font_preload
Atom Energetyka Energia elektryczna Gaz Środowisko Węgiel 7 stycznia, 2016 godz. 6:15   

Jakóbik: Kaczyński, Orban – dwa bratanki?

Wiktor Orban Wiktor Orban

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Chociaż z pozoru wydawałoby się, że przywódcę frakcji rządzącej w Polsce Jarosława Kaczyńskiego i premiera Węgier Wiktora Orbana łączy wiele, to w praktyce prawie 6-godzinne spotkanie tych liderów dwóch prawicowych partii zapowiada być może lepszą współpracę w Brukseli. Na więcej nie pozwoli różne podejście do Moskwy.

Spotkanie Kaczyńskiego i Orbana w polskiej Nidzicy dowodzi, że w polityce Polski oraz Węgier istotne znaczenia mają nazwiska, a nie instytucje. Chociaż prezydentem RP jest Andrzej Duda, a premierem Beata Szydło, to na spotkanie zaprosił węgierskiego premiera przywódca partii Prawo i Sprawiedliwość. Tematy dłuższej od planowanej rozmowy nie zostały ujawnione. Kaczyński ma jednak wziąć udział w posiedzeniu Rady Ministrów i swojej partii. Tam zapewne uchyli rąbka tajemnicy. Czy powiedzenie: Polak, Węgier – dwa bratanki – ma przełożenie na rzeczywistość?

Na temat ustaleń z Nidzicy można spekulować. Jako, że było to spotkanie liderów PiS i FIDESZ-u – dwóch partii konserwatywnych, posiadających swoją reprezentację w Parlamencie Europejskim- może zapowiadać intensyfikację współpracy tych frakcji, pomimo faktu, że Polacy należą do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a Węgrzy do Europejskiej Partii Ludowej. Być może Budapeszt i Warszawa będą lepiej współpracować w ramach odpierania krytyki rozwoju sytuacji, najpierw na Węgrzech, a teraz także w Polsce, przez instytucje oraz oficjeli unijnych. Na pewno jednak nie pomoże to Polsce w pozyskaniu tych samych urzędników, na przykład do walki z gazociągiem Nord Stream 2.

Jeśli spojrzeć na fakty, to Polska może warunkowo liczyć na Węgry w kilku kwestiach.

  1. Pomagają w polityce gazowej – przez ich terytorium przebiega ukończony w lipcu 2015 roku Gazociąg Słowacja-Węgry, będący kluczowym elementem Korytarza Północ-Południe, czyli sieci gazociągów mających łączyć terminal LNG w Świnoujściu z analogicznym obiektem na chorwackiej wyspie Krk. W ten sposób powstanie oś południkowa połączeń gazowych warunkująca rozwój rynku gazu w regionie zdominowanym dotąd przez tranzyt gazu na kierunku wschód-zachód z Rosji.
  2. Węgrzy razem z Polakami kontestują Nord Stream 2. Projekt trzeciej i czwartej nitki gazociągu z Rosji do Niemiec przez Bałtyk budzi krytykę obu stolic. Faktem jest jednak otwarcie węgierskich firm na współpracę z Gazpromem, który został przez Budapeszt zaproszony do stworzenia na Węgrzech hubu gazowego, z którego magazynów czerpałby gaz zimą, na wypadek problemów z dostawami przez Ukrainę.
  3. Budapeszt sprzeciwia się ambitnej polityce klimatycznej. Razem z Polską, Bułgarią, Rumunią i Słowacją tworzą koalicję sprzeciwiającą się przyjęciu wiążących prawnie i wysokich celów udziału odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym na lata 2030-2040. Węgierska gospodarka, podobnie jak polska, ze względu na zaszłości historyczne, posiada wysokoenergetyczny przemysł, któremu zagraża zbyt ambitna polityka klimatyczna.

Należy zaznaczyć pewne zastrzeżenia, które sprawiają, że Polacy nie mogą liczyć na Węgrów w ciemno, nawet jeśli relacje personalne Kaczyńskiego i Orbana będą świetne.

Opór Węgier wobec Nord Stream 2 ma także inne podłoże, co jest ważne dla interpretacji ich stanowiska. Wynika on z faktu, że nowy projekt Gazpromu ma zastąpić Gazociąg Południowy, czyli South Stream, zablokowany przez Komisję Europejską, w którym Węgrzy chcieli wziąć udział. Węgry mogą zaakceptować Nord Stream 2, jeśli dostaną rekompensatę od Rosjan, jak zrobili to już Czesi, dla których ten projekt nie stanowi zagrożenia z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. Praga nie wsparła krajów Grupy Wyszehradzkiej w proteście ministrów odpowiedzialnych za energetykę przesłanym do Komisji Europejskiej, bo wybrała lepsze relacje z Niemcami. Węgrzy mogą w pewnym momencie porzucić tę krytykę ze względu na potrzebę utrzymania dobrych relacji z Moskwą. Z tego powodu nie warto czynić z wspólnego oporu przeciwko Nord Stream 2 koronnego argumentu za współpracą z Węgrami. Ich opór ma charakter taktyczny, nie dotyczy – jak w przypadku Polski – samej zasady budowania nowych gazociągów z Rosji do Europy, ale konkretnej propozycji i konsekwencji w polityce Brukseli, która zdaniem Węgrów powinna zablokować Nord Stream 2, skoro zablokowała South Stream.

Chociaż Węgrzy stoją dziś w jednym szeregu z Polakami w sprawie polityki klimatycznej, węgierski miks energetyczny jest mniej zależny od węgla. Polacy wytwarzają z niego ponad 90 procent energii elektrycznej, ale Węgrzy już tylko nieco poniżej 20 procent. Pozostała energia pochodzi m.in. z energetyki jądrowej i gazowej. Nowy blok jądrowy w elektrowni Paks będzie budował rosyjski Rosatom. Gaz pochodzi od Gazpromu. Polityka pozyskiwania źródeł energii Budapesztu bierze na dzień dzisiejszy kurs na Moskwę, bo dostawy gazu kaspijskiego i inne projekty dywersyfikacyjne to pieśń przyszłości. To jest kluczowy punkt sporny z Warszawą, która stawia na uniezależnienie od importu z Rosji, m.in. poprzez gazoport. W pewnym momencie Budapeszt może opuścić naszą koalicję ws. Nord Stream 2, jak zrobili to już Czesi, w których sektorze gazowym również jest silnie obecny Gazprom.

Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.