font_preload
PL / EN
Energetyka 2 maja, 2019 godz. 7:31   

Perzyński: Konstytucja energetyczna Europy. Przyjrzyjmy się unii energetycznej

Energy Union Unia Energetyczna

15. rocznica wstąpienia do Unii Europejskiej jest dobrą okazją, by podsumować uczestnictwo Polski w jej strukturach, a jutrzejsze święto Konstytucji każe pochylić się nad jego podstawowymi zasadami. Nie bylibyśmy jednak w BiznesAlert.pl sobą, gdybyśmy nie skupili się na wspólnej energetycznej części tych zagadnień. Dlatego dzisiaj zadamy sobie kilka pytań o unię energetyczną: o jej genezę, główne zadania, jak sobie radzi i co jej zagraża – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Prababcia unii energetycznej

Skoro mowa o pryncypiach, zacznijmy od najważniejszego: Polska i Europa potrzebują unii energetycznej. Nigdy dość przypominania, że pierwszym kamieniem milowym integracji europejskiej było powołanie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – wtedy okazało się, że koordynacja sektorów energetycznych państw członkowskich może fizycznie uniemożliwić prowadzenie wojny na kontynencie i przyczynić się do trwałego rozwoju gospodarczego. 67 lat później, w związku ze zmianami klimatu i tarciami geopolitycznymi wokół Europy, to znowu w tym obszarze zapadają i zapadać będą decyzje, które decydować będą o losach Unii.

Motywacje

Wspólne europejskie działania w zakresie energetyki są konieczne ze względu na nasze szczególne uwarunkowania – kraje członkowskie posiadają jedynie niewielki ułamek gazu i ropy, które wykorzystują, dlatego wszystkie są zależne od importu surowców. Jednak to nie sama potrzeba importu jest tutaj problemem, a jeden z kluczowych dostawców, czyli Rosja. Obecnie zapewnia ona 28 procent wartości importu ropy do UE jako całości, podobnie ma się sprawa z gazem. Sęk w tym, że ta statystyka nie oddaje faktu, że poszczególne państwa członkowskie są w różnym stopniu zależne od Moskwy, której oficjalna doktryna głosi, że handel surowcami energetycznymi ma jej służyć do osiągania celów politycznych. Najboleśniej odczuwa to teraz Ukraina, ale jej los mógłby podzielić niejeden kraj Europy Środkowo-Wschodniej. 

Uwarunkowania

Ponadto, wbrew zapewnieniom niektórych polityków, Europa i Polska będą stopniowo odchodzić od węgla, który w miksach energetyczny będzie zastępowany głównie przez gaz, co dodatkowo zwiększy potrzeby importowe. Jeśli Unia Europejska chce pozostać konkurencyjnym ekonomicznie globalnym graczem, nie obejdzie się bez integracji rynków, a do tej z kolei konieczna jest budowa interkonektorów pomiędzy państwami. Do tego dochodzą kwestie zwiększania efektywności energetycznej, badań i innowacji – wszystkie te procesy do powodzenia wymagają wcześniej uzgodnionej odgórnej koordynacji.

Jednak po kryzysach gazowych z lat 2006 i 2009 zrodził się pomysł na związanie kwestii bezpieczeństwa energetycznego z przynależnością do Unii Europejskiej i to wtedy ukuło się wyrażenie „unia energetyczna”. Nadużywanie pozycji monopolisty (chociaż nie ma monopolistów, którzy nie nadużywają swojej pozycji), co z dzisiejszej perspektywy jest zrozumiałe, skłoniło ówczesną klasę polityczną na cedowanie części swoich obowiązków na tym obszarze na rzecz wspólnoty. Na fali tych nastrojów zapadła wtedy decyzja o budowie terminala LNG w Świnoujściu ze wsparciem Unii Europejskiej, z czego owoców korzystamy dzisiaj.

Przykłady za i przeciw

Z działaniami unii energetycznej w zakresie gazu łączy się wiele kontrowersji – głównym argumentem na jej nieskuteczność jest kontrowersyjny projekt gazociągu Nord Stream 2, który bezpośrednio połączy Niemcy z Rosją i pozwoli Gazpromowi zrezygnować z przesyłu gazu przez Ukrainę, co pozbędzie ten kraj wpływów z opłat tranzytowych, będących istotnym elementem państwowego budżetu, oraz narazi na realne militarne niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Partykularne interesy i skłonność do zawierania umów, które w krótkiej perspektywie mogą wydawać się korzystne, a na dłuższą metę okażą się szkodliwe od początku były bolączką unii energetycznej. Szczególnie, że z mozołem negocjowana dyrektywa gazowa, która mogła ujarzmić, jeśli nie zablokować ten projekt, w rzeczywistości okaże się mniej skuteczna, niż życzyliby sobie tego zwolennicy mocniejszych europejskich więzi.

Jednak i na tym polu unia energetyczna dostarcza argumentów jej zwolennikom – na polskim podwórku najłatwiejszym jest Baltic Pipe, powstający we współpracy z Danią i Norwegią, w pełni podporządkowany przepisom Unii Europejskiej i przez nią współfinansowany. Ta część polskiej strategii, by tworzyć dodatkowe trasy dostaw gazu i pozyskiwać różnych dostawców LNG oraz  budować międzynarodowe połączenia energetyczne z państwami w regionie idealnie wpisuje się w założenia unii energetycznej. Polsko-duński projekt otrzymał wsparcie finansowe, ale dodatkowo cieszy się polityczną legitymacją ze strony Brukseli, w przeciwieństwie do Nord Stream 2.

Spór o węgiel

Unia Europejska chce być liderem światowej transformacji energetycznej w myśl ustaleń porozumienia paryskiego, deklaruje, że do 2050 roku osiągnie stan gospodarki zeroemisyjnej – co oczywiście nie oznacza, że gospodarka nie wyemituje już ani grama CO2, a ludzie i zwierzęta od Azorów po Laponię przestaną oddychać, tylko po prostu będziemy emitować na tyle mało gazów cieplarnianych, że mniej więcej taką samą ilość będziemy mogli pochłonąć. Unia energetyczna ma za zadanie skoordynować działania państw członkowskich, by osiągnąć ten cel. Składa się na to wiele czynników, na przykład inwestycje w odnawialne źródła energii, energetykę prosumencką, ale co w tym aspekcie najbardziej interesuje Polskę, to stopniowa dekarbonizacja i transformacja regionów pogórniczych. I o ile co do dwóch pierwszych postulatów panuje w Europie powszechny konsensus, to właśnie węgiel jest palącym problemem unii energetycznej, ponieważ ścierają się tu argumenty o potrzebie niezwłocznego ograniczenia emisji, a z drugiej strony o utrzymaniu stabilności – społecznej, ekonomicznej, ale też stabilności dostaw.

Zresztą najgłośniejszy spór o węgiel wcale nie toczy się nad Wisłą, tylko w Niemczech, gdzie presja opinii społecznej i organizacji ekologicznych na odejście od niego jest o wiele większa niż w Polsce (być może jest to kwestia świadomości), ale też znacznie większe jest gospodarcze uzależnienie „węglowych” landów od sektora górnictwa. Niemiecka komisja węglowa mówiła otwarcie, że zmiany w Saksonii, Saksonii-Anhalt, Brandenburgii i Nadrenii-Północnej Westfalii będą wyzwaniem nie tylko ekonomicznym i społecznym, ale nawet kulturowym. Po miesiącach przedłużających się negocjacji, które momentami przypominały emocjonalny roller coaster, Niemcy ustalili, że ostatnia elektrownia węglowa zostanie tam zamknięta do 2038 roku, a zadanie zmiany struktury zatrudnienia w zainteresowanych landach i wypłatę rekompensat dla tych koncernów energetycznych, które poniosą straty w związku z przedwczesnym wyłączeniem jeszcze sprawnych węglowych bloków z sieci.

Co na to polityka energetyczna Polski? Obecnie 80 procent wytwarzanej energii pochodzi z węgla i choć jego udział ma według przedstawicieli rządu systematycznie spadać, to mimo to zachował on w projekcie nowego miksu dominującą rolę. W 2030 roku ma to być już 60 procent, a blok w Ostrołęce ma być ostatnim nowym projektem węglowym. Twórcy strategii energetycznej przewidzieli, że import surowca będzie wynosić do 19 mln ton rocznie przy krajowym wydobyciu ponad 60 mln ton. Chodzi oczywiście o węgiel kamienny, bo zapotrzebowanie na węgiel brunatny jest zaspokajane wyłącznie przez krajowe źródła. Wolumen energii elektrycznej ma pozostać na tym samym poziomie, a jego udział procentowy ma spadać przez dołączanie nowych, nie-węglowych źródeł w przyszłości, jak morskie farmy wiatrowe czy atom.

Zagrożenie

Twórcom strategii energetycznej w listopadzie zeszłego roku udało się udowodnić, że lądowe wiatraki zwiększają emisyjność, a węgiel nie. Pomysł ten każe skonfrontować polskie spojrzenie na klimat z europejskim. Zapytany o to, czy strategia energetyczna nie stoi w sprzeczności z planami Komisji Europejskiej, minister Tchórzewski powiedział, że obecna polityka klimatyczna jest dzieckiem „ustępującej Komisji” – i to prawda, w maju czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego, ale mimo że ruchy populistyczne są na fali w całej Europie, to trudno się spodziewać, by przejęły one władzę w europejskich strukturach, na co najwyraźniej liczy polski rząd.

Transformacja energetyczna jest życiowym zadaniem obecnego i następnego pokolenia polityków, dlatego jej główne założenia powinny zostać niezmienione; przewidywalność i stałość strategii stanowi o jej sile i powadze, z czym na pewno zgodziłby się polski rząd broniąc wymaganej przez Komisję Europejską i stworzonej przez siebie strategii energetycznej. Martwić może jedynie lekkość, z jaką polskie władze mówią o zmianach, które mogą zajść w Komisji po wyborach. I to właśnie takie podwójne standardy są głównym zagrożeniem dla powodzenia unii energetycznej.