Zaborowski: Biden ma rok na podważenie status quo. Wie, do czego Rosja używa energetyki (ROZMOWA)

30 grudnia 2020, 07:31 Atom
Marcin Zaborowski
Marcin Zaborowski. Grafika: Gabriela Cydejko

W pierwszym roku administracji Bidena będziemy mieć do czynienia z naciskiem na transformację energetyczną, a jeżeli nie uzyska ona konsensusu politycznego, władza pójdzie ścieżką centrową, która będzie oznaczała raczej utrzymanie status quo – mówi dr Marcin Zaborowski, redaktor naczelny Res Publica Nowa, w rozmowie z BiznesAlert.pl. – Biden jest wielkim zwolennikiem niezależności energetycznej państw Europy Środkowej, bo rozumie czym są narzędzia energetyczne w polityce zagranicznej Rosji i jaką role pełnią – dodaje.

BiznesAlert.pl Jak według Pana zmieni się polityka energetyczna USA za prezydentury Bidena? Przecieki na temat nominacji związanych z energetyką wskazują silny kurs ekologiczny.

Dr Marcin Zaborowski: Ambitny plan klimatyczny to był jeden z ważniejszych elementów kampanii Joe Bidena w czasie wyborów. Ten plan jest tak samo ambitny jak i drogi. Niektóre jego elementy mogą być trudne do realizacji, a niektóre po prostu zbyt kosztowne. Jednak generalnie 10-letni plan klimatyczny, który ma kosztować prawie dwa tryliony dolarów na pewno wskazuje kierunek w którym administracja Bidena chce podążać. Będzie jej bardzo trudno osiągnąć założone cele, głównie ze względu na niski poziom konsensusu społecznego w sprawie amerykańskiej transformacji energetycznej. Partia republikańska ma dość konserwatywne podejście do tej kwestii. Choćby kontynuacja budowy ropociągów, to jest coś za czym Republikanie będą optować, a administracja Bidena chce je porzucić i zainwestować w energetykę odnawialną oraz jądrową. Dużo będzie zależeć od konsensusu politycznego, ponieważ Senat może pozostać pod kontrolą Republikanów. W styczniu są wybory do Senatu w Georgii i jeżeli wygra tam kandydat Demokratów, to zapanuje równowaga w tej izbie. Ale nawet wtedy, pozycja Republikanów w Senacie będzie bardzo silna.

Jeżeli chodzi o same kandydatury na stanowiska w Białym Domu, mamy na giełdzie nazwisk choćby Jennifer Granaholm, która reprezentuje kierunek transformacji energetycznej opartej na głębokiej zmianie podejścia do paliw kopalnych i zielonych technologii. Kiedy była gubernatorem Michigan zasłynęła z programu pomocowego dla koncernów samochodowych, który polegał na powiązaniu tej pomocy z zaangażowaniem ich w pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych oraz w magazynowanie energii. I na pewno jako sekretarz energii będzie starała się przełożyć swe doświadczenie na politykę krajową. Ta kandydatura wpisuje się w szeroki plan Bidena do 2050 roku związany z transformacją i ekologią. Jedną z pierwszych decyzji Bidena ma być powrót do porozumienia paryskiego oraz wycofanie z inwestycji w parku narodowym w rejonie Arktyki. To można osiągnąć bardzo szybko poprzez akty wykonawcze, i będą to decyzje o dużym ładunku wizerunkowym. Takie decyzje może podjąć sam prezydent. Problem pojawi się tam, gdzie do zmiany będzie wymagany konsensus polityczny w parlamencie.

Stany Zjednoczone stały się liderem eksportu ropy i gazu. Czy zmiana polityki Bidena wobec paliw kopalnych wpłynie na relacje z państwami, które opierają budżety na surowcach energetycznych, jak Rosja czy Arabia Saudyjska?

Zmiana nie wpłynie od razu na te relacje. Biden nie jest bardzo progresywny jeżeli chodzi o sprawy klimatyczne. Ten progresywny kierunek pojawił się w kampanii wyborczej i na pewno na samym początku kadencji będzie miał wydźwięk. Stąd bierze się decyzja o powrocie do porozumienia paryskiego, stąd takie dalekosiężne deklaracje, takie propozycje nominacji. Niewiadomą jest jednak jak daleko te zmiany pójdą. Przykładowo, elektromobilność to nie jest jakaś bardzo kontrowersyjna agenda dla społeczeństwa. Natomiast jeżeli decyzje będą dotykać wielkich koncernów zajmujących się wydobyciem i eksportem ropy oraz gazu, które zainwestowały miliardy, będą one korzystać ze swoich przedstawicieli w Kongresie nie tylko wśród przedstawicieli Republikanów, ale także wśród samych Demokratów. Dlatego tutaj również jest potrzebny konsensus z tymi wielkimi firmami, bo bez nich nie będzie mógł zostać zrealizowany ambitny plan Bidena. Myślę, że w pierwszym roku administracji Bidena będziemy mieć do czynienia z naciskiem na transformację energetyczną, a jeżeli nie uzyska ona konsensusu politycznego, władza pójdzie ścieżką centrową, która będzie oznaczała raczej utrzymanie status quo.

Czy zmiana polityki energetycznej USA może wpłynąć na współpracę energetyczną z Polską w kontekście LNG czy atomu?

Moim zdaniem nie. Nie widzę zbyt dużej możliwości wpływu na tę politykę. Administracja Bidena będzie postrzegać eksport LNG do Polski jako zapewnienie bezpieczeństwa transatlantyckiego i ważny element polityki zagranicznej. W tych obszarach Biden ma poglądy bardzo pryncypialne. Jest wielkim zwolennikiem niezależności energetycznej państw Europy Środkowej, bo rozumie czym są narzędzia energetyczne w polityce zagranicznej Rosji i jaką role pełnią. Poza tym, duże firmy energetyczne z USA zauważyły, że ten obszar ma ogromny potencjał, jeżeli chodzi o działalność biznesową. Rozbudowywane są możliwości techniczne odbioru gazu, jest wola polityczna. To element, który Amerykanie postrzegają jako biznes. Tak samo w przypadku atomu, zmiana administracji nie powinna być złą wiadomością dlatego, że nawet najbardziej progresywne plany transformacji w USA przewidują rozwój i duży udział w niej energetyki jądrowej. Jeżeli faktycznie tak będzie, jako klient amerykańskiej technologii, będziemy mieli dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań technicznych. W tej sprawie jestem absolutnie spokojny i nie widzę zagrożeń.

Rozmawiał Mariusz Marszałkowski