font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Gaz 13 października, 2017 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Teresa Wójcik

Wójcik: Polsce brakuje linii energetycznych

linie energia elektryczna fot. pixabay.com

Polska potrzebuje budowy nowych oraz modernizacji istniejących sieci przesyłowych – takie wnioski płyną z debat, która odbyły się w ramach XIV Kongresu Nowego Przemysłu. Pisze o nich Teresa Wójcik, redaktor BiznesAlert.pl.

Mamy w Polsce nowoczesny obrót i handel energią elektryczną. Na poziomie europejskim – dowodziła debata na panelu „Energetyka Plus – nowe trendy na rynku energii”. Takim jest trend przenoszenia handlu energią na Towarową Giełdę Energii. Ważne miejsce zawierania umów sprzedaży energii elektrycznej. W tym wyznaczania ceny referencyjne dla transakcji bilateralnych. Mówił o tym Paweł Ostrowski, prezes zarządu Towarowej Giełdy Energii (TGE), jeden z panelistów. Giełda jest też miejscem kontaktów wielu interesariuszy, poprawia więc ofertę i jej atrakcyjność. Stąd paneliści podkreślali znaczenie obliga giełdowego, które zaczęło stopniowo wygasać w 2016 r., a w tym roku utrzymuje się na poziomie ledwie 15 proc. Bez obligo TGE ma podcięte skrzydła, od początku 2017 r. co miesiąc handel energią elektryczną zmniejsza się o 15-20 proc. w stosunku do 2016 r. Urząd Regulacji Energii (URE) postuluje, aby co najmniej 30 proc. energii było sprzedawane przez Towarową Giełdę Energii.

Cały sektor handlu energią elektryczną jest otwarty na automatyzację i cyfryzację. A raczej – wymaga automatyzacj i cyfryzacji. Niemal wszyscy paneliści podkreślali, że dzięki wprowadzanym wyrafinowanym programom komputerowym, platformom cyfrowym i podobnym rozwiązaniom odbiorca końcowy energii staje się klientem, a energia towarem. Koszty tych cyfrowych technologii nie są małe, ale szybko się opłacają. Dzięki nim możliwe staje się prognozowanie popytu na moc i zarządzanie tym popytem. O mozliwościach dostępnej technologii cyfrowej świadczyła prezentacja cyfrowego projektu „Energetyka Plus – przykład wdrożenia” autorstwa Jakuba Łytkowskiego. Koszty – no cóż, duże, ale środki finansowe są.

– W Polsce w sektorze przesyłu energii elektrycznej jeszcze nie mamy technologii cyfrowej, dopiero początki inteligentnych sieci. To m.in. taryfy jakościowe – powiedział prezes Urzędu Regulacji Energetycznej Maciej Bando, uczestniczący w panelu „Inwestycje w dystrybucję i przesył energii” na Kongresie Nowoczesnego Przemysłu. Sytuacja elektroenergetycznych sieci przesyłowych jest mocno skontrastowana z sytuacją w obrocie i handlu energią elektryczną.

Prezes spółki Tauron Dystrybucja Robert Zasina jest przekonany, że  należy rozbudowywać sieć i inwestować w automatykę,co jest warunkiem korzystania z taryfy jakościowej wymaganej przez URE. – Jednak przede wszystkim musimy sprawnie dostarczać energię elektryczną od wytwórców. Sama automatyka i cyfryzacja cyfryzacja tej energii nie stworzą – ocenia prezes Zasina. Tu pilniejsza jest rozbudowa sieci przesyłowych podkreślali uczestnicy panelu z sektora energetyki.

A z tym jest źle – linii najwyższych napięć, 400 kV i 220 kV mamy w Polsce zdecydowanie za mało. Łącznie ok. 14 tys. km., z czego ok. 6 tys. km to linie o napięciu 400 kV. Pozostałe 8,0 tys. km to linie o napięciu 220 kV, stopniowo ( zbyt wolno?) zastępowane dużo bardziej wydajnymi połączeniami 400 kV. Te linie, t.zw.  linie najwyższych napięć służą do przesyłu energii z bloków wytwarzających energię elektryczną do stacji elektroenergetycznych. Tam napięcie jest obniżane, po czym liniami 110 kV, energia przesyłana jest do mniejszych stacji (główne punkty zasilania – GPZ). Tu następuje transformacja do poziomu średniego napięcia (najczęściej 15 kV, ale także 20 kV lub 30 kV) i dystrybucja energii do setek mniejszych stacji transformatorowych. Z nich zasilana jest większość odbiorców końcowych. 

Sieć przesyłowa musi być o wiele gęstsza. Nie ma w naszej sieci rezerwy terenowej, która pozwalałaby na przeprowadzenie remontów i modernizacji bez wyłączeń. Tymczasem, aby sieć pracowała bez awarii, musi być modernizowana i rozbudowywana. Po pierwsze dlatego, że duża część linii powstała jeszcze w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Po drugie – wystarczy porównać, ile urządzeń elektrycznych było w użyciu w przeciętnym polskim gospodarstwie domowym 20 lat temu, a ile jest dziś. Po trzecie – ile energii elektrycznej potrzebuje przemysł.

Prezes Bando powiedział, że sektor elektroenergetyczny wydaje rocznie 6 mld zł na inwestycje. „Te miliardy nie są przejadane” – uważa prezes URE, jednak  z pewnością nie wystarczą na zbudowanie, co najmniej drugie tyle kilometrów linii wysokiego napięcia. Prezes zarządu PGE Dystrybucja Wojciech Lutek argumentował, że „inwestycje w sieć są inwestycjami w bezpieczeństwo energetyczne”. Wiadomo też, że sieć przesyłowa powinna być „ustawiona” nie w układzie gwiaździstym, ale w pierścieniowym. To wszystko są potrzeby podstawowe stworzenia nowoczesnej sieci przesyłowej. Tyle, że z braku środków idzie to niesporo. Można pomyśleć – dlatego, że to sektor państwowy. Jednak…

W państwowym sektorze gazu jest dużo lepiej z inwestycjami. Mówił o tym  wiceprezes spółki Gaz-Systemu Artur Zawartko. Z jego wystąpienia nie wynikało dlaczego sektor „ma łatwiej”. – „Mamy sieć w układzie pierścieniowym. Dzięki temu w przypadku awarii jesteśmy zapewnić dostawy z drugiego kierunku. Awarii jest nie więcej niż 30 rocznie, przez co wolumeny niedostarczonego gazu są nieznaczne” – powiedział.

Zaznaczył jednak, że Gaz-System też nie ma lekko. Należy oddzielić rozwój sieci przesyłowych od przygotowań do importu gazu spoza Rosji. Ma to nastąpić w 2022 r. W niedalekiej przyszłości będą  realizowane dwa potężne projekty:  Brama Północna i Korytarz Gazowy Północ-Południe. Zawartko wspomniał, że roczny budżet remontowy spółki Gaz-System wynosi ok. 80 mln zł. Ale z kredytami dużo więcej: w tym roku na inwestycje przeznaczymy 900 mln zł. W przyszłym roku ta kwota wzrośnie do 1,9 mld zł. Dla Gaz-Systemu to duży wydatek – powiedział wiceprezes Zawartko.

Zwrócił również uwagę na pewne udogodnienia prawne, które ułatwiają realizację inwestycji. Wspomniał tzw. specustawę terminalową z 2009 r., która nieco przyspiesza uzyskanie decyzji lokalizacyjnych. Według niego problemem jest natomiast zmieniające się wciąż prawo ochrony środowiska.