font_preload
PL / EN
Atom Energetyka 22 stycznia, 2018 godz. 9:45   
KOMENTUJE: Jerzy Lipka

Lipka: Co się kryje za próbą zatrzymania polskiego atomu

Elektrownia atomowa w Temelinie

Czytając niektóre artykuły na energetycznych portalach można odnieść wrażenie jakoby elektrownie jądrowe były właściwie technologią schylkową a świat czekała świetlana przyszłość energetyczna związana z energetyką wiatrową i słoneczną a także innymi rodzajami tzw OZE. Już sama nazwa „energetyką odnawialna” jest myląca bo energia nie odnawia się! – pisze Jerzy Lipka, przewodniczący Obywatelskiego Ruchu na Rzecz Energetyki Jądrowej.

Pan profesor Konrad Świrski wieszcząc schyłek energetyki jądrowej porównuje ją w swoim artykule do skomplikowanej technologii wyrobu bardzo ostrych mieczy. Jak sam zauważa umiejętność ich wyrobu zanikła a częściowo przyczyną mógł być rozwój broni palnej i zabijanie na odległość. Broń palna zatem okazała się nowym bardziej skutecznym sposobem zabijania od najbardziej ostrych mieczy, jako że mieczem nie zabija się na odległość.

Gdyby przenieść to porównanie na energetykę trzeba by zadać pytanie – jaki jej rodzaj jest odpowiednikiem znakomitych ostrych mieczy a jaki np broni palnej która spowodowała zanik starych znanych technologii. Czy właśnie energetyka jądrowa jak sugeruje Pan profil. Konrad Świrski jest tą schylkową zanikajacą technologią? Śmiem twierdzić że nie i że raczej energetykę jądrowa można przyrównać do broni palnej.

Dlaczego? Ponieważ tak jak broń palna jest dużo doskonalszym rodzajem broni niż miecze, tak samo energetyka jądrowa ma przewagę zarówno nad tradycyjną energetyką węglową bądź gazową ale również nad tzw źródłami OZE.

Na czym ta przewaga polega? W stosunku do węgla i gazu oraz wogóle procesu spalania elektrownia jądrowa wytwarza ciepło z nieprawdopodobną wydajnością nieosiągalną dla jakiejkolwiek innej stosowanej dziś technologii. Ponadto co nie bez znaczenia odbywa się to wszystko przy zerowej emisji. Nawet jeśli chodzi o odpady to w porównaniu z elektrownia węglową ich ilość jest znikoma.

W stosunku do energetyki wiatrowej i słonecznej przewaga atomu jest oczywista. Elektrownia jądrowa nie wymaga wsparcia innych przeważnie emisyjnych źródeł energii tak jak wymagają tego niestabilne zależne od warunków zewnętrznych źródła OZE.

Tylko energetyka wodna spośród tych źródeł posiada współczynnik rocznego wykorzystania mocy na poziomie 50%. Energetyka wiatrowa na lądzie w polskich warunkach już tylko 17%, a farmy morskie na poziomie 35%. Przy kosztach inwestycyjnych wyższych niż w przypadku energetyki jądrowej. Wyższych w przeliczeniu na jednostkę wyprodukowanej energii i czas życia.

Jeszcze mniej efektywna jest energetyka słoneczna bo to poziom 12% rocznego wykorzystania mocy zainstalowanej.

Tymczasem efektywność roczna wykorzystania mocy w elektrowniach jądrowych to nawet 90%. Różnica zasadnicza.

Odnoszę wrażenie, czytając artykuły przeciwników atomu z Panem profesorem Swirskim na czele, że przy swoich rozważaniach co do opłacalności różnych źródeł energii koncentrują się wyłącznie na kosztach inwestycyjnych. To prawda że w tym elemencie energetyka jądrowa przegrywa z gazową oraz węglową, choć wygrywa np z morskimi farmami wiatrowymi. Ale dla końcowego odbiorcy energii elektrycznej rownie ważne co koszty inwestycyjne są koszty po jakich dane źródło energię wytwarza.

Co z tego, że zbudujemy tanio, szybko i bezboleśnie elektrownię gazową, skoro potem przez cały okres jej działalności daje nam ona energię po wysokich kosztach z wahaniami zależnymi od aktualnej ceny surowca. Bo aż 70% kosztów wytworzenia energii w takiej elektrowni to cena gazu. W przypadku spalania węgla jest to 50% a w elektrowni jądrowej koszt uranu to mniej niż 10% kosztu wytworzenia energii. A więc znacznie większą stabilność i przewidywalność co nie jest bez znaczenia.

Elektrownia weglowa o mocy 1000 MW potrzebuje aż 2,5 mln ton węgla energetycznego rocznie. To kilka pociągów dziennie. Uran natomiast dla takiej samej elektrowni jądrowej (roczny ładunek paliwa) to ok 22 ton. Zmieści się na dużej ciężarówce! Ma to swoje odbicie w kosztach eksploatacyjnych które w ciągu roku dla elektrowni 1000 MW węglowej wynoszą 300 mln euro a jądrowej 40 mln euro. Pod tym względem elektrownia gazowa jest jeszcze gorsza od węglowej. A pamiętajmy że duży odsetek OZE w systemie oznacza duży udział również energetyki gazowej niezbędnej do wsparcia tamtych niestabilnych źródeł.

Przytaczane przez przeciwników polskiego atomu informacje o problemach na budowach Flamanville czy Olkiuoto są manipulacją w świetle tego że budowane są tam prototypy EPR a takie budowy zawsze nastręczają problemów. Budowa któregoś z rzędu bloku jądrowego jest szybsza i łatwiejsza. Nie wspomina się też i o tym że  w Finlandii nadzór jądrowy  może zmieniać wymagania w trakcie trwania inwestycji i robił to opóźniając budowę  o lata. W Polsce takiego prawa nie ma. Bankructwo Westinghause jako koniec epoki atomu też jest przesadą. W każdej branży niektóre firmy bankrutują na ich miejsce powstają nowe. Także w branży OZE. Ale na pewno atom zmaga się w niektórych krajach europejskich z nieprzychylną atmosferą wynikającą z ideologii politycznej a w zasadzie energetycznej poprawności – ideologii forsowania i wspierania OZE za wszelką cenę. W Niemczech to właśnie polityka i układy prowadzą do zamykania elektrowni atomowych nie ekonomia. Układy także korupcyjne jak powiązania pana Gerharda Schredera z rosyjskim Gazpromem i eliminowanie konkurencji na rynku dla rosyjskiego gazu. Taka prawda.

Wreszcie przyrównywanie kosztów budowy EJ w Polsce do cen brytyjskich i węgierskich nie ma sensu jako że tam wszystko odbywa się w trybie bezprzewodowym mając charakter monopolu. U nas ma się odbyć przetarg dwuetapowy z udziałem np firmy koreańskiej gdzie koszt budowy 1000 MW bloku jądrowego wynosi ok 3,2 mld euro. To będzie mieć wpływ na przedstawienie propozycje. Z oceną kosztów poczekajmy na rozstrzygnięcie przetargu.

I wreszcie koszty zewnętrzne. Czyli ekologia i wpływ na ludzkie zdrowie. Wspomniałem o odpadach. Tych z energetyki jądrowej niewiele to objętość mierzona w kilku metrach sześciennych, głównie średnio i niskoradioaktywna bardzo mało objętościowo wysokoradioaktywnych. Tymczasem w przypadku spalania węgla mamy tu cała tablice Mendelejewa a odpady to miliony ton rocznie. Część z nich wykorzystuje się w drogownictwie ale dużo leży na hałdach w żaden sposób niezabezpieczonych. Odpady z elektrowni jądrowych leżą ok 5 do 10 lat w basenach na terenie elektrowni a potem po wytrąceniu części aktywności przewożone są i zabezpieczane w ołowianych pojemnikach przeważnie w podziemnych składowiskach. Większość z nich da się wykorzystać w przyszłości w reaktorach powielających na neutrony prędkie. Nie są to więc strikte odpady.

Mimo filtrów energetyka węglowa emituje metale ciężkie, rakotwórczy benzopiren, pył poniżej 2,5 mikrometra średnicy, związki siarki i tlenku azotu. To oczywiście poza emisja CO2. Elektrownia gazowa natomiast emituje 70% tych ilości CO2 co analogicznej mocy węglowa. Jądrowa nie emituje praktycznie nic. Wpływ energetyki na zdrowie ludzkie jest oczywisty. Zwłaszcza w Polsce gdzie aż 50 % tlenków siarki i 30% tlenków azotu pochodzi od energetyki zawodowej. To dużo. Spośród 48 tys ofiar śmiertelnych zatrutego powietrza w naszym kraju szacuje się że 5 tys to ofiary energetyki zawodowej. Aż 33 spośród 50 najbardziej zatrutych miast w Europie to miasta polskie. Energetyka zawodową i ciepłownictwo mają w tym swój duży udział.

Przeciwnicy atomu w Polsce dążą uparcie do ograniczenia naszego mixu energetycznego wyłącznie do węgla i gazu uzupełnionego źródłami wiatrowymi i słonecznymi. W podstawie systemu jednak węgiel i gaz. Więc źródła emisyjne. Siła jednak systemu i jego niezawodność jest tym większa im jest bardziej zróżnicowany i zdywersyfikowany. Wyeliminowanie z naszego mixu technologii tak wydajnej jak atom ewidentnie osłabia całą energetyke i czyni mniej niezawodną. Bo uzależniona ściśle od paliw kopalnych. Bez alternatywy dla nich.

Do tego wszystkiego Polska nie ma gazu ziemnego a do wydobycia tego że złóż łupkowych potrzeba opłacanej w naszych warunkach technologii którą też nie dysponujemy. Budowanie energetycznej strategii na czymś takim jest niesłychanie ryzykowne i może się okazać niezwykle kosztowne o czym świadczy przykład Niemiec które wydały na energetyczną rewolucję już 220 mld euro a efektu w postaci zmniejszenia emisji CO2 nie widać! Przeciwnie nastąpił wzrost tej emisji o 2% licząc całą gospodarkę, ale w sektorze energetycznym ten wzrost wyniósł aż 43% od chwili rozpoczęcia Energiewende. Oznacza to całkowite fiasko jeśli chodzi o cel emisyjny mimo wydatkowania na badania naukowe dotyczące OZE kwot jakich Polska nie ma i długo mieć nie będzie.

Gdyby te same Niemcy, odrzucając  skrajną ideologię Zielonych chciały postępować racjonalnie to zacząć powinni od zamknięcia elektrowni węglowych pozostawiając potencjał jądrowy nie naruszony i zapewniając sobie nawet w okresie braku wiatru i słońca energię w sposób bezemisyjny. Tak się nie stało i zamykane elektrownie jądrowe trzeba było pilnie zastąpić tymi na węgiel brunatny i gazowymi. Stąd brak efektow jeśli chodzi o redukcję emisji.

Niegdyś upadek naszego państwa spowodował tryumf prywaty i egoizmu ponad interesem ogółu społeczeństwa i kraju. Teraz niestety podobny skrajny egoizm tyle że branżowy i zawodowy tym razem a nieklasowy jak niegdyś staje się plagą. Energetyka jest tego bolesnym przykladem. Na jej rozwoju zaciążyła likwidacja Żarnowca i zatrzymanie polskiego programu jądrowego w latach 1989 – 1990. Potem brak odwagi rządzących i uleganie presji jednej roszczeniowej grupy zawodowej. Teraz z kolei głowę podnoszą lobbyści dążący do storpedowania w Polsce budowy elektrowni jądrowej którą postrzegają jako konkurencję dla siebie. Choć ta przyniosłaby niewątpliwe korzyści całemu społeczeństwu jak niegdyś przyniosło wybudowanie dróg ekspresowych i autostrad w końcu w budowie znacznie droższych od zwykłych dróg.

Elektrownia jądrowa to taka energetyczna autostrada. Kosztuje więcej niż węglową czy gazową ale po wybudowaniu przysparza też dużo większych korzyści pozwalając nam podjąć wyzwanie współczesnego świata. To cywilizacyjny postęp i rozwój.

I jeszcze jedno. Przyszłością energetyki jest najprawdopodobniej fuzja jądrowa i elektrownia termojądrowa. Tą skomplikowaną technologię opanują jednak tylko kraje z odpowiednim potencjałem naukowym i doświadczeniem w eksploatacji reaktorów jądrowych. Takich które rozwijały przez lata własną energetykę jądrową. Nie mając jej skazujemy się na energetyczny zaścianek na ślepy zaułek którego konsekwencje będą ponosić potem całe pokolenia. Dlatego teraz trzeba dokonać odważnego właściwego wyboru.