font_preload
PL / EN
Energetyka OZE 5 czerwca, 2014 godz. 13:29   
KOMENTUJE: Piotr Rudyszyn

Rudyszyn: Szantaż ekologiczny – wczoraj autostrady, dziś wiatraki, jutro gaz łupkowy i węgiel

Piotr Rudyszyn

Na jakie przeszkody natrafiają inwestorzy, którzy chcą budować wiatraki w Polsce? Zapytaliśmy o to Piotra Rudyszyna, dyrektor techniczny firmy w4e Centrum Energii Wiatrowej. Jego zdaniem próby szantażu ekologicznego ze strony niektórych organizacji zainteresowały nawet służby specjalne.

– Największą bolączką dla branży jest nadal brak ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii. Dwa lata oczekiwania na nią zachwiało wiarygodnością rynku u inwestorów krajowych oraz zagranicznych. Widoczny jest spadek aktywności i malejąca liczba nowych inwestycji. To spowodowało dominację dużych grup energetycznych na rynku. To niepokoi – ocenia rozmówca BiznesAlert.pl. – OZE miały być przecież domeną małych i średnich przedsiębiorstw jako uzupełnienie rynku. Nie sprzyja temu dominacja wielkich grup. Dopiero uchwalenie ustawy pozwoli rynkowi się do niej dostosować. Jeśli będzie stabilna, to rynek sobie poradzi. Wszystko na to wskazuje ale widać, że na przyjęcie aktu musimy jeszcze poczekać.

– Brakuje także jednolitego systemu norm dla rynku energii odnawialnej. Podobnie jest jeśli chodzi o nieruchomości i ochronę środowiska. Nieuregulowane są przepisy dotyczące porozumienia między stronami dialogu o projektach. Każdy z nich jest coraz bardziej obciążony badaniami przyrodniczymi. Urzędnicy postrzegają swoją misję trochę inaczej niż przedsiębiorcy. Nie liczy się efektywność. Niektórzy twierdzą, że skoro projekt nie ma wad to znaczy, że ktoś źle szukał. Należy zmienić ten sposób myślenia i doprowadzić do jak najszybszej realizacji przedsięwzięć przy zachowaniu najlepszych praktyk, które powinny zostać raz na zawsze ustalone. Decyzje administracyjne powinny być szybkie – twierdzi Rudyszyn.

Jego zdaniem Polska powinna wzorować się na dobrych i złych doświadczeniach krajów, w których energetyka wiatrowa ma większy udział w miksie energetycznym. Jasno określone standardy środowiskowe pomogą według naszego rozmócwy w prowadzeniu dialogu między inwestorami a społecznościami lokalnymi. Pomogą także w walce z nadużyciami istniejącego systemu.

– Pozwolą usunąć plagę, dosłownie plagę, wyspecjalizowanych kancelarii i organizacji, które pod płaszczykiem ochrony środowiska terroryzują inwestorów oraz firmy w celu uzyskania korzyści. To zaczyna nabierać niepokojących rozmiarów – ostrzega przedstawiciel branży wiatrowej. Tłumaczy mechanizmy takich działań.

– Nie ma propozycji korupcyjnych wprost. Te organizacje, posługując się jednak lokalnymi mieszkańcami, zyskują wpływ na projekt i blokują jego realizację. W zamian za odstąpienie od blokady oczekują na przykład zlecenia na analizy czy opracowania. Często za takimi kancelariami stoją prawnicy wyspecjalizowani w blokowaniu inwestycji. Mieliśmy także do czynienia z finansowanym przez Unię Europejską szkoleniem, na którym przedstawiciele jednej z organizacji pouczali jak blokować takie inwestycje. Hasłem przewodnim było „każda inwestycja może zostać zablokowana”. Dzięki temu uzyskują jeszcze lepsze efekty, niż gdyby przedstawili po prostu propozycję korupcyjną – ocenia Piotr Rudyszyn. – Ci sami ludzie blokowali autostrady, potem maszty elektroenergetyczne a teraz blokują turbiny wiatrowe. W środowisku już słychać głosy, że ich następnym celem będą inwestycje łupkowe lub innowacyjne węglowe, bo branża wiatrowa jest już przygotowana do protestów.

– Zadaniem branży jest piętnowanie takich zjawisk. W niektórych krajach funkcjonują czarne listy organizacji i kancelarii, które potem mają znikome szanse na zlecenie w branży. W Polsce mogłaby także powstać taka lista. Może to jest jakiś sposób na powstrzymanie takiej działalności. Wiem jednak, że firmy już skarżyły się na taki terroryzm. Wiadomo także, że firmy wiatrowe są już objęte zainteresowaniem służb specjalnych, które otrzymały donos na temat szantażu ze strony organizacji o których mówiłem. Liczę na szybkie efekty kontroli – kończy specjalista.