font_preload
PL / EN
Bezpieczeństwo Gaz OZE Ropa 14 lutego, 2019 godz. 7:31   
REDAKCJA

Wiśniewski: Szczytem bliskowschodnim Polska wpisuje się w transatlantycki podział pracy (ROZMOWA)

Jacek Czaputowicz Mike Pompeo Jacek Czaputowicz i Mike Pompeo. Fot. MSZ

Bartosz Wiśniewski, kierownik Biura Badań i Analiz Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, mówi o przyczynach zwołania szczytu bliskowschodniego w Polsce.

BiznesAlert.pl: Czy to szczyt o Iranie?

Bartosz Wiśniewski: Gdyby to zależało tylko od USA, to szczyt byłby antyirański. Ale np przedstawiciel Kataru nie przyjeżdża do Warszawy na spotkanie, którego efektem byłoby tworzenie jakiejś antyirańskiej koalicji. Wbrew temu, co można usłyszeć od premiera Netanjahu, Izrael nie pali się do „wojny z Iranem”. Niemała cześć izraelskiego establishmentu wojskowego i wywiadowczego z obawa słucha porywczych słów urzędników administracji Trumpa. Na przykład za niebezpieczna mrzonkę uważają pomysły o zmianie reżimu w Teheranie. Problemem są jednak irańscy proxies w regionie. Ich dozbrajanie, a w szczególności wyposażenie w precyzyjna broń rakietowa, byłoby dla Izraela przekroczeniem czerwonej linii.

Dlaczego zgodziliśmy się na szczyt u nas?

Podjęliśmy ryzyko. Polska nie ma strategicznych interesów na Bliskim Wschodzie, nie brała – tak jak Niemcy czy Francja – udziału w negocjowaniu porozumienia nuklearnego z Iranem (JCPOA), które po decyzji USA z maja ubiegłego roku o wyjściu z niego stało się tematem toksycznym w relacjach transatlantyckich. Również nasze interesy gospodarcze bledną w porównaniu z niemieckimi, francuskimi czy włoskimi (nawiasem mówiąc, to ostatnie państwo korzysta z wyłączeń od amerykańskich sankcji nałożonych na Iran). Ten brak uwikłania czynił decyzje o przyjęciu oferty amerykańskiej mniej kosztowna. Berlin, Paryż i Londyn skupiły się na ochronie JCPOA, bo to porozumienie pomimo decyzji amerykańskiej nadal obowiązuje i wiąże Iran oraz pozostałych sygnatariuszy, czego efektem było opracowanie mechanizmu INSTEX, umożliwiającego Iranowi handel z ominięciem sankcji USA. Przede wszystkim jednak odbiera on argument tym siłom w Iranie, które opowiadają się za wyjściem z JCPOA. W tym sensie na konferencje bliskowschodnią w Warszawie można patrzyć jak na działanie rownolegle, którego dalekosiężnym celem miałoby być stworzenie jakiegoś regionalnego systemu bezpieczeństwa. Droga do tego daleka, ale chyba nikt poważny nie liczył, ze w Warszawie zostanie podpisany jakiś bliskowschodni odpowiednik Aktu Końcowego z Helsinek. Póki co mamy do czynienia z czymś w rodzaju transatlantyckiego i europejskiego podziału pracy: europejscy sygnatariusze JCPOA wiążą z nim silniej Iran, a Polska wraz z USA rozpoczynają dialog o innych wyzwaniach, które trapią region.

Ale widzę również inny powód, związany z sama administracja Trumpa. To nie jest ekipa, która darzy wszelkie formaty wielostronne zbytnim poważaniem. O JCPOA już wspomniałem. Można dodać do tego również porozumienie paryskie. Ameryka szuka większej swobody. Zatem jeśli pojawia się ze strony Stanów Zjednoczonych gotowość do rozmowy w szerszym gronie, to warto z jednej strony sprawdzić na ile jest to intencja szczera, a z drugiej – starać się wykorzystać te okazje i wpływać na kierunek myślenia i działania USA. Podam przykład: to zasługa polskiej dyplomacji jest, ze wśród tematów, które będą przedmiotem rozmów w Warszawie, znalazły się kwestie humanitarne. W pierwotnej propozycji amerykańskiej tego nie było. Owszem, mamy do czynienia z relacja asymetryczna, USA są bardziej wpływowym graczem, ale państwa średniej wielkości, takie jak Polska, mogą starać się ta asymetria zarządzać.  Jak jednak rozmawiać o bezpieczeństwie regionu bez Iranu?

Poziom wrogości miedzy państwami regionu na to nie pozwala. Amerykanie wychodząc z inicjatywa konferencji liczyli, ze zbiorą grupę państw na tyle szeroka, ze Iran odbierze to jako sygnał, ze trzeba siadać do rozmów. Bo Trump chce swojego „dealu” z Iranem. Ten wynegocjowany przez Obamę krytykował w czambuł. To, na ile rachuby Amerykanów się sprawdza, pokaże czas. Iran liczy na to, ze przeczeka Trumpa, ze w 2021 będzie miał do czynienia z nowa administracja. Ale nawet ta nowa administracja nie wróci tak po prostu do JCPOA. To będzie inny kontekst, inne tez zapewne warunki wejścia do nowego – koniecznego – porozumienia z Iranem postawi Kongres. Nasze motywacje są inne—nam zależy na tym, aby kwestia irańska nie zatruwała relacji transatlantyckich. Inna kwestia o żywotnym znaczeniu jest proliferacja technologii rakietowych. Z kolei np. obecne w Warszawie delegacje z państw afrykańskich – Kenii, Nigerii – będą zapewne aktywnie brać udział w dyskusjach o roli aktorów niepaństwowych dla bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym kwestii finansowania ich działalności przez państwa. Nie jest, bowiem tajemnica, ze Afryka Subsaharyjska jest polem bardzo ostrej rywalizacji różnych odłamów islamu. Iran aktywnie wspiera społeczności szyickie. To tylko przykład tego jak to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie promieniuje na inne regiony.

Co Polska zyska na szczycie o Bliskim Wschodzie?

Nie brakuje głosów, ze szczyt to konieczna cena w kontekście starań o zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej na wschodniej flance NATO. To świadczy w najlepszym razie o niedoinformowaniu na temat tego jak zapadają tak ważkie decyzje, jak wysłanie gdzieś amerykańskich żołnierzy. To nie sekretarz stanu czy wiceprezydent USA będą taka decyzje podejmować. I gdyby któryś z tych urzędników taka obietnice złożył, to wiedziałby, ze po pierwsze przekracza swoje kompetencje i naraża administracje na kryzys w stosunkach z Kongresem, a po drugie – nie byłby traktowany poważnie przez swoich rozmówców. Ustalmy wiec, źe co do zasady organizacja tej konferencji w staraniach o wzmocnienie potencjału odstraszania Amerykanów w naszym regionie nie zaszkodzi. Ale nie oznacza, ze bazy sobie „kupiliśmy”.  To zależy w pierwszej kolejności od Kongresu i Pentagonu.

Dlatego korzyści z goszczenia tego szczytu i rozmowy o problemach trapiących region szukałbym gdzie indziej. Rośnie znaczenie Zatoki Perskiej, jako kierunku dostaw węglowodorów do Polski, a tym samym potrzeba ochrony bezpieczeństwa handlu morskiego. Skala katastrofy humanitarnej w Syrii i Jemenie oznacza, ze trudno dziś mówić o „kryzysie migracyjnym”. To, co wczoraj było kryzysem, dziś jest normą. I wymaga naszej uwagi.

Sporo zagrożeń, ale skoro sprowadzamy z tego regionu ropę i gaz, to czy jest to szansa biznesowa?

Bliski Wschód jest jednym z najsłabiej zintegrowanych regionów gospodarczych świata. W zeszłym tygodniu spędziliśmy kilka dni w Arabii Saudyjskiej. Tamtejsi dyplomaci apelowali, aby nie traktować ich kraju jak stacji benzynowej. To świadczy z jednej strony o frustracji – pamiętajmy, ze chodzi o jednego z członków G-20 – a z drugiej o realizmie w myśleniu. Saudyjczycy wiedza, ze porozumienie paryskie z 2015 roku oznacza powolny, ale nieuchronny schyłek modelu gospodarczego opartego na węglowodorach. Kraje uzależnione od eksportu ropy, a Arabia Saudyjska jest zajmuje wśród nich pozycje szczególna, muszą się dostosować. Dlatego niech nas nie dziwi, ze najbardziej lukratywne okazje biznesowe na Bliskim Wschodzie to obecnie energetyka odnawialna, przede wszystkim fotowoltaika, w która gigantyczne pieniądze zainwestowali w ubiegłym roku Japończycy. Z kolei saudyjski państwowy fundusz majątkowy wyłożył pieniądze na amerykański start up, którego ambicja jest zbudowanie samochodu elektrycznego, który rzuci wyzwanie Tesli. Tak petrodolary maja zapewnić zmianę modelu biznesowego i, co tu dużo mówić, ocalić również model społeczny i ustrój panujący w Arabii Saudyjskiej. Pojawiające się na nim rysy, jak – spektakularna jak na warunki saudyjskie – decyzja, aby zezwolić kobietom na prowadzenie samochodów, to nie wyraz postępowości panujących, ale kwestia ekonomicznej konieczności. Kobieta, która może prowadzić samodzielnie samochód, ma tez większe szanse na to, aby dostać prace, do której musi dojeżdżać. Aktywizacja zawodowa kobiet pozwala zaś zwolnić rzesze pracowników najemnych, którzy stanowią obciążenie dla budżetu Królestwa. Bliski Wschod zmienia się powoli, ale nieubłaganie. Dzisiejsza konferencja to dobra okazja, aby to sobie uświadomić.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik