Piotr Siergiej, Autor w serwisie Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl Portal Gospodarczo-Ekonomiczny Fri, 23 Aug 2024 05:01:32 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9 https://biznesalert.pl/wp-content/uploads/2026/02/cropped-favicon_512-32x32.png Piotr Siergiej, Autor w serwisie Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl 32 32 Siergiej: Musimy się oswoić z funkcjonowaniem strefy, ale przyniesie ona duże korzyści (ROZMOWA) https://biznesalert.pl/srodowisko-ekologia-polska-strefa-czystego-transportu/ Wed, 03 Jul 2024 05:25:33 +0000 https://biznesalert.pl/?p=326556

– Musimy się stopniowo oswoić z funkcjonowaniem tej strefy. Wiemy już, że na razie nie będą nakładane mandaty. Przez pierwsze kilka miesięcy będą jedynie upomnienia, a celem jest edukacja kierowców. Straż miejska i policja będą informować kierowców o nowych zasadach – Piotr Siergiej, rzecznik prasowy Polskiego Alarmu Smogowego.

  • Obecnie straż miejska ma jedną kamerę i jeden system, ale po przetestowaniu tego rozwiązania, liczba kamer prawdopodobnie wzrośnie.
  • Ludzie mogą próbować unikać kar, ale przepisy przewidują pewne wyjątki, takie jak możliwość przejechania przez strefę czystego transportu cztery razy w roku w sytuacjach awaryjnych.
  • W dzielnicach na obrzeżach miasta, takich jak Wawer, strefa czystego transportu może nie być potrzebna, ponieważ ruch samochodowy jest tam niewielki.

BiznesAlert.pl: Jak ma wyglądać monitorowanie SCT? 

Polski Alarm Smogowy: W tym momencie już wiemy, że straż miejska w Warszawie prowadziła wczoraj na Woli kontrole pojazdów, korzystając z mobilnego punktu wyposażonego w kamerę, która sczytuje tablice rejestracyjne pojazdów i automatycznie je rozpoznaje. System od razu sprawdza, czy dany pojazd spełnia wymogi wieczystego transportu, ponieważ informacje te znajdują się w centralnej bazie danych. Na razie straż miejska dysponuje jedną taką kamerą i jednym systemem, ale nie mam wątpliwości, że po przetestowaniu i ocenie ich skuteczności, takich kamer będzie znacznie więcej. System jest w dużej mierze automatyczny i prosty w obsłudze. To również proces uczenia się zarówno dla strażników miejskich i policji, jak i dla nas, obywateli.

Musimy się stopniowo oswoić z funkcjonowaniem tej strefy. Wiemy już, że na razie nie będą nakładane mandaty. Przez pierwsze kilka miesięcy będą jedynie upomnienia, a celem jest edukacja kierowców. Straż miejska i policja będą informować kierowców o nowych zasadach. To dobry krok, ponieważ nie każdy śledzi na bieżąco media. Kiedy kierowcy zobaczą tablice informujące o kontrolach, zaczną zwracać większą uwagę na przepisy. To powinno wpłynąć na zmianę postaw nas wszystkich jako kierowców. Edukacja i świadomość są kluczowe w adaptacji do nowych regulacji i poprawie bezpieczeństwa oraz jakości życia w mieście.

Jakie są założenia SCT? Kiedy możemy spodziewać się efektów?

Myślę, że w perspektywie kilku lat będziemy mogli zaobserwować realne korzyści płynące z wprowadzenia tej strefy. Zmniejszenie emisji spalin i poprawa jakości powietrza w Warszawie to główne cele, które z czasem staną się coraz bardziej odczuwalne. Oczywiście, początkowy okres dostosowania się do nowych regulacji może być trudny zarówno dla kierowców, jak i dla służb miejskich, ale edukacja i stopniowe wdrażanie systemu z pewnością przyniosą pożądane efekty. Elastyczność przepisów, pozwalająca na cztery przejazdy w ciągu roku w sytuacjach awaryjnych, świadczy o zrozumieniu i uwzględnieniu potrzeb mieszkańców. To podejście powinno pomóc w łagodzeniu obaw i frustracji związanych z nowymi ograniczeniami.

Ważne jest również, aby pamiętać, że zmiana nawyków i dostosowanie się do nowych przepisów zajmuje czas. Dlatego okres przejściowy, w którym nie będą nakładane mandaty, a jedynie udzielane upomnienia, jest kluczowy dla płynnego przejścia i akceptacji nowego systemu przez społeczeństwo. W miarę jak liczba kamer i systemów automatycznej kontroli będzie rosła, a my będziemy coraz bardziej przyzwyczajeni do nowych zasad, możemy oczekiwać, że Warszawa stanie się wzorem do naśladowania dla innych miast w Polsce i Europie, dążących do poprawy jakości życia swoich mieszkańców poprzez zrównoważony transport i redukcję zanieczyszczeń.

Jakie są opinie na temat poszerzenia strefy czystego transportu?

Nie uważam, żeby w takich dzielnicach jak chociażby Wawer, na obrzeżach miasta strefa czystego transportu była potrzebna, ponieważ ruch samochodowy tam jest niewielki. Natomiast przy szkołach, gdzie odnotowujemy podwyższone stężenia pyłów, azotu czy innych zanieczyszczeń w godzinach, kiedy rodzice przywożą dzieci do szkoły i potem je odbierają, to tam trzeba odsunąć te samochody od szkół. To jest zdroworozsądkowe i wydaje mi się, że nikt nie powinien mieć z tym problemu, ale wiem, że problem jest, bo rodzice chcą po prostu podjechać jak najbliżej szkoły.

Jakby dzieci nie mogły przejść sześćdziesięciu czy stu metrów do szkoły wzdłuż chodnika. No ale tak jest, próbujemy coś z tym zrobić. Strefa mogłaby być większa i obejmować właśnie te trasy tranzytowe przez Warszawę, czyli trasę Toruńską czy Łazienkowską, bo to są te miejsca, przez które przejeżdża kilkadziesiąt tysięcy pojazdów na godzinę. Więc to jest coś, co warto było uwzględnić, ale tego nie uwzględniono. Zobaczymy, jakie będą pomysły radnych za rok, za dwa, za trzy lata. Strefa zaczęła działać i to jest ten początek, więc traktujemy to jako dobry początek procesu, który będziemy monitorować.

Rozmawiał Mateusz Gibała

Aktywiści: Smog we Wrocławiu zabija. Miasto musi zawalczyć o czyste powietrze

]]>
Siergiej: Musimy się oswoić z funkcjonowaniem strefy, ale przyniesie ona duże korzyści (ROZMOWA) Siergiej: Musimy się oswoić z funkcjonowaniem strefy, ale przyniesie ona duże korzyści (ROZMOWA)
Siergiej: Skutki wprowadzenia nowych norm węgla odczujemy jeszcze w tym roku (ROZMOWA) https://biznesalert.pl/siergiej-skutki-wprowadzenia-nowych-norm-wegla-odczujemy-jeszcze-w-tym-roku-rozmowa/ Wed, 26 Jun 2024 05:30:06 +0000 https://biznesalert.pl/?p=326077

– Przepisy zaproponowane po proteście górników wydłużyły proces poprawy jakości węgla o kilka lat. Pierwszą negatywną zmianę ludzie odczują już w tym sezonie grzewczym. Resort klimatu przesunął wprowadzenie norm z września na grudzień, czyli już po tym jak większość gospodarstw domowych zaopatrzy się w węgiel. Innymi słowy nadchodzący sezon grzewczy będzie stracony – mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego w rozmowie z BiznesAlert.pl.

  • Pozostanie przy obecnych przepisach, sprawi, że jakość powietrza nie będzie ulegała poprawie. Stąd trwająca próba ministerstwa klimatu i środowiska poprawienia norm jakości paliw stałych.
  • Każdy procent, czy nawet jego część, zasiarczenia węgla lub jego wilgotności wpłynie negatywnie na jakoś powietrza, którym wszyscy oddycham.
  • Strasznie Polaków tym, że przepisy wygenerują problem finansowy w górnictwie węglowym, jest mało wiarygodnie. Podobne obawy słyszałem ze strony górników w 2017 i w 2018 roku, gdy konsultowano wprowadzenie obecnie obowiązujących norm.

BiznesAlert.pl: Czy obecne normy dotyczące jakości węgla, używanego do ogrzewania gospodarstw domowych, są bezpieczne dla środowiska i ludzi?

Piotr Siergiej: Aktualne przepisy przyjęte w listopadzie 2018 roku, są bardzo złymi normami. Nie wytyczają żadnego kierunku, który umożliwiłby osiągnięcie czystego powietrza nad Polską. Regulacje są dostosowane do surowca wydobywanego w kraju, czyli węgla marnej jakości. Pozostanie przy obecnych regulacjach sprawi, że jakość powietrza nie będzie ulegała poprawie. Stąd próba Ministerstwa Klimatu i Środowiska poprawienia norm jakości paliw stałych.

Górnicy i ministerstwo przemysłu skrytykowali propozycję resortu klimatu, na skutek czego wypracowano kompromis. Jak go ocenia Polski Alarm Smogowy?

Pierwotna propozycja MkiŚ pozwalała na płynne przejście z obecnych, bardzo słabych norm do bardzo dobrych. Na przykład zależało nam na tym, by do użytku dopuszczono węgiel z 1% zawartością siarki, a nie 1,7 procent. Poprawione przez rząd normy podnoszą niestety dopuszczalną zawartość siarki w węglu, z czego nie jesteśmy zadowoleni. Każdy procent, czy nawet jego część, zasiarczenia węgla lub jego wilgotności wpłynie negatywnie na jakoś powietrza, którym wszyscy oddychamy. PAS uważa, że właściwe były pierwotnie zaproponowane normy, na które zarówno my jak i inne organizacje pozarządowe przystaliśmy. Jako organizacja walcząca o czyste powietrze uważamy, że Ministerstwo Klimatu nie powinno osłabiać norm jakości węgla ulegając presji lobby sektora wydobywczego.

Czyli ta pierwotna propozycja nowych przepisów byłaby wystarczająca? Nie potrzeba ostrzejszych przepisów?

Uważam, że było to dobre rozwiązanie, wypracowane na drodze kompromisów. Dawało czas na przygotowanie się do zmian i kreśliło drogę, którą Polska ma podążać by docelowo korzystać z węgla dobrej jakości. Ścieżka zakładała kilka lat systematycznego wdrażania i powolnego zaostrzania norm, pozwalając sektorowi górniczemua na przystosowanie poprzez modernizację i inwestycje.

Przepisy zaproponowane po proteście górników wydłużyły ten proces o kilka lat. Pierwszą negatywną zmianę ludzie odczują już w tym sezonie grzewczym. Resort klimatu przesunął wejście w życie norm z września na grudzień, czyli już po tym jak większość gospodarstw domowych zaopatrzy się w węgiel. Innymi słowy nadchodzący sezon grzewczy będzie stracony, bo będziemy kupować węgiel spełniający bardzo złe stare normy.

Według górników pierwotny kształt norm uderzał w ich sektor, wypierając polski węgiel z rynku i powodował straty. Czy przepisy nie uderzyłyby zbytnio w gospodarkę?

Sektor wydobywczy wypracował w ostatnich latach bardzo duże zyski. Fundacja Instrat mówi o dziesięciu miliardach złotych, wypracowanych w ostatnich trzech latach. Zarobione pieniądze mogą posłużyć do inwestycji i rozwoju sektora. Dodatkowo jest to grupa bardzo szczodrze subwencjonowana przez budżet państwa.

Straszenie Polaków tym, że przepisy wygenerują problem finansowy w górnictwie węglowym, jest mało wiarygodnie. Podobne obawy słyszałem ze strony górników w 2017 i 2018 roku, gdy konsultowano wprowadzenie obecnie obowiązujących norm. Wówczas również udzielali tego samego komentarza, że nowe przepisy będą dla nich szkodliwe i trudne finansowo. I tak samo jak wtedy te argumenty są niezgodne z tym co się wydarza. Sektor wydobywczy zamiast strat, które prorokował, wypracował miliardy złotych zysku. Nie brałbym tych ostrzeżeń w pełni na poważnie.

Podczas spotkania konsultacyjnego w parlamencie, usłyszałem, że marża na węgiel sprzedawany obywatelom jest dużo wyższa niż na ten sprzedawany do elektrowni czy elektrociepłowni. Jeżeli sektor węglowy tak bardzo martwi się, że węgiel dla obywateli podrożeje, to może obniżyć marżę detaliczną. Dzięki temu ludzi będzie stać na używanie węgla dobrej jakości i zadbanie o stan powietrza.

Rozmawiał Marcin Karwowski

Polacy negocjują z USA i zapowiadają atomową jesień na Pomorzu

]]>
Siergiej: Skutki wprowadzenia nowych norm węgla odczujemy jeszcze w tym roku (ROZMOWA) Siergiej: Skutki wprowadzenia nowych norm węgla odczujemy jeszcze w tym roku (ROZMOWA)
Siergiej: Strefa Czystego Transportu w Warszawie to dobry kompromis https://biznesalert.pl/strefa-czystego-transportu-warszawa-polski-alarm-smogowy/ Mon, 11 Dec 2023 06:20:41 +0000 https://biznesalert.pl/?p=292896

– Jako aktywiści, mamy inne poglądy na jakość powietrza, a radni mają inne. Obecne granice strefy zostały osiągnięte w ramach kompromisu politycznego. Jak to z kompromisami, nikt nie jest do końca z nich zadowolony – mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego w rozmowie z BiznesAlert.pl

BiznesAlert.pl: Jak Pan ocenia wczorajszą decyzję radnych miasta Warszawy w sprawie Strefy Czystego Transportu?

Piotr Siergiej: Dobrze. Uważam, że radni podjęli dobrą decyzję o tym, że Strefa Czystego Transportu ma powstać. Duże, ponad 37-milionowe państwo ze stolicą bez Strefy Czystego Transportu było czymś dziwnym w Europie. Obecnie mamy już 320 takich stref, a do 2025 roku ma być ich ponad 500 w całej Europie. Dwa takie polskie obszary, krakowski i warszawski są dopiero początkiem. Jako Polski Alarm Smogowy jesteśmy zadowoleni, że taka strefa powstała. Jest to dobry moment, w pewien sposób przełomowy. Wprowadzenie takiego obszaru w stolicy spowoduje, że pojawi się więcej Stref Czystego Powietrza na terenie kraju. Za Warszawą pójdą inne miasta.

Przegłosowany obszar jest mniejszy niż pierwotnie zakładany, czy to wystarczające rozwiązanie?

Nigdy nie jest tak dobrze, jakby się chciało. Propozycja Strefy Czystego Transportu, która istniała jeszcze miesiąc temu, była lepsza niż ta przegłosowana wczoraj. Obecnie obejmuje ona rozszerzone śródmieście Warszawy oraz obrzeża sąsiadujących z nim dzielnic. Pozwoli to zmniejszyć stężenie tlenków azotu w tym rejonie. Obszar, który pierwotnie miała obejmować, wpływałby w bardzo dużym stopniu na ruch samochodowy w całym mieście. Tym samym zysk zdrowotny, dla mieszkańców Warszawy, byłby znacznie silniejszy.

Rozumiem jednak, że my jako aktywiści, mamy inne poglądy na jakość powietrza, a radni mają inne. Obecne granice strefy zostały osiągnięte w ramach kompromisu politycznego. Jak to z kompromisami, nikt nie jest do końca z niego zadowolony.

Wprowadzenie Strefy Czystego Transportu jest ważne, mamy już pewien początek. Teraz rozmowa na temat obszaru wydzielonego będzie łatwiejsza, może dotyczyć jego rozszerzenia lub innych zmian. Taki dialog będzie dużo łatwiejszy, gdyż już wśród kierowców będzie świadomość, że strefa istnieje. Jest to bardzo ważny, mentalny krok.

Pojawiają się głosy niektórych polityków, że ta strefa doprowadzi do wykluczenia ludzi ze starszymi samochodami, ludzi biedniejszych. Czy faktycznie te przepisy mogą uderzyć w mniej zamożnych?

Byłem wczoraj na całej sesji rady miasta, wysłuchałem wszystkich argumentów wygłaszanych przez osiem godzin sesji. Nie licząc niektórych osób, posługiwano się argumentami populistycznymi. Często wręcz kłamliwymi, manipulującymi opinią publiczną.

Odnosząc się do argumentu, że Strefa Czystego Powietrza, będzie strefą wykluczenia, to jest to demagogia. Na chronionym obszarze prawo będzie następujące: samochody zarejestrowane przez osoby powyżej 70. roku życia będą zwolnione z przepisów, podobnie samochody osób z niepełnosprawnością. Co należy podkreślić, do roku 2028 mieszkańcy Warszawy w ogóle nie będą objęci przepisami tej strefy, chyba że zdecydują się kupić nowe auto.

Kiedy więc mowa jest o wykluczeniu, to nie do końca wiem, kogo wykluczamy. Takie zarzuty to czysta demagogia.

Gdy spojrzymy na okres gdy mieszkańcy Warszawy, będą musieli przestrzegać nowych przepisów, to okaże się, że będą po niej mogły poruszać się samochody bardzo stare. Mowa tu o pojazdach, które w 2028 roku będą miały ponad dwadzieścia lat. To nie będą drogie samochody, ale takie, na które nie stać nawet niezamożnych mieszkańców Warszawy.

Czy Strefa Czystego Powietrza nie stanie się martwym prawem? Czy są odpowiednie narzędzia do kontrolowania ruchu wewnątrz niej?

Według przyjętych przez radnych przepisów, ograniczenia nie będą obejmować mieszkańców Warszawy do 2028 roku. Obywatele stolicy będą mogli poruszać się dowolnymi pojazdami po mieście. Przyjezdni, czyli osoby niezameldowane w Warszawie i niepłacące w niej podatków, będą musiały się do nich stosować. To ułatwi kontrolę, samochody z niewarszawskimi rejestracjami będą musiały spełniać inne kryteria, niż te zarejestrowane w Warszawie.

Miasto zapowiedziało też zautomatyzowanie systemu kontroli. Myślę, że będzie to zbliżone do rozwiązań z krajów zachodnio-europejskich, np. systemu kamer sczytującego tablice. Trochę podobnie wygląda obecny system kontroli parkowania. Jeżdżą samochody skanujące tablice i sprawdzające, czy pojazd jest w systemie i czy wniesiono opłatę.

Metody egzekwowania takich przepisów już istnieją i nie są to rozwiązania nietypowe czy bardzo rzadkie.

Rozmawiał Marcin Karwowski

PAS: Widzimy poprawę jakości powietrza w Polsce, ale tempo jest zbyt wolne

]]>
Siergiej: Strefa Czystego Transportu w Warszawie to dobry kompromis Siergiej: Strefa Czystego Transportu w Warszawie to dobry kompromis
Siergiej: Dodatek węglowy powinien trafiać do najbardziej potrzebujących (ROZMOWA) https://biznesalert.pl/piotr-siergiej-rzecznik-pas-dodatek-weglowy-pieniadze/ Tue, 25 Oct 2022 05:30:11 +0000 https://biznesalert.pl/?p=266251

– W jednym mieszkaniu można pozyskać cztery dodatki węglowe. W naszym projekcie ustawy były zapisy, które blokowałyby tego rodzaju zachowania. Rząd tego nie przyjął. Proponowaliśmy też, żeby pomoc trafiała do osób najuboższych, zamiast do wszystkich po równo – mówi Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Zgodnie z wynikami sondażu opublikowanego przez Polski Alarm Smogowy, Polakom nie podobają się działania rządu, jeśli chodzi o walkę z kryzysem energetycznym. Ciekawe jest to, że odsetek zadowolonych z działań najmniejszy jest wśród tych, którzy najbardziej skorzystają finansowo z programów rządowych. Dlaczego tak jest?

Piotr Siergiej: Rzeczywiście jest tak, że grupa społeczna, której rząd wypłaca dodatek węglowy, czyli właścicielom pieców na węgiel i drewno, w 66 procentach wystawia rządowi złą ocenę. Ocenę bardzo dobrą z tej grupy wystawił tylko jeden procent. Moim zdaniem można wytłumaczyć to tak: inne badania pokazują, że około 60 procent gospodarstw domowych nie ma w pełni zaopatrzonej kotłowni na nadchodzącą zimę. Taka sytuacja wywołuje dużo niepokoju, gniewu i paniki, dlatego emocje ludzi przekładają się na sondaże. Ludzie dostają przelew na 3 tysiące złotych, jadą do składu węgla, a po prostu nie ma węgla. W związku z tym, ludziom przestaje chodzić o same pieniądze, tylko o dostęp do paliwa, a z tym jest problem. Wydaje mi się, że to jest główna przyczyna niezadowolenia z tej pomocy.

W takim razie komu podobają się działania rządu w tym obszarze, jeśli nie tym, którzy teoretycznie najwięcej zyskują na nich finansowo?

Patrząc całościowo, większości osób nie podobają się działania rządu, zwolenników jest mniejszość. Ta mniejszość może być różna – w miarę dobrze działania rządu oceniają właściciele domów jednorodzinnych: 57 procent z nich uważa, że pomoc jest rozdzielana sprawiedliwie. Z drugiej strony 42 procent uważa, że nie jest to sprawiedliwe. Grupa, która opala się węglem i drewnem, również uważa podział pieniędzy za sprawiedliwy. Podkreślę, że mówimy tylko o poczuciu sprawiedliwości tego systemu. Dalej szukając pozytywów w ogólnie negatywnym obrazie, pozytywnie pomoc rządu oceniają osoby starsze powyżej 60. roku życia – 52 procent, a negatywnie 38 procent, a więc różnice te nie są fundamentalne.

Jeśli zaś zapytamy o to, czy sam dodatek węglowy jest dobrym rozwiązaniem, to zgodziłyby się z tym te same osoby, czyli te, które palą węglem i drewnem, oraz osoby starsze. 66 procent z nich popiera to, przeciwko jest 35 procent. Ponadto na pytanie, czy wykorzystanie dodatku węglowego na inny cel niż zakup opału, pozytywnie odpowiadają ludzie młodzi, od 18 do 39 lat. Tymczasem tylko 10 procent osób z grupy powyżej 60. roku życia uważa, że to dobry pomysł, a 85 procent z nich uważa, że to bardzo zły pomysł.

Z tego sondażu wynika zatem, że większość ludzi krytycznie patrzy na działania rządu, jeśli chodzi o walkę z kryzysem energetycznym. Jaka zatem Pana zdaniem powinna być odpowiedź rządu na taki sygnał?

W tej chwili jest już za późno na jakąkolwiek reakcję, bo ustawy zostały uchwalone, a zasiłki już przyznane. My jako Polski Alarm Smogowy przedstawiliśmy założenia do ustawy społecznej o dodatku energetycznym. Przedstawiliśmy tam rządowi nasze propozycje rozwiązań, dzięki którym uniknęlibyśmy patologii, z którymi mamy do czynienia dzisiaj, kiedy w jednym mieszkaniu można pozyskać cztery dodatki. W naszym projekcie ustawy były zapisy, które blokowałyby tego rodzaju zachowania. Rząd tego nie przyjął. Proponowaliśmy też, żeby pomoc trafiała do osób najuboższych, zamiast do wszystkich po równo, bo wtedy pomoc byłaby zróżnicowana pod względem wysokości. Osoby starsze, emeryci – takie osoby powinny dostać dużo większą pomoc niż 3 tysiące złotych. Bank Światowy ocenił ten program pomocy, i wynika z tego, że 1,5 mld złotych poszło do najbogatszej grupy obywateli, a nie musiało tak być. Nie wiemy dlaczego nasze propozycje nie znalazły posłuchu w rządzie. Przyjęto rozwiązania, które potem na szybko łatano różnymi rozwiązaniami. Można to było zrobić dobrze na samym początku. Teraz mamy do czynienia z bublem prawnym, i prosty efekt jest taki, że ludziom się to nie spodobało. Rząd wydał 11 mld złotych na dodatek węglowy, zrobił to źle, i ludzie ocenili to negatywnie.

Czy pomoc finansowa dla gospodarstw domowych korzystających z węgla jest dobrym rozwiązaniem w perspektywie krótkoterminowej? Jak powinna działać w dłuższej perspektywie?

W perspektywie krótkoterminowej decyzja już zapadła i nic już nie zmienimy – pomoc powinna mieć miejsce i obywatele powinni być wspierani w tym momencie kryzysu energetycznego. Rząd gasi pożar na różne sposoby, a jak widać po wynikach badań, robi to nieskutecznie. Natomiast w perspektywie długoterminowej, czyli następnych kilku lat, dopłaty do paliw kopalnych są bardzo złym pomysłem, ponieważ płacimy za rybę, a nie za wędkę. Naszym zdaniem rząd powinien dopłacać do ocieplania domów, do wymiany źródeł ciepła na czystsze i bardziej efektywne. Mówiliśmy o tym od dawna i to się nie wydarzyło. Rząd w programie Czyste Powietrze zapowiadał, że na ten cel do obywateli każdego roku przepłynie 10 mld złotych. Program Czyste Powietrze ma już cztery lata, a więc na ocieplenie domów i wymianę źródeł ciepła powinno było już pójść 40 mld złotych, a na stronie NFOŚiGW widać, że na ten cel wypłacone zostało tylko 3,5 mld złotych. Ceną tych zaniedbań są miliardy złotych, które wydajemy na dopłaty do paliw, import węgla z zagranicy i dopłaty osłonowe. Gdybyśmy ocieplili 70 procent domów w ciągu ostatnich kilku lat, zapotrzebowanie Polski na węgiel spadłoby o połowę, czyli zaoszczędzilibyśmy 5 mln ton; dziura węglowa tymczasem wynosi 4 mld ton, a zatem nie potrzebowalibyśmy teraz węgla z importu, którego obecnie rozpaczliwie szukamy. Można było te pieniądze wydać mądrze, teraz podobną kwotę wydajemy na różne formy pomocy. Czy teraz rząd co roku będzie wypłacał pieniądze na pomoc gospodarstwom? Przecież to nie ma żadnego sensu ekonomicznego.

Rozmawiał Michał Perzyński

Perzyński: Dodatek węglowy powinien trafić do najuboższych

]]>
Siergiej: Dodatek węglowy powinien trafiać do najbardziej potrzebujących (ROZMOWA) Komin. Źródło: freepik
Siergiej: Dodatek węglowy to nagroda dla posiadaczy kopciuchów (ROZMOWA) https://biznesalert.pl/dodatek-weglowy-nagroda-kopciuchy-zanieczyszczenia-polityka-klimatyczna-energetyka-wegiel/ Fri, 29 Jul 2022 05:25:20 +0000 https://biznesalert.pl/?p=257990

– Ustawa o dodatku węglowym premiuje kopciuchy. Jeżeli ktoś nie zdecydował się na wymianę tego najgorszego kotła na węgiel i drewno, na nowoczesne źródło ciepła, w tym momencie dostaje nagrodę w postaci trzech tysięcy złotych. Natomiast jeżeli ktoś przeszedł na kocioł pelletowy lub gazowy, nie otrzymuje żadnego wsparcia, więc jest to podwójnie niesprawiedliwe – mówi rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego Piotr Siergiej w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Dodatek węglowy to nowy pomysł rządu, który ma wesprzeć gospodarstwa domowe. Co Polski Alarm Smogowy o nim myśli?

Piotr Siergiej: Uważamy, że jest to bardzo szkodliwy pomysł rządu, w którym proponuje się dopłaty trzech tysięcy złotych dla każdego gospodarstwa domowego ogrzewającego się węglem. To jest metoda, która będzie dzielić społeczeństwo i jest skrajnie niesprawiedliwa w sensie społecznym z bardzo prostego powodu: węglem w Polsce ogrzewa się mniej więcej co piąte gospodarstwo domowe (20 procent – przyp. red.). To oznacza, że rząd pochyla się nad wysokimi cenami, ale tylko węgla, lekceważąc w ten sposób 80 procent pozostałych gospodarstw domowych w kraju. To oznacza, że część ludzi dostanie dopłaty, a 80 procent w ogóle nie otrzyma wsparcia. Uważamy to za fundamentalny błąd.

Czy istnieje sposób, aby sprawiedliwie rozdzielić to finansowanie?

Pomysł Polskiego Alarmu Smogowego jest inny, niż proponuje rząd. Wraz z Instytutem Badań Strukturalnych i Fundacją Frank Bold opracowaliśmy założenia projektu ustawy o tzw. dodatku energetycznym. Nie dodatkiem węglowym, tylko takim dla wszystkich gospodarstw domowych, które mają problemy z wysokimi cenami wszystkich nośników energii. Mówimy tu również o gazie, pellecie i cieple systemowym – domach, blokach, po prostu ogrzewanych z ciepłowni. Z naszych szacunków wynika, że ta propozycja będzie tańsza o ponad miliard złotych niż to, co przedstawił rząd. Co bardzo ważne, jest ona ukierunkowana na ludzi najuboższych, czyli patrzymy na dochody i kierujemy wsparcie na tej podstawie. Nie tak jak w przypadku rządu, który mówi: dać każdemu równo trzy tysiące złotych.

Można więc powiedzieć, że ustawa rządowa nagradza tych, którzy zostali przy najbardziej „nieczystych” źródłach ogrzewania…

Tak, w obecnej postaci ona premiuje to rozwiązanie. Z jednej strony faworyzuje kopciuchy, bo jeżeli ktoś nie zdecydował się na wymianę tego najgorszego kotła na węgiel i drewno, na nowoczesne źródło ciepła, w tym momencie dostaje nagrodę w postaci trzech tysięcy złotych. Natomiast jeżeli ktoś przestawił się np. na kocioł pelletowy lub gazowy, nie otrzymuje żadnego wsparcia, więc jest to podwójnie niesprawiedliwe. To pokazuje społeczeństwu, że działania progresywne, antysmogowe, prośrodowiskowe nie maja dla rządu żadnego znaczenia, ponieważ i tak będzie wspierał rozwiązania węglowe. Co więcej, nie tylko węglowe, ale również te, które w kwestii ogrzewania są najmocniej szkodzące z perspektywy naszego zdrowia.

Czy takie działanie nie zaciera naszej ścieżki ku realizacji celów unijnej polityki klimatycznej?

Oczywiście, że tak. W naszym przekonaniu takie postępowanie wycofuje rząd z polityki antysmogowej. Z tego co do tej pory było realizowane, z mniejszym lub większym szczęściem, czyli np. zakaz sprzedaży kopciuchów, który przecież obowiązuje. Mamy 13 województw, które posiadają uchwały antysmogowe, mówiące o tym, że kopciuchy muszą zostać wycofane do określonej daty. Co więcej, mieliśmy jeszcze do niedawna normy jakości węgla. Teraz uwaga, rząd zawiesił je, co oznacza, że jeden z filarów polityki antysmogowej został po prostu odrzucony, a teraz słyszymy, że zostaną one poluzowane, więc będzie można palić dużo gorszymi sortymentami węgla. Patrzymy na uchwały antysmogowe, w których podejmowane są próby rozmontowywania. Szczęśliwie, samorządy sprzeciwiają się tym rozwiązaniom i obecnie odbywa się to bez większego sukcesu, ale fakt jest taki, że próby są podejmowane. Widzimy to, co teraz robi rząd, czyli wspieranie rozwiązań węglowych. Ja bym powiedział kopciuchowych, bo to jest promocja śmieciowego węgla. Jeżeli połączymy dopłaty do węgla i porzucenie norm jakości węgla, w praktyce oznacza to, że obywatele, którzy dostają dopłaty będą mogli kupić tak zwany śmieciowy węgiel, ten najgorszy, niespełniający dotychczasowych norm. Jest to skandaliczne, ponieważ pieniądze idą z budżetu państwa.

Czy Polacy są gotowi na nadchodzącą zimę? Ceny węgla rosną. Czy istnieje sposób, aby się do niej odpowiednio przygotować?

To jest bardzo trudne pytanie i obawiam się, że nie ma na nie prostej odpowiedzi. Zapewne część obywateli już zdążyła ocieplić domy. Premier nawoływał do tego w środku lipca, co niestety spotkało się z negatywnym odbiorem. Nic dziwnego, gdyż ekipy ociepleniowe mają terminy na przyszłą wiosnę lub lato. Niektórzy już kupili sobie węgiel, inni zaopatrują się w drewno. To będzie bardzo trudna zima i nie ma tutaj prostej odpowiedzi.

Rząd przespał ostatnie kilka lat. Gdyby wprowadził dobrą politykę energetyczną, w której efektywność energetyczna byłaby premiowana, to nie potrzebowalibyśmy dziesięciu milionów ton węgla na ten sezon grzewczy. Nie słyszelibyśmy o tym, że Polska ma węgiel w takiej a nie innej ilości. Potrzebowalibyśmy tylko około pięciu milionów ton węgla, czyli połowy tego, co obecnie. Nie mówilibyśmy o niedoborach surowca i okrętach, które powinny go nam dostarczyć.

Obywatele otrzymują od rządu sprzeczny przekaz. Z jednej strony minister klimatu i środowiska Anna Moskwa mówi, że węgla wystarczy i nie ma się czego obawiać, a wiceminister tego samego resortu radzi: wstrzymajmy się z zakupami, węgla nie zabraknie. Z kolei premier twierdzi, że węgla nie będzie, będą niedobory i zaleca spółkom zakup czterech i pół miliona ton. Społeczeństwo dostaje więc mieszany przekaz, a jeżeli jedna strona rządu mówi „A” a druga „B”, to społeczeństwo jest zagubione i nie czuje wsparcia. Obawiam się o to, że obywatele nie wiedzą na czym stoją. Być może nie wie tego nawet sam rząd skoro komunikaty są tak różnorodne i właściwie sprzeczne.

Rozmawiał Jędrzej Stachura

PAS proponuje ustawę o dodatku energetycznym zamiast węglowego

]]>
Siergiej: Dodatek węglowy to nagroda dla posiadaczy kopciuchów (ROZMOWA) Komin. Źródło: freepik
Siergiej: Władze Warszawy powinny robić więcej, by przekonać mieszkańców do wymiany kopciuchów (ROZMOWA) https://biznesalert.pl/siergiej-wladze-warszawy-powinny-robic-wiecej-by-przekonac-mieszkancow-do-wymiany-kopciuchow-rozmowa/ Wed, 05 Jan 2022 06:25:30 +0000 https://biznesalert.pl/?p=242185

W Warszawie do końca 2022 roku do wymiany pozostaje ponad 14 tysięcy tzw. kopciuchów. Wprawdzie miasto uruchomiło hojny program dotacyjny dla mieszkańców na zmianę źródła ogrzewania, ale walka ze smogiem idzie stanowczo za wolno. Mówi o tym rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego Piotr Siergiej w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Polski Alarm Smogowy zwraca uwagę na to, że jest problem, jeśli chodzi o tempo wymiany tzw. kopciuchów w Warszawie. Jak obecnie przedstawia się sytuacja?

Piotr Siergiej: Ostatnie informacje na ten temat przedstawialiśmy na początku grudnia – od początku 2021 roku do listopada zlikwidowano 547 źródeł ciepła na terenie całego miasta. Być może do końca roku liczba ta wzrosła do tysiąca sztuk. Nie sądzę jednak, by liczba „kopciuchów” wymienionych w Warszawie w 2021 roku przekroczyła znacznie tysiąc sztuk.

Czy można w tym kontekście mówić o zaniechaniach władz miasta?

Uważamy, że zarówno władze miasta, jak i sami warszawiacy przespali swój czas. Miasto stworzyło dosyć dobry program dotacyjny, zabrało się do wymiany kotłów we własnych budynkach. Nie zmienia jednak to faktu, że miasto nie potrafiło przekonać mieszkańców Warszawy do tego, by skorzystali z korzystnych dofinansowań, nie umiało dotrzeć do 14 tysięcy osób, które byłyby w stanie podjąć decyzję o remoncie w swojej kotłowni i wykorzystania bardzo hojnych dotacji. W tym sensie miasto przespało trzy lata, kiedy dopłaty obowiązywały. Można to było zrobić inaczej. Kiedy uruchomiono akcję dotacyjną, wydawało się nam, że wymiana „kopciuchów” nie będzie dla miasta i mieszkańców żadnym problemem. Gdyby co roku usuwano po kilka tysięcy kopciuchów, mielibyśmy problem z głowy. Tak się jednak nie stało i wielka szkoda, ponieważ mamy 14 tysięcy kotłów do wymiany tylko w tym roku.

Co w takim razie powinno robić miasto, by przekonać warszawiaków do wymiany kopciuchów i poprawić jakość powietrza?

Skoro nie udało się przekonać do likwidacji kotłów to należy zmienić podejście. W tym roku miasto powinno zorganizować bardzo intensywną akcję informacyjną o możliwości wzięcia dopłaty i nadciągających terminach. Nie może być to wykonane w taki sposób, że osoba z urzędu przyszłaby do takiego domu, przekazałaby ulotkę i poszła do następnego domu. Musi to być zrobione w taki sposób, by osoby chodzące od domu do domu miały wiedzę i były w stanie przekonać mieszkańców, że to dla nich dobry interes. Taka rozmowa mogłaby trwać nawet do godziny – trzeba byłoby zapytać, ile osoby te wydają na węgiel w skali roku, na jakich zasadach mogliby skorzystać z dopłaty. Mogłyby to robić sami przedstawiciele urzędów miejskich albo zewnętrzna firma zatrudniona do takiego rodzaju akwizycji. Chodzi o pokazanie, że właściciele „kopciuchów” mają około 17 tysięcy złotych do wzięcia na wymianę kotła, i możliwość skorzystania z innych programów dotacyjnych, np. z NFOŚiGW.

Co z egzekwowaniem istniejących przepisów antysmogowych?

W województwie mazowieckim, jeśli ktoś ma kopciucha, to ma prawo go używać jeszcze przez 12 miesięcy i nie można go za to ukarać. Taka możliwość pojawi się od 1 stycznia 2023 roku. Jest oczywiste, że trzeba ścigać za spalanie śmieci – tutaj Straż Miejska ma gotowe instrumenty: są już gotowe regulacje i przewidziane kary od mandatu 500 zł do 5000 złotych grzywny. Straż Miejska powinna chodzić po domach i ścigać taką działalność. Patrząc na to, jak częste są kontrole i jak często są wystawiane kary za palenie śmieci, to nie są to znaczące liczby. W Warszawie fundamentalnym problemem nie jest palenie odpadów, tylko palenie węgla i drewna w kopciuchach, a jest to działalność legalna do końca tego roku. Będziemy się przyglądać temu, co Straż Miejska będzie robić i jak będzie dyscyplinować mieszkańców.

Czy palenie drewnem w domach będzie ograniczane prawem?

W tej chwili w województwie mazowieckim wolno palić drewnem o wilgotności poniżej 20 procent. Wyjątkiem jest palenie drewna w kominkach rekreacyjnych, czyli tych, które nie są jedynym źródłem ciepła – tu palenie jest zabronione w dniach smogowych, kiedy przekroczone zostaną dopuszczalne określone stężenia pyłów zawieszonych. W przyszłym roku będą zakazane tzw. kopciuchy, gdzie spalane są np. drewniane klocki, gałęzie itp. Będzie natomiast można korzystać z nowoczesnych kotłów na pelet.

W tym roku ceny gazu będą rekordowo wysokie. Czy przez to nie będzie trudniej przekonać mieszkańców, by wymienili kotły węglowe na gazowe?

Rzeczywiście, ceny gazu dla odbiorców indywidualnych wyraźnie wzrosły. Oczywiście, że dla gospodarstw domowych będzie to miało znaczenie. Natomiast niewiele się mówi o tym, że węgiel również podrożał – pod Warszawą kosztuje około 1600 złotych za tonę – rok temu było to około 900 złotych. Nie jestem przekonany, czy w tej sytuacji gaz będzie mniej opłacalny od węgla. Nie wiemy też, jak będą dalej wyglądać ceny energii, ceny są chwiejne zarówno z przyczyn geopolitycznych, jak i zaniedbań, których jesteśmy ofiarami. Moim zdaniem obywatele zareagują po zimie w konkretny sposób – spojrzą w rachunki i zaczną ocieplać swoje domy. Najtańsza energia to ta, której nie kupiliśmy. Opłacalność ocieplenia, wraz ze wzrostem kosztów energii, będzie rosła. W tym roku będzie boom na ocieplenie domów, w związku z oszczędzaniem energii na różne sposoby.

Rozmawiał Michał Perzyński

]]>
Siergiej: Władze Warszawy powinny robić więcej, by przekonać mieszkańców do wymiany kopciuchów (ROZMOWA) Warszawa nocą. Fot. Wikimedia Commons