font_preload
Energetyka Gaz 8 kwietnia, 2017 godz. 9:50   
REDAKCJA

RAPORT: LNG z USA to wyzwanie dla Gazpromu w Europie

RAPORT (1)

Po wizycie w Stanach Zjednoczonych wicepremiera, ministra rozwoju i finansów Mateusza Morawieckiego w mediach ponownie rozgorzała dyskusja na temat możliwego importu przez Polskę LNG zza Oceanu, a tym samym zmniejszenia zależności dostaw gazu z Rosji. Według polityka dostawy surowca byłyby możliwe pod warunkiem, że byłyby one opłacalne cenowo.

Podobnego zdania są eksperci. W rozmowie z Polską Agencją Prasową Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BinzesAlert.pl stwierdził, że strona polska liczy na to, że amerykanie zaoferują ciekawą cenę ponieważ projekt Bramy Północnej, czyli rozbudowy gazoportu, a także budowy korytarza norweskiego zakłada duży import gazu tym kierunkiem

– Amerykański dostawca w zamian za to, że miałby dostęp do naszego rynku, a także do odbiorców w krajach Grupy Wyszehradzkiej i na Ukrainie, mógłby zejść trochę z ceną, w zamian za to, że sprzeda tutaj wielki wolumen – powiedział.

Zaznaczył jednak, że jeżeli uda się znaleźć ekonomicznie opłacalne rozwiązanie z Amerykanami, to należy się spodziewać, iż kontrakty będą podpisywane i to nie tylko na dostawy do Polski, ale także dla naszych sąsiadów.

– Dla nas korzyścią będzie zwiększenie wykorzystania terminalu, a przez to zwiększenie jego rentowności – wyjaśnił.

Jakóbik powiedział, że odbiorcami gazu skroplonego mogłyby być Kraje z Grupy Wyszehradzkiej, Ukraina, czy państwa szeroko pojętego Międzymorza.

W tym kontekście zdaniem byłego wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Steinhoffa rząd amerykański będzie zainteresowany poszerzeniem możliwości eksportu gazu. W ramach dywersyfikacji dostaw import surowca z USA byłby celowy, biorąc pod uwagę ich ilości gazu łupkowego.

Nie zmienia to jednak faktu, że również sami Amerykanie parokrotnie oferowali Europie dostawy LNG. W październiku w trakcie swojej wizyty w Warszawie ówczesny zastępca podsekretarza stanu USA ds. współpracy energetycznej Robin Dunnigan mówił o tym, że Waszyngton liczy na to, że ,,eksport LNG z USA pomoże Europie w jej wysiłkach na rzecz uniezależnienia od dominującego dostawcy. Nie oznacza to, że Rosja nie powinna być dostawcą. Może i powinna nim pozostać. Ale kraje powinny mieć wybór. Mam nadzieję, że każda dostawa LNG z USA pomoże w realizacji tego celu, nie tylko w Polsce, ale w całym regionie.”

Oknem na amerykańskie skroplony gaz ziemny jest terminal LNG w Świnoujściu. Jak pisał w październiku ubiegłego roku Wojciech Jakóbik z biznesowego punktu widzenia zainteresowanie Amerykanów terminalem daje szanse na rozwój dostaw od Cheniere Energy, Delphi Group. To także szansa na współpracę technologiczną w zakresie rozbudowy terminala w Świnoujściu. Oprócz dostaw LNG, regazyfikacji i transportu gazociągami przesyłowymi, planowane jest poszerzenie usług o bunkierkę statków LNG, reeksport na mniejszych jednostkach w regionie Morza Bałtyckiego, transport cysternowy oraz kolejowy. W przyszłości w Świnoujściu mogłaby powstać elektrociepłownia na gaz z terminalu, a na rynek mógłby trafić nawet chłód wytwarzany przez instalacje kriogeniczne.

W kontekście importu warto zaznaczyć, że gaz ziemny odpowiada obecnie za jedną czwartą konsumpcji energii w Unii Europejskiej. 26 procent tego gazu jest zużywane przy produkcji energii, a 23 procent w przemyśle. Europa zużywa około 400 mld m3 gazu ziemnego rocznie i ten poziom ma się utrzymać w nadchodzących latach. Większość gazu pochodzi z Rosji (39 procent), Norwegii (30 procent) i Algierii (13 procent). LNG stanowi 10 procent importu. Gaz skroplony jest produkowany w Nigerii, Malezji, Indonezji, Australii.

Mapa terminali LNG w Europie (stan na listopad 2016)

Źródło: GIE

Mapa terminali LNG w Stanach Zjednoczonych (stan na styczeń 2017)

Źródło: Federal Energy Regulatory Commission

Według przytaczanych przez Teresę Wójcik, redaktor portalu BiznesAlert.pl, danych Od 2015 analitycy i badacze zapowiadali, że europejski rynek gazu zostanie zalany dostawami LNG. Przede wszystkim z Australii i USA. Powinno więc też przybywać europejskich terminali importowych. Do tej pory tak się nie dzieje, w 2016 roku w Europie przybyło tylko 3,3 procent terminali w relacji do 2015 roku. Dostawy gazu skroplonego wciąż są o wiele niższe niż przewidywano.

Część ekspertów żywi przekonanie o tym, że do 2035 roku USA mogą wyprzedzić Australię i Katar i zostać największym na świecie dostawcą LNG Już teraz Waszyngton uruchamia moce pozwalające na produkcję 70 mln ton LNG rocznie. Jak zaznacza Andrzej Kiedrowicz z KOI Capital, przez lata Amerykanie byli uzależnieni od zewnętrznych dostaw energii. Dzięki wydobyciu ze złóż łupkowych, obecne wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego zaczyna przewyższać potrzeby krajowego rynku. W 2016 roku, po raz pierwszy w historii, Amerykanie rozpoczęli przekształcanie wydobywanego z łupków gazu ziemnego w LNG i wysyłanie go za granicę.

Póki co, paliwo jest eksportowane do krajów Ameryki Południowej i Meksyku, a moce przerobowe terminalu wynoszą niewiele ponad 1 mld metrów sześciennych dziennie. W 2018 roku z 5 w pełni operacyjnych terminali będzie można eksportować aż 10 mld metrów sześciennych dziennie. To jednak nie koniec ekspansji. Amerykański Departament Energii rozpatruje obecnie aplikacje koncernów, planujących eksport aż 26 mld sześciennych skroplonego gazu dziennie, nawet do takich krajów, które obecnie nie mają podpisanych porozumień handlowych ze Stanami Zjednoczonymi. Jeśli te plany się ziszczą, ponad połowa amerykańskiej produkcji gazu będzie eksportowana.

Według danych za styczeń 2017 roku eksport LNG z terminalu Sabine Pass w Luizjanie osiągnął w styczniu rekordowy poziom 1,476 mld m3 ekwiwalentu gazu w stanie lotnym w porównaniu z 0,5 mld m3 w analogicznym okresie 2016 roku.

Wzrost pojawił się po uruchomieniu drugiej linii przemysłowej o przepustowości 4,5 mln ton LNG rocznie we wrześniu zeszłego roku. Po przerwie technicznej w okresie wrzesień-październik wolumen eksportu stabilnie rósł z 0,941 mld m3 w listopadzie, do 1,189 mld m3 w grudniu i 1,476 mld m3 w styczniu 2017 roku.

Większość dostaw trafiła na kontynenty amerykańskie. 2,987 mld m3 albo 43 procent z nich dotarło w styczniu do Ameryki Północnej i Południowej. Największym kupcem gazu z Sabine Pass był Meksyk, który zakontraktował 1,197 mld m3 albo 17 procent dostaw.

Dostawy na Bliski Wschód i do Indii stanowiły 24 procent wysłanego z gazoportu wolumenu, czyli 1,644 mld m3. Dostawy w tym kierunku rosną. Wzrosły do 11 ładunków w okresie listopad 2016-styczeń 2017 w porównaniu do jednego ładunku w analogicznym okresie w latach 2015-2016.

Dostawy z Luizjany do Europy były sporadyczne. Jedynie pięć ładunków z Sabine Pass trafiło na Stary Kontynent – do Włoch, Portugalii i Hiszpanii. Odpowiadały one za 8 procent dostaw.

W pierwszej połowie 2017 roku ma zostać uruchomiona trzecia linia przemysłowa o przepustowości 4,5 mln ton rocznie.

Skroplony gaz zza Oceanu to szansa dla Polski

Mimo to amerykańskie LNG to szansa dla Polski, z której możemy skorzystać. Według szacunków Instytutu Studiów Energetycznych do 2020 r. konsumpcja gazu w naszym kraju wzrośnie do ok. 21,5 mld m3 przy szacowanym wzroście jego wydobycia do 7,3 mld m3. Według ISE do zamknięcia bilansu gazowego potrzeba będzie jeszcze dodatkowo ok. 4 mld m3 paliwa, które może być zapewnione poprzez import LNG. Sprzyja temu przewidywane zwiększenie mocy terminala w Świnoujściu z obecnych 5 mld m3 do 7,5 mld m3.

Podczas ostatniej konferencji Gaz dla Polski odnosząc się do dostaw LNG do Polski prezes ISE stwierdził, że Australia jest ich potencjalnym choć niedocenianym kierunkiem.

– Okazuje się, że czas dostawy z Australii do Polski to jest około 23 dni. To tyle samo ile płynie statek z Kataru. Przy dobrej pogodzie 21, przy złej 23 dni. Metanowiec ze Stanów Zjednoczonych płynie 9 dni. Dlaczego nie kupujemy surowca z USA, skoro są to nasi sojusznicy i partnerzy? – pytał wówczas ekspert.

W tym kontekście warto przytoczyć wypowiedź z dyrektora wykonawczego ds. rozwoju rynku w American Petroleum Institute Marty’ego Durbina z sierpnia 2016 roku. Zwracał wówczas uwagę na korzyści jakie ze zwiększonego eksportu amerykańskiego LNG otrzymają europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych.

– Wzrost wydobycia gazu ziemnego w Stanach Zjednoczonych oznacza, że poprzez eksport LNG możemy dać naszym sojusznikom stabilność oraz bezpieczeństwo światowego rynku gazu. Amerykańska rewolucja łupkowa spowodowała wzrost naszej gospodarki, pobudzają działania na rzecz poprawy stanu środowiska oraz wzmacniają nasze bezpieczeństwo energetyczne. Amerykańskie LNG da naszym sojusznikom możliwości osiągnięcia tych celi – mówił.

Miesiąc później rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławorw skarżył się, że USA próbują wykorzystać problemy w relacjach Rosji z Unią Europejską, aby narzucić Europie dostawy swojego LNG.

W trakcie wizyty w Szwecji wiceprezydent USA Joe Biden stwierdził, iż amerykańskie LNG jest potencjalnym elementem dywersyfikacji, który może użytkowany zamiast rosyjskiego gazu z kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2, którego budowę planuje Gazprom i jego europejscy partnerzy. Zdaniem Amerykanów jest on niekorzystnym przedsięwzięciem dla Europy.

Z kolei według Wojciecha Jakóbika Amerykanie chcą rozwijać sprzedaż gazu skroplonego, bo będą go mieli bardzo dużo, mają infrastrukturę w która zainwestowali, cena jest coraz niższa, więc chcą sprzedawać go coraz więcej.

– Teoretycznie umowę z Amerykanami moglibyśmy podpisać nawet jutro, bo infrastrukturę mamy. Z punktu widzenia ekonomicznego wszystko zależy od warunków zaoferowanych przez Amerykanów – powiedział.

– Czy gaz amerykański będzie konkurencyjny cenowo? Dzięki terminalowi LNG możemy sobie swobodnie wybrać dostawcę. To może być firma amerykańska, katarska, a może być też dostawca z Trynidadu i Tobago, jeżeli będziemy chcieli, to w tym momencie najważniejsza jest właśnie cena – stwierdził.

Z kolei prezes Instytutu dr inż. Andrzej Sikora nie podziela optymizmu co do konkurencyjności cenowej LNG w stosunku do gazu przesyłanego gazociągami. Zwraca on uwagę, że gaz przesyłany gazociągami jest tańszy, gdyż nie pociąga on za sobą kosztów skraplania, oziębiania i transportu.

– Gdyby jednak zapadła decyzja polityczna, to gaz z USA mógłby być atrakcyjny cenowo, bo jego wydobycie jest tanie, a Amerykanie mają go w nadmiarze. Ale sądzę, że negocjacje musiałyby iść w parze z negocjacjami dotyczącymi przetargów np. na zbrojenia – uważa Sikora.

Już w analizie z października 2016 roku ekspert wskazywał, że warunki do zakupu amerykańskiego gazu LNG dla Europy stają się coraz bardziej korzystne, a ekonomicznym uwarunkowaniem powinien być dzień 22 czerwca ubr. ogłoszony 42 dniowy przestój zatłaczania gazu ziemnego do największego w Wielkiej Brytanii magazynu Rough spowodował skok kwotowań notowanego na brytyjskiej giełdzie NBP kontraktu Winter 16 do poziomu 6,411 dol./mmBtu.

Cena była na tyle wysoka, że pozwoliła nie tylko pokryć klasyczną opłatę dla eksportu czyli: 115% ceny gazu na Henry Hub lecz także 2,25 dol./mmBtu opłaty technicznej za skroplenie gazu ziemnego zapisanej w kontrakcie (2011r.) między Cheniere i Shell oraz fracht, a dodatni spread cenowy wyniósł 0,119 dol./mmBtu.

W tym kontekście warto zauważyć, że Komisja Europejska dostrzega szanse jaką niesie ze sobą LNG i w tym celu promuje rozbudowę niezbędnej infrastruktury, połączenie rynków gazu, bardziej efektywne wykorzystanie magazynów gazu i współpracę z partnerami spoza UE.

Komisja podaje, że dostawy gazu skroplonego do Unii Europejskiej mogą być konkurencyjne do gazociągowych. Będzie to jednak zależeć od wielu czynników, jak koszt skroplenia, transportu, wartości walut i bilansu popytu oraz podaży. Mimo to LNG będzie ważne, ze względu na rosnącą zależność Europy od importu, czego spodziewa się Komisja.

Ponadto warto podkreślić, że w ostatnim czasie Bruksela ponownie zwiększyła finansowanie programu bezpieczeństwa energetycznego, którego celem jest dywersyfikacja źródeł dostaw gazu. 102 mln euro zostało przeznaczone na budowę pływającego terminalu do regazyfikacji (FSRU) na chorwackiej wyspie Krk, który do 2019 roku będzie mógł odbierać 6 mld m3 rocznie. Docelowo surowiec ma trafić do Europy Wschodniej oraz na Bałkany.

Konkurencję dla amerykańskiego LNG stanowi m.in. Rosja

Konkurencją dla dostaw LNG będą starzy dostawcy, m. in. Rosja.

Strona rosyjska w postaci Gazprom konsekwentnie przekonuje, że LNG z USA nie będzie stanowiło konkurencji dla dostaw z Rosji do Europy. Mimo, że Amerykańscy wydobywcy błękitnego paliwa mogą wyprzeć Gazprom z europejskiego rynku, gdzie rosyjski dostawca zajmuje dominującą pozycję i co istotne, zamierza ją umocnić, mimo że różnice polityczne między Europą a Rosją nie ułatwią tego zadania.

Wbrew słowom Gazprom przygotowuje się na to zagrożenie dla jego monopolistycznej pozycji poprzez stworzenie modelu hybrydowego dostaw, który oprócz dostaw gazociągowych ma uwzględniać eksport rosyjskiego LNG. Financial Times przekonuje, że LNG z USA zmusi Gazprom do wojny cenowej. Międzynarodowa Agencja Energii i agencja ratingowa Fitch przyznają, że dostawy amerykańskiego gazu skroplonego będą konkurencyjne w stosunku do oferty rosyjskiego Gazpromu.

W „Strategii rozwoju bazy surowcowo-mineralnej Federacji Rosyjskiej do 2030 roku” przygotowanej przez Rosnedrę (odpowiednik Państwowego Instytutu Geologicznego – przyp. red.) znalazł się zapis o tym, że LNG będzie kluczowym zagrożeniem dla pozycji Gazpromu w Europie.

Chociaż pojawiają się głosy, że dostawy LNG pozostają one dla Gazpromu jedynie dodatkową opcją do jego podstawowej działalności, za którą kierownictwo spółki uważa rurociągowe dostawy gazu. Nie zmienia to jednak faktu, że Rosjanie dostrzegają zagrożenie jakim są dostawy amerykańskiego LNG na europejskie rynki i chcą uatrakcyjnić swoją ofertę poprzez m.in. hybrydowy model dostaw polegający na dostawach surowca w tradycyjnej formie przez gazociągi oraz w postaci LNG.

Gazprom będzie musiał stoczyć dość ciężki bój o europejski rynek. Do 2020 roku w Stanach Zjednoczonych, Katarze i Australii zostaną uruchomione terminale o przepustowości 188 mld m3 rocznie. Obecnie LNG trafia głównie do Azji. Przy czym według analityków Fitcha rynek ten jest już przesycony i poza europejskim nie ma innego, gdzie mógłby zostać dostarczony surowiec.

Już teraz amerykańskie spółki są gotowe do tego, aby u brzegów UE bezpłatnie budować FSRU, o czym na początku sierpnia ubiegłego roku mówił specjalny wysłannik Departamentu Stanu ds. energetyki Amos Hochstein. Według niego amerykańskie LNG będzie miało rewolucyjne znaczenie dla europejskiego rynku gazu, ponieważ w znaczący sposób zmieni zasady gry, które ukształtowały się w wyniku zimnej wojny.

Zdaniem ekspertów Bank of America Merrill Lynch nieuniknioną konsekwencją rewolucji LNG stanie się spadek cen surowca w Europie. Rzeczywista wartość gazu spadnie do ceny węgla – 3,8 dolarów za 1 mmBtu, co w przybliżeniu odpowiada 120 dolarom za 1000 m3. To o 20 procent poniżej cen rosyjskiego gazu na początku lata, które były najniższe od 12 lat.

Jak zauważają analitycy agencji ratingowej Fitch i Bank of America Merrill Lynch obecna sytuacja na rynku jest tylko początkiem radykalnej zmiany zasad gry na europejskim rynku gazowym. Dążenia władz Unii Europejskiej do zmniejszenia zależności od Gazpromu nakładają się na znaczący wzrost produkcji LNG.