font_preload
PL / EN
Energetyka Ropa 9 sierpnia, 2018 godz. 16:45   

Stępiński: Czy Lotos porzuci kurs na dywersyfikację?

pern baza płock rafineria Orlen fot. BiznesAlert.pl

W ubiegłym tygodniu Rosnieft poinformował o podpisaniu nowej umowy na dostawę ropy z Grupą Lotos. Jednak mimo podnoszonych przez media zarzutów o większym uzależnieniu Polski od rosyjskiego surowca umowa gdańskiego koncernu nie oznacza klęski polityki dywersyfikacji – pisze Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl

W ostatnim czasie w Polsce trwa ożywiona dyskusja na temat importu surowców energetycznych z Rosji, głównie węgla i gazu ziemnego. Jak opisywaliśmy na łamach BiznesAlert.pl, zarówno PGNiG jak i Gazprom informują o zwiększonych zakupach błękitnego paliwa przez Polskę. Przy czym, polska spółka zaznaczała, że udział rosyjskiego gazu w strukturze importu spada co potwierdziły wykonane przez nasz portal obliczenia. Podobnie okazuje się być w przypadku ropy naftowej.

Sawicki: PGNiG kontra Gazprom. Czy te liczby mogą kłamać?

Dostawy rosyjskiej ropy maleją

Zakup rosyjskiej ropy wynika przede wszystkim z faktu, że polskie rafinerie są przystosowane głównie do przetwarzania akurat tego gatunku surowca (REBCO). Warto jednak podkreślić, że polskie koncerny naftowe w ciągu ostatnich zainwestowały miliardy złotych w zwiększenie zdolności produkcyjnych ale również w instalacje, które umożliwiają przetwarzanie innych rodzajów surowca. Również Rafineria Gdańska historycznie posiada pewne możliwości w tym zakresie. Pod względem technicznym rafinerie są przygotowane do przerobu różnego rodzaju ropy czego przykładem są odebrane przez Lotos ładunki m.in. z USA, Kanady, z Iranu, Arabii Saudyjskiej, Ameryki Łacińskiej czy Afryki Północnej i Zachodniej. Przypomnijmy tylko, że w 2017 roku Polska importowała 24,6 mln ton ropy, z czego 79,67 procent (19,6 mln ton) trafiło z Rosji. Dla porównania w 2007 roku ten wskaźnik wynosił aż 95 procent.

Współpraca Lotosu i Rosnieftu

Informacja o podpisaniu przez Rosnieft kontraktu z Lotosem na dostawę ropy opublikowana na początku sierpnia wzbudziła wiele emocji. Zgodnie z jego zapisami w latach 2018-2020 rosyjski koncern ma dostarczyć Lotosowi od 6,4 do 12,6 mln ton surowca. W skali roku oznacza, że spółka musiałaby zakupić ok. 2,13 a maksymalnie 4,3 mln ton. Warto przyjrzeć się jednak poprzednim umowom gdańskiego koncernu z Rosnieftem. 30 grudnia 2013 roku spółki podpisały kontrakt na dostawę w latach 2014-2015 do 2,4 mln ton rocznie. W styczniu 2016 roku został przedłużony do końca 2017 roku i zakładał możliwość zwiększenia zakupów do 2,7 mln ton rocznie.

Jeżeli zestawimy wolumeny z poprzednich umów z obecnym okazuje się, że równie dobrze dostawy ropy od Rosnieftu w oparciu o bieżący kontrakt mogą być ostatecznie niższe od dotychczasowych, choć Rosnieft podaje w komunikacie informację o zwiększeniu wolumenu dostaw. W tym przypadku można mówić o pewnego rodzaju manipulacji, ponieważ kontrakt z Lotosem zakłada minimalny i maksymalny poziom dostaw. To nie oznacza jednak, że gdański koncern musi sięgnąć po maksymalną pulę.

Warto zaznaczyć, że z podobnego rozwiązania korzysta również PKN Orlen. Według kontraktu obowiązującego od 2016 do końca stycznia 2019 roku rosyjski koncern ma dostarczyć polskiej spółce od 18 do 25 mln ton ropy. W skali roku oznacza, że spółka musi zakupić ok. 6 mln ton surowca, a maksymalnie może go sprowadzić ok. 8,3 mln ton. Umowa z Rosjanami nie przeszkadza Orlenowi w zakupie surowca z Arabii Saudyjskiej, Iranu, Kazachstanu czy Azerbejdżanu.

W przypadku płockiego koncernu i Lotosu umowy z Rosnieftem nie są długoterminowe, tak jak w przypadku umów gazowych, w których Gazprom próbuje zawierać współpracę ze swoimi klientami na kilkanaście. a zdarzają się przypadki, że nawet na kilkadziesiąt lat. W przypadku Grupy LOTOS mówimy o kontrakcie średnioterminowym, który zapewnia rafinerii w Gdańsku elastyczność. Jeżeli pojawią się szanse na rynku spotowym albo kontrakt roczny, w którym surowiec można kupić taniej, Lotos może po taką możliwość sięgnąć, zmniejszając zakupy u Rosjan. Jeżeli okaże się, że będą oni mieli rzeczywiście najtańszą ropę na rynku, spółka sięgnie po nią. Co ciekawe, biuro prasowe rosyjskiego koncernu nie udzieliło odpowiedzi na pytanie BiznesAlert.pl o to, czy Rosnieft zamierza w przyszłości zacieśnić współpracę z Lotosem.

Lotos i dywersyfikacja

Lotos próbuje poszerzać portfel swoich potencjalnych dostawców, co wpisuję się w strategię koncernu na lata 2017 – 2022, w której wskazał, że zamierza „wziąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo”, przez które rozumie dywersyfikację źródeł dostaw surowców i paliw. Mimo podpisanych wcześniej umów z Rosnieftem czy Tatnieftem od 2014 roku widać stopniowy spadek zależności Lotosu od rosyjskiej ropy. W 2014 roku aż 94 procent przetwarzanego przez spółkę surowca pochodziło z Rosji (8,93 mln ton).

Wówczas otworzyły się możliwości pozyskania surowca z alternatywnych źródeł, które w latach 2015-2017 zaowocowały dostawami m.in. z Iranu czy Arabii Saudyjskiej. Po za tym, przypomnijmy również, że w grudniu ubiegłego roku Lotos podpisał umowę terminową na dostawę drogą morską w 2018 roku minimum 5 ładunków ropy. Z kolei w rosyjskiej prasie można przeczytać, że umowa Lotosu z Rosnieftem świadczy o tym, że dywersyfikacja źródeł dostaw ropy do Polski nie zadziałała i co ciekawe również przez Stany Zjednoczone. Agencja RIA Novosti uważa, że Warszawa próbuje zastąpić rosyjską ropę surowcem dostarczanym z Iranu.

– Najlepszy przyjaciel i kolega prezydenta Andrzeja Dudy to uniemożliwił. Wypowiedzenie przez USA porozumienia nuklearnego i późniejsze nałożenie sankcji na Teheran pokrzyżowały polskie plany – możemy przeczytać w publikacji rosyjskiej agencji. Jednak Lotos wielokrotnie podkreślał, że decyzja prezydenta Trumpa ma charakter neutralny. – Spółka nie ma zakontraktowanych dostaw z Iranu. Należy przy tym podkreślić, że Grupa Lotos realizuje swoje plany zakupów ropy naftowej oraz politykę dywersyfikacji kierunków dostaw w oparciu o cele ekonomiczne i przy uwzględnieniu konkretnych uwarunkowaniach na międzynarodowym rynku surowcowym – mówił na początku maja w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl Krzysztof Kopeć z biura komunikacji Lotosu. W podobnym tonie wypowiadają się również przedstawiciele PKN Orlen. W maju główny ekonomista spółki dr Adam Czyżewski twierdził, że koncern będzie kontynuował zakupy irańskiej ropy, o ile będzie to opłacalne.

Co ciekawe RIA Novosti podaje również wartość kontraktu Lotosu i Rosnieftu. Zdaniem agencji jest on wart 3 mld dolarów. Dziwi jednak podana kwota ponieważ umowa nie wskazuje jednoznacznie jaki wolumen rosyjskiego paliwa ma kupić polski koncern. Mowa jest o przedziale 6,4-12,4 mln ton. Wobec tego, nawet jeżeli Rosjanie chcieliby ,,ujawnić” wartość kontraktu, podaliby tę wartość również w przedziałach. Ponadto zwróćmy uwagę na moment, w którym Rosnieft opublikował informację o umowie z Lotosem. Pojawia się ona zaledwie kilka dni po tym jak polskie media zaczęły informować o rosnącym imporcie rosyjskiego węgla, co nad Wisłą wywołało spore emocje i w tym samym dniu w którym Gazprom opublikował dane o eksporcie gazu do Europy i zwiększonych zakupach przez Polskę. Umowa z Rosnieftem musiała zostać podpisana znacznie wcześniej niż została ogłoszona. Przypadek?

W rezultacie prowadzonej polityki dywersyfikacji źródeł dostaw po kilku latach udział przetwarzanej przez Lotos rosyjskiej ropy spadł w pierwszym kwartale tego roku do rekordowego poziomu 61 procent (1,56 mln ton). Trend ten utrzymał się także w drugim kwartale 2018 roku choć nieznacznie wzrósł do 66 procent. Warto również zaznaczyć, że zgodnie z Raportem Rocznym Grupy Lotos za 2017 roku w ubiegłym roku największym dostawcą surowca nie był Rosnieft (24,29 procent zaopatrzenia) lecz szwajcarski Vitol – 25,19 procent. Trzecie miejsce zajął Tatnieft Europe AG – 19,26 procent.

– Nigdy nie ogłaszamy minimalnego i oczekiwanego wykorzystania określonych surowców. Po pierwszym półroczu przetwórstwo spoza kierunku rosyjskiego wyniosły prawie 37 procent. Zmiany makroekonomiczne są nieprzewidywalne. Nie możemy deklarować jak będzie wyglądała opłacalność poszczególnych rodzajów. Spodziewamy się, że ten poziom drastycznie się nie zmieni – powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej wiceprezes Lotosu ds. ds. produkcji i handlu Jarosław Kawula.

W kontekście nowej umowy z Rosnieftem warto także zwrócić uwagę na jeden aspekt. Poprzednia wygasła z końcem 2017 roku. Natomiast informacja o nowym pojawiła się dopiero w sierpniu. Wobec tego warto spojrzeć na strukturę przerobu ropy przez Lotos w pierwszych dwóch kwartałach tego roku.

W czwartym kwartale 2017 roku przerób ropy rosyjskiej spadł z 2,085 mln ton podczas gdy w trzecim kwartale ubr. wskaźnik ten osiągnął 2,4018 mln ton. Natomiast w pierwszym kwartale tego roku import z Rosji spadł do 1,5665 mln ton. Jednocześnie jeżeli spojrzymy na wolumen importu z innych kierunków to widać jego wzrost. Z 238,5 tys. w trzecim kwartale 2017 roku do 492,5 tys. ton w czwartym i do 492,5 tys. ton w pierwszym kwartale 2018 roku. W drugim kwartale przetworzono 2,649 mln ton, z czego z Rosji pochodziło ok. 1,76 mln ton (66,5 procent) W sumie za pierwsze półrocze tego roku wskaźnik wynosi 63,87 procent. Dla porównania w pierwszym półroczu 2018 roku łącznie przetworzono 1,6182 mln ton nierosyjskiej ropy, co w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym oznacza wzrost o 91,8 procent. W tym samym czasie przerób surowca z Rosji wyniósł 3,3205 mln ton, co w porównaniu z pierwszym półroczu oznacza wzrost o 8,8 procent.

Niewykluczone, że w przypadku pierwszego półrocza, czyli w momencie gdy nie obowiązywała umowa z Rosnieftem, musiały zostać podpisane umowy, o których na mocy obowiązującego w Polsce prawa nie musiała informować, co nie oznacza ropa z kierunku wschodniego nie płynęła. Prawdopodobnie mogło być dwóch albo trzech dostawców, którzy dostarczali ropę o podobnym wolumenie. Wyraźnie widać, że Rosnieft zwiększa ilość ropy sprzedawanej poprzez minimalny i maksymalny poziom dostaw co nie oznacza, że wzrasta sprzedaż ropy rosyjskiej ale może ewentualnie zmniejszyć się liczba dostawców surowca. Może się również okazać, że Rosnieft będzie sprzedawać całą ropę rosyjską co także nie jest tożsame ze zwiększeniem wolumenu tylko, że jeden podmiot może zastąpić pozostałych.

Decyduje ekonomia?

Sytuacja na rynku naftowym jest dynamiczna. Rosjanie dostrzegają, że Polska ma alternatywę i już sprowadza ropę z innych kierunków, więc musi być bardziej elastyczny. To otwiera drogę polskim koncernom naftowym do poszukiwania nowych kontrahentów, którzy mogliby być konkurencyjni względem dostaw surowca z Rosji. Dotychczas o zakupie rosyjskiej ropy oprócz względów technicznych decydowały przeważnie te finansowe. Dyferencjał Brent/Ural, a więc różnica ceny, wynosił średnio 1,5-2 dolarów za baryłkę. Po za tym, rynek się otworzył. Dzięki niskiemu możliwa była większa dywersyfikacja a np. ropa irańska, która jest podobna jakościowo do Ural wypychała rosyjski surowiec. Zdarzały się także sytuacje, że ten współczynnik był wyższy. Jest to istotne z punktu widzenia funkcjonowania rafinerii w Polsce ponieważ im wyższy dyferencjał, tym korzystniejszy jest przerób ropy w krajowych instalacjach. Pozwala to na większe marże, czyli na większe zyski. Z drugiej strony im większa jest różnica między Brent a Ural ogranicza możliwość dywersyfikacji właśnie ze względu na koszty. Przedstawiciele Grupy LOTOS wielokrotnie podkreślali, że każda decyzja zakupowa oparta jest na kalkulacjach, które pozwalają na zarobek. Trudno też wyobrazić sobie, że gdański koncern czy PKN Orlen chciałyby przepłacać za dostawy ropy.

Wójcik: Czy zasypie nas węgiel ze Wschodu?

Konsekwencja

Jak pisał na łamach Onetu redaktor naczelny BiznesAlert.pl, dywersyfikacji nie da się zbudować z dnia na dzień, ale wymaga ona konsekwentnych działań. Podobnie jak polskiej energetyki nie da się w sposób rewolucyjny przestawić z ,,węglowej ścieżki” i zastąpić go surowcem bardziej przyjaznym środowisku, tak samo polskie rafinerie nagle zaprzestaną zakupu rosyjskiej ropy. Istotne znaczenie mają stabilne dostawy surowca, które są realizowane w oparciu o jasne, transparentne warunki i akceptowalną cenę oraz dalszy kurs na zmniejszenie zależności od dominującego dostawcy.

Jakóbik: Dlaczego Polska importuje więcej surowców z Rosji?