font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Środowisko 16 marca, 2016 godz. 13:00   

Jakóbik: Polacy walczą w Brukseli o odroczenie kary śmierci dla węgla

Parlament Europejski

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Polski Komitet Energii Elektrycznej zrzeszające krajowych producentów energii zwołało spotkanie poświęcone propozycjom na rzecz zwiększenia opłacalności polityki klimatycznej. Polacy domagali się w Brukseli bardziej efektywnej kosztowo polityki, co miałyby zapewnić mechanizmy kompensujące.

Gospodarzami spotkania zaplanowanego na 16 marca zostali trzej posłowie do Parlamentu Europejskiego: Karl-Heinz Florenz z Europejskiej Partii Ludowej, Zdzisław Krasnodębski z Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz Dan Nica z Socjalistów i Demokratów. Głos miał zabrać przewodniczący Komisji ds. Badań Naukowych i Przemysłu (ITRE) Jerzy Buzek. W spotkaniu wzięli także udział prezes PKEE, szef Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), Marek Woszczyk, Hans ten Berge – sekretarz generalny organizacji Eurelectric, oraz Jos Delbeke, dyrektor generalny ds. polityki klimatycznej w Komisji Europejskiej. PKEE zrzesza PGE, Tauron, Energę, Eneę i RWE. Te firmy są odpowiedzialne za około 86 procent wytwórstwa energii w Polsce i prawie 93 procent sprzedaży na naszym rynku.

Ze względu na niskie zapotrzebowanie na energię, niskie ceny tego towaru na rynkach i rozwój odnawialnych źródeł energii sprawiają, że inwestycje w sektorze wytwórczym w Polsce potrzebują nowego źródła finansowania. W październiku 2015 roku Polska zgodziła się w Radzie Europejskiej na pakiet energetyczno-klimatyczny na lata 2020-30. Derogacje przyznane Polsce zakładają, że do 2020 roku dostanie ona darmowe pozwolenia na emisję z sektora energetycznego o wartości 3-3,6 mld euro, a do 2030 roku około 9 mld euro. To niewiele w porównaniu z około 60 mld euro inwestycji niezbędnych do wypełnienia celu redukcji emisji o 30 procent do 2030 roku. Obecne i przyszłe rekompensaty stanowią około 20 procent potrzebnych inwestycji. Powodem jest między innymi niska cena pozwoleń. Jeżeli Niemcom uda się przeforsować cel redukcji w wysokości 40 procent, te koszty dodatkowo wzrosną. Istnieje taka pokusa po szczycie klimatycznym COP 21 w Paryżu. Utrzymanie wzrostu temperatury na kuli ziemskiej poniżej 1,5 stopni Celsjusza, a nie 2 stopni, to wezwanie do radykalizacji polityki klimatycznej, czego obawiają się Polacy, a przyjmują z zadowoleniem nasi zachodni sąsiedzi. Tymczasem polska Rada Ministrów podjęła we wtorek 15 marca uchwałę ws. niepodnoszenia uzgodnionego przez UE 40 proc. pułapu redukcji CO2 – poinformowało CIR. W uchwale podkreśla się, że zgodnie z Protokołem z Kioto Polska ograniczyła emisję na poziomie 30 proc. przy wymaganych 6 proc.

Podczas konferencji w Brukseli Polacy wskazywali, że przyjęty system nie rekompensuje strat z tytułu polityki klimatycznej dla sektora węglowego przez ograniczenia z tytułu pomocy publicznej wykluczające wsparcie dla sektora konwencjonalnego. Nie można dopłacić do modernizacji bloków węglowych, bo prawo unijne pozwala jedynie inwestować w źródła odnawialne. Jest tak, ponieważ w przekonaniu najsilniejszych zwolenników ambitnej polityki klimatycznej, ostatecznym celem dekarbonizacji nie jest redukcja emisyjności sektora energetycznego do zera, ale usunięcie z niego źródeł węglowych w ogóle. Takie stanowisko prezentują niemieccy oficjele, z którymi rozmawiałem w Berlinie. Twierdzą oni, że skoro cel usunięcia węgla z miksu energetycznego jest już ustalony, to należy zacząć rozmawiać o narzędziach jego realizacji. Proponują dyskusję o wykorzystaniu funduszu modernizacyjnego na przekształcenie lokalnej gospodarki regionów, w których wydobycie węgla i produkcja z niego energii elektrycznej jest jej ważnym elementem. Twierdzą, że nie ma sensu inwestować w nowe technologie węglowe, skoro ostatecznie zostaną one wyparte przez energetykę odnawialną. Już teraz przygotowują kontrargumenty na polską inicjatywę zalesiania, jako wkładu do redukcji emisji, czyli redukowania obciążeń dla sektora energetycznego przez sadzenie drzew. Krytycy polskiego pomysłu przekonują, że pomysł należy zrewidować, a jego obecna wersja ma małe szanse w Radzie Europejskiej. W rzeczywistości potwierdzają, że wyrok na węgiel został już wydany. To kwestia czasu, jaki zajmie przeciwnikom zmian przyjęcie tego do wiadomości. Im dłużej to potrwa, tym bardziej zapóźnieni będą w rozwoju zielonej energetyki.

Polacy nie chcą się jednak ścigać z Niemcami w rozwijaniu sektora, który po zachodniej stronie Odry powstaje od lat 70’ zeszłego wieku. Wolą rozwijać własną specjalność, czyli energetykę węglową, pomimo faktu, że podpisali się pod wyrokiem na węgiel w postaci pakietu klimatycznego na lata 2020-30. Podczas gdy Polacy chcą dalszych wyłączeń spod pakietu, Niemcy lobbują za rozszerzeniem ETS na sektor transportowy i rolnictwo. Znajdą posłuch we Francji, Wielkiej Brytanii, krajach Beneluxu i Skandynawii. Mimo to Polska także ma swoje argumenty. Nowe, wysokosprawne bloki węglowe zwiększają efektywność powyżej 45 procent, a Chińczycy mają podobno iść jeszcze dalej. Pozwoli to zmniejszyć zużycie węgla i wytworzyć więcej energii z jego tony. Przełoży się to na mniejszą emisyjność. Jeżeli jednak zwolennicy radykalnej polityki klimatycznej nakażą redukcję emisji do zera, długoterminowo nawet tak sprawne inwestycje się nie opłacą. Polacy traktują jednak politykę klimatyczną jak niezdrową modę, która wkrótce przeminie. Stąd wypływa przekonanie wiceministra energii Krzysztofa Tobiszowskiego, z którym miałem przyjemność rozmawiać, że koniunktura na węgiel wróci. Zachodnia Europa wierzy w coś przeciwnego.

Zwolennicy rewizji polityki klimatycznej zebrani przez PKEE w Brukseli postanowili skupić się na perspektywie inwestora. Przypomnieli, że na mocy dyrektywy Systemu Handlu Emisjami (ETS) zaproponowano fundusz modernizacyjny, który ma zapewnić państwom członkowskim środki na przeobrażenie energetyki zgodnie z wytycznymi polityki klimatycznej. Decyzje inwestycyjne mają jednak zapadać na poziomie UE. Przewodniczącym komisji zarządzającej środkami ma być reprezentant Komisji. Do inwestycji nie dojdzie, jeżeli sprzeciwi się jej Europejski Bank Inwestycyjny, albo przewodniczący z KE. Sceptycyzm tych instytucji wobec energetyki konwencjonalnej może oznaczać, że zgłoszą weto wobec jakiegokolwiek dofinansowania z funduszu modernizacyjnego dla inwestycji innych, niż Odnawialne Źródła Energii, co jest niekorzystne z punktu widzenia Polaków, którzy wytwarzają prawie 90 procent energii elektrycznej z konwencjonalnych źródeł. PKEE wskazuje, że w ten sposób KE uzyskuje przewagę nad państwami członkowskimi. Weto EBI ma zaś oznaczać, że kraj członkowski będzie miał ograniczony wpływ na kształtowanie własnej polityki energetycznej, do czego zachowuje pełne prawo na mocy Traktatu Lizbońskiego. Nieprzejrzyste decyzje opisywanych instytucji mogą godzić w suwerenność krajów członkowskich.

Polacy apelują o jak największe wykorzystanie mechanizmów kompensujących. Dyrektywa ETS minimalizuje rekompensatę dla sektora konwencjonalnego przez szereg ograniczeń dla wykorzystania środków z funduszu modernizacyjnego. PKEE domaga się przekazania kompetencji w tym zakresie państwom członkowskim, które miałyby prawo do inwestycji w projekty najbardziej pożądane ze względu na polskie uwarunkowania i bezpieczeństwo dostaw. W konkluzjach Komisji Europejskiej z 24 października 2015 roku zapisano, że fundusz powinien być zarządzany przez państwa członkowskie „przy zaangażowaniu Europejskiego Banku Inwestycyjnego”.

Zwolennicy radykalnej polityki klimatycznej mają są silniejsi, mają więcej pieniędzy i lepszą prasę. Z tego punktu widzenia nawet wywalczenie, aby środki funduszu modernizacyjnego mogły wesprzeć osaczoną energetykę konwencjonalną w Polsce, byłoby jakimś osiągnięciem i odroczeniem kary śmierci dla węgla. Najpierw jednak należy ustalić, czy Polska w ogóle przyjmuje do wiadomości wyrok, pod którym sama podpisała się w Brukseli. Jeżeli koniunktura na czarne złoto ma wrócić, to rząd powinien przedstawić twarde dane uzasadniające to przekonanie. Jeżeli ich nie ma, to sam podkłada się swoim krytykom w Brukseli i kopie się z koniem. W ten sposób nie wywalczy wyłączenia spod polityki klimatycznej i nie obroni sektora węglowego przed paneuropejskim trendem.

Okazją do dyskusji na ten temat będzie organizowany przez rząd federalny Berlin Energy Transition Dialogue 2016. Impreza odbędzie się 17 i 18 marca. W konferencji wezmą udział zarówno polscy, jak i niemieccy eksperci ds. energetyki oraz polityki klimatycznej. Pojawią się goście ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Swoje zdanie mają przedstawić delegaci z polskiego rządu – m.in. wiceminister energii Michał Kurtyka. Czy uda im się nieco odroczyć karę śmierci dla węgla?