font_preload
PL / EN
Alert 27 września, 2016 godz. 10:00   
REDAKCJA

Przeciwnicy Nord Stream 2 w Niemczech chcą zablokowania projektu

Nord Stream Nord Stream AG

Niemieccy Zieloni protestują przeciwko udziałowi ich kraju w kontrowersyjnym projekcie Nord Stream 2. Uznają, że jest on „nie do zniesienia” wobec działań Rosji w Syrii. Robert Habeck z tej partii apeluje o porzucenie projektu przez Berlin.

Rosja dokonała serii nalotów w Syrii, które wiązały się z masowymi ofiarami wojskowymi, ale i cywilnymi. Według Habecka „Władimir Putin zbombardował w Syrii cywili, skazując kolejne rzesze ludzi na ucieczkę, rozpacz i śmierć. A my tym czasem pozwalamy sobie kupować węglowodory w Rosji – powiedział gazecie Spiegel Online. Zajmuje on jednocześnie stanowisko ministra energetyki landu Schleswig-Holstein.

Wskazuje on, że duża część budżetu rosyjskiego jest kierowana na wydatki zbrojeniowe, a finansuje go sprzedaż węglowodorów. – Ten ścisły związek jest niezręczny i nie chcemy mieć z nim nic wspólnego – powiedział Niemiec.

Partia Zielonych wezwała Berlin do zablokowania projektu Nord Stream 2. – Planowana rozbudowa gazociągu Nord Stream musi być co najmniej anulowana. W innym wypadku pomożemy Rosji eksportować więcej gazu do Niemiec i Europy, zwiększając ich przychody – ocenił rozmówca Spiegla. Jego zdaniem uzależnienie polityki energetycznej od Rosji jest problemem wobec „groźnej roli Putina w Syrii”. Ta sytuacja jest w przekonaniu przedstawiciela Partii Zielonych niemożliwa do tolerowania.

Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Ban Ki Moon ocenił, że bombardowania syryjskiego Aleppo prowadzone przez siły rosyjskie i rządu dyktatora Baszara Assada mogą być uznane za „zbrodnie wojenne” i „barbarzyńskie praktyki”.

Z dokumentu programowego Zielonych z marca 2016 roku wynika, że opowiadają się oni „stanowczo przeciwko budowie tej niepotrzebnej i szkodliwej infrastruktury”. Habeck jest jednym z prominentnych kandydatów swojej partii do wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 2017 rok. Partia Zielonych od początku 2016 roku zyskuje na poparciu. W niektórych sondażach jest trzecią siłą w przyszłym Bundestagu, za chadecką koalicją CDU/CSU kanclerz Angeli Merkel i socjalistycznym SPD wicekanclerza Sigmara Gabriela. W najnowszych sondażach spada jednak na czwarte miejsce, bo wyprzedza ją faszyzująca Alternative fur Deutschland.

Temat Nord Stream 2 może znaleźć się w centrum kampanii wyborczej w Niemczech, ze względu na postulat Zielonych. Jeżeli uzyskają oni dobry wynik w wyborach, mogą mieć wpływ na politykę przyszłego rządu i ograniczyć jego poparcie dla kontrowersyjnego projektu. Protestują przeciwko niemu kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska. Obawiają się one, że nowy gazociągu ugruntuje pozycję Gazpromu w regionie i podkopie szanse alternatyw: dostaw LNG z całego świata oraz gazu z Norwegii. Rośnie zaniepokojenie tym przedsięwzięciem w krajach skandynawskich. Szwedzkie media alarmują, że może on być zagrożeniem dla bezpieczeństwa na Morzu Bałtyckim.

Niemcy same sobie szkodzą

Projekt Nord Stream 2 ma zrealizować konsorcjum o tej samej nazwie. Obecnie jedynym udziałowcem pozostaje rosyjski Gazprom, choć akces zgłosiły niemieckie BASF/Wintershall i E.on/Uniper, francuski Engie, brytyjsko-holenderski Shell i austriackie OMV. Ze względu na niemożliwość powołania konsorcjum ze względu na zastrzeżenia polskiego urzędu antymonopolowego UOKiK, partnerzy szukają nowego rozwiązania, które pozwoli sfinansować projekt. Utrzymują oni, że do 2019 roku inwestycja zostanie zrealizowana. Zakłada budowę drugiego gazociągu z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie o przepustowości 55 mld m3 rocznie.

– Ktoś mógłby dodać wojnę na Ukrainie, którą współfinansuje Gazprom poprzez podatki opłacane do rosyjskiego budżetu – wskazuje Anke Schmidt Felzmann z Utrikespolitiska Instituet w Sztokholmie. – Najważniejsze pytanie, to jak koalicja rządząca w Niemczech oceni sytuację. Argument popierany zarówno przez CDU, jak SPD, to przekonanie o tym, że projekt jest „zwykłym przedsięwzięciem biznesowym” i nie należy go wiązać z państwem rosyjskim – mówi portalowi BiznesAlert.pl.

– Mimo to Gazprom jest spółką należącą do państwa, a rosyjska agresja na Ukrainie i w Syrii jest faktem – podkreśla nasza rozmówczyni. Pozostaje ona jednak sceptyczna wobec polityki polegającej na próbie uregulowania relacji z Rosją poprzez zachęcanie jej do współpracy rosnącymi zakupami gazu. – Teoria fińskiego badacza sektora bezpieczeństwa Miki Aaltoli zwana „Gaz za pokój” jest w moim przekonaniu wątpliwym fundamentem strategii wobec Rosji. Nie rozumiem, w jaki sposób ma pomóc kolejny wielki projekt infrastrukturalny, który pomoże Kremlowi realizować jego agresywną politykę z pogwałceniem zobowiązań międzynarodowych. Stworzy on jeszcze większą zależność Niemiec od dostaw rosyjskiego gazu na następne 50 lat.

– Nie wiem, w jaki sposób ma to sprawić, że Rosja stanie się bardziej kooperatywna i pokojowa w stosunku do sąsiadów. Nie wiem także jak Nord Stream 2 ma pomóc rządowi Niemiec w jego negocjacjach z Rosją. Zamiast wzmocnić, osłabi pozycję Berlina w rozmowach – ocenia Schmidt-Felzmann.

Spiegel/Wojciech Jakóbik