font_preload
PL / EN
Alert 18 sierpnia, 2015 godz. 7:47   
REDAKCJA

Ropa za 30 dolarów? To możliwe przez spowolnienie gospodarcze i inne czynniki

Giełda

(Oil & Gas/Rigzone/Teresa Wójcik/Bloomberg/Wojciech Jakóbik)

14 sierpnia na giełdzie nowojorskiej ropa WTI w kontraktach futures na wrzesień na zamknięciu sesji kosztowała powyżej 42 dol. za baryłkę. To było niewielkie i tylko jednodniowe odbicie. Wczoraj ropa WTI straciła 0,63 dol., za baryłkę płacono po 41.87 dol. To najniższa cena od marca 2009 r.

W porównaniu z początkiem czerwca tego roku cena ropy WTI spadła o ponad 30 proc. Analitycy są wyjątkowo zgodni – tym razem nie korzystają z argumentów o nadpodaży, tym razem za sytuację na rynku ropy obwiniają globalne spowolnienie gospodarcze i bliską perspektywę wznowienia dostaw irańskiej ropy po zniesieniu sankcji czyli embarga.

Gospodarki azjatyckie przeżywają spowolnienie. Doświadczają go Chiny. Japonia notuje recesję z ujemnym wzrostem gospodarczym -1,6 procent w drugim kwartale tego roku. Tymczasem zapotrzebowanie na ropę na Zachodzie także nie będzie wysokie ze względu na jesienne remonty w rafineriach.

Według agencji Moody’s gospodarki krajów G20 nie wrócą do rozwoju sprzed kryzysu szybciej, niż za pięć lat. Średni wzrost PKB w grupie ma wynieść  3 procent w latach 2015-19. To o pół procent niższy poziom od notowanego w dekadzie 1997-2007. Moody’s wylicza czynniki ograniczające wzrost: spowolnienie wzrostu produkcji, problemy chińskiej gospodarki, niekorzystne trendy demograficzne i spadek zysków z handlu. Agencja przewiduje słabszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy w USA. Pojawiające się korzystne sygnały z rynków zachodnich nie przełamią według agencji negatywnego wpływu problemów Chin.

Nie czekając na zniesienie sankcji, irański minister ropy nakazał zwiększyć wydobycie surowca o 500 tys. baryłek dziennie. Na razie podobno do magazynowania, po zniesieniu sankcji należy spodziewać się prawdziwego potopu irańskiej ropy. Teheran głosi, że po cenie powyżej 60 dol. za baryłkę. Kto to kupi?

– Na światowym froncie gospodarczym, nie dzieje się nic, co mogłoby przyczynić się do wzrostu popytu na ropę – ocenia nowojorski ekspert Michael Lynch. Jednocześnie, prezes firmy konsultacyjnej Group Schork,  Stephen Schork nie owija w bawełnę: ​powrót na rynek irańskiej ropy doprowadzi do poważnej nadwyżki surowców. Hasan Jamali z Bank of America obawia się, że na rynku ropy musi dojść do załamania. Tym bardziej, że irańska ropa może pojawić się na rynku znacznie wcześniej niż zapowiadano, bo przed końcem b.r.

Należy przy tym zaznaczyć, że efekt Iranu na ceny ropy naftowej ma charakter spekulatywny. Rynek poddany emocjom może sprowadzić cenę baryłki nawet do poziomu 35-30 dolarów, która utrzyma się do czasu weryfikacji, kiedy okaże się, czy sankcje wobec Teheranu zostaną rzeczywiście zniesione i będzie wiadomo na jaką skalę i w jakim tempie irański surowiec wkroczy ponownie na rynek.

Ceny ropy spadają i jak podał półroczny raport ANZ Bank, nie ma hamulców, aby zdusić wzrost podaży w Stanach Zjednoczonych. „Amerykańscy łupkowi biznesmeni nauczyli się wyjątkowo skutecznie redukować koszty. Kto – jak Saudyjczycy czy Kreml – liczył, że niskie ceny zniszczą łupki, przeliczył się bardzo. Rewolucja łupkowa wciąż ma się nieźle” choć ceny zbliżają się powoli do granicy 10-20 dolarów za baryłkę. A takich spadków notowań WTI nie notowano nawet w sezonie letnim podczas kolejnych załamań cen: w czasie globalnego kryzysu finansowego w 2008 r., załamania na rynkach w Azji w 1998 r. i okresie mocnej nadwyżki surowca na giełdach paliw w 1986 r.

Analitycy banku Citigroup zapowiadają, że dalsze zniżki cen ropy są prawdopodobne, i nikt z wielkich producentów nie zwalnia produkcji bo chce za każdą cenę bronić swoich udziałów w globalnym rynku ropy. Na pierwszym miejscu jest oczywiście Arabia Saudyjska. Za jej przykładem także inne kraje OPEC wyciągają niemal rekordowe wolumeny tego surowca, aby za wszelką cenę utrzymać swoją pozycję na globalnym rynku ropy.

OPEC testuje odporność rynkową całej konkurencji, bez względu na koszty własne i to już jest prawdziwa wojna cenowa. Kto padnie pierwszy ofiarą tej wojny? Eksperci związani z OPEC i niektórzy eksperci londyńscy twierdza, że Stany Zjednoczone. Cena WTI jest o kilka dolarów niższa od ceny Brent i to ropa amerykańska najprędzej spadnie poniżej magicznego poziomu 10 dol. za baryłkę. Z napięciem czeka na to OPEC, no i zapewne Kreml.

Z ankiety Wall Street Journal wynika, że ropa Brent utrzyma się w przyszłym roku na poziomie poniżej 70 dolarów za baryłkę, a WTI w okolicach 63,40 dolarów. Citigroup wróży w negatywnym scenariuszu, że cena baryłki przekroczy granicę 30 dolarów w 2015 roku i utrzyma się przy tym poziomie w następnym.

Ale Houston zachowuje zimną krew – rynek nagradza najbardziej pomysłowych i ofensywnych przedsiębiorców. Warto pamiętać o ważnej kwestii: obecnie spadające ceny nie są wcale tak bezwzględnie i bezpośrednio zależne od popytu. W dużej mierze zależą od handlu nie ropą, tylko od handlu kontraktami na dostawy „czarnego złota”. Ten giełdowy proceder rozpoczął się w 1983 r. i spowodował bodaj najgłębszy globalny spadek cen ropy. Po czym w pewnym momencie rynek realny powiedział „sprawdzam” i okazało się, że ropy jest za mało.