font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 22 sierpnia, 2018 godz. 15:30   

Jakóbik: Deutschlandversteher

Angela Merkel Władimir Putin kremlinru Angela Merkel i Władimir Putin. Fot. Kremlin.ru

Stanowisko Niemiec w sprawie spornego gazociągu Nord Stream 2 szkodzi spoistości Unii Europejskiej w momencie, w którym jest ona zagrożona. Niemiecki MSZ traci wiarygodność pomimo ciekawych inicjatyw. Nie pomagają ruchy pozorowane Angeli Merkel, którą krytykuje także opozycja wewnętrzna w Niemczech. Być może jednak wystarczą one Deutschlanversteherom. Kto to taki? Zapraszam do lektury – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Tani gaz z Nord Stream 2? Niekoniecznie

Projekt Nord Stream 2 zakłada budowę gazociągu z Rosji do Niemiec o przepustowości 55 mld m sześc. rocznie. Miałby on powstać do końca 2019 roku i zapewnić dostawy przez Niemcy i Czechy do Europy Środkowo-Wschodniej. Zwolennicy przekonują, że to szansa na więcej taniego gazu dla regionu. Krytycy ostrzegają przed ugruntowaniem pozycji rosyjskiego Gazpromu, które może skończyć się wyższymi cenami surowca, co ustalił think tank REKK w raporcie pt. Impact of Nord Stream 2 on the EU natural gas market.

http://biznesalert.pl/nord-stream-2-debata-europa/

Wśród zwolenników projektu znajdują się spółki europejskie z udziałami skarbu państwa z Niemiec – BASF/Wintershall i E.on/Uniper, Austrii – OMV, Francji – ENGIE, a także holendersko-brytyjski Shell. Politycy tych krajów przyjmują różne postawy względem przedsięwzięcia. Austriacy i Niemcy przekonują, że to przedsięwzięcie czysto biznesowe, na które nie powinni mieć wpływu politycy, ale przy tym zapewniają parasol ochronny dla projektu poprzez regularne spotkania z przedstawicielami Gazpromu oraz władz rosyjskich. Postawa Brytyjczyków jest bardziej zniuansowana, czego dowodem mogą być wystąpienia nowego ministra spraw zagranicznych Jeremy’ego Hunta w Waszyngtonie. Stwierdził on, że nowy gazociąg nie służy Europie, a może stanowić dla niej zagrożenie. Na marginesie, niekorzystnie na wiarygodność wypowiedzi Londynu wpływa fakt, że Nord Stream 2 działa na Unię dezintegrująco podobnie jak brexit.

Opozycja wewnętrzna względem Nord Stream 2

Ostatnim przykładem spotkania rozkładającego parasol ochronny nad Nord Stream 2 były rozmowy kanclerz Niemiec Angeli Merkel z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem w Berlinie. Chociaż Merkel pozostała pryncypialna w sprawie polityki sankcji za nielegalne działania Rosji na Ukrainie, to przy tym wspomniała o Nord Stream 2, że powinien powstać przy utrzymaniu minimalnego poziomu dostaw gazu przez Ukrainę. Putin odparł, że taki tranzyt musi być opłacalny ekonomicznie. Pisałem w BiznesAlert.pl, że była to presja na uczestników rozmów Komisja Europejska-Ukraina-Rosja, szczególnie dwóch pierwszych, trudna do pogodzenia z ustalonym, multilateralnym mechanizmem reprezentowania interesów unijnych przez Komisję. Niemcy podkopały pozycję Brukseli w rozmowach o Nord Stream 2. Warto przypomnieć, że przez chwilę domagały się nawet miejsca przy stole negocjacji obok Komisji niejako dublując ją jako kraj członkowski, co wywołało zaniepokojenie innych dyplomacji, w tym polskiej.

Jakóbik: Danse macabre z dyktatorem

Postawa Merkel spotkała się z krytyką opozycji wewnętrznej, czyli Reinharda Butikofera z Partii Zielonych w Parlamencie Europejskim, Manfreda Webera, szefa frakcji w Europejskiej Partii Ludowej, a także Norberta Rottgena, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Bundestagu. Butikofer napisał z byłą partyjną koleżanką Monicą Frassini, że „rząd niemiecki dotąd wolał głównie ignorować krytykę, udając, że chodzi o przedsięwzięcie wyłącznie ekonomicznie”. Zdaniem autorów stanowiska sprawa Nord Stream 2 może zdecydować o przyszłości relacji w Unii Europejskiej. – Czy kraje europejskie będą się trzymać razem i działać solidarnie w relacjach z resztą świata, czy będą działać oddzielnie, każdy osłabiony przez brak spójności – zapytali retorycznie. Ich zdaniem fałszywa jest teza, że Merkel musi bronić Nord Stream 2 przed nadużyciami prezydenta USA Donalda Trumpa, który próbuje dyktować politykę energetyczną Niemiec. Według nich to raczej „bitwa o siłę i klarowności inklinacji europejskich Niemiec”.

Listek figowy

Być może było to powodem nowej inicjatywy Angeli Merkel. Wycieczka kanclerz do Azerbejdżanu ma pokazać, że jest zainteresowana zróżnicowaniem źródeł dostaw do Europy pomimo Nord Stream 2, czyli zgody na zwiększenie zależności od dostaw z jednego kierunku, rosyjskiego. Chodzi o wizytę w Azerbejdżanie, która w sposób, którego na razie nie znamy, ma doprowadzić do wzmożenia dywersyfikacji z użyciem gazociągów Południowego Korytarza Gazowego. Financial Times informuje, że Merkel chce skorzystać z faktu, iż kraje Morza Kaspijskiego zakończyły spór prawny o ten akwen. Dzięki temu będzie możliwe doprowadzenie do Azerbejdżanu gazu z Turkmenistanu, za pomocą Gazociągu Transkaspijskiego, który posiada wsparcie Komisji Europejskiej. W tej sprawie Merkel także próbuje wyprzedzić Komisję Europejską, ale trudno oczekiwać natychmiastowych efektów.

Merkel uda się do Azerbejdżanu po gaz spoza Rosji, ale nie blokuje Nord Stream 2

Istniejące gazociągi Korytarza Południowego: Gazociąg Południowokaukaski (SCP), Gazociąg Transanatolijski (TANAP) i Gazociąg Transadriatycki zapewnią od końca dekady Europie do 10 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie, które trafią do Bułgarii i Włoch. Dopiero druga faza projektu, która doprowadziłaby do zwiększenia przepustowości TAP z 10 do 20 mld m szesc. rocznie mogłaby pozwolić na większe dostawy (o kolejne 10 mld m sześc. na rok) na przykład z użyciem surowca z Turkmenistanu. Nie wiadomo jednak kiedy mogłoby dojść do takiej rozbudowy, czy zyskałaby wsparcie finansowe Komisji Europejskiej w nowych budżetach, w których może być coraz mniej pieniędzy, ani kiedy ewentualnie mógłby powstać gazociąg z Turkmenistanu. Perspektywy są oczywiście ciekawe, bo może powstałby nawet gazociąg ze złóż śródziemnomorskich Cypru czy Izraela. Na razie jednak za mało wiemy na ten temat. Być może żelazna kanclerz nas czymś zaskoczy.

Inicjatywa Merkel może w nieustalony dotąd sposób wspomóc długofalowe działania Komisji Europejskiej, ale nie pozwoli na przełom. Może za to podkopać pozycję Komisji tak samo jak w sprawie Nord Stream 2 i Ukrainy. Ze względu na mglistą perspektywę rozwoju Korytarza Południowego można podejrzewać, że inicjatywa Merkel ma charakter doraźny i jest działaniem osłonowym, które ma usunąć złe wrażenie z Berlina. Po reakcjach w Europie Zachodniej widać, że w niektórych przypadkach może to wystarczyć. Podobnie jak w literaturze niemieckiej funkcjonuje pojęcie Russlandversteher (rozumiejący Rosję – niem.), czyli apologetów Rosji, którzy zawsze mają wytłumaczenie dla krytykowanych działań Moskwy, tak w polskiej powinno zafunkcjonować słówko: Deutschlandversteher, czyli apologeta Berlina bez względu na jego poczynania.

Solidarność na celowniku

Spotkanie z Putinem źle wróży inicjatywie dyplomatycznej ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa, który zamierza tworzyć sojusz zwolenników polityki multilateralnej mający postponować unilateralną politykę USA. Maas apeluje na łamach Handelsblatt o zrównoważenie relacji transatlantyckich. Zapowiada, że Niemcy zainwestują w Bundeswehrę, aby budować europejskie siły zbrojne. Celem ma być wzmocnienie integracji europejskiej poprzez kolejną inicjatywę realizowaną wspólnie przez kraje Unii Europejskiej. Maas podkreśla, że chodzi o sojusz zwolenników działania na płaszczyźnie multilateralnej. Moi czytelnicy wiedzą, że sam nim jestem. Jednak wobec parasola ochronnego Berlina nad Nord Stream 2 nawet ta warta uwagi inicjatywa ministra spraw zagranicznych może budzić nieufność krajów europejskich, które upomną się o tę samą solidarność, o którą apeluje wewnętrzna opozycja Merkel w Parlamencie Europejskim i Bundestagu. Przypomną też o tym, jak Berlin podkopuje pozycję Brukseli mającej reprezentować poszczególne państwa członkowskie, uderzając tym samym w mechanizmy multilateralne, które Maas chciałby wzmocnić. Konsekwencją może być dalsze poszukiwanie mechanizmów wspomagających integrację europejską, jak inicjatywa Trójmorza wsparta przez Amerykanów, którzy tym sposobem mogą utrzymać wpływy na kontynencie wbrew woli Niemców, pragnących je balansować. Chociaż w interesie jest rozwój relacji polsko-niemieckich, szczególnie gospodarczych, pomimo Nord Stream 2, to ten projekt będzie utrudniał dalszą integrację, także na płaszczyźnie europejskiej. Może się to skończyć na tym, że wszyscy zgodzą się odnośnie potrzeby wzmacniania solidarności i współpracy, a integracja europejska będzie stopniowo ulegać degeneracji, na co liczy nasz wschodni sąsiad. Nie warto skazywać Europy na ten scenariusz dla jednego gazociągu.