Żmijewski: Płacimy krocie za poszukiwania gazu łupkowego, zaniedbując węgiel

11 września 2013, 12:10 Energetyka
Krzysztof Żmijewski

Ekspert do spraw energetyki profesor Krzysztof Żmijewski uważa, że jest za wcześnie, by skreślać energetykę węglową. Istnieją technologie, które w przyszłości pozwolą na dalsze, mniej emisyjne zużycie węgla z pożytkiem dla polskiej gospodarki, jeśli tylko zechce tego rząd w Warszawie.

– Jest wiele zarzutów ekologów w stosunku do polskiej energetyki węglowej. Powinni oni jednak pojechać do Niemiec i zobaczyć, jak prężnie tam się ona rozwija – twierdz naukowiec. – Oczywiste jest, że dopóki nie znajdziemy nowych technologii, które w sposób ekonomicznie opłacalny pozwolą na magazynowanie energii elektrycznej w dużych ilościach, nie będzie możliwe oparcie energetyki w całości na OZE lub źródłach bezemisyjnych. Jest to możliwe technicznie ale w tym momencie strasznie drogie – dodaje. Zdaniem Żmijewskiego zastosowanie takiej technologii w obecnych warunkach sprawiłoby, że za energię elektryczną odbiorcy detaliczni w Polsce płaciliby, nie 60 groszy, a 6 złotych za kWh, co doprowadziłoby do zapaści gospodarkę naszego kraju.

– Łatwo udowodnić, że przy zwiększaniu udziału nieprogramowalnej energetyki odnawialnej takiej jak energetyka słoneczna czy wiatrowa, jesteśmy zmuszeni do utrzymywania innych źródeł w rezerwie na wypadek przerwania dostaw z OZE a tym samym musimy zapłacić za to. Jednak klasyczna elektrownia nie jest w stanie utrzymać się z dochodów za krótką pracę w czasie gdy nie ma słońca albo nie wieje – uważa nasz rozmówca.

– Spójrzmy na to, co robią inne państwa. Musimy się z tym liczyć. Świat produkuje energię z uwzględnieniem jak najniższej ceny. Nie możemy podnosić jej cen do poziomu, który zabiłby konkurencyjność naszej gospodarki. Dlatego póki co należy korzystać z zasobów nieodnawialnych – mówi Żmijewski w rozmowie z BiznesAlert.pl. – Niemcy i Anglicy rozwijają energetykę rozproszoną, ale także energetykę węglową i gazową. Nowa elektrownia węglowa może mieć sprawność rzędu 46 procent. Stare miały ją na poziomie 35 procent. Ta różnica pozwala na ogromną redukcję emisji. Ekstrakcja energii w złożu i korzystanie z ciepła wysokotemperaturowego pozwoliłoby na jeszcze więcej.

– Zgadzam się, że energetyka konwencjonalna musi być do maksimum ograniczona. Należy jednak jednocześnie zwiększać dostępność zasobów nieodnawialnych. Mało kto wie, że w szaleństwie poszukiwania gazu łupkowego w Polsce, wydaliśmy wielkie pieniądze na ten sektor, choć nie wiemy czy ten surowiec naprawdę jest, czy go nie ma – wskazuje Żmijewski. – Jednocześnie mamy stuprocentowo potwierdzone zasoby węgla, które są ogromne. Są jednak niemożliwe do wydobycia przy użyciu obecnie stosowanych technologii.

– Nie oznacza to, że polski węgiel z nowych złóż jest poza naszym zasięgiem. Przy zastosowaniu ekstrakcji energii w złożu, moglibyśmy wydobywać na powierzchnię gaz syntezowy. Taki surowiec był produkowany w gazowniach miejskich w XIX wieku. Wydobywając taką energię otrzymujemy również energię cieplną, którą można wykorzystać przy wielu procesach technologicznych. Tutaj Polska jest bardzo zacofana. Dopiero niedawno zostało otwarte centrum technologii węglowej zajmujące się tą tematyką – mówi naukowiec. – Kiedyś Związek Radziecki nie pozwalał na takie badania, ponieważ bał się konkurencji dla jego zasobów gazu ziemnego. To, że teraz nie chcemy przy ich pomocy wybić się na niezależność energetyczną, jest moim zdaniem głupie. Porównajmy wydatki na gaz łupkowy z tymi przeznaczonymi na ekstrakcję węgla ze złoża – kończy.