font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 10 lipca, 2014 godz. 8:25   

Stępiński: Jesienny kryzys gazowy jest prawdopodobny

Piotr Stępiński 1

KOMENTARZ

Piotr Stępiński

Redaktor BiznesAlert.pl 

Media społecznościowe stały się istotnym medium do uprawiania polityki. W zeszłym tygodniu premier Rosji Dymitrij Miedwiediew na Facebooku skomentował fakt zerwania przez prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę zawieszenia broni we wschodniej Ukrainie. Nie omieszkał także po raz kolejny wykorzystać surowców energetycznych jako narzędzia do wywierania presji. Rosyjski premier zapowiedział, że jeżeli kwestie ukraińskich płatności nie zostaną uregulowane. na jesieni należy spodziewać się ,,kryzysu gazowego na pełną skalę”, Pytanie na ile te groźby są realne? 

Należy zwrócić uwagę na szczególny kontekst, w którym padają tego typu predykcje. Kilka dni wcześniej 27 czerwca Ukraina podpisała umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską. Fakt ten Miedwiediew skomentował następująco : „Ukraina ma do tego prawo, ale Rosja ma ze swojej strony prawo przejść na nowy sposób ułożenia swoich relacji z Ukrainą, aby chronić swój rynek”. Należy się zgodzić z tą opinią gdyż rynek rosyjski w wyniku reperkusji wynikających z sankcji po aneksji Krymu oraz inwazji ,,zielonych ludzików” wygląda opłakanie. Można by zaryzykować stwierdzenie, że mamy do czynienia z kolosem o glinianych nogach. Sankcje spowodowały zahamowanie rozwoju rosyjskiej gospodarki. Nawet szefowa banku centralnego Rosji sama stwierdziła, że tempo wzrostu gospodarczego na poziomie 0,2-0,4% jest niezadawalające i stawia jej kraj w trudnej sytuacji.  Wobec takiego obrotu spraw administracja Kremla na czele z prezydentem Władimirem Putinem wezwała przedstawicieli biznesu do zdywersyfikowania portfela inwestycyjnego zmniejszającego zależności od dotychczasowych partnerów z Zachodu.

W tym zakresie cytowany przez media raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest druzgocący. ,,Nawet bez eskalacji konfliktu ukraińskiego przedłużająca się niepewność i powodowany przez nią spadek zaufania mogą doprowadzić do zmniejszenia konsumpcji, osłabienia inwestycji […] oraz większego odpływu kapitał”. Według szacunków do końca tego roku Rosję opuści 100 mld rubli a sama waluta w stosunku do dolara już straciła 10%. Wobec tego jakiekolwiek reformy w Rosji odejdą na dalszy plan a razem z nimi perspektywa dywersyfikacji gospodarki i odejścia od jego finansowania sprzedażą surowców.

W tym kontekście logicznym byłoby stwierdzenie, że groźba kryzysu gazowego na wzór tych z 2006 oraz 2009 roku jest mrzonką. Jednakże jak pokazuje dotychczasowy rozwój wypadków Kreml wymyślił swoistego rodzaju swoją wersję kalkulacji ekonomicznych, których w żaden sposób nie można racjonalnie wytłumaczyć. Wobec tego groźba kryzysu gazowego jest jak najbardziej realna. Co więcej ze swoistego rodzaju preludium mieliśmy do czynienia miesiąc temu, kiedy nastąpiły ograniczenia w dostawach rosyjskiego gazu na Ukrainę. Takie działanie było efektem nieuiszczeniem rachunku za gaz wystawionego dla Kijowa rachunku, który jeszcze do nie dawane opiewał na kwotę ok. 4,5 mld dolarów. Dług ten wzrósł o 838 mln dolarów na wskutek braku płatności za dostawę 1,7 mld m 3 gazu w czerwcu.  Gazprom mając trudności w egzekucji należności posłużył się nowym sposobem rozliczania za gaz przy wykorzystaniu przedpłat. Jego wprowadzenie w tym tygodniu argumentował na łamach Russia Today prezes rosyjskiego koncernu Aleksiej Miller ,, Niechęć płacenia przez Ukrainę za otrzymany gaz staje się zasadą i ma charakter przewlekły. Po raz kolejny okazało się, że zastosowanie zawartego w umowie systemu przedpłat było jedyną słuszną decyzją.”

Takie igranie Kijowa z Gazpromem nie będzie skutkowało niczym pozytywnym. Poroszenko z premierem Arsenijem Jaceniukiem na chwile obecną nieskutecznie próbują pozyskać pomoc od zachodnich partnerów w tym przede wszystkim od Unii Europejskiej. Sama Bruksela na chwilę obecną nie odczuwa wielkiego ciężaru odpowiedzialności choć nie należy jej odmawiać zaangażowania wykazanego podczas ostatnich nieudanych negocjacji trójstronnych. Należy uważać, że spokojny sen Europy może zostać brutalnie przerwany.

Gazprom w tym momencie nie ma za wiele do stracenia. Po pierwsze ma fatalne wyniki finansowe, po drugie zaczyna tracić poparcie administracji Kremla na rzecz Rosnieftu, po trzecie zaangażowany jest w zbyt wiele obciążających koncern projekty energetyczne (Nord Stream, South Stream, Siłę Syberii). Owszem Europa od lat pozostawała najważniejszym rynkiem zbytu dla Gazpromu jednakże zwrot w kierunku trzydziestoletniego kontraktu z Chinami można odczytywać jako pewnego rodzaju zawór bezpieczeństwa na ,,wypadek problemów” po zachodniej stronie Uralu. O ile wcześniej umowy z państwami UE były niepodważalne o tyle teraz coraz więcej odbiorców dochodzi obniżki cen poprzez Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie. Jeżeli można mówić o przewadze Gazpromu to należy bez wątpienia wskazać niejednolitą i nieskuteczną politykę energetyczną prowadzoną przez Unię Europejską, której uzależnienie od surowców do 2030 roku wzrośnie o 27%. Próby dywersyfikacji surowcowej nie spełniają oczekiwanych efektów. Pokładanie nadziei w odniesieniu do Norwegii obnażył podczas ostatniego wywiadu prezes Statoilu, który stwierdził, że ,,na dłuższą metę nie może ona zastąpić Rosji jako dostawca gazu zwłaszcza, że potrzeby Europy rosną […] Jednakże w krótkim terminie możemy zwiększyć objętość i zrekompensować niedociągnięcia.” Szansą na zmniejszenie skutków potencjalnego wstrzymania dostaw mógłby być także gaz łupkowy. Z tym, że jak pokazuje przykład Niemiec należy chyba odłożyć na półkę ten rodzaj paliwa a w zamian wyciągnąć podręcznik do surowcowego uzależniania się od Rosji. Pomimo, że Berlin w 90% importuje błękitny surowiec a pod ziemią ma według szacunków nawet 2,3 bln m3 gazu łupkowego (zasoby wystarczające na 100 lat) to rząd federalny ustami minister ds. środowiska naturalnego zakłada, że do 2021 r. zabroniona będzie większość rodzajów szczelinowania hydraulicznego. Przypadek? Ten przykład pokazuje, że Gazprom ma jeszcze jednego asa w rękawie, który potrafi umiejętnie wykorzystać.

Nie wolno zapominać o samej Ukrainie. Działania rządu Jaceniuka należy postrzegać jako realne przygotowanie na zrealizowanie zapowiedzi Miedwiediewa. Jak donoszą ukraińskie media Ministerstwo Finansów Ukrainy ma przedstawić ośmiopunktowy plan uniezależnienia od rosyjskiego surowca. Ma być on oparty o rozwój własnej produkcji jak i dalszej dywersyfikacji. Ponadto ma zakładać rozwój biopaliw oraz budowę morskich terminali LNG.  Ponadto według danych Gas Infrastructure Europe Ukraina buduje swoje zapasy gazu w tempie 8% tygodniowo mając już zmagazynowanych 14 mld m3 co stanowi 1/5 rocznej konsumpcji gazu. Co więcej zgodnie z porozumieniami Ukraina będzie mogła otrzymać z Polski i Węgier przez rewers 6,5 mld m3 choć od kwietnia do czerwca przesłano tylko 0,55 mld m3 surowca. Bardzo ciekawym wydaje się próba uruchomienia rewersu gazu od Słowacji. Można odnieść uzasadnione wrażenie, że zapowiedź Miedwiediewa jest w pewnym sensie odpowiedzią na deklarację rządu w Bratysławie o możliwości uruchomienia przesyłu rewersowego gazu na Ukrainę. Takie rozwiązanie stanowi policzek dla Gazpromu ale przede wszystkim złamanie umowy podpisanej ze słowackimi odbiorcami gdyż moce przesyłowe są opłacone przez rosyjską spółkę. Z drugiej zaś strony Komisja Europejska uznała pełną legalność takiego rozwiązania. Dodatkowo Kijów ogłosił przedwczoraj przetarg na dostawy gazu z Węgier gdzie znaleziono niewykorzystane możliwości dostaw. Obecnie moc przesyłowa wynosi 15 mln m3 dziennie jednakże jest wykorzystywana w zaledwie 66%. Dodatkowy gaz może popłynąć tą drogą we wrześniu a docelowo w 2019 roku przesył ma osiągnąć poziom 10 mld m3.

Nakładając powyższe na obecną, napiętą sytuację polityczną można ocenić, że Moskwa, a tym bardziej Gazprom nie mogą oddać Ukrainy. W interesie Kremla leży utrzymywanie destabilizacji Kijowa gdyż nie ma mowy o silnej Rosji bez kontroli nad słabą Ukrainą. Wobec tego dotychczasowe, pozornie nielogiczne decyzje Putina mogą budzić uzasadnione obawy o powtórkę kryzysów gazowych z 2006 oraz 2009 roku.

W obecnej sytuacji można wyznaczyć kilka scenariuszy:

  • Fiasko jakichkolwiek negocjacji doprowadza do kryzysu gazowego
  • UE wykazuje przekonanie o tym, iż żywotnym interesem Gazpromu jest rynek zachodni i w spokoju czeka na rozwój wydarzeń.
  • UE chcąc zapobiec przerwaniu dostaw reguluje zobowiązania Ukrainy wobec Gazpromu
  • Ukraina rezygnuje z działań na rzecz wprowadzenia regulacji III pakietu energetycznego i postanawia oddać swoje gazociągi w rosyjskie ręce.

Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń jednego można być pewnym. Bez wsparcia UE o którym mówiłem w odniesieniu do reformy sektora gazowego na Ukrainie kryzys gazowym może stać się realną, brutalną rzeczywistością, z którą ostatecznie i tak przyjdzie się zmierzyć Brukseli.