font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz PAP 29 sierpnia, 2017 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Piotr Maciążek

Maciążek: Kontrakt jamalski powinny zbadać służby

Turkish Stream, gaz fot. Gazprom

Jeśli w ciągu miesiąca zmieniono tak diametralnie rekomendacje co do prowadzenia negocjacji dotyczących kontraktu jamalskiego, to powinno to zostać zbadane przez stosowne organy – mówi PAP ekspert ds. energetyki, redaktor naczelny portalu Energetyka24.com Piotr Maciążek.

Kontrakt jamalski z września 1996 r. to długoterminowa umowa między PGNiG a Gazpromem na dostawy gazu do Polski. Obowiązuje do 2022 r. Dotyczy około 10 mld m sześc. gazu transportowanego przez gazociąg Jamał-Europa. Polski odcinek rurociągu liczy około 683 km.

Kontrakt był renegocjowany w 2010 r. Ówcześni wicepremierzy Polski i Rosji – Waldemar Pawlak oraz Igor Sieczin podpisali jesienią 2010 r. międzyrządowe porozumienie w sprawie zwiększenia dostaw gazu do Polski, a PGNiG i Gazprom podpisały aneks do kontraktu jamalskiego. Porozumienie dotyczyło zwiększenia dostaw rosyjskiego gazu do Polski o około 2 mld m sześc. rocznie. Zgodnie z umową, tranzyt gazu został przewidziany do 2019 r., a dostawy do 2022 r.

Tygodnik „Sieci” opisał kulisy podpisania w 2010 r. niekorzystnej dla Polski umowy gazowej; dotarł do niejawnych instrukcji negocjacyjnych przyjmowanych przez rząd PO-PSL. Publikację skomentował dla PAP redaktor naczelny portalu Energetyka24.com Piotr Maciążek.

W jego ocenie, doniesienia tygodnika „rzucają dodatkowe światło na całą sprawę”. „Jeżeli rzeczywiście w ciągu jednego miesiąca doszło do sytuacji, w której drastycznie zmieniono rekomendacje, co do prowadzenia negocjacji dotyczących podpisania kontraktu jamalskiego, to wydaje się, że powinno to zostać zbadane przez stosowne organy” – podkreśla ekspert.

„Myślę też, że absolutnie kluczowym postulatem, związanym z kontraktem jamalskim jest to, aby ujawnić raport NIK na ten temat, przynajmniej częściowo, aby niezależni eksperci mogli zapoznać się z wnioskami NIK-u i wyrobić sobie na podstawie tego dokumentu stosowną opinię” – przekonuje Piotr Maciążek.

Szef portalu Energetyka24.com kontrakt jamalski ocenia jako niezwykle kontrowersyjny.

„W jego ramach istnieje możliwość renegocjacji ceny co kilka lat i na tym zamyka się de facto jego elastyczność” – zauważa Maciążek.

W ocenie specjalisty, w takim procesie pozycja rosyjskiego Gazpromu jest bardzo mocna. W kontrakcie jamalskim zapisane są bardzo wysokie ceny, jedne z najwyższych w Europie, jeśli chodzi o gaz ziemny. Teraz jest to mniej dotkliwe ze względu na stosunkowo niskie ceny ropy, do których zindeksowany jest gaz we wspomnianej umowie.

„Kiedy tylko cena za baryłkę +czarnego złota+ pójdzie do góry, to Polska znów odczuje ciężar tego kontraktu, co przełoży się na spółkę PGNiG i jej klientów” – przewiduje ekspert.

To, co – według niego – jest jeszcze bardziej bulwersujące, to termin obowiązywania umowy – do 2022 roku. Zdaniem Maciążka ciężko znaleźć racjonalny powód podjęcia takiej decyzji, wiedząc, że zachodzą na światowych rynkach istotne zmiany, takie jak np. rozwój LNG.

Szef portalu Energetyka24.com wskazuje ponadto, że dużym problemem, jeśli chodzi o kontrakt jamalski, jest brak jakiejkolwiek transparentności procesu jego negocjowania. „Przecieki związane z raportem NIK wskazywały, że mogło dojść do jakichś nadużyć. Niezależni eksperci nie są w stanie tego zweryfikować, ponieważ raport został utajniony przez Waldemara Pawlaka, a potem jego następcę na stanowisku ministra gospodarki, Janusza Piechocińskiego” – mówi Maciążek.

Zdaniem rozmówcy PAP doszło wówczas do sytuacji, w której jeden z głównych negocjatorów kontraktu jamalskiego, Waldemar Pawlak utajnił, jako minister gospodarki, negocjacje, w których odgrywał ważną rolę.

„To jest w mojej ocenie bardzo kontrowersyjne tym bardziej, że budzi poważne wątpliwości, czy umowa jest opłacalna dla państwa polskiego” – zaznacza specjalista. Chodzi – jak dodaje – o „koszt surowca, okres obowiązywania czy szkodliwe klauzule, takie jak zakaz reeksportu surowca, czy słynne +take or pay+, czyli +bierz albo płać+.

„Nawet jeśli Polska rosyjskiego gazu nie potrzebuje, to i tak musi za niego zapłacić, a jeśli mamy go za dużo, to nie możemy go odsprzedać” – wyjaśnia ekspert z portalu Energetyka24.com.

Polska Agencja Prasowa