font_preload
PL / EN
Energetyka Węgiel 6 lipca, 2018 godz. 15:00   

Baca-Pogorzelska: Import węgla? Dla rządu swoisty sukces

węgiel węglokoks fot. Węglokoks

Jeśli traktować poważnie wypowiedź wiceministra Grzegorza Tobiszowskiego o rekordowym imporcie węgla do Polski w 2018 r., to sprawa przestaje być tematem do żartów. No chyba, że to był właśnie taki żarcik. Jeśli tak – kiepski   – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka „Dziennika Gazety Prawnej”.

Kiedy rok temu pisałam, że węglowa dziura wydobywcza w Polsce to bardzo duży problem, minister Tobiszowski mówił o spadku wydobycia o raptem 1 mln ton. Ciekawe więc czemu 13,3 mln ton węgla z zagranicy w 2017 r. było trzecim co do wielkości importem surowca w historii. Rekord 15 mln ton padł w 2011 r. PiS „przez osiem ostatnich lat” ma teraz szansę go pobić. Nie wiem, czy gratulować, czy współczuć. Sęk w tym, że ja w imporcie nic złego nie widzę – jeśli można na rynku kupić taniej i na dodatek lepiej, to czemu nie? Problem widzę jedynie w hipokryzji. Nie będzie zamykania kopalń – a jest. Będzie cło importowe na węgiel, zwłaszcza ze wschodu – a nie ma. Zreformowaliśmy górnictwo – mamy dziurę wydobywczą.

Na początku tego roku napisałam w DGP, że import idzie na rekord, a 15 mln ton to wersja optymistyczna. Bardzo się cieszę, że kilka dni temu minister Tobiszowski oficjalnie potwierdził informacje DGP, a mianowicie powiedział, że należy się spodziewać wzrostu importu i że mówimy o 15 mln ton. Gdyby na tym zakończył – pewnie nie byłoby mojego zdziwienia (nawet w tym, że w końcu mówi o twardych liczbach). Pan minister jednak był łaskaw zwrócić uwagę na pozytywy tego zjawiska. Nie – nie dlatego, że może być taniej. Ale dlatego, że pokazuje ono, że mamy w Polsce rynek na węgiel.

Gdy „Rzeczpospolita” napisała o imporcie 5,9 mln ton od stycznia do kwietnia, a DGP o tym, że nawet państwowy Węglokoks ma zgodę na import, także z Rosji resort energii zrozumiał może, że rzeczywistości nie da się zaklinać. Tylko za chwilę pan minister powiedział o budowie nowych kopalń. Jedną z nich miałaby zbudować… Polska Grupa Górnicza. A ja się pytam – za co? Za czyje pieniądze? Energetykę wydrenowano w tym wspaniałym projekcie już na ponad 3 mld zł. A PGG nadal nie potrafi wydobywać węgla, kopalnie KHW zostały koncertowo zajechane przez brak inwestycji, ale i m.in. profilaktyki pożarowej (o pożarach endogenicznych mało kto mówi, w końcu nie są sexy, jeśli nie ma zagrożenia dla ludzi). Zadłużenie PGG zamiast maleć rośnie i liczone jest w miliardach, ale my nie tracimy poczucia humoru. Konia z rzędem temu, kto mi powie, skąd PGG weźmie przynajmniej 1,5 mld zł (wersja optymistyczna) na budowę nowej kopalni?

Drugą nową teoretycznie na polu Bzie-Dębina może zbudować Jastrzębska Spółka Węglowa, bo nie wyklucza wyodrębnienia tego pola jako nowego zakładu wyłączając je z kopalni Borynia-Zofiówka-Jastrzębie. No ale tu resort ma jakiś problem, bo blokowanie zgody na obligacje JSW na ok. 1 mld zł jest co najmniej niezrozumiałe. Ale ja już się przyzwyczaiłam, że próba rozumienia ruchów w górnictwie nie tylko za tej ekipy, ale od wielu lat nie ma za bardzo nic wspólnego z logiką czy zdrowym rozsądkiem. Partykularne interesy polityczne decydujące o tym, która kopalnia zostanie zamknięta a która nie przyprawiają o palpitację serca. A że teraz idą wybory, to zabawa zacznie się na całego.
Ja tylko nieśmiało przypomnę, że są zagraniczni inwestorzy, którzy chcieliby zbudować kopalnie w Polsce. Abstrahując od tego, który z nich ma więcej kasy, a który mniej i kto co naprawdę może (Prairie Mining, Balamara czy Tamar), to jawne i publiczne dyskredytowanie ich uważam za niedopuszczalne. Ostatnia nowelizacja prawa geologicznego i górniczego raczej życia im nie ułatwi. A że się poskarżą w jakimś arbitrażu czy sądzie? Kto by się takimi drobiazgami przejmował. No ale ja się nie dziwię. Jeszcze by się okazało, że ktoś ruszy Krupińskiego i mu się uda – blamaż dla zamykających kopalnię w 2017 r. na całej linii.

Szkoda też, że wciąż nie wiemy, czemu JSW nie kupiła koncesji na Dębieńsko od NWR gdy kosztowała 2 mln euro (nawet się nie zgłosiła do rozmów), a teraz musi negocjować z Prairie ewentualne odkupienie projektu. I na pewno nie za 2 mln euro, a za o wiele, wiele więcej. Na koniec tylko przypomnę, że gaz z Rosji jest zły, chcemy się uniezależnić i kropka. Za to rosyjski węgiel widocznie nie jest tak naznaczony, skoro stanowi dziś ponad 65 proc. naszego importu. Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami…