font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 3 sierpnia, 2017 godz. 10:45   
KOMENTUJE: Bartłomiej Sawicki

Sawicki: Trump nie chce i nie musi blokować Nord Stream 2

Donald Trump Donald Trump. Fot. Flickr

Prezydent USA Donald Trump podpisał ustawę o rozszerzeniu sankcji wobec Rosji, Iranu i Korei Północnej. Jednocześnie skrytykował jej zapisy, które w jego przekonaniu mogą krępować prezydenckie działania w zakresie polityki zagranicznej. Krytyka narzędzi, które Trump dostał od Kongresu sugeruje, że objęcie sankcjami najbardziej kontrowersyjnych projektów z udziałem Rosjan – w tym Nord Stream 2 – wydaje się opcją ostateczną i, co za tym idzie, obecnie mało prawdopodobną – pisze redaktor portalu BiznesAlert.pl Bartłomiej Sawicki.

Trump pod presją Kongresu

Ustawa o sankcjach dotyczy m. in. nowych projektów wydobycia ropy i gazu w Arktyce, projektów głębinowych oraz związanych z ropą z łupków. Decyzję podjął nie bez zastrzeżeń. Jego zdaniem inicjatywa Senatu to naruszenie uprawnień władzy wykonawczej, niekorzystna dla amerykańskich firm i uderzająca w interesy europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych. Trump stwierdził w pisemnym oświadczeniu, że projekt ustawy zawiera „poważnie błędy” oraz postanowienia, które naruszają uprawnienia prezydenta i szkodzą amerykańskim przedsiębiorstwom, a także europejskim sojusznikom. Jednocześnie wyraził nadzieje, że Rosja i USA będą współpracować w najważniejszych kwestiach, aby sankcje nie były już niezbędnym narzędziem. Jak przekonuje, podpis złożył ze względu na jedność narodową.

Choć Trump ma nieco odmienne stanowisko ws. sankcji niż Kongres, podjął decyzję o podpisaniu tej ustawy. Zdecydowały o tym wyniki głosowań w Senacie i Izbie Reprezentantów. Za sankcjami opowiedziało się 98 senatorów, przeciw było dwóch, zaś w Izbie Reprezentantów za nowymi obostrzeniami opowiedziało się 419 członków Izby Reprezentantów, przeciw było tylko trzech. Kongres siłą swojego mandatu nie dał Trumpowi dużego pola manewru. Ewentualne weto z łatwością zostałoby odrzucone. Dotyczy to także Republikanów, a więc partii, z rekomendacji której o urząd starał się Trump. Prezydenta USA w nowym dokumencie najbardziej „uwiera” zmiana formy prawnej zarządzeń wydanych w 2014 roku jeszcze przez prezydenta Baracka Obamę. Obecnie mają formę ustawy, a więc nie można ich cofnąć tylko decyzją samego prezydenta.

Zgodnie z projektem Trump musi przedstawić Kongresowi sprawozdanie dotyczące proponowanych działań, które „znacząco zmieniłyby” politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych w związku z sankcjami wobec Rosji. Kongresmeni obawiali się bowiem potencjalnych prób łagodzenia sankcji. Kongres miałby co najmniej 30 dni na wysłuchanie opinii, po czym następowałoby głosowanie za utrzymaniem lub odrzuceniem proponowanych przez Trumpa zmian. Wątpliwości Trumpa podziela jego sekretarz stanu Rex Tillerson, który jeszcze przed złożeniem podpisu pod dokumentem skrytykował zapisy nowej ustawy.

Europa najbardziej zwraca uwagę na następujące elementy ustawy o sankcjach:

  • Sprzeciw wobec budowy Nord Stream 2 ze względu na jego szkodliwy wpływ na rynek i politykę energetyczną krajów Europy;
  • Kontynuowanie przez rząd Stanów Zjednoczonych eksportu zasobów energetycznych i nadanie temu działaniu priorytetu. Ma to pomagać w stworzeniu miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych, wspierać sojuszników USA i wzmacniać politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych.

Nowe sankcję mogą dotknąć projektów, w które zaangażowane są europejskie firmy. Chodzi m.in. o:

  • Baltic LNG (partnerzy: Shell i Gazprom);
  • Blue Stream (Eni i Gazprom);
  • Ropociąg CPC (Shell, Eni i Rosnieft);
  • Nord Stream 1 (europejskie spółki i Gazprom);
  • Nord Stream 2 (Shell, OMV, Uniper, Wintershall, ENGIE i Gazprom);
  • Sachalin 2 (Shell i Gazprom);
  • Szach Deniz Gazociąg Południowokaukaski (BP i Łukoil);
  • Złoże Zohr (BP, Eni i Rosnieft).

Sankcjami mogą zostać objęte projekty, w których udział rosyjskich spółek przekracza 33 proc.
Według nowych obostrzeń skrócony zostanie także termin zapadalności instrumentów dłużnych. W ramach sankcji zmniejszono maksymalny okres finansowania dla rosyjskich banków do 14 dni, a dla spółek podlegających sektorowi naftowo-gazowemu do 30 dni.

To, czy nowe sankcje zostaną nałożone przez Trumpa, pozostaje kwestią otwartą. Duża część ustawodawstwa daje Trumpowi prawo nakładania nowych sankcji, ale nie obliguje go do podjęcia takich decyzji. Są więc narzędziami opcjonalnymi. Sankcje nie mogą być także nałożone, jeśli Trump uzna, że ​​nie byłoby to w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych. Trump zgłosił obawy dotyczące 11 odrębnych części projektu ustawy. – Moja administracja będzie starannie i uważnie rozważać preferencje wyrażone przez Kongres w tych różnych postanowieniach i wdroży je w sposób zgodny z konstytucyjnymi uprawnieniami Prezydenta do prowadzenia stosunków zagranicznych – powiedział Trump.

Nord Stream 2 w „grupie ryzyka”

Politycy Europy Środkowo–Wschodniej wyrażali nadzieję, że sankcje mogą zablokować lub przynajmniej znacznie utrudnić budowę gazociągu Nord Stream 2. Biorąc pod uwagę wiele zastrzeżeń do nowego dokumentu, Trump może z rezerwą podchodzić do narzędzi, które daje mu Kongres. Objęcie europejskich firm, które współpracują przy projektach Nord Stream i Nord Stream 2 nowymi sankcjami, wydaje się z perspektywy słów Trumpa mniej prawdopodobne niż jeszcze kilka dni temu po głosowaniu Izby Reprezentantów. Tym bardziej, że w wydanym oświadczeniu Trump podkreślił, że sankcje uderzają w interesy europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych. Zmniejszenie ryzyka nałożenia sankcji na projekty, w które zaangażowane są europejskie firmy, pokazuje także stanowisko Komisji Europejskiej. Bruksela jeszcze kilka dni temu nie wykluczała podjęcia „adekwatnej odpowiedzi” na amerykańskie sankcje wobec Rosji. Zdaniem Komisji restrykcje mogą zaszkodzić współpracy energetycznej na Starym Kontynencie. Komunikat Komisji opublikowany zaraz po podpisaniu sankcji przez Trumpa jest znacznie łagodniejszy w przekazie. Jak informował portal Politico, Bruksela ogłosiła, że wyraża zadowolenie, iż sankcje będą wymagać ścisłej współpracy między sojusznikami. Bruksela „będzie czujna, aby zagwarantować, że europejskie firmy nie zostaną nimi dotknięte”. – To jest to, czego się spodziewamy – powiedziała rzeczniczka Komisji, cytowana przez portal Politico.

Przypomnijmy, że gazociąg Nord Stream o przepustowości 55 mld m sześc. rocznie ciągnie się z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie. Rosyjski Gazprom chce zbudować Nord Stream 2, który mogłyby podwoić dostawy północnym szlakiem. Europejskie koncerny Shell, Engie, Wintershall, Uniper i OMV mają udzielić Gazpromowi pożyczek po 10 proc. wartości projektu każdy. Pozostałe 50 proc. wartości projektu ma sfinansować Gazprom, który jest w 100 proc. udziałowcem projektu Nord Stream 2. Koszt nowej magistrali gazowej po dnie Morza Bałtyckiego szacowany jest na 9,5 -10 mld euro.

Niezależnie jednak od tego czy amerykańskie sankcje zostaną nałożone na europejskie koncerny za współpracę przy Nord Stream i Nord Stream 2, firmy te są w „grupie ryzyka”, a cień sankcji będzie kładł się na współpracę z Rosją i może rzutować na podejmowanie kolejnych decyzji. Może także zwiększyć koszty samego projektu. To, że firmy te zastanowią się „dwa razy” przed pogłębieniem współpracy z rosyjskimi firmami widać już teraz. Zaangażowany w finansowanie projektu Nord Stream 2 francuski koncern Engie powiedział, że sankcje mogą wpłynąć na wycofanie się tej firmy z tego projektu, a spółka Shell zadeklarowała, że będzie przestrzegać zapisów sankcji.