Cabak: Zielony wodór może być tani

6 lutego 2020, 13:00 Energetyka
Wodór silnik
Co znajduje się pod maską samochodu na wodór? Fot. Flickr

Efekt dynamiki zmian nie dziwi nikogo w branży informatycznej. Każdy z nas korzysta z ich dobrodziejstw pracując z domu z wykorzystaniem VPN i zdalnego pulpitu, digitalizując kartę płatniczą w portfelu Google czy Apple, by móc płacić smartfonem lub korzystając z milionów aplikacji mobilnych, które udostępniają nam zasoby w chmurze, streamują muzykę albo po prostu liczą kroki. Jednak efekt dynamiki zmian nie jest już tylko domeną IT. Staje się coraz bardziej powszechny w innych gałęziach gospodarki, nawet tak tradycyjnych jak sektor energii – pisze Mateusz Cabak, współpracownik BiznesAlert.pl.

Wydaje się, że dziś świat zapomniał już o rewolucji łupkowej, która na dobre wybuchła ledwie 10 lat temu w Stanach. Miała ona swoje implikacje również w Polsce. Na jej fali zamierzaliśmy wydobywać gaz łupkowy nawet z dna Bałtyku. Skończyło się na dywersyfikacji dostaw błękitnego paliwa w postaci amerykańskiego LNG, co na szczęście pozwoliło przełamać monopol Gazpromu. Pamiętam ówczesne raporty BP wróżące rychły spadek popytu na ropę naftową, która praktycznie od 1970 roku była głównym surowcem energetycznym świata, na korzyść właśnie gazu. Nikt wtedy nie był w stanie przewidzieć w jakim stopniu efekt dynamiki zmian wpłynie na konwencjonalne źródła energii, do których nomen omen zaliczymy dziś też gaz czy ropę łupkową.

Konwencjonalne vs. alternatywne       

Na łamach BiznesAlert.pl publikowaliśmy wiele komentarzy i analiz na temat ścierania się konwencjonalnych i niekonwencjonalnych źródeł energii na dzisiejszym rynku. Wynikają z nich następujące tezy. Po pierwsze w efekcie zmian klimatycznych, do których dopuściliśmy, paliwa kopalne muszą ustąpić miejsca alternatywnym. Dotyczy to wszystkich gospodarek świata, nie tylko Unii Europejskiej. Zmiana powinna mieć charakter ewolucyjny a horyzont czasowy transformacji musi uwzględniać specyfikę danego kraju – jego potencjał gospodarczy, dzisiejsze uzależnienie od paliw kopalnych czy ryzyka wynikające ze zbyt krótkiego okresu przejściowego, w którym konwencjonalne i niekonwencjonalne źródła energii są skazane na kohabitację. Wreszcie żadne prognozy nie będą na tyle dokładne by uwzględnić w pełni czynnik dynamiki zmian. Dlatego przyszłość, nawet ta bliższa, jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Alternatywne vs. alternatywne     

Pomimo tego, że wypierają węgiel, ropę czy gaz, same walczą już ze sobą o dominację na nowym rynku, a może właściwsze byłoby stwierdzenie o dzieleniu łupów. Najlepiej widać to w motoryzacji. Wg danych organizacji InsideEVs w 2018 r. na świecie sprzedano ponad 2 mln aut elektrycznych i hybrydowych z czego ponad 360 tys. znalazło nabywców w USA (drugi największy krajowy rynek motoryzacyjny na świecie). W tym okresie tylko w Stanach sprzedano zaledwie 2,3 tys. samochodów napędzanych ogniwami paliwowymi. W efekcie tuzi świata motoryzacyjnego, tacy jak Toyota (nr 2 w globalnej sprzedaży aut za 2019 r.), Hyundai (nr 5) oraz Honda (nr 7), dysponujący w swojej ofercie modelami wodorowymi, przestawiają się coraz bardziej na produkcję hybryd (Toyota) i elektryków (Hyundai, Honda). Z kolei największy koncern motoryzacyjny świata – Volkswagen – zajmujący dziś dopiero dziesiątą pozycję w produkcji aut elektrycznych zamierza wyprodukować ich aż 22 mln sztuk do 2028, detronizując tym samym Teslę, aktualnego lidera w tym segmencie. Na ten cel koncern z Wolfsburga planuje tylko do 2024 r. wydać ponad 36 mld USD. Nie oznacza to wcale że ogniwa paliwowe są na straconej pozycji. Ich naturalne przewagi konkurencyjne w postaci większych zasięgów i szybszego tankowania plasują je jako idealne rozwiązanie dla pojazdów transportu miejskiego, ciężarówek czy lokomotyw. W tym kierunku zmierzają wymienione już Toyota i Hyundai oraz Alstom z pojazdem szynowym Coradia iLint. Jednak na rynku aut osobowych wynik wydaje się przesądzony czego najlepszym przykładem są osiągi Tesli S (540 km zasięgu) czy Tesli Model 3 (ładownie baterii 75 kWh dla dystansu 120 km w zaledwie 5 min.)

Magazyny energii a wodór

O ile branża motoryzacyjna wyznaczyła już swoistą linię demarkacyjną w zastosowaniu baterii elektrycznych i ogniw paliwowych, o tyle na froncie energetycznym cały czas trwa walka. Po jednej stronie mamy magazyny energii – bardzo popularne uzupełnienie instalacji OZE m.in. w Kalifornii czy Australii – z drugiej wykorzystanie elektrolizy do produkcji wodoru przy farmach wiatrowych i fotowoltaicznych, nad którym pracowano również w Polsce, w ramach takich projektów badawczych jak Hestor (m.in. Lotos) czy Eliza (m.in. PGNiG). Na razie w awangardzie są rozwiązania bazujące na magazynowaniu energii z OZE za pomocą baterii litowych lub wanadowych. Jednak z raportu Hydrogen Council wynika, że na przestrzeni najbliższych 10 lat koszt produkcji tzw. zielonego wodoru może spaść nawet o 60 procent, głównie za sprawą coraz to niższych kosztów produkcji energii z samych OZE oraz popularyzacji instalacji do elektrolizy. By osiągnąć efekt skali świat potrzebuje do 2030 r. 70 GW mocy OZE wykorzystujących proces elektrolizy. Póki co największe postępy w tej dziedzinie poczyniła Australia, która przyjęła już tzw. Narodową Strategię Wodorową i planuje zainwestować w produkcje tzw. zielonego wodoru kwotę rzędu 370 mln USD.

Rewolucja wodorowa. Co na to prawo? (ANALIZA)