font_preload
PL / EN
Atom Energetyka 15 maja, 2019 godz. 7:30   
REDAKCJA

Pędziwol: Czy Czechy i Słowacja zbudują własny skład odpadów nuklearnych?

atom pixabay Elektrownia jądrowa. Fot. Pixabay

Czechy i Słowacja rozważają budowę wspólnego składu końcowego dla odpadów nuklearnych. Obecnie składowane są przy elektrowniach – pisze Aureliusz M. Pędziwol, współpracownik BiznesAlert.pl.

Koncepcję wspólnego przedsięwzięcia przedstawił słowacki premier Peter Pellegrini podczas dorocznego Europejskiego Forum Energii Jądrowej (ENEF), które od 2007 roku odbywa się na przemian w Bratysławie i Pradze. Tym razem jego uczestnicy spotkali się w ostatnich dniach kwietnia w stolicy Czech.

– To nieefektywne, żeby każde z naszych państw inwestowało miliardy w składy niezależnie od siebie – powiedział szef słowackiego rządu. Chodzi bowiem o inwestycję ekstremalnie ambitną i drogą.

111 miliardów

Faktycznie. Czesi szacują, że ich skład końcowy będzie kosztować 111 miliardów koron, czyli 4,3 miliardów euro, względnie 18,5 miliardów złotych. Za takie pieniądze mają zostać złożone tysiące ton radioaktywnych odpadów z elektrowni atomowych na głębokości pół kilometra poniżej powierzchni ziemi.

Premier Czech Andrej Babisz przyznał, że oba kraje znajdują się obecnie w tej samej sytuacji. – Będziemy się tym zajmować – zapewnił.

W rzeczywistości już się tym zajmują. Dyskusja na temat lokalizacji czeskiego składu końcowego toczy się od wielu lat i prawdopodobnie nie skończy się zbyt prędko. Według obecnych planów, inwestycja ma zostać zrealizowana do 2065 roku.

Jednak jak na razie nie udało się nie tylko ustalić, gdzie skład ma powstać, ale nawet zawęzić wyboru z rozważanych dziewięciu lokalizacji do czterech, do czego miało dojść w styczniu. Czeska Administracja Składów Odpadów Radioaktywnych (SÚRAO) postanowiła poczekać na dane geofizyczne, które mają zostać zebrane do przyszłego roku.

Daleko od Polski

Osiem z dziewięciu miejsc, w których mógłby powstać przyszły głębinowy skład atomowych odpadów, znajduje się w południowej części Republiki Czeskiej, bliżej granic Austrii niż Polski. To wynika prawdopodobnie przede wszystkim ze stabilności górotworów na tym obszarze, a także braku kopalń, w których mogłoby dochodzić do tąpnięć powodujących lokalne trzęsienia ziemi. Zapewne istotny jest też fakt, że na południu kraju znajdują się obie czeskie elektrownie nuklearne.

Położone na Wyżynie Czesko-Morawskiej, na południowy zachód od Brna, potencjalne lokalizacje składu końcowego – Kraví hora, Horka, Hrádek, a zwłaszcza Na Skalním – sąsiadują z Dukovanami. Natomiast Březový potok, Magdaléna, Čihadlo, a szczególnie Janoch są bliżej Temelína. Najbardziej odległa od obu elektrowni jest Czertovka leżąca około sto kilometrów na zachód od Pragi, a zatem równie daleko od polskich granic, jak pozostałych osiem.

Jeszcze ważniejsza dla mieszkańców Rzeczpospolitej jest informacja, że woda z tych wszystkich miejsc nie spływa do morza przez Polskę. Pierwsze cztery znajdują się w zlewisku Morza Czarnego, pozostałych pięć – Morza Północnego. Nie grozi więc, żeby w razie rozszczelnienia składu skażone wody, które mogłyby zeń wypłynąć, przedostały się do Polski.

Wiedza kuchenna i toaletowa

Ale to wszystko może jeszcze okazać się niepotrzebne, o ile rację ma francuski fizyk Gérard Mourou, który wraz Donną Strickland z Kanady otrzymał w ubiegłym roku połowę Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki „za opracowanie technologii wykorzystania ultrakrótkich optycznych impulsów o wysokiej intensywności”. Z jego inicjatywy zrodził się projekt ELI [Extreme Light Infrastructure], który mają tworzyć cztery centra badawcze. Trzy już istnieją, w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii, w sprawie czwartego, największego, decyzja jeszcze nie zapadła.

Czeskie centrum laserowe ELI-Beamlines w Dolnich Brzeżanach pod Pragą ma się w przyszłości zająć właśnie likwidacją odpadów radioaktywnych. – Pracujemy nad koncepcją, która sprawi, że te odpady będą w bardzo krótkim czasie unieszkodliwiane promieniowaniem laserowym – powiedział według czeskiego dziennika „Hospodarzské noviny” prof. Mourou w lutym tego roku podczas wizyty w Pradze. -Naukowcy bardzo często zajmują się tak zwaną wiedzą kuchenną – dodał. – Musimy jednak rozwijać też wiedzę toaletową. Podczas gdy wiedza kuchenna produkuje nowe rzeczy, dzięki wiedzy toaletowej badamy, co można zrobić z odpadami. To właśnie dotyczy energii jądrowej -, tłumaczył.