font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 30 lipca, 2018 godz. 7:30   

Baca-Pogorzelska: Reforma w Polsce albo węgiel z Rosji

węgiel węglokoks fot. Węglokoks

Coś, co jeszcze niedawno wydawało się nam niebywałe staje się faktem. Importowany węgiel zaczyna się nam wysypywać uszami – pisze Karolina Baca-Pogorzelska z Dziennika Gazety Prawnej.

Węgiel z Rosji

„W 2015 roku, kiedy zapadła decyzja, że będzie Ministerstwo Energii zetknęliśmy się z jednym potężnym problemem: wydobyciem węgla chwilowo przerastającym potrzeby, ale sztucznie zawyżanym, co było podstawą do zbijania jego ceny w dół. Cena węgla musi być optymalna. Cena węgla i energii musi wynikać z rzeczywistych kosztów, których bardzo mocno pilnujemy. Dlatego też dzisiaj zdecydowaliśmy się na to, że będzie kilkanaście milionów ton węgla z importu (wcześniej było „z morza”, ale wpis został skasowany)” – to cytaty z Twittera Radia Maryja, w którym minister energii Krzysztof Tchórzewski udzielił wywiadu.

Chętnie wyjaśniłabym panu ministrowi na spokojnie to, o czym zresztą w DGP piszemy z Michałem Potockim od października 2017 roku Ponad 70 procent węgla kamiennego z importu pochodzi z Rosji – tej Rosji, której gazu nie chcemy. Tej Rosji, która okupuje Ukrainę, za której przecież integralnością terytorialną jako Polska jesteśmy. A ta integralność to przecież nie tylko Krym, ale i Donbas, z którego antracyt płynie do nas i innych krajów UE jako rosyjski, bo papiery są fałszowane, co udowodniliśmy w serii około 20 publikacji i dysponujemy naprawdę mocnymi dowodami na te tezy. A skoro cena węgla ma być optymalna, to czy naprawdę takim kosztem?

Nie ulega wątpliwości, że węgiel z Rosji jest tańszy, a jakościowo bardzo często lepszy od naszego, zawiera m.in. mniej siarki, wytwarza mniej popiołu etc. Tylko jakoś ciężko mi zrozumieć taką politykę, w której z jednej strony chcemy się uniezależnić od rosyjskiego gazu (i dobrze), a z drugiej albo sponsorujemy rosyjskich górników, albo rosyjskich bojowników, którzy pozbawili Ukrainę kontroli nad Donbasem, co ma konsekwencje nie tylko polityczne, ale i ekonomiczne dla tego kraju, którego energetyka opierała się na antracycie, od którego Ukraina została po prostu odcięta.

Brakuje węgla z Polski

Dziś ceny węgla na światowych rynkach przekraczają za tonę 100 dolarów. Gdyby więc polski węgiel był dostępny na rynku, to nawet przy jego stosunkowo wysokich kosztach logika nakazywałaby sięgnąć po niego. Ale węgla kamiennego brakuje! Kopalnie cały czas są zamykane, a istniejące niedoinwestowane. Produkcja w pierwszych pięciu miesiącach tego roku spadła o 1,1 mln ton w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku, a import w tym czasie sięgnął 7,26 mln ton, w tym 5,12 mln ton przyjechało z Rosji. To będzie absolutnie rekordowy rok pod tym względem, co zapowiadałam od początku roku w DGP.

Warto jednak popatrzeć jeszcze dalej, a mianowicie na Chiny. Te postawiły na energetykę odnawialną i atomową kosztem węglowej, zamykają stare bloki węglowe, zamykają kopalnie. Jednak jak zauważają eksperci CRU, w ostatnich kwartałach wydarzenia pokazały, że Chiny nie są w stanie sprostać rosnącym krajowym wymogom energetycznym bez spalania większej ilości węgla. Specjaliści CRU odwiedzili wiele obiektów infrastruktury węglowej (Shanxi, port Bohai Rim w Hebe, Nanjing) i stwierdzili, że polityka środowiskowa w rzeczywistości zapewnia wsparcie dla cen węgla, ograniczając wzrost produkcji i wzrost kosztów transportu.

Chińska Krajowa Administracja Energii (NEA) wyznaczyła docelowy poziom wydobycia węgla na poziomie 3,7 mld t na 2018 r. Ale to nie takie proste. Miesięczna średnia produkcja musiałaby wynieść 333 mln ton w każdym z pozostałych miesięcy roku, a w poprzednich wynosiła średnio poniżej 300 mln ton. Zdaniem CRU do celu zabraknie ok. 70 mln ton. To efekt obniżania zdolności produkcyjnych chińskich kopalń.

Pojawiają się jednak głosy, że Chińczycy mogą „dokręcić śrubę”. A jeśli oni – lub którykolwiek inny kraj z węglowej czołówki – zwiększą produkcję i podaż węgla będzie większa, cena surowca na pewno spadnie (choć warto przypomnieć, że spadki te były już spodziewane w pierwszej połowie tego roku). Dlatego właśnie nasze górnictwo powinno się bardziej przyłożyć to polityki obniżania kosztów, co na razie idzie jak po grudzie.