im pomagać przy budowie LitPol Link 2. Jak można ocenić naszą postawę?

Na odłączeniu się od postsowieckiego systemu elektroenergetycznego najwięcej zyskują właśnie kraje bałtyckie, przede wszystkim poprzez zwiększenie swojej niezależności od Rosji, co jest ich priorytetem. Analizy i raporty wykazują wprawdzie, że ekonomicznie i technologicznie nie ma to uzasadnienia, ale politycznie desynchronizacja jest dla Bałtów priorytetem. Koszty takich inwestycji są ogromne i trzeba je podzielić, stąd spory wokół nich. Polska nie jest przeciwna temu, by synchronizacja oznaczała połączenie przez Polskę. Zaproponowała, że  jedna dwutorowa linia umożliwiłaby takie przyłączenie.

Czy mimo różnicy zdań pomiędzy państwami bałtyckimi możliwe będzie uniknięcie opóźnień w dotychczasowym harmonogramie inwestycji?

Jest to właściwie pytanie do nich. Obecnie znane daty dotyczą LitPol Link 1. Na 2015 rok zakończono pierwszy etap, umożliwiający wymianę transgraniczną w mniejszym zakresie. Następny etap łączy się z rozbudową sieci, a jego zakończenie planowane jest na 2020 rok. Inwestycja ta finansowana jest w dużej mierze ze środków europejskich, które właściwie umożliwiają jej realizację. O ile poprzedniego terminu udało się dotrzymać, to rok 2025 jako data rozpoczęcia synchronizacji jest założeniem państw bałtyckich. W sytuacji, gdy nie ma finalnego technicznego rozwiązania, pojawia się pytanie, czy da się to ustalić. Trudno przewidzieć przebieg rozmów na temat podziału kosztów związanych z siecią czy mocami wytwórczymi.

Jak ocenia Pani możliwość poprowadzenia kabla łączącego Władysławowo z Kłajpedą?

Wiąże się to z bardzo dużym ryzykiem, czego nie trzeba szczególnie tłumaczyć. Rozwiązanie to zostało zaproponowane jako przyszłe wsparcie techniczne w przypadku dokonania synchronizacji przez LitPol Link 1. Sama technologia kabli podmorskich jest droga, czasochłonna i – w tym wypadku – ryzykowna politycznie. Warto jednak wspomnieć o tym, że pomysł kabla Władysławowo-Kłajpeda pojawił się także w kontekście rozwoju ewentualnej budowy morskich farm wiatrowych.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki