Olszewski: Warszawa prowadzi długofalową politykę walki ze smogiem (ROZMOWA)

14 lutego 2017, 07:31 Środowisko
Warszawa

ROZMOWA

W rozmowie z BiznesAlert.pl Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy, mówi o walce stolicy ze smogiem. Według niego Ratusz podejmuje szereg działań na rzecz poprawy jakości powietrza w stolicy.

BiznesAlert.pl: Dlaczego w Warszawie oddycha się coraz gorzej?

Michał Olszewski: Czy oddycha się gorzej? Od trzech, czterech lat oddycha się tak samo, a jest potrzebna poprawa. I to jest dla nas problem. Dziesięć lat temu oddychało się znacznie gorzej niż obecnie..Natomiast po to żebyśmy mogli oddychać tak jak mówią o tym unijne normy, założyliśmy plan, który chcemy zrealizować do 2020 roku. Prawdopodobnie niektóre wskaźniki za rok ubiegły będą już bardzo zbliżone do poziomów normowanych. Jedynym zmartwieniem dla nas jest to, że cały czas ilość dni, w których ma miejsce przekroczenie norm, wynosi więcej niż określono w unijnych przepisach – czyli więcej niż 35 dni. W ubiegłym roku było to 70 dni, choć warto wspomnieć, że w 2006 roku –190. Można powiedzieć, że styczeń był najtragiczniejszym miesiącem od czasu prowadzenia pomiarów w Polsce. Nikt nie pamięta takiego okresu, w którym zostałoby wydane tyle ostrzeżeń w skali całego kraju.

Co odpowiada za smog w stolicy?

Jeśli mielibyśmy powiedzieć o jednej przyczynie, to jest to produkcja energii. Nie ma znaczenia do czego ją zużywamy: czy do napędzania samochodu, czy do ogrzewania domu. Każdy element jest ważny i dokłada się do zanieczyszczeń. Oczywiście gdyby było tak, że zanieczyszczenie powietrza szkodziłoby każdemu i w każdej dawce, to musielibyśmy żyć w Puszczy Boreckiej, gdzie stężenie pyłów jest bliskie zeru. Również sama natura produkuje pyły, choć są one najmniej odczuwalne w tym czym oddychamy. Z punktu widzenia każdego miasta najważniejsze jest to, aby obniżać emisję z każdego źródła. To nie ma znaczenia, czy są to pojazdy, czy energetyka. Oczywiście energetyka jest najsłabiej kontrolowana. To jest problem. O ile samochód, który wyjeżdża na ulice, teoretycznie musi spełniać określone normy emisyjne, a spalanie paliw w elektrociepłowni i emisje są ściśle kontrolowane, o tyle emisja z pojedynczego pieca czy kominka nie jest ograniczana i kontrolowana. Nawet jeżeli jest ona niewielka, a będzie przemnożona przez ilość gospodarstw domowych, to w istotny sposób przyczyni się do wzrostu zanieczyszczenia, zwłaszcza lokalnie.

Jeden dom w danej miejscowości potrafi zatruć powietrze w całej okolicy. Wystarczy, że do tej emisji dołoży się to, co kilkakrotnie miało miejsce w styczniu, a więc warunki atmosferyczne – np. inwersja temperaturowa. Jest to sytuacja, w której mamy kumulację negatywnych zjawisk dla przewietrzania miast – wyż, niska temperaturę powodującą zwiększenie spalania paliw oraz brak wiatru. Natychmiast zimne powietrze powoduje, że cały dym pozostaje blisko ziemi, zamiast unosić się ku górze.

Jakie działania podejmuje Ratusz, aby walczyć z zanieczyszczeniami powietrza w Warszawie?

Na terenie miasta mamy do czynienia z emisją stałą i tą sezonową, która dominuje głównie zimą. Zależy nam, aby i jedna i druga się zmniejszała. Emisja stała to przede wszystkim to, co emituje transport i ona występuje niezależnie od tego, czy jest to 1 stycznia, czy 1 lipca. Oczywiście mamy okresy w roku, w którym spada natężenie ruchu i wówczas mamy mniejszą emisję z tego źródła. W zakresie emisji z transportu odnotowujemy spadku zanieczyszczeń od 2006 roku. Wynika to z wielu względów. Po pierwsze, mniej pojazdów wjeżdża do centrum miasta, które jest najsilniej narażone na presję komunikacyjną. Według naszych badań wynika, że w 2015 roku do centrum miasta wjechało o 10 procent pojazdów mniej niż 10 lat temu. Po drugie, w samochodach wykorzystywane są coraz czystsze technologie. Oczywiście nie mówimy tutaj o różnych oszustwach ujawnianych w ostatnim czasie w stosunku do koncernów samochodowych. W Polsce coraz więcej samochodów z normą Euro-4 zaczęło się pojawiać w latach 2007-2010. Te dwa czynniki. Widzimy wyraźny ich wpływ na spadek ilości emisji dwutlenku azotu czy pyłów PM10.

Jako miasto prowadzimy politykę transportową, która dąży do zmniejszenia ruchu w centralnych dzielnicach Warszawy, zmiany przyzwyczajeń transportowych i zmniejszenia emisji w pojazdów komunikacji miejskiej. Kluczowe jest zachęcanie do przesiadania się do transportu publicznego i poprawą jego efektywności. W ciągu 10 lat udało się nam zwiększyć ilość pasażerów o 20 procent. To jest niebagatelna liczba. Można założyć, że to właśnie te 20 procent pozostawiło swój samochód, np. na parkingu P+R, żeby wybrać miejski transport.

Ważnym było również zwiększenie pokrycia usługami transportowymi w Warszawie. Dzisiaj, aż do 95% powierzchni zamieszkałej miasta dociera miejska komunikacja. Szanując wybory tych mieszkańców, którzy mimo to korzystają z samochodów w strefie peryferyjnej, na przykład dowożąc dzieci do szkoły, oferujemy im parkingi Parkuj i Jedź, które zapewniają im możliwość multimodalności. Teraz projekt ten rozszerzamy na całą metropolię. Dzięki naszej współpracy w ramach metropolii warszawskiej również w ich obrębie powstaną takie parkingi. Wobec tego efekt presji komunikacyjnej będzie coraz mniejszy.

To co jest dla nas największym wyzwaniem, to pojedyncze paleniska domowe, głównie w dzielnicach peryferyjnych. Szacujemy, że nieco poniżej 10 procent gospodarstw domowych w Warszawie może być zasilanych z paliw stałych. Dane te szacujemy w oparciu o ilość gospodarstw domowych przyłączonych do sieci ciepłowniczej i gazowej. Jest ich w Warszawie ponad 90 procent. Jak na polskie warunki to bardzo dużo . Są miasta, gdzie pokrycie siecią ciepłowniczą jest o połowę mniejsze niż w Warszawie. Stąd też odpowiedź na pytanie dlaczego w naszym mieście jest lepiej niż w Krakowie, Nowym Sączu czy Żywcu. Mamy stosunkowo dobrą sytuację z z zasilaniem mieszkańców w ciepło. Pojedyncze piece węglowe odpowiedzialne są za emisję benzoalfapirenów, czyli związków, których wskaźnik w Warszawie niestety pozostaje niezmienny od 2006 roku. Jest on na poziomie 2,5-3 ng/m3 przy normie 1 ng/m3 średniorocznego stężenia i średniej w Polsce 7 ng/m3. Jesteśmy poniżej tej średniej osiąganej przez polskie miasta, ale nadal jest to powyżej normy. Stąd też podejmujemy działania nie tylko w Warszawie, ale na obszarze całej metropolii. Wysokie stężenie benzoalfapirenu odnotowywane jest na pograniczu Warszawy z miejscowościami, które nie posiadają systemów ciepłowniczych.

Powiedział Pan o transporcie. Trudno nie wspomnieć w tym kontekście o Krakowie. W przypadku bardzo wysokich stężeń zanieczyszczenia powietrza pod Wawelem wprowadzana jest darmowa komunikacja miejska, ale problem smogu nie znika.

Dla miast bezpłatny transport miejski jest formą najwyższego poziomu alarmu. Pamiętajmy, że polskie miasta są pozbawione wielu narzędzi interwencji, które posiadają inne w Europie, takie jak Berlin, Paryż czy Amsterdam. Nam nie wolno wprowadzić systemu, którym będziemy ograniczali ilość wjeżdżających do centrum emisyjnych pojazdów. Nam nie wolno z dnia na dzień zakazać wjazdu samochodów do centrum czy do miasta. Jest to niezgodne z przepisami. Od dawna walczymy o te przepisy. W ubiegłym roku wszystkie miasta Unii Metropolii Polskich wysłały petycję do władz państwowych, w której wskazały cały szereg działań, które powinny zostać wdrożone.

To dlatego poza faktem długofalowego promowania korzystania z transportu publicznego drugi cel jest czasem jeszcze ważniejszy. Ogłoszenie bezpłatnego transportu dla polskich miast, dla Warszawy czy Krakowa, jest uderzeniem w największy dzwon w mieście. To oznacza, że jest bardzo źle, a mieszkańcy powinni uważać. To w jaki sposób, w takie dni, transport miejski może się przysłużyć obniżeniu emisji, jest niestety trudne do uchwycenia. Z naszych badań i porównań, jeżeli chodzi o liczbę pasażerów, wynika, że w tych dniach kiedy ogłaszamy bezpłatną komunikację, przybywa nam w transporcie miejskim ok. 10 procent pasażerów. Można powiedzieć, że jeżeli nie uruchomilibyśmy bezpłatnego transportu, nie mielibyśmy tego 10-procentowego przyrostu i ta część mieszkańców skorzystałaby z innego środku komunikacji, więc zanieczyszczenie powietrza byłoby większe. Każdy kto przesiada się do transportu publicznego ma korzystny wpływ na jakość powietrza. Natomiast nie łudźmy się, to nie jest recepta na smog. To jest działanie krótkoterminowe, które jest najmocniejszym ostrzeżeniem, jakie może być wydane przez miasto.

Czy receptą może być rozbudowa sieci ciepłowniczej bądź termoizolacja budynków?

Bardziej rozbudowa sieci niż termoizolacja budynków. Jeżeli chodzi o termoizolację, to będzie to niebawem wymóg krajowy, oczywiście o ile Polska przyjmie unijne przepisy dotyczące budownictwa niskoemisyjnego, które powinny zostać zaimplementowane do 2022 roku. Ze względu na poziom zamożności w Warszawie nie jest w tej kwestii tak źle, jak w innych miastach. Mimo wszystko w skali całego miasta liczba budynków, które są wysokoemisyjne, jest niewielka. Do takich budynków należy Pałac Kultury i Nauki. Badaliśmy go pod kątem certyfikacji. Sprawdzaliśmy co trzeba w nim poprawić, aby zmniejszyć zużywaną w nim energię.

Ważniejszy jest pierwszy element. Nawet gdyby teoretycznie warszawskie budynki zużywały dużo energii, ale pochodziłaby ona ze źródeł niskoemisyjnych, takich jak sieć ciepłownicza, to dla powietrza nie miałoby to aż tak dużego znaczenia. Dotychczas w Warszawie mieliśmy raczej problem ze spadkiem ilości ciepła, na które było zapotrzebowanie, mimo że wzrastała liczba klientów i długość sieci. Wynika to z takiego samego efektu, jaki mamy w przypadku sieci wodociągowej. Ludzie coraz bardziej oszczędzają. Jest to oczywisty mechanizm, który wynika z ekonomiki i świadomości. Znacznie ważniejsze niż termoizolacja jest eliminowanie źródeł emisyjnych. Dopiero potem dokonuje się termoizolacji albo dwa procesy są realizowane jednocześnie. W Warszawie działamy według takiej kolejności. Najpierw podłączamy do sieci, dopiero potem dokonujemy termomodernizacji. Ale oczywiście równie ważne jest to, aby nie emitować spalin i zmniejszać zużycie energii.

Czy jest Pan spokojny o stan powietrza w Warszawie?

Na pewno można powiedzieć Warszawiakom, że sytuacja, która jest na Górnym Śląsku czy w Krakowie nigdy w Warszawie nie wystąpi. W Warszawie nie ma takich uwarunkowań, które powodowałyby tak silne stężenie zanieczyszczeń jak w południowej Polsce. Jednak nie jest tak dobrze jak w Gdańsku, który ma dobrą sytuację, jeżeli chodzi o napowietrzanie. Chociaż Gdańsk również odczuł skutki styczniowego smogu. Nie ma w Europie miasta, które jest wolne od zanieczyszczeń. Musimy zrozumieć, że produkowana w Europie energia przekłada się na zanieczyszczenie. Nawet jeżeli powiedziałbym dzisiaj, że w Warszawie może będzie lepiej, to nie oznacza, iż nie powinniśmy dalej pracować nad obniżaniem emisji. Do stanu w którym moglibyśmy powiedzieć, że jest dobrze, brakuje nam jeszcze dwóch, trzech może czterech lat. Liczę na to, że tak Kraków, jak inne miasta, na tyle poradzą sobie z problemem, że jakość powietrza będzie jak najlepsza i wszyscy dążymy do tego, żeby oddychało się tak jak w Rejkiawiku.

Rozmawiał Piotr Stępiński