font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna 17 lipca, 2017 godz. 9:45   
REDAKCJA

Świderek: Auta elektryczne napędzą popyt na prąd

elektromobilność samochód elektryczny BMW na impact'17, fot. BiznesAlert.pl

W 2040 r. 54 proc. nowych samochodów będzie miało napęd elektryczny – przewiduje w najnowszym raporcie Bloomberg New Energy Finance i zaznacza, że aktualna prognoza jest o 19 pkt proc. wyższa od ubiegłorocznej. BNEF prognozuje, że łączna sprzedaż samochodów wyniesie wówczas ok. 120 mln sztuk rocznie – o połowę więcej niż przewidywał jeszcze rok temu.

Według BNEF, rosnącej sprzedaży EV sprzyjać ma spadek cen takich pojazdów. A auta będą tanieć, bo spadać będą ceny baterii. Od 2010 r. do dziś cena litowo-jonowej baterii w przeliczeniu na jedną kWh zgromadzonej w nich energii spadła o 73 proc., czyli ok. 270 dolarów. Analitycy prognozują, że do 2030 r. zmniejszy się o kolejne ponad 70 proc., czyli do ok. 73 dolarów.

‒ Ceny baterii spadają szybciej niż ludziom się wydaje ‒ twierdzi Colin McKerracher, analityk BNEF. Zauważalny wzrost sprzedaży aut elektrycznych ma zacząć się w drugiej połowie następnej dekady, gdy cena samochodu elektrycznego będzie niższa niż auta z napędem spalinowym. Ich szacunki mówią, że w 2020 r. auta elektryczne na baterią i hybrydowe będą miały ok. 3 proc. udział w sprzedaży nowych samochodów osobowych i lekkich dostawczych, pięć lat później będzie to 8 proc., a w 2030 r. już 24 proc. W ciągu najbliższych pięciu lat sprzedaż EV i PHEV ma wzrosnąć z łącznie ok. 700 tys. sztuk w 2016 r. do 3 mln w 2021 r.

Za pięć lat EV i PHEV mają mieć ok. 5 proc. udział w sprzedaży nowych samochodów w Europie i po 4 proc. w USA i Chinach. Długoterminowa prognoza mówi, że w 2040 r. w Europie auta elektryczne będą miały 67 proc. udział w rynku nowych samochodów, w USA – 58 proc., zaś w Chinach – 51 proc.

Wzrost udziału EV i PEHV w sprzedaży nowych samochodów znajdzie odzwierciedlenia w ich udziale w światowej flocie pojazdów. BNEF prognozuje, że w 2020 r. będą one stanowiły ok. 1 proc. z niemal 1,2 mld wszystkich aut jakie wówczas będą jeździły po drogach świata. 10 lat później ma to być 7 proc. z ok. 1,4 mld sztuk, zaś w 2040 r. – 33 proc. z 1,6 mld samochodów na świecie. Analitycy BNEF szacują, że za 23 lata dzięki samochodom elektrycznym zużycie ropy spadnie o 8 mln baryłek dziennie (dziś Arabia Saudyjska eksportuje 7 mln baryłek ropy dziennie), zaś zapotrzebowanie na prąd zwiększy się o 5 proc. Auta elektryczne będą wówczas konsumowały na świecie 1800 TWh prądu rocznie, czyli 300 razy więcej niż w 2016 r.

W ślad za wzrostem sprzedaży samochodów elektrycznych będzie rosła produkcja baterii litowo-jonowych. O ile w 2016 r. wszystkie fabryki baterii na świecie były w stanie wyprodukować baterie gromadzące łącznie 90 GWh energii (dziś są to już 103 GWh) to w 2021 r. ma to być już 273 GWh. Przewiduje się, że w najbliższych pięciu latach z każdym rokiem będzie rosło znaczenie Chin w produkcji baterii i w 2021 r. sięgnie 65 proc., co oznacza, że będzie o 10 pkt proc. wyższe niż w 2017 r.

Część analityków i komentatorów twierdzi, że prognozy BNEF są bardzo śmiałe i dużo bardziej optymistyczne niż np. Międzynarodowej Organizacji Energii. Inni zwracają uwagę, że ostatnie deklaracje koncernów motoryzacyjnych i rządów uwiarygodniają wizję analityków.

Kilka dni przed tym, jak ukazał się raport BNEF Volvo ogłosiło, że od 2019 r. każdy nowy model samochodu produkowanego przez tę firmę będzie miał albo silnik elektryczny, albo hybrydowy. Dzień później rząd Francji zasygnalizował, że w 2040 r. chciałby wstrzymać sprzedaż nad Sekwaną aut z silnikami benzynowymi lub diesla. Jednocześnie zaznaczono, że nie oznacza to zakazu ich produkcji we Francji. Mogłyby być produkowane na eksport.

Jak ma wyglądają prognozy dla Wielkiej Brytanii oraz Chin? O tym w dalszej części artykułu na portalu wysokienapiecie.pl