font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 14 kwietnia, 2017 godz. 7:30   
REDAKCJA

Naimski, Kłossowski i Juchniewicz o Prawie energetycznym (RELACJA)

linie energia elektryczna fot. pixabay.com

12 kwietnia URE zorganizowało konferencję „20 lat ustawy Prawo energetyczne”. Jej uczestnicy wyrazili między innymi swoje zdanie o aktualnym stanie Prawa energetycznego. Poniżej przedstawiamy opinie na temat ustawy przekazane przez Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, Eyka Kłossowskiego, prezesa PSE oraz Leszka Juchniewicza – pierwszego prezesa URE.

Piotr Naimski

Dwadzieścia lat temu Prawo energetyczne miało 10 stron, dzisiaj ma 150. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby nie rozumieć tego prawa, żeby przestać móc je stosować. To jest prawo, które za chwilę będzie nas krępowało, a nie wspomagało. Ta trudna sytuacja jest wynikiem ogólnej tendencji, zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Duża część nowelizacji Prawa energetycznego jest efektem regulacji i nadregulacji płynących z poziomu Unii Europejskiej. One często bywają sprzeczne, powodują, że ilość odniesień wewnętrznych w Prawie energetycznym jest ogromna.

To, że Prawo energetyczne rozwija się w tak ekspotencjalnym tempie, nie jest jedynie wynikiem chęci legislatorów do tego, żeby mieć pracę, ale tym, że energia w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej ważna. Dostęp do bezpiecznych źródeł energii jest istotny nie tylko dla gospodarki, ale i dla nas obywateli. Jest to problem polityczny w całym tego słowa znaczeniu i jego złożoności.

Jeszcze 10 lat temu ministrowie spraw zagranicznych nie chcieli rozmawiać o energii i bezpieczeństwie energetycznym. Kwestie te miały uregulować rynek i prawo. Okazuje się, że tak nie jest. Okazuje się, że dzisiaj problemy energetyczne stają się problemami geopolitycznymi, geostrategicznymi. Mamy sytuację, w której konkurencja w tej dziedzinie jest konkurencją międzypaństwową, czy międzyregionalną. Polska bierze udział w tym procesie w taki sposób, aby poprzez dostęp do źródeł i technologii produkcji energii zachować swoją suwerenność i niepodległość. Jest to może główny powód kodyfikacji tego całego zagadnienia w postaci Prawa energetycznego.

Prawnie regulując tą dziedzinę istnienia państwa jaką jest energetyka powinniśmy pamiętać o otoczeniu zewnętrznym. URE, które jest fundowane Prawem energetycznym, jest elementem naszego państwa, który jest potrzebny do regulacji dużej części życia gospodarczego kraju, ale równocześnie jest narzędziem, które powinno służyć interesom państwa na zewnątrz. Jesteśmy na etapie, kiedy pojawiły się już konkretne pomysły mające na celu likwidację niezależności organów państwowych na różnych poziomach i na różne sposoby. Jest to pomysł, aby poprzez regionalizację rynków energii doprowadzić do jednolitego rynku energii w UE. Ci, którzy to proponują, nie skrywają, że jest to tak naprawdę narzędzie zmierzające do unifikacji, czy federalizacji Europy. Ma temu służyć, uwspólnienie rynku energii, regulacji dotyczących tego rynku, a także odebranie suwerenności regulatorom narodowym. Moim zdaniem nie powinniśmy się na to godzić, nie jest to tendencja, która jest dla Polski korzystna, powinniśmy starać się zachować naszą polską odrębność w tej dziedzinie. URE jest ważnym tego elementem. Jego polityka, jego działanie, za które dziękuję prez. Bando jest istotnym elementem w tej bardzo trudnej grze, którą prowadzimy.

Eryk Kłossowski

Prawo energetyczne jest opasłe i zapada się pod swoim własnym ciężarem, nieuchronnie ulegnie swego rodzaju colapsowi, niczym czarna dziura pochłaniająca mnóstwo dodatkowej materii, którą w tym przypadku są regulacje wtórnego prawa europejskiego. Bardzo solidną dawkę tych regulacji stanowią kodeksy sieciowe. I to jest mechanizm, na drodze którego dekompozycji ulegnie krajowy porządek prawny, przynajmniej w dziedzinie elektroenergetyki. Objętość kodeksów sieciowych jest ogromna. Mamy tam zarówno normy samowykonalne, jak i normy wymagające implementacji. Tak, jak np. dotychczas mieliśmy całkowicie zliberalizowany rynek wykonawców robót przy budowie jednostek wytwórczych, tak kodeks sieciowy dotyczący ich przyłączeń przynosi nam ścisłe uregulowania wymagań wobec firm budujących jednostki wytwórcze. Niedługo doniosłość informacyjna regulacji krajowych, jaką jest ustawa Prawo energetyczne, stanie się marginalna. Zza horyzontu wydarzeń przestanie docierać do nas jakakolwiek wartościowa informacja, co do praw i obowiązków podmiotów rynku energii, czyli odbiorców, wytwórców i operatorów. Dopóki nie spojrzymy do całej masy przepisów unijnych, dopóty nie będziemy nic wiedzieć. Do tej pory mieliśmy ambicję tworzenia Prawa energetycznego, które miało wszystko regulować. Na marginesie Prawa energetycznego mieliśmy oczywiście prawo budowlane, ustawę o OZE i ustawę o KDT. Tymczasem ciężar przesuwa się nieuchronnie w stronę regulacji unijnych i przynajmniej w dziedzinie elektroenergetyki wartość poznawcza, doniosłość regulacyjna, przechyla się na stronę kodeksów sieciowych. A zatem będzie jeszcze gorzej i miej przejrzyście.

Leszek Juchniewicz

Problemem jest to, że prawo energetyczne stało się w większości miejscem implementowania wszelkich regulacji europejskich. Zapomniano o prostej przestrodze sformułowanej przez teoretyków regulacji na początku lat dziewięćdziesiątych mówiącej o tym, ze nadmiar regulacji może być tak samo szkodliwy, jeżeli nie gorzej, niż jej niedobór. Regulacja, która ma służyć usprawnieniu rynku energii, może być również źródłem zakłócenia w tym rynku. Z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. Mamy niezwykle rozbudowane i szczegółowe prawo energetyczne zabijające żywiołowość rynku. Aby rynek funkcjonował, potrzeba sporej dawki żywiołowości. Nie szukamy rozwiązań funkcjonalnych, tylko patrzymy, czy przestrzegamy litery prawa. To prawo zaczyna działać jak gorset. Do tej pory mieliśmy kilka polityk energetycznych o różnym horyzoncie czasowym i różnej zawartości, ale na pewno o jednym wspólnym mianowniku: żadna z nich nie została zrealizowana, tak jak to było zakładane. Zabrakło nam prostej konsekwencji. Prawo, które miało być narzędziem realizacji programu gospodarczego, stało się dobrem samoistnym, którego musimy przestrzegać, stało się ono narzędziem, które wyrosło ponad miarę. Dochodzą do tego biurokratyczne zapędy unijne. Nie mamy klasycznej gospodarki żywiołowej, rynkowej i społecznej. Mamy gospodarkę powszechnie regulowaną, a to jest jedynie krok do przeregulowania.

CIRE.PL