font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna OZE Węgiel 14 marca, 2019 godz. 16:30   

Stępiński: Odkrywki PGE do przykrycia?

wiatraki morskie farmy wiatrowe offshore

PGE chce sięgnąć po więcej OZE i gazu. Rosnące zielone ambicje koncernu mają pozwolić mu na transformację parku wytwórczego, a tym samym zmniejszenie inwestycji w węgiel i chociaż rząd naciska na nowe odkrywki, PGE chce inwestować w wiatraki, fotowoltaikę oraz gaz – pisze Piotr Stępiński, redaktor BiznesAlert.pl

Obecnie PGE posiada jednostki wytwórcze o mocy 16 287 MW, które wytwarzają 42 procent energii elektrycznej w Polsce. Większość z niej pochodzi z węgla kamiennego oraz brunatnego. Jak wynika z raportu spółki za 2018 rok, elektrownie opalane węglem wyprodukowały 64,09 TWh. PGE zamierza jednak stopniowo dekarbonizować swój park wytwórczy i postawić na rozwój zero i niskoemisyjnych źródeł. Do 2030 roku spółka chce odpowiadać za 25 procent krajowej produkcji energii z OZE. Na razie jest daleka od spełnienia tego celu, bowiem na koniec ubiegłego roku wskaźnik ten wyniósł tylko 9 procent (z uwzględnieniem spalania biomasy – przyp. red.). PGE zarządza w tym momencie 29 elektrowniami wodno-przepływowymi, 4 elektrowniami szczytowo-pompowymi, 14 farmami wiatrowymi i jedną elektrownią słoneczną. Łącznie generuje dzięki nim 646 MW energii, co odpowiada ok. 11 procentom zainstalowanych w Polsce mocy z OZE. Wkrótce rozbudowa zielonego segmentu PGE ma nabrać rozpędu. Tym bardziej, że OZE notuje coraz lepsze wyniki. W 2018 roku EBITDA wyniosła – 463 mln zł, co w porównaniu z 2017 rokiem oznacza wzrost o 27,2 procent. Jego motorem mają w przyszłości stać się morskie farmy wiatrowe.

Zielone ambicje PGE

Podczas wczorajszego spotkania z analitykami wiceprezes PGE ds. operacyjnych Ryszard Wasiłek ocenił, że offshore jest dla spółki jednym z najważniejszych elementów strategii i jednym z największych przedsięwzięć. Koncern docelowo chce zbudować farmy o mocy 2545 MW. To prawie o połowę mniej mocy zainstalowanej niż posiada obecnie Elektrownia Bełchatów. W pierwszym etapie mają powstać projekty o łącznej mocy 1045 MW. W celu realizacji projektu PGE powołało spółkę celową PGE Baltic, na czele, której stanęła wieloletnia dyrektor ds. strategii PGE Monika Morawiecka. Zgodnie z zapowiedziami wkrótce jej kadrę mają częściowo zasilić pracownicy PGE Energetyka Odnawialna. Obecnie koncern szuka partnerów do realizacji projektu. Jak sam przyznaje współpracą zainteresowanych jest wiele podmiotów. Trwa procedura wyboru partnera. Zgodnie z planem, który ma zostać zrealizowany do 2021 roku, pierwsze morskie farmy wiatrowe PGE mają osiągnąć status „ready to build”, (gotowe do budowy), a trzy lata później zacząć produkować energię, która po raz pierwszy miałaby popłynąć do sieci w 2025 roku.

Offshore to nie jedyne narzędzie, które ma pozwolić na realizację celów OZE, które założyła sobie PGE. Spółka zamierza również zwiększyć swoje ambicje w obszarze fotowoltaiki. Dotychczas PGE myślało o realizacji projektów o mocy 100 MW. Teraz zapowiada rewizję swoich planów. – Chcemy maksymalne wykorzystać potencjał wynikający z tego, co mamy w części dystrybucyjnej – mówił w środę wiceprezes Wasiłek.

Stępiński: PGE stawia na OZE, milczy o atomie

Idzie nowe?

Jak przekonuje PGE, spółka przechodzi proces przemiany. Wymuszają to m.in. rosnące ambicje polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. Od 1 lipca 2025 roku instalacje węglowe, które emitują więcej niż 550g CO2/kWh nie będą mogły uczestniczyć w rynku mocy. W konsekwencji oznacza to, że zawarte w ramach aukcji mocowych, głównie roczne kontrakty, w tym także dla bloków modernizowanych, na potrzeby spełnienia konkluzji BAT, będą mogły być realizowane do połowy 2025 roku. W związku z tym PGE zostanie zmuszone do ponownej oceny zasadności realizacji inwestycji dostosowawczych do konkluzji dotyczących BAT dla dużych obiektów spalania. Bez dodatkowego wsparcia tego rodzaju inwestycje będą nieopłacalne. Dlatego nie tylko PGE, ale również pozostałe spółki energetyczne muszą myśleć o przyszłości, w której będzie coraz mniej węgla, a więcej OZE i zero i niskoemisyjnych źródeł.

Co prawda w przeciągu dwóch najbliższych lat koncern uruchomi nowe bloki węglowe, ale zapowiada inwestycje w dywersyfikację parku wytwórczego. W tym roku PGE uruchomi 1824 MW nowych mocy, z czego 1810 MW będą stanowić dwa bloki węglowe w Elektrowni Opole. W 2020 roku do użytku ma zostać oddany blok węglowy w Turowie (496 MW). Jednak mają to być ostatnie inwestycje w instalacje węglowe. W 2020 roku spółka uruchomi farmy wiatrowe o mocy 97 MW. Rok później mają zostać oddane do użytku farmy fotowoltaiczne o mocy co najmniej 100 MW. W tym samym czasie PGE odłączy od sieci blok nr 1 Elektrowni Bełchatów (370 MW – od 1 czerwca 2019 roku) oraz dwa bloki w Elektrowni Dolna Odra (222 i 232 MW). W efekcie przyrost nowych mocy spadnie z 1824 do 215 MW. Nie zapominajmy, że w 2021 roku z Krajowego Systemu Elektroenergetycznego mają zniknąć dwa bloki o łącznej mocy 450 MW w Elektrowni Rybnik.

Nowe instalacje OZE mają pozwolić spółce nie tylko na zazielenienie miksu energetycznego, ale także przyczynić się do redukcji emisji CO2. Jak przekonuje PGE jest to również istotny aspekt w polityce koncernu. W latach 1989-2018 elektrownie PGE w Bełchatowie, Opolu, Turowie, Dolnej Odrze oraz w Rybniku zredukowały emisję: SO2 o 93 procent, NOx o 61 procent i pyłu o 99 procent. Na tym jednak plany spółki się nie kończą. Oprócz projektów OZE koncern chce inwestować w bloki gazowe, m.in. w Elektrociepłowni Czechnica o mocy 170 MW (planowana data uruchomienia – 2023 rok), w Elektrowni Dolna Odra (dwa bloki 700 MW – 2024 rok) czy w Rybniku (700 MW – 2026 rok). Poza tym PGE chce, aby udział paliw niskoemisyjnych w segmencie ciepłowniczym wzrósł do 50 procent. W efekcie wskaźnik emisyjności netto należących do koncernu mocy ma spaść z obecnych 0,88 na 0,78 ton CO2/MWh w 2025 roku.

Czy gaz i OZE przykryją odkrywki?

Wszystkie te wymienione wyżej działania mają służyć pokazaniu zielonego oblicza PGE. Oprócz budowy morskich farm wiatrowych opcjami strategicznymi dla spółki po 2020 roku są budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej oraz rozwój nowoczesnej energetyki węglowej, związanej z zagospodarowaniem nowych złóż węgla brunatnego, przede wszystkim złoża Złoczew. Wydaje się, że oba projekty pozostają dla PGE tematem tabu. W przypadku żadnej z tych inwestycji nie podjęto jeszcze decyzji. O ile pierwsza mogłaby przyczynić się do realizacji ambicji spółki w zakresie redukcji emisji CO2, o tyle druga byłaby niezgodna z realizacją planów dotyczących OZE. PGE zaznacza, że projekt ma szansę na realizację jedynie po spełnieniu warunków zapisanych w Programie dla Sektora Górnictwa Węgla Brunatnego w Polsce. Do tych warunków należą przede wszystkim; podjęcie kierunkowej decyzji odnośnie roli węgla brunatnego w krajowym miksie energetycznym w perspektywie długoterminowej, wypracowanie i wdrożenie rozwiązań zapewniających przewidywalność ekonomiczną nowych projektów złożowych (rozwiązania te muszą być zaakceptowane przez UE) oraz zapewnienie finansowania dla przedsięwzięcia. Nie wiadomo czy był przewidziany mechanizm wsparcia dla inwestora, bez którego przy rosnących cenach uprawnień do emisji CO2 i ich prognozach ciężar finansowy byłby nie do udźwignięcia Mimo to Ministerstwo Energii, a w szczególności wiceszef resortu Grzegorz Tobiszowski, w lutym w Sejmie zapewniał, że dla Bełchatowa nie ma planu B, który wykluczałby nowe odkrywki. Warto przypomnieć również, że Złoczew to nie jedyny projekt odkrywki jaki był analizowany przez PGE.

Stępiński: Bitwa pod Złoczewem o Brukselę?

W przeszłości pojawiały się również plany dotyczące złoża Gubin, z którego podobnie jak ze Złoczewa rocznie miało być wydobywanych 18-20 mln ton węgla brunatnego. Wydaje się jednak, że projekt został przez PGE odłożony na półkę, czego może dowodzić fakt, że nie uwzględniono go ani w wynikach finansowych spółki za 2018 rok, ani w sprawozdaniu z pracy zarządu. Realizacja projektu byłaby dla PGE wielomiliardowym obciążeniem, ponieważ zakłada on nie tylko nową odkrywkę, ale budowę elektrowni. Dotychczas na działania związane z realizacją projektu PGE przeznaczyła kilkadziesiąt milionów złotych. Inaczej sprawa wygląda w przypadku Bełchatowa i tamtejszych bloków. W okolicach 2037 roku wyczerpią się zasoby złoża Szczerców, które obecnie napędza bloki w Bełchatowie. Teoretycznie po modernizacji mógłby być w nich spalany surowiec ze Złoczewa. Wymagałoby to dodatkowo także inwestycji w samo złoże jak i budowę 50 km taśmociągu, którym węgiel trafiałby to kotłów. Pojawia się jednak pytanie o zasadność i opłacalność takiej elektrowni. Tym bardziej, że to nie jedyny projekt, w jaki jest zaangażowana PGE.

Nie jest wykluczone, że ogłaszając inwestycje w OZE i gaz lider polskiego rynku energetycznego wysyła sygnał o możliwym odwrocie od projektów nowych odkrywek.