font_preload
PL / EN
Alert 11 marca, 2016 godz. 12:45   
REDAKCJA

Japonia kontynuuje powrót do atomu. BP wróży problemy branży na Zachodzie

Elektrownia atomowa Takahama Elektrownia jądrowa Takahama w Japonii. Fot. Wikimedia Commons

(World Nuclear News/Wojciech Jakóbik)

Premier Japonii przyznał, że jego kraj nie poradzi sobie bez energetyki jądrowej. Powiedział to w piątą rocznicę katastrofy w elektrowni Fukushima Daichi z 2011 roku.

Shinzo Abe ocenił 10 marca, że Japonia nie poradzi sobie bez energetyki jądrowej. W 2011 roku fala tsunami zalała reaktory obiektu w Fukushimie, co spowodowało wybuch rdzeni i skażenie radioaktywne w okolicy. Obecnie ludność powoli wraca na obszary zamieszkania w pobliżu elektrowni.

– Nasz kraj ubogi w surowce nie może sobie poradzić bez energii jądrowej. Potrzebuje jej dla zapewnienia stabilnych dostaw energii, biorąc jednocześnie pod uwagę opłacalność ekonomiczną i względy środowiskowe – ocenił Abe. Po katastrofie w Fukushimie japońskie reaktory jądrowe zostały wygaszone. Obecnie część z nich wraca do sieci. Abe zadeklarował, że rząd będzie przyłączał te, które spełnią najwyższe standardy bezpieczeństwa. Reaktor numer 4 w elektrowni Takahama został wyłączony z sieci po usterce na kilka dni po jego restarcie. Reaktor 3 działa normalnie.

Kontrolą sytuacji w sektorze zajmuje się Urząd Regulacji Nuklearnej powołany po katastrofie w Fukushimie. – Kluczowe jest bardziej niż kiedykolwiek przywrócenie publicznego zaufania – powiedział japoński premier.

Według firmy BP, światowe zapotrzebowanie na energię wzrośnie w latach 2014-2035 o 34 procent. Moce wytwórcze z atomu mają zwiększyć udział w światowym miksie energetycznym o 50 procent. 95 procent wzrostu zapotrzebowania ma pochodzić z krajów spoza OECD. Paliwa kopalne mają realizować do 80 procent zapotrzebowania w 2035 roku (86 procent w 2014 roku). Źródła niekopalne mają zapewniać 21 procent w porównaniu do 14 procent obecnie. Z tego odnawialne źródła mają stanowić 9 procent w 2035 roku (3 procent obecnie).

Według BP do 2020 roku udział energetyki jądrowej w pokryciu zapotrzebowania na energię w Japonii ma osiągnąć 60 procent poziomu z 2010 roku wraz z ponownym uruchamianiem kolejnych reaktorów.

Wykorzystanie energetyki jądrowej ma rosnąć z 574 mln ton ekwiwalentu ropy naftowej w 2014 roku do 859,2 mln w 2035 roku, co oznacza wzrost o około 50 procent. Atom będzie zmniejszał udział w generacji w Unii Europejskiej i USA. Spadnie z 29 do 13 procent przez czynniki polityczne, starzenie się bloków i wyzwania ekonomiczne przed budową nowych.

Problemy z rentownością

Przykładem może być projekt budowy elektrowni Hinkley Point w Wielkiej Brytanii. Francuska agencja audytowa oceniła, że przedsięwzięcie jest poważnym zagrożeniem dla rentowności jego wykonawcy, czyli francuskiego EDF. Projekt wart 18 mld funtów musi rozwiązać szereg problemów przed implementacją. The Cour des Comptes (odpowiednik UOKiK) ocenił, że zaangażowanie w niego bez wcześniejszych analiz było błędem, choć wysiłki Wielkiej Brytanii na rzecz zapewnienia mu kontraktów różnicowych są korzystnym postępem, podobnie jak włączenie inwestora z Chin – CGN, który przejął jedną trzecią akcji.

Rząd brytyjski przedstawił mechanizm wsparcia, który miał zwiększyć rentowność inwestycji, która po realizacji ma zapewniać do 7 procent zapotrzebowania na energię elektryczną na Wyspach. Londyn przedstawił kontrakt różnicowy na 35 lat, z ceną gwarantowaną w wysokości 92,5 funtów za MWh. Oznacza to, że jeżeli hurtowa cena rynkowa spadnie poniżej tego poziomu, różnicę opłaci rząd.

Problemem są jednak złe wyniki EDF. Firma zadłużyła się na 37 mld euro. Jej kapitalizacja skurczyła się o prawie połowę do 21 mld euro. Financial Times wskazuje, że to zaledwie 67 procent kosztów Hinkley Point po stronie francuskiej firmy.

Problemy technologiczne projektu jądrowego Flamanville we Francji mogą doprowadzić do jego zamrożenia. To z kolei może sprawić, że pojawią się wątpliwości wokół brytyjskiej inwestycji, która znajduje się pod stałą krytyką środowisk ekologicznych i antynuklearnych.

Tymczasem rząd w Londynie zadeklarował rezygnację z energetyki węglowej w ogóle. Jeżeli Brytyjczycy zrezygnują z Hinkley Point, będą musieli obniżyć ambitne cele redukcji emisji do poziomu ustalonego przez wszystkie kraje. Jeżeli nie chcą porzucić projektu, będą musieli wydać więcej pieniędzy na jego wsparcie.

Wielka Brytania zadeklarowała, że porzuci energetykę węglową w 2025 roku na korzyść gazowej i jądrowej. Gaz ma pochodzić z brytyjskich złóż łupkowych, a energię jądrową ma zapewnić Hinkley Point.

Jak informował 15 lutego BiznesAlert.pl EDF kolejny raz zrezygnował z podjęcia ostatecznej decyzji inwestycyjnej w sprawie projektu Hinkley Point, czyli budowy dwóch reaktorów jądrowych w Wielkiej Brytanii.

Nieoficjalne źródła Reutersa przekonują, że w kierownictwie spółki rośnie niepokój o rentowność inwestycji wartej 18 mld funtów, czyli 23,21 mld euro. To więcej niż wartość EDF, wynosząca 22,5 mld euro. Związki zawodowe spółki posiadające sześć na 18 miejsc w zarządzie, sprzeciwiają się inwestowaniu w projekt. W zamian zamierzają zaproponować, aby inwestora chińskiego CGN zainteresować Europejskimi Reaktorami Ciśnieniowymi, czyli alternatywną technologią, którą wykorzystano ją do budowy czterech reaktorów – w Finlandii, Francji i Chinach. Konstrukcja trwa. EPR ma dawać większe bezpieczeństwo i efektywność pracy.

Wsparcie polityczne

Mimo obaw Komisja Europejska wyraziła zgodę na współpracę EDF i CGN przy Hinkley Point. Nie stanowi on zagrożenia dla konkurencji na rynku ze względu na umiarkowane zaangażowanie firm w sektorze. Rządy Francji i Wielkiej Brytanii potwierdziły swoje poparcie dla projektu elektrowni jądrowej Hinkley Point. Zostały do tego zmuszone po tym, jak osoba odpowiedzialna za projekt opuściła stanowisko w firmie EDF tuż przed ostateczną decyzją inwestycyjną.

Dyrektor finansowy Thomas Piquemal zrezygnował z zarządzania projektem szacowanym na 18 mld funtów. Przeciwnicy przedsięwzięcia oceniają, że nigdy nie będzie ono rentowne i pogrzebie firmę. Francuski rząd posiadający 85 procent akcji w firmie uznaje jednak, że projekt jest kluczowy dla utrzymania zamówień dla EDF w czasach dekoniunktury. Rząd brytyjski oczekuje, że w 2025 roku Hinkley Point zapewni do 7 procent zapotrzebowania na energię elektryczną na Wyspach.

O problemach projektu rozmawiali prezydent Francois Hollande i premier David Cameron podczas szczytu francusko-brytyjskiego w marcu tego roku, gdzie według źródeł Financial Timesa, mieli wyrazić ponownie poparcie dla Hinkley Point. W poniedziałek 7 marca minister gospodarki Francji Emmanuel Macron zapowiedział, że jego kraj ponawia pełne poparcie dla projektu, który uznaje za bardzo dobrą inwestycję.

Po tej deklaracji dyrektor EDF Jean-Bernard Levy zapewnił, że wsparcie państwa gwarantuje realizację projektu. Rzecznik prasowy premiera Wielkiej Brytanii potwierdził pełne wsparcie Hinkley Point. Anonimowe źródła brytyjskiej gazety przekonują, że usunięcie Piquemala było tylko sposobem na pozbycie się ostatniego przeciwnika przed podjęciem finalnej decyzji inwestycyjnej.