font_preload
PL / EN
Energetyka OZE 9 sierpnia, 2017 godz. 7:30   
REDAKCJA

Majchrzak: Błędy małej noweli OZE może naprawić duża (ROZMOWA)

energetyka oze wiatrak

ROZMOWA

Regulując system zielonych certyfikatów nie możemy krzywdzić jednych uczestników rynku kosztem drugich. Mała nowela OZE zawiera błędy, które można skorygować na drodze dużej nowelizacji, nad którą pracuje Ministerstwo Energii – mówi w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Henryk Majchrzak.

Bartłomiej Sawicki: Na ostatnim posiedzeniu Sejmu przed wakacjami uchwalono tzw. małą nowelizację OZE dotyczącą zielonych certyfikatów. Jak Pan ocenia tę ustawę oraz dyskusję na temat zmian obejmujących rynek OZE?

Henryk Majchrzak, były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych: Na rynku niewątpliwie mamy do czynienia z nadwyżką zielonych certyfikatów w stosunku do obowiązku ich umorzenia. To naturalnie powoduje spadek ich wartości. Jest to oczywiście zjawisko negatywne, ponieważ cena zielonych certyfikatów, zgodnie z mechanizmem finansowania inwestycji w OZE, miała oscylować wokół wysokości opłaty zastępczej. Opłata była liczona tak, aby zapewnić inwestorom zwrot poniesionych nakładów. W momencie, kiedy zwiększa się podaż zielonych certyfikatów, w efekcie na przykład powstania nowych źródeł, a nie zwiększa się obowiązku OZE, powstaje nadwyżka i ceny spadają. Należy więc przywrócić ceny certyfikatów, które zapewnią ten zwrot. Opłata zastępcza na poziomie 300 zł/MWh była potrzebna ze względu na zwrot nakładów poniesionych dla inwestycji sprzed 10 lat. Dla inwestycji realizowanych dzisiaj ta kwota mogłaby być mniejsza. Dlatego też wprowadza się mechanizm feed-in tariff (taryfa gwarantowana). Dla kolejnych inwestycji, które wchodzą do systemu, opłata zastępcza stopniowo spada i mają one coraz mniejszą dopłatę. Nie ulega jednak wątpliwości, że należy pilnie przywrócić równowagę na rynku zielonych certyfikatów gwarantujący rentowność już wykonanych inwestycji.

Rząd chce wady systemu wyregulować tą ustawą…

Nie możemy jednak regulować systemu w ten sposób, że obniżając opłatę zastępczą dla dotowanych inwestycji, doprowadzimy do upadku firm, które takich dotacji nie otrzymały, a jest ich przecież w grupie energetyki wiatrowej zdecydowana większość. Należy wprowadzić raczej mechanizm, który wyeliminuje ewentualną nadmierną pomoc publiczną dla instalacji dotowanych. W zaproponowanym przed grupę posłów mechanizmie, który został przegłosowany przez Sejm i Senat, w postaci spadku opłaty zastępczej, nie możemy liczyć na wzrost ceny certyfikatów do kwoty ok. 300 zł, ponieważ nie można zakładać że rozsądny i odpowiedzialny podmiot działający na rynku zakupi certyfikaty po wyższej cenie, jeśli może uiścić znacznie niższą opłatę zastępczą.

Czy można ten problem rozwiązać?

Oczywiście, można. Rząd ma dostępne narzędzia, aby z jednej strony słusznie chroniąc interes odbiorcy końcowego energii nie doprowadzić do przeregulowania pomocy publicznej w tej grupie inwestorów, a z drugiej strony, aby ci, którzy nie otrzymali dotacji, mogli rzetelnie spłacać swoje zobowiązania (kredyty, odsetki, podatki, rachunki za utrzymanie urządzeń, itp.). Taki mechanizm istnieje. Wymaga to odpowiedniej kwalifikacji możliwych przypadków w postaci na przykład elastycznej opłaty zastępczej zależnej od dotacji, jej wysokości oraz etapu realizacji projektu.

W tym samym czasie, kiedy parlament uchwalił tzw. małą ustawę o OZE, w Ministerstwie Energii trwały prace nad tzw. dużą nowelą, która ma przywrócić niektóre zapisy, które zostały na niekorzyść branży zmienione w zeszłym roku. Jak Pan ocenia te zmiany?

Zmiana opodatkowania farm wiatrowych, tak aby ich najbardziej kapitałochłonne elementy nie były objęte podatkiem od nieruchomości, to widoczny sygnał, że rząd widzi potrzebę zmiany niekorzystnej dla branży sytuacji. Taka zmiana to logiczne i racjonalne rozwiązanie. Duża regulacja jest szansą na skorygowanie wad tzw. małej ustawy. Należy jednak spokojnie, bez nadmiernego pośpiech, podążając za słusznym głosem wszystkich zainteresowanych stron, wprowadzić elastyczne rozwiązania. Pojawia się także kolejne pytanie o rozbieżności co do rzeczywistych skutków wpływu kosztów projektowanych nowych mechanizmów równowagi na rynku OZE na rachunki odbiorców końcowych. Z jednej strony inwestorzy szacują, że dodatkowe dopłaty do OZE w rachunku za energię będą sięgać zaledwie kilku złotycg w skali miesiąca, a z drugiej w dokumentach ministerialnych czytamy, że ten koszt jest znacznie większy. Wystarczy zrobić stosunkowo prostą kalkulację na bazie dostępnych danych, których wiarygodnych źródeł w naszym kraju nie brakuje. Jeśli nie było ani czasu, ani miejsca na przedyskutowanie skutków tych zmian, tak jak skarży się branża oraz prezes Urzędu Regulacji Energetyki, to prace nad dużą nowelą są dobrą okazją, aby nadrobić te braki.

W kontekście dyskusji o tzw. małej noweli OZE jej przeciwnicy mówią, że może ona uniemożliwić Polsce realizację celu, jakim jest udział OZE w miksie energetycznym na poziomie 15 proc. do 2020 roku…

Osobiście nie widzę takiego ryzyka. Model, który funkcjonował jeszcze do niedawna, opierał się na sytuacji, w której inwestor, który wybudował farmę wiatrową o mocy 100 MW i zainwestował ok. 800 mln zł, zawierał kontrakt z partnerem biznesowym w oparciu o obowiązujące warunki rynkowe i na podstawie tej umowy dostawał od banku kredyt i budował farmę wiatrową. Wszystkie strony były zadowolone, a w tym także państwo, które może dzięki temu realizować wspólne cele UE oraz preferowaną w kraju politykę zrównoważonego rozwoju. Po 15 latach, kiedy kończy się wsparcie, farma produkuje dalej bezemisyjną energię elektryczną, korzystając z bezpłatnej energii pierwotnej, a przychody z rynku pozwalają utrzymać bieżące koszty jej funkcjonowania. Największym zagrożeniem dla tak skonstruowanego systemu są zmiany reguł gry wykraczające poza rynek, w czasie trwania opisanego procesu. Zmiany idą bowiem w stronę, która sprawia, że inwestor nie jest w stanie pokryć ani kosztów kredytu, a łatwo dowieść, że nawet bieżących kosztów funkcjonowania Pierwotnie przychody za 1 MWh wynosiły ok. 300 zł plus rynkowa wartość energii elektrycznej, a w proponowanym mechanizmie opłata zastępcza jest redukowana do poziomu ok. 50 zł/MWh. Przy tak znaczącej redukcji przychodów inwestor nie jest w stanie pokryć uzasadnionych kosztów funkcjonowania starannego inwestora. . Ucierpią na tym nie tylko inwestorzy, którzy będą musieli ogłaszać upadłość, ale i banki, które mimo że mają swoje zabezpieczenia i tak stracą na całej sytuacji. Banki, i to niezależnie od formy ich własności zaczynają już robić pierwsze odpisy w swoich sprawozdaniach finansowych – czyż nie jest to obiektywny dowód na opisane nieprawidłowości? Nie bez znaczenia jest osłabiane w ten sposób zaufanie inwestorów, zwykłych obywateli, instytucji, podmiotów partnerskich na rynkach zewnętrznych, do mechanizmów regulacyjnych kształtowanych przez państwo.

Należy na bieżąco redukować wszelkie niedoskonałości systemu, często mające obiektywny charakter, jednak nie w ten sposób, że przeprowadza się zmiany, które mają zdecydowanie za daleko idące konsekwencje. Ministrowie odpowiedzialni za energetykę, niezależnie od opcji politycznych, w żadnej z deklaracji dotyczącej kształtowania polityki energetycznej naszego państwa nie wykluczali udziału OZE w bilansie energetycznym, wręcz podkreślali ich rolę dla osiągania strategicznych celów bezpieczeństwa energetycznego. Warto, a są ku temu różne możliwości, aby ponownie przemyśleć wprowadzane rozwiązania i ich długofalowe skutki.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki