font_preload
PL / EN
Energetyka Środowisko 7 grudnia, 2017 godz. 15:30   
REDAKCJA

MŚ potwierdza: to odkrywki odpowiadają za osuszenie Noteci. Tylko kto zapłaci za naprawę szkód?

energetyka Fot. BiznesAlert

Podczas wspólnej konferencji prasowej Ministerstwa Środowiska oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej minister środowiska Jan Szyszko stwierdził, że przyczyną osuszenia Noteci na Kujawach jest tamtejsza odkrywkowa eksploatacja węgla brunatnego. Chodzi o sprawę katastrofy ekologicznej spowodowanej przez leje depresji odkrywek Tomisławice i Lubstów eksploatowanych przez prywatną firmę PAK. Na jej skutek od dwóch lat koryto Noteci na odcinku około 30 km jest całkowicie suche, o czym od dawna alarmuje zarówno Greenpeace, jak i mieszkańcy regionu, którzy 25 marca br. zorganizowali protest w formie łańcucha ludzi.

Ministerstwo Środowiska zapowiedziało realizację projektu sztucznego zasilania Noteci wodą kopalnianą z odkrywki Tomisławice. Gdyby okazało się to niewystarczające do Noteci ma zostać przerzucona woda z wypełniającego się m.in. kosztem tej rzeki wyrobiska nieczynnej już odkrywki Lubstów. Do tego celu konieczne jednak będzie uprzednie oczyszczanie wód pompowanych z kopalni, budowa pompowni, a nawet podpiętrzenie znajdujących się w górnym biegu Noteci jezior Modzerowskiego i Brdowskiego, mających służyć jako dodatkowe zbiorniki retencyjne. W efekcie cały projekt będzie kosztować aż 130 milionów złotych, a pokryć mają go… publiczne środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

– To że to odkrywka Tomisławice odpowiada za osuszenie Noteci było i jest oczywiste dla każdego myślącego człowieka, dobrze że Ministerstwo Środowiska w końcu oficjalnie to stwierdziło i zaczęło szukać rozwiązania problemu. Nie rozumiem jednak dlaczego to Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska – czyli my podatnicy – ma za to płacić? Kopalnia niech płaci, przecież to prywatna spółka i to ona zarabia pieniądze na węglu – stwierdził Józef Drzazgowski, prezes Stowarzyszenia Eko-Przyjezierze.

Zdaniem Greenpeace to typowa szkoda w środowisku, której naprawę powinien sfinansować inwestor. Zarazem zwraca uwagę na fakt, że lepiej zapobiegać niż leczyć – i po prostu zrezygnować z wydobycia i spalania węgla brunatnego, co stanowi najbardziej dewastującą środowisko metodę produkcji energii.

– Od lat słyszymy, że prąd z węgla brunatnego jest jakoby najtańszy. Teraz każdy może zobaczyć, jak to naprawdę wygląda. Jest tanio, jeśli się nie płaci za spowodowane przez siebie zniszczenia i straty, a rachunki pozostawia do uregulowania innym. 130 milionów na naprawę szkód z jednej tylko, relatywnie niewielkiej odkrywki – i to z kieszeni nas Polaków? Tymczasem opłaty eksploatacyjne, które PAK za węgiel z Tomisławic przekazuje do NFOŚ, to przecież nawet nie 2 miliony rocznie. Jako społeczeństwo tylko na tym tracimy – stwierdził dr hab. Leszek Pazderski, ekspert Greenpeace ds. polityki ekologicznej.

Greenpeace