Baca-Pogorzelska: Wielkie tąpnięcie w górnictwie

25 sierpnia 2015, 07:00 Energetyka
Chodniki Kopalnia Bogdanka
Kopalnia Bogdanka. Fot. Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A.

KOMENTARZ

Karolina Baca-Pogorzelska

Górnictwo 2.0

Uspokajam na początek – nie chodzi mi o żaden wypadek w kopalni tym razem. Chodzi o to, że gdy wydawało się, że sytuacja w sektorze węglowym sięgnęła dna i w sumie gorzej być nie może – okazuje się, że jednak może. Ale po kolei.

W piątek Enea wypowiedziała wieloletni kontrakt węglowy Bogdance. Obowiązywał do 2025 r., wygaśnie w 2018 r. Zaskoczenie? Dla mnie samo wypowiedzenie nawet nie, ale czas owszem (dzień po przyzwoitych jak na obecną sytuację wynikach półrocznych lubelskiej kopalni, a jeszcze przed ostateczną decyzją o zasileniu przez MSP Enei państwowym Katowickim Holdingiem Węglowym). Otóż Enea uważa, że węgiel z Bogdanki jest… za drogi. Życzę jej więc powodzenia w kupowaniu go na Śląsku i wożeniu do Elektrowni Kozienice. Chociaż jak Kompania Węglowa ogłosi kolejna promocję typu 5 zł/GJ to w sumie czemu nie? Zwłaszcza, że Enea już kupuje węgiel od Kompanii, co widać choćby po zmniejszeniu dostaw z KHW z ok. 1,2 mln ton do 0,5 mln ton w skali roku. No, ale Enea na pewno wie, co robi. I wiedziała również niewątpliwie w piątek.

Kurs akcji Bogdanki spada w poniedziałek na łeb na szyję (gdy piszę te słowa jeszcze przed zamknięciem sesji) o jakieś 30 proc., czyli o ponad 15 zł za walor do nieco ponad 37 zł. Faktem jest, że spadki dotyczą też innych spółek, w tym wydobywczych jak KGHM czy JSW, ale nie aż takie… Przypomnę tylko, że Bogdanka debiutowała po 48 zł w 2009 r., a NWR ogłaszał wezwanie na nią po 100,75 zł w 2010 r. (zakończone niepowodzeniem). Patrząc jednak na wolumen obrotu (po godz. 16 ponad 418 tys. sztuk) spanikowali głównie mali gracze. A co zrobią OFE? Gdy widzę obniżoną wycenę DM BZ WBK 27,90 zł i rekomendację „sprzedaj” naprawdę zastanawiam się, za ile tygodni będziemy mieć wezwanie na Bogdankę? Bo promocja jest całkiem niezła. Gdy wzywał NWR, chciał płacić dobrze ponad 3 mld zł. Dzisiaj wystarczy 1,5 mld zł – i największą, a jednocześnie najlepszą polską kopalnię można mieć od ręki, bo jestem pewna, że tym razem OFE by ją wypuściły z portfela.

Nie widzę jednak szansy na to, by Enea, która nie angażuje się w ratowanie śląskich kopalń, w tym Kompanii Węglowej (przynajmniej na teraz), a jednak jest kontrolowana przez państwo, miała zielone światło na kupno Bogdanki. Ale ja nie muszę wiedzieć wszystkiego. Z drugiej strony dlaczego wezwania nie mieliby ogłosić Australijczycy z PD Co, czyli spółki należącej do Prairie Mining? A może znajdzie się jeszcze ktoś inny? Lepszej ceny chyba nie będzie. Promocja jest…

Zapytałam o sytuację na linii Enea-Bogdanka byłego prezesa Bogdanki, Mirosława Tarasa, który jest obecnie doradcą PD Co. Oto co mi powiedział.

„Trudno jest mi rzetelnie skomentować komunikat grupy Enea, gdyż nie znam aktualnej treści umów wiążących ją z Bogdanką oraz kulisów ostatnich negocjacji. W czasie kiedy ja zawierałem rzeczone umowy z Eneą na dostawę węgla do istniejących bloków oraz nowo budowanego 1075 MW, treść umowy sprawiedliwie i dobrze zabezpieczała interesy obu stron uwzględniając przy tym najbardziej aktualną sytuację rynkową. Algorytm ceny węgla reagował na jej zmiany na rynku polskim i gwarantował dodatkowo niewielki margines swobody w jej ustalaniu. Elektrownia Kozienice miała zagwarantowaną najlepszą rynkową cenę węgla i pewny duży wolumen paliwa o wystandaryzowanej jakości. To była bardzo dobra i rzadka oferta wśród polskich kopalń. Nie chcę spekulować o powodach wypowiedzenia umowy. Fakt ten jest niewątpliwie szkodliwy dla Bogdanki i stwarza duże ryzyko dla Enei w zamian za być może chwilowe korzyści. Nie biorę pod uwagę zapowiedzi o chęci przejęcia lubelskiej kopalni przez koncern z Poznania, gdyż byłaby to wyjątkowo brudna gra o ceny akcji Bogdanki i naiwna wiara w kupienie tych akcji za bezcen od OFE. Podobnie nie do pomyślenia jest polityczne sterowanie biznesowymi decyzjami zarządu Enei. W tych okolicznościach brak kompromisu w kwestii tej umowy uważam za porażkę obu zarządów”.

Stanowisko zajął dzisiaj również prezes Bogdanki, Zbigniew Stopa, który zapewnia, że zerwanie kontraktu przez Eneę było dla niego zaskoczeniem.

„Tegoroczne negocjacje cenowe z ENEĄ odbywały się w takim samym trybie jak w latach poprzednich. Zgodnie z wieloletnią praktyką, ostatnia runda negocjacji przewidziana była na październik tego roku. W latach poprzednich porozumienie dotyczące cen na rok kolejny uzyskiwano zwykle w czwartym kwartale. Dlatego wypowiedzenie umowy było dla nas zaskoczeniem. W naszej opinii wykazywaliśmy się i wykazujemy elastycznością negocjacyjną. Jako firma prywatna, z powodów oczywistych, nie możemy sobie jednak pozwolić na sprzedaż węgla poniżej kosztów jego wytworzenia. W konsekwencji nie możemy jako podstawy negocjacji przyjąć cen oferowanych przez spółki węglowe subsydiowane przez państwo, które są częstokroć znacząco niższe nie tylko niż koszty produkcji tych przedsiębiorstw, ale nawet niż koszty produkcji LW Bogdanka, które są przecież najniższe na polskim rynku. W warunkach normalnie funkcjonującego rynku, jesteśmy naturalnym dostawcą dla elektrowni w naszym okręgu ze względu na wysokie koszty transportu węgla. Biorąc pod uwagę naszą wieloletnią umowę z Eneą jesteśmy otwarci na powrót do rozmów i szukanie porozumienia. Wierzymy, że kompromis jest możliwy. Warto przypomnieć, że z Eneą wiąże nas także umowa na dostawy węgla do powstającego bloku 1075 MW, którego uruchomienie przewiduje się na czwarty kwartał 2017 roku. Przewidywany poziom dostaw do tego bloku to ok. 2 mln ton węgla rocznie (wobec ponad 3 mln ton dostarczanych do ENEI obecnie). Oceniam, że dwuletni okres wypowiedzenia obecnej umowy pozwoli nam na ewentualne zastąpienie ponad 1 mln ton utraconych wolumenów, w przypadku jeśli nie doszłoby do osiągnięcia porozumienia z naszym odbiorcą. W ostatnim czasie rozbudowaliśmy i nadal rozbudowujemy dział sprzedaży i aktywnie szukamy nowych klientów, również wśród mniejszych firm. Prowadzimy rozmowy z odbiorcami w Polsce i za granicą. Nie wyobrażam sobie żeby obecna sytuacja na polskim rynku utrzymywała się jeszcze długo, o ile zapowiedzi rządu, że Nowa Kompania Węglowa ma być rentowna od 2017 roku są prawdziwe. Przy obecnie oferowanych przez KW cenach nie jest bowiem możliwe prowadzenie rentownej działalności. Nie jest również realne zmniejszenie kosztów wytworzenia w ciągu jednego roku. Wydajność na jednego pracownika w Bogdance jest trzy razy wyższa niż w KW SA i tego dystansu nie można pokonać w krótkim czasie i bez poniesienia znaczących nakładów finansowych”.

Enea z kolei zasłania się tajemnicą handlową, ale rzecznik grupy, Sławomir Krenczyk przekonuje, że Enea ma tu swoje racje. Pytałam na Twitterze o powody wypowiedzenia umowy. Otrzymałam odpowiedź, że „cena i fakt, że obecny kontrakt oraz brak elastyczności partnera nie dają szans na konieczne, uwzględniające realia obniżki”. W tej sytuacji dostawy do nowego bloku stoją w mojej opinii pod znakiem zapytania.

Wypowiedziana 15-letnia umowa miała obowiązywać jeszcze 10 lat. Bogdanka podawała, że wartość kontraktu to ok. 10,6 mld zł netto. Szacowana wartość umowy na 2015 r. to ponad 750 mln zł. Z kolei umowa na dostawy paliwa do powstającego w Kozienicach nowego bloku węglowego szacowana była w momencie podpisania trzy lata temu na 11,25 mld zł (ma obowiązywać od 2017 r. do 2036 r.).

Sytuacja na linii Bogdanka-Enea to tylko dolanie oliwy do ognia na styku górnictwo-energetyka. Sypie się plan powstania Nowej Kompanii Węglowej, choć cytowany przez PAP minister skarbu Andrzej Czerwiński zapewnia, że NKW powstanie do końca miesiąca. Po mediach hula biznesplan Kompanii z poprawkami doradców (bo ostatecznej wersji dokumentu jeszcze nie ma), a opinii więcej niż grzybów po deszczu. Dla porządku przypomnę tylko, że w akcji „ratuj KW kto może” udział miała brać głównie energetyka, ale efektów w postaci umów wiążących nadal brak. Najlepiej wyjdą na tym chyba firmy doradcze – EY doradzający PIR, Roland Berger pracujący dla Energi i PwC oraz Andrzej Mikosz (K&L Gates, były szef MSP) pracujący dla PGE. I chyba nikogo nie dziwi, że ich opinie są dość różne…

Dzisiaj usłyszałam od osób będących bliżej energetyki, że z projektem Nowa Kompania Węglowa należy się pożegnać, bo finansowania brak i trzeba liczyć się z upadłością. Hm, tylko ten wariant należało wprowadzać jak już w styczniu, a nie wydawać pieniądze na prowadzące donikąd przygotowania. Dlatego podchodzę do tego z pewna rezerwą. Bo sprawa przestała być już biznesowa, a jest wyłącznie polityczno – personalna. W Tauronie Aleksander Grad, wiceprezes spółki, ex minister skarbu, za wszelką cenę chce pokazać słabość MSP. W ministerstwie wiceminister Wojciech Kowalczyk zaś chce udowodnić, że to on ma rację (choć z jego planu dla KW prezentowanego 7 stycznia nic już w sumie nie zostało).

– A reszta energetyki liczy na to, że jak nie ugnie się pod presją PO, to PiS po wyborach spojrzy na nich łaskawszym okiem i może uda się im zachować intratne posady – mówi mi osoba z branży.

25 sierpnia zbiera się górniczy komitet protestacyjno-strajkowy. Ja się już nie dziwię, że górnicy stracili cierpliwość. I strajk, i protesty – też mnie nie zdziwią. Bo jak przez 7 miesięcy od podpisania porozumienia ws. KW nie udało się praktycznie zrobić NIC, a wszelkie ustalenia zostały po prostu storpedowane, to ktoś jednak powinien tupnąć nogą. Szkoda tylko, że znowu będzie to pożywka dla odpowiedzialnych za kampanię wyborczą każdej ze stron politycznych. Bo teraz wszyscy będą się przerzucać kolejnymi obietnicami, z których od lat niewiele wynika bez względu na to, kto akurat jest u władzy. Tyle tylko, że ktoś po wyborach będzie musiał przełknąć tę żabę. I jeszcze zmierzyć się z problemem na poziomie UE. Czekam na realne pomysły, a nie kolejne obietnice. Tylko niestety wciąż ich nie widzę.