font_preload
PL / EN
Bezpieczeństwo 9 lipca, 2018 godz. 16:00   
REDAKCJA

OSW: Brukselski szczyt NATO. Wschodnia flanka między USA a Europą

NATO

Szczyt NATO w Brukseli w dniach 11–12 lipca będzie szczytem polityczno-wojskowych paradoksów. Z jednej strony, w sferze wojskowej zatwierdzone zostaną na nim decyzje o dalszej adaptacji Sojuszu, które m.in. zwiększą gotowość natowskich sił i poprawią natowskie struktury dowodzenia, wzmacniając zdolności do prowadzenia operacji obrony zbiorowej na wschodniej flance. Z drugiej strony, w sferze politycznej amerykańsko-zachodnioeuropejskie spory o wysokość wydatków na cele wojskowe i kontrowersje w polityczno-gospodarczych relacjach pomiędzy USA a UE mogą zademonstrować polityczną dekompozycję wspólnoty transatlantyckiej. Stawia to państwa wschodniej flanki NATO w trudnej sytuacji: pomiędzy USA, które są gwarantem ich bezpieczeństwa, a Unią Europejską, której państwa te są polityczną i gospodarczą częścią, ale której rozwijane koncepcje autonomii strategicznej nie są zbieżne z ich interesami w sferze bezpieczeństwa – pisze Justyna Gotkowska, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW).

Dalsze wzmocnienie wschodniej flanki w cieniu amerykańsko-europejskich animozji

Z perspektywy wschodniej flanki lipcowy szczyt NATO będzie kluczowy dla dalszej adaptacji natowskiej strategii obrony i odstraszania, choć nie zapadną na nim żadne przełomowe decyzje porównywalne do ustaleń szczytu w Warszawie, gdzie ustanowiono tzw. wysuniętą obecność Sojuszu w postaci czterech batalionowych grup bojowych w Polsce i państwach bałtyckich. Głównym tematem szczytu w Brukseli będzie kwestia wzmocnienia (reinforcement) natowskich sił m.in. w razie konfliktu na wschodniej flance. W praktyce oznaczać to będzie zwiększenie możliwości generowania sił przez państwa członkowskie oraz ich przerzucenia z USA i Europy Zachodniej na regionalny teatr działań.

Decyzje, które zostaną oficjalnie zatwierdzone w Brukseli, są znane – zostały podjęte na spotkaniu ministrów obrony państw NATO w dniach 7–8 czerwca br. Szefowie rządów i państw członkowskich NATO w dniach 11–12 lipca formalnie przyjmą wysuniętą przez Waszyngton inicjatywę 4×30, w ramach której sojusznicy zobowiązali się do zwiększenia gotowości swoich sił zbrojnych. Mają one być zdolne do 2020 roku do wystawienia 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów wojennych w mniej niż 30 dni. Te siły miałyby – w razie konfliktu w regionie – wzmocnić natowskie Siły Odpowiedzi (NRF) do czasu wypełnienia przez sojuszników założeń procesu planowania obronnego NATO uzgodnionych po 2014 roku. W skład NRF wchodzą obecnie trzy wielonarodowe brygady (jedna ok. 5 tys. żołnierzy w ramach sił szybkiego reagowania VJTF, dwie w ramach grupy sił drugiego rzutu IFFG) uzupełnione o komponenty lotnicze, morskie i sił specjalnych, łącznie do 40 tys. żołnierzy. Siły te, w zależności od poziomu gotowości, mogą zostać przemieszczone w region konfliktu w ciągu 2 do 7 dni (VJTF) oraz do 30 i 45 dni (dwie brygady IFFG).

Na szczycie w Brukseli zostaną również zatwierdzone decyzje dotyczące zwiększenia możliwości Sojuszu w zakresie dowodzenia i logistyki. W natowskiej strukturze dowodzenia (NCS) powstaną dwa nowe dowództwa (łącznie 1200 oficerów dodatkowo do liczącego obecnie 6,8 tys. personelu NCS). Połączone dowództwo atlantyckie (Joint Force Command for the Atlantic), które zostanie utworzone w amerykańskim Norfolk w stanie Virginia, w razie konfliktu będzie odpowiadać za przerzucanie amerykańskich sił i sprzętu drogą morską z USA i Kanady do Europy. Zaś połączone dowództwo logistyczne (Joint Support and Enabling Command) w niemieckim Ulm w Badenii-Wirtembergii będzie odpowiadać za ochronę i transport sił i sprzętu wojskowego na terytorium Europy. Obok zmian w natowskiej strukturze dowodzenia na lub po szczycie zostaną zatwierdzone zmiany w natowskiej strukturze sił. W państwach bałtyckich zostanie utworzone nowe Wielonarodowe Dowództwo Dywizji Północ, które będzie funkcjonować obok Wielonarodowego Dowództwa Dywizji Północ-Wschód w Elblągu. Jego państwem ramowym będzie Dania we współpracy z Łotwą i Estonią. Spodziewane jest również utworzenie w regionie jednego lub dwóch dowództw na poziomie armijnym – o lokalizację jednego z nich na swoim terytorium zabiega Polska. Ponadto, część państw członkowskich, szczególnie te ze wschodniej flanki, podnoszą temat szybszego podejmowania decyzji w NATO poprzez przyznanie większej swobody działania dla Naczelnego Dowódcy Sojuszniczego w Europie (SACEUR) i zwiększenie uprawnień sekretarza generalnego NATO. Szczyt w Brukseli pokaże, czy postulat ten znajdzie poparcie pozostałych członków Sojuszu.

Trump wobec Europy

Dla prezydenta Donalda Trumpa najważniejszym tematem szczytu w Brukseli będzie kwestia większej odpowiedzialności sojuszników za zapewnianie transatlantyckiego bezpieczeństwa – w ostatnich miesiącach Waszyngton znacząco zwiększył presję w kwestii większego finansowania obronności. Domaga się przedstawienia przez sojuszników planów zwiększania wydatków obronnych do poziomu 2% PKB (w tym przynajmniej 20% na inwestycje) do 2024 roku – zgodnie z politycznym zobowiązaniem przyjętym na szczycie NATO w Newport w 2014 roku. Dla Trumpa jest to fundamentalna kwestia, powiązana z amerykańską polityką wewnętrzną, w której nośne są hasła o bardziej „sprawiedliwym” wkładzie USA w organizacje międzynarodowe i sojusze. Jednak również administracja Obamy regularnie podnosiła problem zbyt dużych dysproporcji w amerykańskim i europejskim finansowaniu obronności, wskazując na trudności w uzasadnianiu przed własnymi obywatelami niewspółmiernie dużego wkładu USA w europejskie bezpieczeństwo (w 2017 roku, według danych NATO, USA przeznaczały na obronność 3,57% PKB, europejscy sojusznicy średnio 1,46% PKB). W 2011 roku Robert Gates, ówczesny sekretarz obrony, w szeroko komentowanym wystąpieniu mówił o zmniejszającej się cierpliwości administracji i Kongresu wobec sojuszników, którzy oczekują amerykańskich inwestycji w europejskie bezpieczeństwo bez ponoszenia własnych kosztów. Ostrzegał, że kolejne administracje mogą uznać kontynuację takiej sytuacji za niewartą dalszego zaangażowania USA w NATO.

Należy podkreślić, że po 2014 roku USA stanowczo zareagowały na aneksję Krymu przez Rosję i rosyjską interwencję w Donbasie. Znacznie wzmocniły swoją obecność wojskową w Europie, w tym na wschodniej flance w ramach programu European Reassurance Initiative, przekształconego następnie w European Deterrence Initiative (EDI). Zwiększyły też nakłady na ten program z 3,4 mld USD w 2017 roku do planowo 6,5 mld USD w 2019 roku. Deklarowanym celem EDI jest pokazanie europejskim sojusznikom i Rosji woli utrzymania amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Europy zgodnie z art. 5. traktatu waszyngtońskiego. W 2019 roku EDI sfinansuje działania ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy m.in. na północnej, wschodniej i południowo-wschodniej flance Sojuszu. Ponadto, m.in. dzięki presji ze strony USA, zachodnioeuropejscy sojusznicy zwiększyli zaangażowanie najpierw w politykę reasekuracji, a później odstraszania na wschodniej flance NATO. Przyjęcie inicjatywy 4×30, w której wszystkie państwa członkowskie zobowiązują się do zwiększenia gotowości przynajmniej części swoich sił, jest również wynikiem amerykańskich nacisków.

W kontekście wzrostu zaangażowania USA w Europie postulaty Waszyngtonu w sprawie wypełnienia przez sojuszników zobowiązań w NATO nie powinny więc zaskakiwać, niezależnie od tego, jak dobitnie prezydent Trump wyraża swoje oczekiwania. W czerwcu br. Biały Dom skierował listy z wezwaniem do zwiększania budżetów obronnych do m.in. Belgii, Holandii, Luksemburga, Danii, Norwegii, Niemiec, Hiszpanii, Portugalii, Włoch i Kanady. Ostrze amerykańskiej krytyki jest skierowane przede wszystkim wobec Niemiec – jednego z trzech największych sojuszników europejskich, którego wydatki na obronność wynoszą obecnie ok. 1,2% PKB (38,5 mld euro). Dodatkowym elementem presji na Berlin jest pojawienie się informacji (później dementowanych) o analizach prowadzonych przez Departament Obrony USA dotyczących możliwości całkowitego wycofania lub częściowego przeniesienia amerykańskich wojsk stacjonujących w RFN. Pod presją Trumpa w czerwcu br. zarówno CDU/CSU, jak i SPD opowiedziały się za asygnowaniem 1,5% PKB na obronność w 2024 roku, a niemieckie Ministerstwo Finansów skorygowało kilkuletnie plany finansowe. Jednak wzrost poziomu budżetu obronnego RFN z 1,19% do 1,23% PKB w 2022 roku będzie prawdopodobnie nadal poniżej amerykańskich oczekiwań. Jeśli sojusznicy europejscy nie wyjdą w większym stopniu naprzeciw administracji Trumpa, można się spodziewać ostrej reakcji prezydenta na szczycie w Brukseli, w tym podważania zasadności utrzymywania wspólnego amerykańsko-europejskiego Sojuszu.

Więcej: OSW