font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz Ropa 30 lipca, 2014 godz. 8:00   

Jakóbik: Nowe sankcje uderzają w Rosnieft. Omijają Gazprom

Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Zgodnie z oczekiwaniami ekspertów krytykujących Europę za opieszałość, Unia Europejska wprowadziła sankcje wobec Rosji w odpowiedzi na jej poczynania na Ukrainie. USA szybko wzmocniły sankcje wprowadzone przez siebie. Zachód uderza w rosyjskie sektory: finansowy, zbrojeniowy i energetyczny.

Unia Europejska nałożyła embargo na handel bronią z Rosjanami, utrudniła dostęp do rynków finansowych ich bankom, zabroniła eksportu dóbr podwójnego użytku i zabroniła transferu technologii w sektorze naftowym. Zadowolony z faktu, że Europa nadrobiła swoje zaległości w sankcjach Waszyngton, wzmocnił swoje. Prezydent Barack Obama przed godz. 22 polskiego czasu ogłosił rozszerzenie listy rosyjskich banków objętych sankcjami USA oraz dopisał na listę kolejną firmę – tym razem stoczniową. Ostrze sankcji europejskich omija na razie sektor gazowy. Uderza w branżę naftową, a zatem przede wszystkim w Rosnieft. Blokada rosyjskich banków wprowadzona zgodnie przez państwa Zachodu uderzy we wszystkie inwestycje Rosji, na czele z energetycznymi, ponieważ utrudni ich finansowanie.

Dotychczas najbardziej umiarkowana w ocenie sytuacji na wschodniej Ukrainie kanclerz Niemiec Angela Merkel przyjęła z zadowoleniem decyzję państw Unii Europejskiej. – Szefowie rządów Unii wielokrotnie podkreślali, że sankcje nie są celem samym w sobie i mogą zostać wprowadzone tylko wtedy, gdy będzie to nieuniknione. Wielokrotnie podkreślałam, że nielegalna aneksja Krymu i dalsza destabilizacja wschodniej Ukrainy są nie do przyjęcia. Dlatego decyzja o sankcjach była nie do uniknięcia. Teraz do rosyjskich przywódców należy decyzja, czy chcą wejść na drogę deeskalacji i współpracy. W razie potrzeby poza sankcjami wchodzą w grę inne działania Unii Europejskiej w tym zakresie – zadeklarowała Merkel. Pomimo faktu, że niemiecki eksport do Rosji spadł w pierwszych czterech miesiącach 2014 roku o 14 procent, Niemcy zdecydowali się na ostre kroki wobec Rosji. Miało tu zapewne znaczenie silne oddziaływanie zestrzelenia samolotu cywilnego MH17 przez bojowników rosyjskich i presja społeczeństwa obywatelskiego na rządy europejskie. Mimo to, część analityków ostrzega, że sankcje uderzą w interesy firm z różnych sektorów jak francuski Renault czy austriacki bank Reiffeisen. Mogą zagrozić wzrostowi Produktu Krajowego Brutto w strefie euro. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega przed efektem rozlewania się ewentualnej wojny gospodarczej w Europie na inne regiony świata.

Wcześniejsza tura zachodnich sankcji zablokowała Rosnieftowi dostęp do średnio- i długoterminowych pożyczek. Związała także ręce części banków rosyjskich, które finansowały projekty infrastrukturalne tej firmy oraz Novateku. W ten sposób zostało zagrożone finansowanie nowych przedsięwzięć Rosjan we Wschodniej Syberii, na czele z gazoportem Rosnieftu na Sachalinie oraz w zachodniej Rosji – gazoport Novateku Jamał LNG. Amerykański rząd nie zdecydował się póki co na zakaz współpracy Exxona z Rosnieftem, który może wydać Departament Skarbu. Tymczasem Rosnieft informuje, że „wraz z zachodnimi partnerami” pracuje nad działaniami na rzecz uchronienia spółki przed negatywnym wpływem sankcji zachodnich. Chodzi o norweski Statoil i amerykański Exxon Mobil, których władze opowiadają się za utrzymaniem normalnych relacji z rosyjskim sektorem energetycznym. Nowe sankcje zakazują eksportu technologii niezbędnych do wspólnych projektów firm zachodnich z Rosjanami w Arktyce i na Wschodniej Syberii. Zablokują zatem rozwój wydobycia ropy naftowej w tamtym obszarze, a tym samym plany Moskwy zmierzające do utrzymania jego poziomu, a razem z nim dochodów ze sprzedaży czarnego surowca. W ten sposób sankcje zachodnie uderzają w długoterminowe finansowanie budżetu Rosji. Rosjanie nie odczują ich dzisiaj ale jeśli nie zmienią kursu na Ukrainie, za kilka lat zacznie im brakować pieniędzy. Jak podaje Wirtualny Nowy Przemysł – nawet kilkumiesięczne sankcje, mogą spowodować, że za trzy lata wydobycie ropy w Rosji spadnie o co najmniej 26 mln ton w skali roku (około 5 proc.). Zaledwie w zeszłym tygodniu dyrektor Rosnieftu Igor Sieczyn odwiedził Murmańsk, gdzie ma powstać baza dla projektów arktycznych tej firmy na Morzu Karskim, gdzie będzie działał z Exxonem, Statoilem i włoskim Eni. Chodzi o potencjalne zagłębie łupkowej rewolucji w Rosji – pole ropy łupkowej Bażenow szacowane przez Wood Mackenzie na 2 bln baryłek ropy naftowej. Rosnieft szacuje, że mógłby stamtąd wydobyć do 22 mld baryłek. Na szelfie posiada 46 koncesji poszukiwawczo-wydobywczych. Tamtejsze zasoby są szacowane na 42 mld ton ekwiwalentu ropy naftowej. Na razie obawy o swoje interesy wprost wyartykułowało BP, które zanotowało w tym roku zyski głównie dzięki 20 procentom udziałów w Rosniefcie, które przyniosły prawie mld dolarów zysku w tym kwartale, dwa razy więcej niż w poprzednim. Pozycję firmy podkopią także problemy z projektami zagranicznymi w Zatoce Meksykańskiej i Wenezueli, którym również zagrażają sankcje.

Niezależny od polityki restrykcji wobec Rosji wyrok Stałego Sądu Arbitrażowego w Hadze narzucił na państwo rosyjskie odszkodowanie dla akcjonariuszy w wysokości 50 mld dolarów za nacjonalizację aktywów Jukosu w 2003 roku związaną z operacją Kremla przeciwko Michaiłowi Chodorkowskiemu, szefowi tej firmy. Rosja zamierza odwołać się od wyroku, pomimo faktu, że Haga uznała, że decyzja Moskwy o nacjonalizacji spółki Chodorkowskiego kosztowała akcjonariuszy 114 mld dolarów. Jeżeli Rosjanom nie uda się zmienić decyzji sądu ale nie zapłacą oni odszkodowania, zagrożone będą zagraniczne aktywa Rosnieftu, który przejął większość posiadłości Jukosu. BP przyznaje, że taki scenariusz jest możliwy. Jest to jednak wątek poboczny w stosunku do polityki sankcji zachodnich.

W drugiej połowie 2014 roku dochody firmy Igora Sieczina wzrosły pięciokrotnie w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku do 171 mld rubli (prawie 5 mld dolarów). Spółka zanotowała wzrost sprzedaży węglowodorów o 24 procent. Chociaż wyniki kwartalne Rosnieftu są dobre, to za każdym razem, gdy Zachód wprowadzał nowe sankcje, akcje firmy na rosyjskich giełdach mocno traciły. Należy szacować, że takie koszty prezydent Rosji Władimir Putin wpisał w ryzyko związane z przeprowadzeniem operacji ukraińskiej, mającej na celu delegitymizację Kijowa i przeobrażenie Ukrainy w państwo upadłe. Czy jednak rosyjski przywódca jest gotowy na zablokowanie rozwoju swojego sektora węglowodorowego, który jest głównym źródłem dochodów Moskwy? Wiadomo już, że Gazprombank przygotowuje się na problemy w Europie. Jego przedstawiciele udali się do Korei, by szukać inwestorów. UE wprowadziło zakaz skupywania długu lub udziałów banków, w których Rosja posiada 50 procent lub więcej akcji, a więc także skarbnicy Gazpromu. Sankcje zostały wprowadzone na rok. Po sześciu miesiącach obowiązywania ma dojść do rewizji skutków ich wprowadzenia. Zachodni sojusznicy nie zdecydowali się na sankcje wobec spółki Aleksieja Millera – Gazpromu. Ciężar odpowiedzialności spadałby tutaj głównie na Europę, która jest zależna od importu rosyjskiego surowca, a jej zachodnia część zyskuje na współpracy z gazowym gigantem.

Ponadto, sankcje wobec Gazpromu wprowadzone teraz skomplikowałyby walkę Komisji Europejskiej o ustabilizowanie sytuacji w ukraińskim sektorze gazowym. Komisarz ds. energii UE Gunther Oettinger kursuje do Moskwy, aby skłonić Rosjan do powrotu do stołu negocjacji w formacie KE-Ukraina-Rosja, które zostały przerwane po wprowadzeniu przedpłat na dostawy gazu od Gazpromu nad Dniepr. W kwietniu 2014 roku Rosja podniosła cenę surowca dla Ukrainy z $268,5 do $485,5 za 1000 m3. 16 czerwca Gazprom wprowadził przedpłaty za dostawy. Ukraińcy nie mają pieniędzy na ich opłacenie, więc od tego czasu nie importują gazu z Rosji. Komisja Europejska liczy na to, że strony siądą do rozmów z jej udziałem w najbliższym czasie. Zostały one zamrożone przez Rosjan po wprowadzeniu przedpłat. W ramach starań Komisji z jej inicjatywy w tym tygodniu w Moskwie spotkają się komisarz ds. energii Gunther Oettinger oraz minister energetyki Rosji Aleksander Novak. Oettinger liczy na porozumienie w sprawie dostaw gazu na Ukrainę do końca lata. Z ukraińskiego rynku gazu znika także pośrednik RosUkrEnergo w którym udziały posiadali Gazprom i Centragas oligarchy Dmitro Firtasza.

Tymczasem Sekretariat Wspólnoty Energetycznej do której należy Ukraina zalecił Kijowowi zbadanie zapisów kontraktu Naftogaz-Gazprom. Zdaniem Sekretariatu paragrafy dotyczące take or pay i zakazu reeksportu surowca mogą być niezgodne z zasadami Wspólnoty, która promuje unijne acquis communautaire dla energetyki w Unii Europejskiej oraz krajach stowarzyszonych z nią, jak Ukraina, Mołdawia czy kraje bałkańskie. Do 1 września Kijów ma przedstawić informacje na temat działań jakie zamierza podjąć w celu usunięcia niezgodności w umowie gazowej. W razie braku reakcji Sekretariat może ukarać Ukraińców. Kijów zgłasza zastrzeżenia także do umowy na tranzyt gazu. Chce ją dostosować do norm Wspólnoty Europejskiej AGSI+, które sama przyjęła w tym roku.

Kijów liczy na wyrok sądu arbitrażowego w Sztokholmie w sprawie ceny gazu od Gazpromu latem 2015 roku. Wstępne wyniki mają zostać ogłoszone zimą. Ukraińcy nie uznają algorytmu obliczania ceny gazu przez Rosjan. Ich zdaniem cena jest polityczna i nie ma związku z sytuacją na rynku gazu. Gazprom również skierował do Sztokholmu swoje skargi przeciwko Ukraińcom, którzy zalegają z zapłatą za odebrane dostawy gazu (szacowane dotąd na 5 mld dolarów) oraz nieodebrane a zakontraktowane w ramach klauzuli take or pay (nawet 11 mld dolarów). Ukraińcy domagają się zaś 6 mld dolarów „nadpłaty” za dostawy od 2010 roku do teraz. Sztokholm zdecydował, że skargi obu stron połączy w jedną sprawę. Są one ze sobą w naturalny sposób powiązane. Należy jednak oczekiwać, że Kijów nie uzyska tak daleko idącego wyroku sądu, jakiego mógłby oczekiwać w osobnym postępowaniu. Ukraina nadal jest dłużnikiem Gazpromu. Agencja Fitch utrzymała negatywną ocenę dla tej firmy w krótkim terminie ale długoterminowo przyznała mu ocenę AAA, co potwierdza, że Gazprom pozostanie kluczowym dostawcą gazu do Europy, bez względu na sytuację nad Dnieprem.

Tymczasem reforma sektora gazowego nad Dnieprem stanęła. Po podwyższeniu taryf dla przemysłu i gospodarstw domowych rząd Arsenija Jaceniuka nie przyjął niezbędnych ustaw regulujących funkcjonowanie sektora. Wprowadził możliwość ręcznego sterowania nim poprzez prawo do ogłoszenia gazowego „stanu wojennego” i na tym poprzestał. Cały program reform na Ukrainie jest zagrożony przez tarcia w koalicji Euromajdanu. Spór toczy się na linii Batkiwszczyna Jaceniuka i Swoboda (Narodowcy Oleha Tiahnyboka) versus obóz prezydencki Petra Poroszenki oraz UDAR Witalija Kliczki. Tymczasem bez parasola politycznego nie będzie możliwe zabezpieczenie pożądanych zmian w sektorze gazowym na czele z rozdziałem właścicielskim Naftogazu oraz nowych pożyczek z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych źródeł, które pierwotnie miały finansować reformy, a obecnie istnieje ryzyko, że zostaną wchłonięte przez budżet bez oczekiwanych skutków dla sektora. Szefowa MFW Christine Lagarde wystosowała już apel o przyspieszenie reform w ukraińskim sektorze gazowym. Ostrzegła ukraińskich polityków przed populizmem na potrzeby nowych wyborów parlamentarnych.

W tej trudnej sytuacji europejskie sankcje omijają Gazprom, aby umożliwić dalszą rozmowę z Rosjanami na temat Ukrainy. Do wiosny Kijowowi wystarczy własnych zapasów gazu a niedobory pokryje import z kierunku zachodniego. Potem musi dojść do porozumienia z Rosjanami. Ominięcie Gazpromu jest na rękę europejskiemu biznesowi, dużo bardziej zależnemu od tej firmy niż od Rosnieftu, w którego uderzyły sankcje. Długofalowo Rosjanie planują uniezależnić się od podobnych narzędzi wpływu Zachodu poprzez wspólną z krajami grupy BRICS inwestycję w Nowy Bank Rozwoju. W swoich celach ma on wpisane między innymi „zapewnienie płynności krajom członkowskim w wypadku kryzysu balansu płatności”.

Z polskiego punktu widzenia solidarne wprowadzenie restrykcji przez państwa zachodnie jest odbiciem negatywnego trendu tworzenia się obozu prorosyjskiego w ramach Unii Europejskiej, który podkopywał współpracę państw Wspólnoty i szerzej, współpracę transatlantycką. Dopiero niebawem okaże się, czy jest to trwałe przełamanie. Rosjanie już zapowiedzieli, że przetestują zachodnią solidarność. Moskwa zapowiedziała wprowadzenie własnych sankcji ale tylko wobec państw europejskich, które ratyfikują opisywane ustalenia ambasadorów Unii Europejskiej. Prezydent Władimir Putin, w odpowiedzi na pokaz zachodniej współpracy mówi: Sprawdzam! Okazją do takiego testu będzie na przykład budowa gazociągu South Stream, którą wbrew Brukseli nadal wspiera część państw europejskich. Tutaj jednak „pierwszym wśród równych” będzie Państwo Środka, nie imperium Putina.

Tymczasem Rosnieft, który w rosyjskim sektorze energetycznym z powodzeniem odbierał prym Gazpromowi, czekają trudne czasy. Czy problemy spółki Igora Sieczina, kluczowego rosyjskiego polityka dla tamtejszej energetyki, skłonią Władimira Putina do złagodzenia kursu na Ukrainie? A może Sieczin wykorzysta swoje więzi personalne z prezydentem Rosji, by nakłonić go do tego? Znaczenie może mieć także fakt, że w czasach gdy obaj byli funkcjonariuszami sowieckich służb specjalnych, to Sieczin był przełożonym Putina. Czy z tej zależności coś zostało? Niektórzy twierdzą, że firma Sieczina i tak sobie poradzi. – Chińska przedpłata na konto kontraktu naftowego z Rosnieftem rekompensuje rosyjskiemu koncernowi zablokowanie dostępu do rynku kapitałowego na Zachodzie – powiedział szef BP Robert Dudley na roboczej telekonferencji z analitykami. Dodał, że Rosnieft ma wystarczająco dużo instrumentów do generowania środków kapitałowych w ramach współpracy z Chinami. Dudley powiedział też, że osobiście nie ma problemów, aby reprezentować BP w Radzie Dyrektorów Rosnieftu. Uznał, że sankcje przeciwko Rosji są dużym błędem i „prowadzą w bardzo złą stronę”.

Retoryka walki biznesmenów jak szef Rosnieftu z siłowikami na wzór ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu przypomina iluzoryczny podział sowieckich władz na gołębie i jastrzębie promowany w zachodnich mediach doby zimnej wojny. Został on zakwestionowany w raportach zachodnich służb specjalnych jako zabieg wizerunkowy Kremla. Podobnie było z rzekomymi sporami w ramach Układu Warszawskiego, który na przykład w przypadku rumuńskiego reżimu Nicoli Ceausescu był sposobem na pozyskanie przychylności Zachodu, a zorganizowano go w ramach programu Czerwone Horyzonty opisywanego przez Iana Pacepę w jego książce o tym samym tytule. Niezależnie od tego czy Rosjanie rozpoczęli teraz podobną operację wizerunkową, odpowiedź Rosji na zachodnie sankcje będzie stanowcza i jednorodna. Bez względu na rzekomą walkę rosyjskich buldogów pod dywanem, w przeciwieństwie do Zachodu, Kreml potrafi zdyscyplinować swój biznes na potrzeby celów politycznych. Czy kolejna tura restrykcji zachodnich mogła zaskoczyć gracza, jakim jest Władimir Putin? Papierkiem lakmusowym będzie tutaj sytuacja na Ukrainie, gdzie trwa operacja antyterrorystyczna Kijowa. Prezydent USA Barack Obama przekonuje, że polityka państw zachodnich nie oznacza „nowej zimnej wojny”. Tymczasem nad Dnieprem trwa wojna „gorąca”, na którą Zachód wreszcie stanowczo zareagował. – Próbujemy stopniowo podnosić temperaturę, ale tak by nie przegotować – ocenił Amerykanin pracujący nad sankcjami Steve Ganyard w rozmowie z The Washington Times.