font_preload
PL / EN
Atom Bezpieczeństwo Gaz 8 sierpnia, 2016 godz. 7:30   
REDAKCJA

Żurawski vel Grajewski: Słowa, nie czyny tandemu Rosja-Turcja (ROZMOWA)

Władimir Putin i Recep Erdogan Władimir Putin (L) i Recep Tayyip Erdogan (P)

ROZMOWA

W rozmowie z BiznesAlert.pl prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego i doradca Prezydenta RP ds. polityki zagranicznej mówi o spodziewanych efektach zbliżającego się spotkania prezydentów Rosji i Turcji oraz jego wpływie na sytuację w regionie. Zdaniem eksperta podczas wizyty Erdogana w Petersburgu będziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju ,,teatrem politycznym” . Mogą paść pewne deklaracje, ale jest mało prawdopodobne aby później zostały one zrealizowane.

BiznesAlert.pl: Co dla relacji turecko-rosyjskich oznacza list Erdogan do Władimira Putina, w którym przeprasza za zestrzelenie rosyjskiego bombowca Su-24?

prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski:  Czeka nas okres ocieplenia relacji turecko-rosyjskich. Wcześniej taka sytuacja miała miejsce między 2003 a 2011 rokiem, co miało związek z atakiem Stanów Zjednoczonych na Irak, który ożywił kwestię kurdyjską. Turcja Erdogana znajduje się w dość trudnym położeniu geopolitycznym. Będąc formalnie sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i walcząc w Syrii z partyzantką kurdyjską, która również jest sojusznikiem USA walczącym przeciwko Państwu Islamskiemu. Jednocześnie Turcja jest wrogiem reżimu Assada – wspiera tamtejszą zbrojną opozycję. Z kolei Rosja wspiera syryjskiego przywódcę.

Te zawiłości powodowały incydenty zbrojne, aż po zestrzelenie rosyjskiego bombowca Su-24. Teraz Turcja próbuje to wszystko odkręcić. Moim zdaniem jest to efekt sytuacji wewnętrznej. Wolta w polityce zagranicznej wywołana jest nieudanym puczem i faktycznym paraliżem tureckiej armii, która pod względem skuteczności wykonania rozkazu do działań na dużą skalę przestała na długi czas być wiarygodnym sojusznikiem w ramach NATO. Incydent z zestrzelonym samolotem i retorsje rosyjskie spowodowały dla Turcji wymierne straty gospodarcze. Nie sądzę jednak aby Erdogan kierował się względami ekonomicznymi. Przy czym, jeżeli relacje Ankary z Zachodem ulegną znacznemu pogorszeniu, to znajdzie to odzwierciedlenie także w gospodarczym położeniu Turcja, która straci bardzo dużo. Jej ważne przecież dochody z turystyki już mocno spadają.

Czy pojednanie Ankary z Moskwą jest przypadkowe, zwłaszcza że niedawno podobny gest Turcja wykonała względem Izraela?

Myślę, że w przypadku Izraela mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Turcja przez długi czas była sojusznikiem Izraela w regionie. Uległo to zmianie po konflikcie o tzw. konwój humanitarny, gdzie służby izraelskie zastrzeliły kilku obywateli Turcji. Ostatnio byliśmy świadkami sporu o złoża gazu ziemnego wokół Cypru, co też interesuje Rosję. Nie przewiduję, aby zwrot w polityce tureckiej miał trwały charakter. Należy raczej podkreślić, że zbliżenie turecko-rosyjskie pozbawione jest naiwności, która cechuje okresowe resety w stosunkach Zachodu z Rosją. Turcy, a także Erdogan, nie mają złudzeń co do natury Rosji czy też reżimu Putina. Odbierałbym to jako grę taktyczną w sytuacji ostrego skonfliktowania się ze Stanami Zjednoczonymi. Pragnę przypomnieć blokadę amerykańskiej bazy İncirlik. Jeszcze miesiąc temu nikt nie myślał, że na terytorium państwa członkowskiego NATO możliwe będzie zablokowanie amerykańskiej bazy, w której znajduje się broń jądrowa.

Jest to rzucenie wyzwania Waszyngtonowi i pokazanie, że Turcja nie jest wiarygodnym sojusznikiem USA. Naturalną konsekwencją tej sytuacji jest poszukiwanie przeciwwagi dla dwóch potencjalnych przeciwników. Jest to krótkowzroczna polityka, której nie da się utrzymać w dłuższej perspektywie. Rosja oszuka Turcję, a z kolei sami Turcy nie są naiwni i mają tego świadomość. Czeka nas seria gwałtownych zwrotów w polityce tureckiej. Nie jestem przekonany co do stabilności tamtejszego rządu. Erdogan dążąc de facto do konsolidacji władzy dyktatorskiej, będzie musiał to realizować w pogłębiającym się kryzysie w stosunkach z Zachodem oraz narastającej opozycji demokratycznej, która wystąpiła przeciwko dyktaturze wojskowej, ale nie na rzecz dyktatury Erdogana.

Jeszcze rok temu mieliśmy milionowe demonstracje w największych miastach w Turcji, które z ducha są raczej kemalistyczne niż islamistyczne. W tej sytuacji Erdogan nie oprze się na armii, którą ostatnio silnie wstrząsnął i sparaliżował. Zwroty w tureckiej polityce będą szeregiem manewrów z próbą uchwycenia równowagi politycznej. Nie wróżę temu powodzenia. Raczej będzie to chaos niż przemyślana linia polityczna, co zresztą widać na przykładzie stosunku Ankary do Kurdów. Turcja nie miała pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Eksterminacja z oczywistych względów nie wchodzi w grę, a szanse na ugodę polityczną w przewidywalnej przyszłości zostały zniszczone.

Zwróćmy również uwagę na Iran. Wcześniej był jednym z głównych wrogów Zachodu i Stanów Zjednoczonych w regionie. Obecnie udało mu się przezwyciężyć izolację i wrócić na światowy rynek naftowy, co oczywiście daje kolejny impuls do obniżki cen ropy naftowej. To z kolei podważa stabilność Rosji, która aby zahamować ten proces musi i będzie zmierzała do wywołania dużego konfliktu na Bliskim Wschodzie, by ceny ropy podnieść. Oczekiwałbym pogłębiającej się niestabilności w całym regionie i tureckich prób poszukiwania stabilności dla nowej formy władzy Erdogana. Rosja zaś jako filar stabilizacji jest konstrukcją groteskową.

Czego możemy się spodziewać po spotkaniu Erdogana z Putinem?

Będzie to pewien teatr polityczny. Nie wykluczam, że mogą paść istotne deklaracje. Natomiast jeżeli chodzi o ich późniejsze realizacje, to poddałbym je w wątpliwość.

Jak w tym kontekście ocenia Pan możliwość realizacji wspólnych projektów energetycznych takich jak gazociąg Turkish Stream czy elektrownia jądrowa Akkuyu?

Jeżeli Rosja miałaby mieć w nich jakiś udział, to być może będzie chciała powtórzyć scenariusz węgierski. Chodzi o pewnego rodzaju uwikłanie Turcji, której obiecuje się współpracę, po czym, co jest naturą polityki rosyjskiej, będzie chciała, aby za tą odkładaną realizację obietnicy płacić coraz to nową cenę. Jeżeli ktoś zainwestował w jakiś projekt, to żal mu tych zainwestowanych pieniędzy i będzie miał tendencje do samooszukiwania się, że zgoda na jeszcze jedno ustępstwo spowoduje realizację tego projektu. W ten sposób postąpili Rosjanie w stosunku do Węgier. Być może zastosują podobną grę wobec Turcji. Nie sądzę, że Ankara by się na nią zgodziła. Podczas spotkania Erdogana z Putinem mogą paść pewne deklaracje, aczkolwiek jak powiedziałem nie przywiązywałbym wagi do perspektywy ich realizacji.

Jeżeli chodzi o energetykę, to w odróżnieniu od takich państw jak Polska, Ukraina, Białoruś czy Słowacja, Turcja znajduje się na końcu rurociągu. W tym sensie Rosjanie podejmując ewentualną decyzję o szantażu energetycznym, przy wykorzystaniu chociażby gazociągu Blue Stream, sami skazywaliby się na głębokie straty ekonomiczne. Trzeba pamiętać bowiem, że Rosja jako wydobywca gazu nie ma rozwiniętej infrastruktury jego magazynowania. W związku z czym zbyt długie przestoje w sprzedaży surowca bezpośrednio uderzają w budżet rosyjski. Być może w stosunku do projektów energetycznych zostaną podjęte pewne deklaracje, ale nie liczyłbym na ich realizację, a mimo Blue Stream, środki energetycznego nacisku Rosji na Turcję uważam za iluzoryczne. Rosja nie podejmie tego typu działań chyba, że za cenę bardzo wysokich strat własnych.

Czy i jak ocieplenie relacji Turcji z Rosją może wpłynąć na sytuację w Armenii oraz na Kaukazie?

Turcja ma pewne wpływy w Azerbejdżanie, a Rosja w Armenii, więc teoretycznie zbliżenie rosyjsko-tureckie powinno prowadzić do odprężenia azersko-ormiańskiego, byłbym jednak zdziwiony gdyby istotnie do niego doszło. Wpływy Ankary w Baku są słabsze niż były jeszcze kilka lat temu. Azerbejdżan, czerpiąc dochody z ropy naftowej, jest obecnie znacznie silniejszy niż był w czasie wojny o Górny Karabach prawie 30 lat temu, Armenia jest zaś słabsza i mniej stabilna niż była. Potwierdziły to niedawne starcia, zwycięskie dla Azerów. Sądzę, że to raczej autonomiczny dynamizm relacji na Kaukazie między oboma stronami konfliktu może psuć stosunki rosyjsko-tureckie niż odwrotnie – chwilowe ocieplenie na linii Ankara-Moskwa skutkować odprężeniem między Baku a Erywaniem.

Rozmawiał Piotr Stępiński