font_preload
PL / EN
Alert 12 maja, 2018 godz. 7:30   
KOMENTUJE: Bartłomiej Sawicki

RAPORT: Trump wyprasza ropę Iranu z rynku

RAPORT (1)

USA wycofują się z porozumienia nuklearnego z Iranem. Czy czeka nas już tylko wzrost cen i zależności od ropy z Rosji? Wysokie ceny to szansa na renesans wydobycia w Rosji i krajach OPEC+, a także na koncesjach łupkowych. Gdzie jest w tej układance miejsce dla Polski?

USA wypowiadają porozumienie

Prezydent Donald Trump podjął we wtorek 8 maja decyzję o wycofaniu się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem, a sankcje wobec Iranu ponowie wchodzą w życie.Zdaniem Trumpa, porozumienie z Iranem z 2015 roku było w „samej swej istocie” nieudane, bo istniały dowody, że Teheran, mimo porozumienia, nadal pracował nad programem nuklearnym. Jedną z przyczyn decyzji USA był zarzut, że władze w Teheranie wspierają terroryzm. Donald Trump zwrócił uwagę, że Iran pomaga między innymi Hamasowi, Al-Kaidzie i Państwu Islamskiemu, co zagraża bezpieczeństwu na Bliskim Wschodzie i w Stanach Zjednoczonych. Donald Trump podkreślił, że, mimo zerwania umowy, USA są otwarte na konstruktywne negocjacje z Iranem.

Porozumienie nuklearne obowiązywało od lipca 2015 roku. Oprócz Stanów Zjednoczonych zostało zawarte przez pięć innych mocarstw: Francję, Wielką Brytanię, Chiny, Rosję i Niemcy. Zakładało ograniczenie programu nuklearnego Iranu w zamian za stopniowe znoszenie sankcji.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk oświadczył, że na przyszłotygodniowym szczycie unijnym w Sofii przywódcy zajmą się decyzjami prezydenta USA Donalda Trumpa ws. handlu i porozumienia z Iranem, a decyzje mają spotkać się ze wspólną, europejską odpowiedzią.

Niepokoje na Bliskim Wschodzie skutecznie podwyższają ceny ropy

Ropa

Po oświadczeniu Trumpa, sekretarz skarbu Steven Mnuchin powiedział, że USA rozmawiają z dużymi producentami ropy o zwiększeniu dostaw, aby zrekompensować jakikolwiek wpływ nowych sankcji. Arabia Saudyjska obiecała ponadto wspierać stabilność na rynku ropy. Jednak zdaniem Financial Times, w sytuacji kiedy USA nie importują irańskiej ropy, powrót amerykańskich sankcji będzie karał te kraje, które nie zmniejszyły znacząco swoich zakupów ropy z Iranu. – W rezultacie ruch Trumpa spowoduje wzrost Brent i doprowadzi do większej fluktuacji na rynkach w nadchodzących miesiącach – twierdzili analitycy banku UBS.

Pierwszym rodzajem sankcji, które można ponownie wprowadzić, są ograniczenia wywozu irańskiej ropy naftowej, nałożone po raz pierwszy w 2012 roku. Jeśli USA będą dążyć do tego samego rodzaju ograniczeń w wywozie irańskiej ropy, jak te w administracji prezydenta Obamy, może to ponownie doprowadzić irańską gospodarkę i reżim do sytuacji kryzysowej. To może oznaczać redukcję dziennego wydobycia o około 20 procent czyli 400 000 do 500 000 baryłek. Byłoby to warte około 1 miliarda dolarów miesięcznie, uwzględniając obecne ceny. Iran ostatnio zwiększył eksport ropy naftowej do 2,7 miliona baryłek dziennie, ale może niezawodnie eksportować około 2,2 miliona baryłek. Wycofanie się z porozumienia przełożyło się na wzrost ceny ropy na świecie do ponad 75 USD za baryłkę na początku tygodnia, najwyższy od końca 2014 roku.

Jednak, zdaniem analityków giełdowych, są pewne kluczowe różnice w stosunku do roku 2012, które sprawiają, że mało prawdopodobne jest, iż Stany Zjednoczone będą w stanie powtórzyć sukces, poprzez ograniczenie eksportu irańskiej ropy naftowej, kiedy „wykluczono” ponad milion baryłek dziennie z rynku.

Sierakowska: Powrót amerykańskich sankcji na Iran praktycznie pewny, ceny ropy w górę

Co najważniejsze, kraje europejskie i azjatyckie, które kupują irańską ropę naftową, nie są entuzjastycznie nastawione do przyłączenia się do Waszyngtonu, ponieważ uważają, że Teheran nadal przestrzega umowy. Dlatego też Azja i Europa, mimo decyzji USA, jeśli pozostaną przy porozumieniu, będą rozważać możliwość dalszych zakupów. W 2012 roku kraje azjatyckie i europejskie, które kupowały irańską ropę, chciały ograniczyć zakupy, ponieważ podzielały obawy USA dotyczące produkowania przez Iran broni jądrowej. Europejski kontekst jest szczególnie ważny, ponieważ takie kraje jak Włochy ograniczały własne zakupy, a Bruksela wspierała dodatkowe sankcje, które spowodowały wzrost zainteresowania Iranu eksportem ropy do Azji.

Iran produkuje głównie średnią i ciężką, gęstą ropę naftową o wysokiej zawartości siarki, inaczej zwaną surową ropą. Nie wszyscy producenci mogą dostarczać tego rodzaju surowiec, a większość średnich i ciężkich gatunków znajduje się w regionie Zatoki Perskiej, w takich krajach, jak Arabia Saudyjska i Irak. Wzrost światowego popytu na ropę w 2012 r. wyniósł około 800 000 baryłek dziennie (bpd) i pozostawał w dużej mierze niezmieniony w stosunku do poprzedniego roku, ponieważ popyt na ropę w USA przeszedł z głębokiego spadku do niewielkiego wzrostu, według ówczesnych szacunków OPEC.

Sytuacja podaży i popytu w 2012 roku znalazła odzwierciedlenie w dynamice cen. Ze względu na brak wystarczającej ilości surowca o określonym gatunku, różnica cen między ropą naftową z Arabii Saudyjskiej, będąca odmianą kwaśną, a ropą Brent, a więc pośrednimi i słodkimi gatunkami, zawęziła się do rekordowych minimów. Wynikało to z faktu, że wartość średnich i ciężkich odmian wzrosła ze względu na ich niedobór. Rożnica cen między Brent a WTI znacznie się poszerzyła, ponieważ USA nie eksportowały ropy naftowej, a większość przesyłek do Azji pochodziła z surowych gatunków Brent. Do końca 2012 roku spread pomiędzy Brent a WTI osiągnął 24 dolary.

Dziś dynamika rynku jest zupełnie inna. Na rynku jest dostatek ropy, głównie słodkiej i lekkiej. Tym razem nie jest trudno zastąpić irańskiego dostawcę, nawet z OPEC, ponieważ wiele krajów – w tym Irak, Arabia Saudyjska, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie zainwestowały w zwiększenie zdolności produkcyjnych.

Zgodnie z najnowszym raportem miesięcznym OPEC, popyt na ropę naftową w 2018 r. może wzrosnąć o 1,63 mln baryłek dziennie, czyli dwukrotnie więcej niż w 2012 r. Wzrost podaży w 2014 r. spoza OPEC wynosił około 1,71 mln baryłek dziennie, ponad trzy razy więcej niż w 2012 r.Jak pisze portal ArabNews, Amerykańskie koncerny naftowe skorzystają więcej niż producenci OPEC, a rafinerie w Azji i Europie ucierpią.

Po decyzji Trumpa ropa wyraźnie drożeje

OPEC zwiększy wydobycie?

Sama Arabia Saudyjska może zwiększyć produkcję o kolejne 500 000 do 1 miliona baryłek dziennie w krótkim okresie. Pojawia się jednak pytanie, czy tak się stanie, biorąc pod uwagę rozpoczętą w ubiegłym roku ścisłą koordynację działań Królestwa i Rosji oraz innych krajów, w celu zrównoważenia rynku; w związku z tym odpowiedzialność za zwiększenie podaży prawdopodobnie podziela szerokie grono producentów.

Analitycy wątpią, że nowe sankcje będą oznaczać koniec umowy OPEC. Ceny ropy nie są jeszcze na takim poziomie, jakiego życzyliby sobie producenci, będący stronami porozumienia, ponieważ nie są wystarczająco wysokie, aby przywrócić utracone inwestycje w przemyśle. Tak więc umowa może nadal obowiązywać, ale z nowym rozdziałem kwot producentów.Więcej szczegółów będziemy mogli poznać po najbliższym spotkaniu OPEC. Forum komitetu technicznego ekspertów krajów porozumienia w sprawie redukcji produkcji ropy OPEC + odbędzie się 22 maja w Jeddah w Arabii Saudyjskiej, podaje agencja RIA Novosti.

Sankcje nie dotkną polskich firm kupujących ropę, ale ograniczą wybór

Polskie koncerny naftowe dokonywały od czasu porozumienia nuklearnego z 2015 zakupów ropy z Iranu, jednak miały one charakter spotowy. Grupa Lotos odebrała w 2016 roku 2 mln ton surowca. Kilka ładunków otrzymał zaś PKN Orlen. Ostatnią na początku kwietnia. Koncerny te zwiększały wolumen ropy nierosyjskiej w swoim portfelu zakupowym. Lotos w I kwartale tego roku kupował 40 procent przerabianej ropy z innych kierunków niż Rosja, a PKN Orlen 30 procent. Koncerny nie ucierpią na sankcjach, bo nie łączą ich żadne umowy długoterminowe, kupowały tylko pojedyncze ładunki.

Choć PKN Orlen miał, zdaniem części mediów, sondować możliwość zawarcia terminowej umowy, widmo przywrócenia sankcji prawdopodobnie zniechęcało do podjęcia takich decyzji. Polskie koncerny nie zrezygnują jednak ze wzrostu wolumenu zakupów ropy spoza Rosji. Ropa z Iranu może zostać zastąpiona większymi wolumenami surowca z Iraku czy Arabii Saudyjskiej. W grę wchodzi także ropa z USA i Kanady, po którą sięgają PKN Orlen i Lotos od zeszłego roku. Ropa z USA jest lżejsza gatunkowo, więc, aby mogła być sprawnie przerabiana w polskich rafineriach, dostosowanych do cięższych mieszanek, musi być zmieszana z ropą z Wenezueli czy z Kanady, wydobywaną z piasków bitumicznych.

W komunikatach prasowych oraz innych wypowiedziach, polskie koncerny naftowe deklarują, że nie spodziewają się trudności ze względu na wstrzymanie możliwości zawierania umów na zakup irańskiej ropy. Orlen stara się nie komentować tej decyzji. Spółka zwyczajowo w takich sytuacjach odpowiada, że stara się na bieżąco reagować na zmiany zachodzące w otoczeniu, zarówno ekonomiczne, jak i geopolityczne, a doświadczenia z lat ubiegłych pokazują, że jej się to udaje. Może więc skupić się na poszukiwaniu nowych rynków lub intensyfikacji dotychczasowych umów, jak np. z Arabią Saudyjską. W piątek PKN Orlen poinformował o perspektywach rozwoju współpracy w zakresie dostaw ropy naftowej. Wówczas przedstawiciele PKN Orlen i Saudi Aramco omawiali dalszą współpracę.

– Saudi Aramco jest naszym ważnym partnerem biznesowym. Współpraca z Koncernem wpisuje się w nasze strategiczne cele, zakładające dywersyfikację kierunków dostaw i zwiększanie bezpieczeństwa energetycznego kraju. Tego typu spotkania są szczególnie istotne w kontekście budowania długofalowych relacji i poszukiwania możliwości potencjalnego rozszerzania współpracy – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN Orlen, cytowany w komunikacie.

Orlen zacieśnia współpracę z Saudi Aramco

Dostawy ropy z Arabii Saudyjskiej do PKN Orlen realizowane są na podstawie kontraktu długoterminowego. W kwietniu tego roku, w ramach polityki dywersyfikacji kierunków dostaw, prowadzonej przez PKN Orlen, firmy podpisały aneks do umowy, który zwiększa dostarczany wolumen ropy saudyjskiej o 50 procent, do 300 tys. ton surowca miesięcznie.

Jakóbik: Czy sankcje wobec Iranu uderzą w PKN Orlen?

– Grupa Lotos ocenia, że decyzja prezydenta USA jest dla spółki neutralna, ponieważ nie ma zakontraktowanych dostaw z Iranu. Należy przy tym podkreślić, że Grupa Lotos realizuje swoje plany zakupów ropy naftowej oraz politykę dywersyfikacji kierunków dostaw w oparciu o cele ekonomiczne i przy uwzględnieniu konkretnych, uwarunkowań na międzynarodowym rynku surowcowym – skomentował przedstawiciel firmy odpowiadając na pytania portalu BiznesAlert.pl.

W grudniu 2017 roku Grupa Lotos poinformowała o podpisaniu umowy terminowej na dostawę amerykańskiej ropy naftowej do rafinerii w Gdańsku. Umowa jest realizowana w 2018 roku. Najbliższy transport amerykańskiej ropy naftowej dotrze do Gdańska pod koniec maja. Oprócz tego Lotos  sprowadza także różne gatunki ropy naftowej z Rosji, Bliskiego Wschodu i Afryki. Do bieżącej produkcji wykorzystuje też surowiec wydobywany przez spółki zależne z Grupy Kapitałowej Lotos  z własnych złóż na Bałtyku i na Litwie oraz pozyskiwany od innych dostawców z polskich złóż lądowych, a także z Morza Północnego.

Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych, decyzja USA o wyjściu z porozumienia nuklearnego z Iranem i przywróceniu sankcji wobec tego kraju nie zagrozi spółkom z polskiego sektora energetycznego oraz paliwowego. – Obecnie przewiduje się, że decyzje USA będą mieć ograniczone skutki dla działalności polskich firm, które od wielu miesięcy wstrzymywały i znacznie ograniczyły swoje działania w Iranie, w związku z niepewnością przyszłości porozumienia oraz narastającą ostrożnością sektora bankowego wobec współpracy z Iranem. Według wiedzy posiadanej obecnie przez MSZ ani PGNIG, ani Orlen nie podpisały długoterminowych kontraktów z irańskimi dostawcami – podsumowuje MSZ.

Polskie firmy nie są zagrożone decyzją USA o Iranie, ale żałują

Ropa już tylko w górę?

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen, napisał na swoim blogu, że po decyzji prezydenta Trumpa cena ropy Brent wzrosła i oscyluje wokół 77 dolarów za baryłkę. – Czy to zapowiedź wyższych cen na dłużej? Moim zdaniem nie, jeśli nie pojawią się kolejne czynniki podnoszące ryzyko. Na rynku ropy działają bowiem mechanizmy samoregulujące, które w perspektywie kilku kwartałów mają spory potencjał do wygaszania wzrostów cen, wynikających z zakłóceń podaży – napisał.

Jednak, jak pisze redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl Wojciech Jakóbik, obawy o los dostaw z Iranu dokładają się do szerszego trendu, niekorzystnego dla krajów importujących ropę naftową. – Ograniczenie eksportu irańskiej ropy (2,6 mln baryłek w kwietniu tego roku) mogłoby wesprzeć spadek podaży wywołany kryzysem ekonomicznym w Wenezueli oraz dalszym obowiązywaniem porozumienia naftowego krajów OPEC+. Powoduje to wzrost niepewności inwestorów i drożenie baryłki – pisze w komentarzu.

Dziennik RBK donosi, że, według Bank of America Merill Lynch, cena ropy naftowej może wzrosnąć nawet do 100 dolarów za baryłkę. Obecnie kosztuje około 75 dolarów za baryłkę, ale jej wartość rośnie wraz z rosnącym napięciem politycznym i popytem. Bank ostrzega, że zmiany popytu i podaży mogą się skończyć „istotnym deficytem” ropy w nadchodzących 18 miesiącach. Deficyt w 2018 roku może wynieść 630 tysięcy baryłek dziennie i 300 tysięcy baryłek dziennie w 2019 roku. Powodem ma być utrzymanie porozumienia naftowego krajów OPEC+, problemy wydobycia w Wenezueli i zapowiadany powrót sankcji USA wobec Iranu, który może ograniczyć dostawy ropy z tego kraju.

Jakóbik: Dzień zwycięstwa samowoli