Najnowsze informacje o: Wykop | Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl/category/wszystko/wykop/ Portal Gospodarczo-Ekonomiczny Fri, 28 Nov 2025 06:24:03 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9 https://biznesalert.pl/wp-content/uploads/2026/02/cropped-favicon_512-32x32.png Najnowsze informacje o: Wykop | Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl/category/wszystko/wykop/ 32 32 Państwowo-rządowe joint ventures zaczyna produkować energię https://biznesalert.pl/panstwowo-rzadowe-joint-ventures-zaczyna-produkowac-energie/ Fri, 28 Nov 2025 05:45:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=397512

Farma fotowoltaiczna Kleszczów, o mocy 50 MW, której właścicielami są Gmina Kleszczów i PGE Energia Odnawialna rusza z produkcją zielonej energii. Inwestycja, która kosztowała szacunkowo ponad 130 milionów złotych będzie produkować 53 GWh energii, i uzyskiwać 24,4 miliona złotych przychodów.

PGE Polska Grupa Energetyczna, jest poprzez spółkę PGE Energia Odnawialna obecnie największym producentem energii z OZE w Polsce. Łączna moc zainstalowana tych źródeł wynosi 2670 MW. Grupa, kontrolowana przez Skarb Państwa posiada w portfelu wytwórczym: 21 farm wiatrowych, 57 elektrowni fotowoltaicznych, 29 hydroelektrowni przepływowych, 4 elektrownie szczytowo-pompowe, w tym 2 z dopływem naturalnym. Od ponad dwóch lat, po zrealizowaniu ostatniej transakcji M&A, czyli zakupie farmy wiatrowej FW Zalesie, o mocy 24,9 MW, rozwój portfela OZE odbywa się wyłącznie poprzez projekty typu greenfield. Przy czym od podstaw lider buduje wyłącznie elektrownie solarne.

Rynek szybko rośnie, ale nie lider

I idzie to niespiesznie. Według opublikowanego 25 listopada raportu kwartalnego PGE dla inwestorów giełdowych, na koniec września 2025 roku łączna moc zainstalowana farm fotowoltaicznych należących PGE wynosiła 239,4 MW. Oznacza to wzrost o zaledwie 9,8 MW w porównaniu z końcem 2024 roku (229,6 MW), przy czym w trzecim kwartale 2025 roku dokonano odbiorów końcowych farm fotowoltaicznych o mocy 8 MW (czyli de facto PV Pokrzywnica, 7 MW).

Zarząd PGE w sprawozdaniu z działalności grupy kapitałowej dla inwestorów giełdowych informuje, że w ramach programu budowy instalacji fotowoltaicznych do końca września odebrano projekty o łącznej mocy 284 MW. Łącznie zeroemisyjną energię miałyby produkować przemysłowe instalacje solarne o mocy 289 MW, uwzględniając farmy po energetyzacji, ale bez odbioru końcowego. Kontynuowano realizację projektów elektrowni fotowoltaicznych o łącznej mocy około 150 MW.

Duże farmy na horyzoncie

Jak informuje raport zarządu, w październiku 2025 roku oddano do użytku kolejne farmy o łącznej mocy 60 MW, w tym: PV Kleszczów, o mocy 50 MW oraz PV Tyszki Wądołowo (10 MW). Farma PV Kleszczów to druga największa farma fotowoltaiczna w Grupie PGE, po PV Jeziórko (100 MW, i 30 MW w budowie).

Elektrownia słoneczna PV Kleszczów, położona jest na 50 ha gruntów należących do  Gminy Kleszczów, w województwie łódzkim, w powiecie bełchatowskim. W bliskim sąsiedztwie kopalni węgla brunatnego należącej od PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalnej. Według pierwotnych deklaracji udziałowców, miała powstać do końca 2022 roku. Poślizg jest widoczny. Zgodnie z zaktualizowanym harmonogramem miała być uruchomiona do końca półrocza 2025 roku, co się udało. W konsekwencji spółka PGE Soleo Kleszczów otrzymała 25 listopada 20-letnią koncesję na wytwarzanie energii z instalacji OZE.

Według wstępnych szacunków, średnioroczna produkcja farmy PV Kleszczów ma wynieść 53 GWh energii elektrycznej. To przy obecnych cenach energii – według danych Urzędu Regulacji Energetyki średnia z trzech kwartałów 459,74 złotych za 1 MWh – przełożyłoby się na blisko 24,4 milionów złotych przychodów ze sprzedaży.

Najbogatszy samorząd udziałowcem farmy

PGE Soleo 1 została zarejestrowana sześć lat temu. W 2021 roku Gmina Kleszczów, najbogatsza w Polsce objęła 50 procent nowoutworzonych udziałów, o wartości 2,1 miliona złotych, opłacając je w całości wkładem pieniężnym. Drugim udziałowcem jest PGE Energia Odnawialna. W 2023 roku obaj udziałowcy dokonali dopłaty do kapitału rezerwowego po około 25,0 miliona złotych każdy (łącznie ok. 50,0 miliona złotych). Dodatkowo udziałowcy udzielili spółce pożyczek z limitem do 40 miliona złotych, na sfinansowanie nakładów inwestycyjnych.

W 2024 roku poniesiono 73,0 milionów złotych nakładów inwestycyjnych na nabycie rzeczowych aktywów trwałych, nadzór inwestorski oraz usługi prawne.

Tomasz Brzeziński

]]>
Państwowo-rządowe joint ventures zaczyna produkować energię Państwowo-rządowe joint ventures zaczyna produkować energię
Z kim MON podpisał kontrakt? Co wiemy o Palantir i kim jest Peter Thiel https://biznesalert.pl/z-kim-mon-podpisal-kontrakt-co-wiemy-o-palantir-i-kim-jest-peter-thiel/ Mon, 03 Nov 2025 05:55:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=396127

Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało list intencyjny z firmą Palantir Technologies – spółką, którą jedni nazywają „cyfrowym strażnikiem Zachodu”, a inni „prywatnym Wielkim Bratem Doliny Krzemowej”. Jej współzałożyciel, Peter Thiel, to wizjoner, libertarianin, zwolennik Trumpa i człowiek, który uważa, że konkurencja jest dla przegranych. Czy to właśnie z nim polski MON chce budować cyfrową przyszłość wojska?

Zanim o polityce, kilka słów o literaturze. Nazwa „Palantir” pochodzi z tolkienowskiego Władcy Pierścieni. W Śródziemiu palantíry były „kamieniami widzenia” – narzędziami komunikacji, ale też inwigilacji. Ich użycie wymagało silnej woli, a nieostrożni użytkownicy – jak czarodziej Saruman – kończyli w rękach ciemnych mocy.

W XXI wieku metafora ta nabrała niepokojącej dosłowności. Firma Palantir Technologies, założona w 2003 roku przez Petera Thiela, Alexa Karpa i kilku współpracowników PayPala, zajmuje się dokładnie tym samym: widzeniem wszystkiego, wszędzie, w czasie rzeczywistym.

Oficjalnie, chodzi o analizę Big Data dla bezpieczeństwa narodowego. W praktyce – o potężne narzędzia analityczne, z których korzystają CIA, FBI, amerykański Departament Obrony, służby imigracyjne (ICE), a także izraelskie wojsko podczas działań w Strefie Gazy.

Kto stoi za Palantirem?

Za kulisami stoi Peter Thiel, człowiek, który z równym zapałem wspiera wolny rynek, jak i autorytarne struktury bezpieczeństwa. Niemiecko-amerykański miliarder, współzałożyciel PayPala i pierwszy prywatny inwestor w Facebooka, od dwóch dekad jest jedną z najbardziej wpływowych postaci Doliny Krzemowej.

Jego credo brzmi: „Konkurencja jest dla przegranych”. W praktyce oznacza to budowanie monopoli – najlepiej takich, które mają dostęp do wszystkich danych świata. Thiel jest też znany ze swoich ekscentrycznych poglądów. Peter Thiel znany jest z niekonwencjonalnego podejścia do edukacji i kariery. W 2011 roku uruchomił program Thiel Fellowship, który… zachęca młodych, uzdolnionych ludzi do porzucenia studiów. Uczestnicy otrzymują 100 tys. dolarów, by zamiast kończyć uniwersytet, założyli własny start-up lub prowadzili badania nad przełomowymi technologiami.

Dla Thiela nauka akademicka to strata czasu, prawdziwe innowacje rodzą się, jego zdaniem, nie w salach wykładowych, lecz w garażach Doliny Krzemowej. Krytycy nazywają to antyuniversyteckim eksperymentem dla wybrańców, on sam – „inwestycją w przyszłych rewolucjonistów technologii”.

Niektórzy stypendyści rzeczywiście odnieśli sukces (np. założyciele Ethereum czy Figma), ale inni zarzucają Thielowi, że jego program tworzy kult genialnych indywidualistów i promuje pogardę dla instytucji publicznych, w tym edukacji.

Był jednym z pierwszych miliarderów Doliny Krzemowej, którzy otwarcie poparli Donalda Trumpa oraz publicznie rozważał „filozoficzne” kwestie nadejścia Antychrysta (i zasugerował, że mógłby nim być… Greta Thunberg).

Jego firma Palantir powstała po zamachachu z 11 września 2001 roku, a finansowy start zapewnił jej fundusz In-Q-Tel, powiązany z amerykańską CIA. Oficjalnie celem było „śledzenie terrorystów”. W praktyce – śledzenie wszystkich, którzy mogą stać się interesujący dla rządu lub jego partnerów.

Palantir – firma, która wie o Tobie więcej niż Ty sam

Palantir tworzy oprogramowanie, które scala miliardy rekordów z baz danych, sieci społecznościowych, kamer monitoringu i źródeł wywiadowczych. Systemy Gotham i Foundry pomagają analizować przepływy finansowe, przestępczość, migracje czy logistykę wojskową.

W USA firma dostarcza narzędzia dla ICE, które wykorzystywane są m.in. do typowania imigrantów do deportacji. W Izraelu – wspiera działania armii w Strefie Gazy, co, jak zauważa portal The Cradle, oznacza w praktyce „automatyzację wojny i przekształcenie konfliktu w systematyczną kampanię eksterminacji”.

Nic dziwnego, że organizacje praw człowieka od lat oskarżają Palantir o współudział w łamaniu praw człowieka i wspieranie masowej inwigilacji. W 2025 roku kapitalizacja spółki przekroczyła 400 miliardów dolarów, a jej akcje kosztują więcej niż złoto.

List intencyjny z PGZ – w stronę cyfrowego sojuszu

Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej współpracuje z Palantirem od grudnia 2024 roku. W poniedziałek, 27 października, podpisano list intencyjny z udziałem PGZ, dotyczący „zacieśnienia współpracy w obszarze sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i technologii informacyjnych”.

Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz nie krył entuzjazmu:

„Bazy danych są dziś najcenniejszą walutą – cenniejszą niż złoto, dolary czy euro. To największy skarb współczesnego świata, dlatego trzeba nimi dobrze zarządzać i odpowiednio je chronić.”

Deklaracja brzmi efektownie, choć nie wiadomo, na czym konkretnie współpraca ma polegać. MON nie ujawnia zakresu umowy, rodzaju wymienianych danych ani tego, czy polskie systemy będą zasilane amerykańskim oprogramowaniem.

Kiedy Palantir patrzy – kto patrzy na Palantir?

Nie sposób nie zadać pytania: czy państwo, które tyle mówi o suwerenności cyfrowej, powinno powierzać analitykę danych firmie współpracującej z CIA i izraelskim wywiadem?

Peter Thiel, libertarianin z misją kontrolowania świata, może nie pasuje idealnie do roli sojusznika polskiego MON. Ale w epoce, gdy informacja stała się bronią, nawet „kamienie widzenia” z Władcy Pierścieni wydają się kuszącym narzędziem.

Pytanie tylko, czy tym razem to Polska patrzy przez Palantir – czy Palantir przez Polskę.

Hanna Czarnecka

]]>
Z kim MON podpisał kontrakt? Co wiemy o Palantir i kim jest Peter Thiel Peter Thiel jest niemiecko-amerykańskim miliarderem, przedsiębiorcą, inwestorem venture capital i aktywistą politycznym. Był współzałożycielem Paypal i Palantir Technologies. Był pierwszym zewnętrznym inwestorem Facebooka. Foto Rex Features/East News
Rząd rozszerza sieć dróg płatnych. Firmy transportowe zapłacą więcej https://biznesalert.pl/rzad-rozszerza-siec-drog-platnych-firmy-transportowe-zaplaca-wiecej/ Mon, 27 Oct 2025 11:15:21 +0000 https://biznesalert.pl/?p=395836

Ministerstwo Finansów planuje rozszerzyć system e-TOLL o kolejne 645 kilometrów dróg oraz podnieść bazową stawkę opłat. Zmiany nie obejmą kierowców samochodów osobowych, ale uderzą w sektor transportowy, który już teraz mierzy się z rosnącymi kosztami działalności.

Krajowa Administracja Skarbowa, operator systemu e-TOLL, przygotowuje się do rozszerzenia sieci płatnych tras o 645 kilometrów. Opłaty będą obowiązywać wyłącznie dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony oraz autobusów.

Choć szczegółowa lista lokalizacji nie została jeszcze ujawniona, Ministerstwo Finansów zapowiada, że bramownice systemu pojawią się przede wszystkim na drogach dojazdowych do autostrad i tras ekspresowych. Prace geodezyjne są już w toku, a według PAP dokumenty realizacja projektu ma zakończyć się do nawet grudnia 2025 roku.

Zmiana stawek po raz pierwszy od dekady

Planowane rozszerzenie sieci płatnych dróg to nie jedyna zmiana. Resort finansów zapowiada również aktualizację bazowej stawki opłaty elektronicznej, która pozostawała niezmieniona przez ponad dziesięć lat – od 2011 do 2021 roku. Dotychczas była ona jedynie corocznie waloryzowana o wskaźnik inflacji.

Nowe stawki mają zostać dostosowane do obecnych realiów rynkowych, co, jak zapowiada MF, ma zapewnić większą stabilność finansową systemu i zwiększyć jego efektywność fiskalną.

Z danych resortu wynika, że wprowadzenie dodatkowych płatnych odcinków i aktualizacja stawek przyniosą budżetowi 2,77 mld zł dodatkowych wpływów już w 2026 roku. Pieniądze te trafią do Krajowego Funduszu Drogowego, który finansuje m.in. budowę i utrzymanie infrastruktury drogowej.

W dłuższej perspektywie środki mają pomóc w rozwoju nowych inwestycji oraz w modernizacji istniejących tras. Rząd nie wyklucza również, że system e-TOLL może w przyszłości objąć wszystkie drogi krajowe, których sieć liczy obecnie ponad 19 tysięcy kilometrów.

Bez zmian dla kierowców aut osobowych

Choć zapowiedzi Ministerstwa Finansów wzbudziły niepokój wśród kierowców, zmiany nie dotyczą samochodów osobowych. Opłaty nadal będą obowiązywać jedynie pojazdy ciężarowe i autobusy, które korzystają z elektronicznego systemu rozliczeń.

Dla branży transportowej to jednak poważne wyzwanie – zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów paliwa, pracy i utrzymania floty. Rozszerzenie e-TOLL może przełożyć się na wzrost cen usług transportowych, a w konsekwencji także towarów w sklepach.

Rząd podkreśla, że rozszerzenie systemu ma nie tylko zwiększyć wpływy budżetowe, ale także poprawić kontrolę nad ruchem pojazdów ciężarowych i ograniczyć zużycie infrastruktury przez transport ponadnormatywny.

Choć projekt nie przewiduje na razie objęcia opłatami wszystkich dróg krajowych, jego dalsza rozbudowa jest realna – zwłaszcza w kontekście presji na zwiększenie finansowania inwestycji drogowych.

Moto.pl/ Hanna Czarnecka

]]>
Rząd rozszerza sieć dróg płatnych. Firmy transportowe zapłacą więcej System e-TOLL na autostradzie, Fot. PAP/Roman Zawistowski
Mercedes prezentuje prototyp ze specjalną farbą fotowoltaiczną  https://biznesalert.pl/mercedes-prezentuje-prototyp-ze-specjalna-farba-fotowoltaiczna/ Sat, 25 Oct 2025 05:35:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=395753

Na targach Shanghai Fashion Week w Chinach Mercedes-Benz zaprezentował swój najnowszy prototyp Vision Iconic, pierwszy samochód wyposażony wrozwiązanie fotowoltaiczne. Innowacyjne moduły generują energię w sposób ciągły, nawet gdy pojazd jest wyłączony. Ważą tylko 50 gramów na metr kwadratowy i są cieńsze niż ludzki włos. Prototyp nie stanie się modelem seryjnym, ale oferuje podgląd nowych funkcji i systemów, które będą obecne w przyszłych samochodach. Samochód został zainspirowany modelami z lat 30-tych, a także 300 SL Gullwing, W100 600 Pullman i W108 z lat 50-tych i 60-tych. 

Według Mercedesa, fotowoltaiczna powłoka może zapewnić energię na 12 000 km jazdy rocznie w idealnych warunkach. Nie zawiera krzemu ani materiałów ziem rzadkich i może być łatwo poddana recyklingowi. Jest także możliwe nakładanie dowolnego koloru farby.  Markus Schäfer, dyrektor ds. technologii w Grupie Mercedes-Benz, jak podaje portal businessmotoring.co.uk, powiedział: „Vision Iconic uosabia naszą wizję przyszłości mobilności.” Warstwa ochronna jest to farba na bazie nanocząsteczek, która przepuszcza 94 procent energii słonecznej.

„Każdy moduł waży 50 gramów na metr kwadratowy, jest cieńszy niż ludzki włos i osiąga około 20 procent wydajności na powierzchni 11 metrów kwadratowych, co odpowiada średniej wielkości SUV-owi” – przeczytamy na stronie tego specjalistycznego portalu. Samochód może generować energię, gdy pojazd jest wyłączony i przechowywać ją bezpośrednio w akumulatorze. Dodatkowo Mercedes Benz pracuje nad tym, aby powłoka mogła pokryć wszystkie zewnętrzne powierzchnie pojazdu, dowolne podłoże, niezależnie od kształtu lub kąta.

Odnośnie do wydajności w Stuttgarcie, pojazd Mercedes-Benz zazwyczaj pokonuje 52 km dziennie, przy czym 62 procent tej odległości jest zasilane energią słoneczną bezpośrednio zasilaną akumulatorem wysokiego napięcia. W Los Angeles, zdaniem producenta, klient mógłby osiągnąć do 100 procent swojej codziennej podróży, korzystając wyłącznie z energii słonecznej. 

Inne futurystyczne rozwiązania w prototypie Mercedesa 

Niemiecki Bild opisuje także, że ten prototyp Mercedesa zawiera również obliczenia neuromorficzne w celu zmniejszenia energii wymaganej do przetwarzania danych – Neuromorphic Computing. Powinno to sprawić, że sztuczna inteligencja w samochodzie powinna być szybsza i o 90 procent bardziej wydajna, obsługując autonomiczne systemy jazdy, które pozwalają np. streamować filmy, a nawet zamknąć oczy i odpocząć.

Vision Iconic zawiera układ kierowniczy typu ster-by-wire, eliminując mechaniczne połączenie między kierownicą a przednimi kołami, aby zaoszczędzić miejsce i uprościć projektowanie wnętrza. Poza tym Vision Iconic ma ulepszoną zautomatyzowaną jazdę punkt-punkt na poziomie 2, co pozwala mu obsługiwać złożone scenariusze ruchu miejskiego.

Wnętrze prototypu Mercedesa Vision Iconic; źródło: Mercedes-Benz AG

Samochód posiada także specjalne sterowanie tylną osią, dzięki czemu samochód jest znacznie bardziej zwrotny niż samochody o podobnej długości. Wnętrze samochodu zostało zainspirowane designem Art Deco,ze szklaną konstrukcją zwaną „Zeppelin”. Wskaźniki wewnątrz są mieszanką rozwiązań analogowych i klasycznych. Gorden Wagener, dyrektor ds. projektowania w Mercedes-Benz Group, powiedział, że samochód został zainspirowany „złotą erą” projektowania samochodów z lat trzydziestych. Na ekranie znajdują się cztery zegarki, z których jeden służy jako wyświetlacz dla sztucznej inteligencji.

Czteroramienna kierownica z jednej strony wygląda klasycznie, a z drugiej nowocześnie. Logo Mercedes-Benz jest inspirowane szklaną kulą. Pasażerów wita analogowa animacja podczas otwierania drzwi. Dziennik Bild, który opisuje ten prototyp proponuje także specjalny ubiór, aby kierowca pasował do swojego samochodu. W związku z tym Mercedes wypuszcza własną kolekcję mody – w sumie sześć strojów, inspirowanych wyglądem Art Deco Vision Iconic – informuje dziennik Bild. 

Marcin Jóźwicki

]]>
Mercedes prezentuje prototyp ze specjalną farbą fotowoltaiczną  Mercedes prezentuje prototyp ze specjalną farbą fotowoltaiczną 
Europa łączy siły w kosmosie. Airbus, Thales i Leonardo tworzą giganta https://biznesalert.pl/europa-laczy-sily-w-kosmosie-airbus-thales-i-leonardo-tworza-giganta/ Sat, 25 Oct 2025 04:55:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=395761

Trzy duże europejskie koncerny lotniczo-kosmiczne – Airbus, Thales i Leonardo – zawarły porozumienie o wspólnym przedsięwzięciu, które ma zrewolucjonizować sektor satelitarny Starego Kontynentu. Planowane połączenie działalności satelitarnych funkcjonuje pod kodową nazwą „Project Bromo” i ma doprowadzić do powstania nowej europejskiej spółki kosmicznej już w 2027 roku. Jej celem jest nie tylko zwiększenie konkurencyjności Europy na globalnym rynku kosmicznym, ale przede wszystkim zapewnienie jej strategicznej autonomii w obliczu dynamicznego rozwoju systemów takich jak Starlink Elona Muska. 

Zgodnie z podpisanym Memorandum of Understanding (MoU), Airbus obejmie 35% udziałów w nowym podmiocie, natomiast Thales i Leonardo po 32,5%. Firma ma funkcjonować w oparciu o równoważny model zarządzania, z zachowaniem wspólnej kontroli i udziałem w kluczowych decyzjach operacyjnych. Struktura ta przypomina rozwiązania zastosowane w MBDA – europejskim producencie pocisków, którego współwłaścicielami są właśnie Airbus i Leonardo. 

Europejska astronomia w przestrzeni kosmicznej

Nowa spółka skonsoliduje zasoby i kompetencje z obszarów produkcji satelitów, usług telekomunikacyjnych, obserwacji Ziemi, systemów nawigacyjnych oraz zastosowań obronnych. Do planowanego podmiotu włączone zostaną m.in. Thales Alenia Space, Telespazio, Thales SESO, działy Space Systems i Space Digital Airbusa oraz pozostałe aktywa kosmiczne Leonardo i Thalesa. Łącznie w strukturach nowej firmy zatrudnienie znajdzie około 25 tysięcy osób w całej Europie. Szacunkowe roczne przychody mają wynosić 6,5 miliarda euro, przy portfelu zamówień przekraczającym trzyletni poziom sprzedaży. 

Projekt nie zakłada przejęć ani wykupu – integracja ma odbyć się poprzez połączenie aktywów bez zmiany właścicieli. Taka formuła pozwala zachować elastyczność i chronić interesy narodowe poszczególnych państw. Wartość całego przedsięwzięcia szacowana jest na około 10 miliardów euro. Nowa spółka może otrzymać siedzibę główną we Francji, co w kontekście unijnej kontroli antymonopolowej i politycznych wrażliwości – szczególnie dotyczących systemów obronnych – może wymagać dodatkowych zabezpieczeń i ustaleń międzypaństwowych. 

Przedsięwzięcie, znane jako „Project Bromo”, to także bezpośrednia odpowiedź Europy na ekspansję megakonstelacji Starlink, rozwijanej przez SpaceX. Tylko do października 2025 roku amerykańska firma wystrzeliła 10 044 satelity, z czego 8664 aktywnie działa na orbicie. System ten wykorzystywany jest m.in. w Ukrainie do zapewnienia łączności w sektorach krytycznych, takich jak kolej, edukacja i służba zdrowia. Starlink rozwija również technologię komunikacji bezpośrednio z telefonami komórkowymi i dysponuje zgodą na rozmieszczenie nawet 12 tysięcy satelitów. Docelowo megakonstelacja może liczyć ponad 30 tysięcy jednostek. 

W tym kontekście europejska inicjatywa nabiera strategicznego znaczenia. Ma ona nie tylko wzmocnić pozycję kontynentu na rynku komercyjnym, ale także zabezpieczyć suwerenność technologiczną Unii Europejskiej. Konsolidacja europejskich zasobów satelitarnych pozwoli efektywniej konkurować z amerykańskimi i chińskimi graczami, a także zwiększyć zdolność do realizacji dużych projektów obronnych i konstelacyjnych. 

Twórcy projektu spodziewają się osiągnięcia znacznych synergii – nawet kilkuset milionów euro rocznie w zyskach operacyjnych w ciągu pięciu lat od rozpoczęcia działalności. Oszczędności mają wynikać m.in. z optymalizacji procesów produkcji, badań i rozwoju, a także integracji operacyjnej i zarządzania projektami. 

Choć podpisano już wstępne porozumienie (Memorandum of Understanding), przed nową spółką stoją liczne wyzwania regulacyjne. Projekt musi zostać zatwierdzony przez Komisję Europejską, a także uzyskać zgody rządów krajowych – zwłaszcza Francji i Włoch – w kontekście ochrony narodowych interesów i technologii wrażliwych, takich jak systemy komunikacji wojskowej. Regulacyjne i polityczne uzgodnienia mogą potrwać nawet do 2028 roku. 

Kodowa nazwa projektu – „Bromo” – została zaczerpnięta od aktywnego wulkanu na Jawie Wschodniej w Indonezji. Symbolizuje ona potęgę natury, energię oraz przebudzenie – w tym przypadku, „erupcję” europejskiego sektora kosmicznego, który przez lata pozostawał w cieniu bardziej agresywnych globalnych rywali. 

Jeśli proces przebiegnie zgodnie z planem, już w 2027 roku Europa zyska zintegrowanego gracza na rynku satelitarnym, zdolnego do rywalizacji z największymi – zarówno w sektorze cywilnym, jak i obronnym. Project Bromo może okazać się punktem zwrotnym dla europejskiej gospodarki kosmicznej, wyznaczając nowe standardy współpracy przemysłowej na kontynencie. 

Paweł Ziemnicki

]]>
Europa łączy siły w kosmosie. Airbus, Thales i Leonardo tworzą giganta Ziemia z kosmosu. Fot. Freepik
Nowa odsłona tunelu łączącego Rosję ze Stanami Zjednoczonymi  https://biznesalert.pl/nowa-odslona-tunelu-laczacego-rosje-ze-stanami-zjednoczonymi/ Thu, 23 Oct 2025 04:55:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=395639

Koncepcja połączenia Azji z Ameryką przez Cieśninę Beringa ponawiana jest od blisko półtora wieku. Obecna jej wersja jest nieoficjalną rosyjską propozycją skierowaną do Donalda Trumpa, jako prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od lat prowadzone studia na ten temat wskazują trzy cele związane z realizacją tego tunelu; połączenie kolejowe trzech kontynentów (Ameryka – Azja – Europa), amerykańskie inwestycje w rozwój rosyjskiego Dalekiego Wschodu oraz łatwy i bliski dostęp Stanów Zjednoczonych do potrzebnych im pilnie surowców. 

Koncepcja powrotu do projektu połączenia Rosji ze Stanami Zjednoczonymi tunelem pod Cieśniną Beringa, wzbudziła zainteresowanie mediów na całym świecie. O tym, że propozycja ta rozpatrywana jest na najwyższych szablach władzy, świadczy wypowiedź  prezydenta Donalda Trumpa na konferencji prasowej 17 października, po spotkaniu z Wołodymyrem Zelenskim. Według New York Post, zapytany w tej kwestii, prezydent USA odpowiedział: właśnie o tym usłyszałem – o tunelu z Rosji na Alaskę. To interesująca sprawa. Musimy się nad tym zastanowić.  

Boring Company Elona Muska jako potencjalny wykonawca

Ta sam gazeta twierdzi, że jest to pomysł szalony i absurdalny, tym bardziej, że według rosyjskich propozycji jej głównym wykonawcą ma być amerykańska firma Elona Muska – Boring Company, która nie ma żadnego doświadczenia w budowie tego rodzaju obiektów w tak ekstremalnych i arktycznych warunkach. Przy tej okazji gazeta przypomina wielokrotne rozmowy tego amerykańskiego miliardera z Władimirem Putinem na temat wspólnych interesów gospodarczych, sugerując, że temat ten od dawna jest przedmiotem amerykańsko – rosyjskich negocjacji.  

Prasa Wielkiej Brytanii bardziej spokojnie reaguje na tego rodzaju wiadomości. Moskiewski korespondent agencji Reuters informuje, że propozycja tego tunelu w tym samym dniu została ogłoszona przez Kirilla Dmitriewa, pełnomocnika prezydenta Władimira Putina ds. inwestycji i szefa rosyjskiego funduszu majątku narodowego RDIF. Propozycja Dmitriewa zbiegła się z czwartkową rozmową telefoniczną Putina z Trumpem, podczas której omówiono możliwe rozwiązania wojny na Ukrainie.  

Propozycja Dmitriewa zakłada realizację projektu budowlanego o wartości 8 miliardów dolarów, finansowanego przez Moskwę i „partnerów międzynarodowych”. Celem projektu jest zbudowanie 70-milowego (112 km) połączenia kolejowego i towarowego w niecałe osiem lat.  Dmitriew na portalu X napisał, że marzenie o połączeniu USA – Rosja przez Cieśninę Beringa odzwierciedla trwałą wizję – od linii kolejowej Syberia – Alaska z 1904 roku po rosyjski plan z 2007 roku.  RDIF przeanalizował istniejące propozycje i wesprze najbardziej realną w tym linię kolejową USA – Kanada – Rosja – Chiny,  

Cieśnina Beringa – naturalna granica

Cieśnina Beringa w najwęższym miejscu ma szerokość 82 km. Oddziela ona rozległy i słabo zaludniony region Czukotki od Alaski. Małe wyspy Diomedesa, jedna rosyjska, a druga amerykańska, leżą pośrodku cieśniny, w odległości zaledwie 4 km od siebie.  

Dmitriew, który nawiązał współpracę ze Stevem Witkoffem, specjalnym wysłannikiem Trumpa,  zasugerował, że amerykańscy potentaci energetyczni mogliby dołączyć do rosyjskich projektów w Arktyce, zaproponował, aby tunel budowała The Boring Company, amerykańska firma zajmująca się budową tuneli, której właścicielem jest amerykański multimiliarder Elon Musk. 

Techniczne ryzyka

Budowa podmorskiego tunelu w Cieśninie Beringa wymagałaby od firmy Boring Company Muska pracy w temperaturach poniżej zera w regionie pozbawionym istniejącej infrastruktury oraz w rejonach, w których często występują głębokie trzęsienia ziemi. Tymczasem firma ta nie ma w tej dziedzinie żadnego doświadczenia.  

Dzień wcześniej przed opisanymi wydarzeniami w Białym Domu,  amerykański tygodnik EIR (Executive Intelligence Review) podał informację, że wybrana do Kongresu z Florydy, Anna Paulina Luna w dniu 14 października otrzymała od ambasadora Rosji wydruk raportu na temat zamachu na JFK. Jedna z 386 stron tego raportu stanowi ręcznie narysowana mapa „Mostu Pokoju Światowego im. Kennedy’ego – Chruszczowa”, połączenia lądowego łączącego Alaskę z Syberią, która stała się powodem współczesnego rozwinięcia tej propozycji przez Kirylla Dmitriewa.  

Weekendowe wydanie brytyjskiego portalu Sky News podaje, że według wspomnianego pełnomocnika ds. inwestycji rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, badania nad wykonalnością tunelu łączącego USA i Rosję rozpoczęły się już sześć miesięcy temu.

Adam Maksymowicz

]]>
Nowa odsłona tunelu łączącego Rosję ze Stanami Zjednoczonymi  Nowa odsłona tunelu łączącego Rosję ze Stanami Zjednoczonymi 
Chiny ograniczają eksport metali ziem rzadkich  https://biznesalert.pl/chiny-ograniczaja-eksport-metali-ziem-rzadkich/ Tue, 21 Oct 2025 05:15:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=395490

Decyzja Chin o zaostrzeniu kontroli eksportu metali ziem rzadkich natychmiast odbiła się na amerykańskich rynkach. USA przygotowują odpowiedź, a ekspert określa krok Pekinu jako wzmocnienie pozycji w negocjacjach z Waszyngtonem. 

9 października 2025 roku władze Chin poinformowały o wprowadzeniu nowych ograniczeń eksportowych obejmujących kilka metali ziem rzadkich, w tym holmu, erbu, tulu, europu i itru. W ramach tych zmian zaostrzono również przepisy dotyczące obrotu urządzeniami wykorzystywanymi do ich przetwarzania, które znalazły się na zaktualizowanej liście kontrolnej chińskiego Ministerstwa Handlu. 

Zarządzenie ma zostać wprowadzone w kilku etapach, z realizacją pierwszego z nich zaplanowaną na 8 listopada. 

Notowania w górę  

Tuż po ogłoszeniu tej decyzji notowania amerykańskich spółek zajmujących się wydobyciem metali ziem rzadkich i minerałów krytycznych gwałtownie poszybowały w górę. 

Kurs akcji USA Rare Earth wzrósł o 15 procent, NioCorp Developments o około 12, Ramaco Resources o ponad 11, a Energy Fuels o ponad 9. MP Materials odnotowało wzrost o 2 procent, Albemarle zyskało około 5, Trilogy Metals niemal 4, natomiast Lithium Americas – około 2 procent. 

Amerykańska odpowiedź  

Telewizja CNBC podaje, że Waszyngton aktualnie bada konsekwencje wprowadzonych przez Chiny ograniczeń, które mają na celu wzmocnienie wpływu Pekinu na światowe łańcuchy dostaw technologii. Ze względu na strategiczne znaczenie metali ziem rzadkich dla amerykańskiego przemysłu rząd intensyfikuje działania na rzecz rozwoju krajowych źródeł tych surowców. 

„Biały Dom wraz z odpowiednimi agencjami szczegółowo ocenia skutki nowych regulacji, wprowadzonych bez wcześniejszego uprzedzenia, które najwyraźniej mają służyć umocnieniu chińskiej kontroli nad globalnym rynkiem technologii.” — przekazał anonimowo przedstawiciel administracji Donalda Trumpa w rozmowie z CNBC. 

Sekretarz skarbu, Scott Bessent, oraz przedstawiciel handlowy USA, Jamieson Greer, oskarżyli Chiny o stosowanie „ekonomicznego przymusu” i zapowiedzieli, że Stany Zjednoczone są przygotowane na podjęcie działań odwetowych, w tym wprowadzenie 100-procentowych ceł na chińskie towary. 

Bessent podkreślił jednak, że celem administracji jest rozmowa, nie eskalacja – i że Waszyngton będzie dążyć do dialogu z Pekinem, by uniknąć otwartego konfliktu handlowego. Z kolei, prezydent Donald Trump podczas konferencji prasowej w Białym Domu zorganizowanej 15 października stwierdził, że Stany Zjednoczone są już „w trakcie” wojny handlowej z Państwem Środka. 

W lipcu Departament Obrony Stanów Zjednoczonych zawarł wyjątkową umowę z firmą MP Materials, największym krajowym producentem metali ziem rzadkich, obejmującą zakup udziałów w tym przedsiębiorstwie. Wkrótce potem rząd USA zainwestował również w spółki Lithium Americas oraz Trilogy Metals. 

Analityk firmy doradczej z zakresu bankowości, Evercore ISI, Neo Wang, ocenił że wprowadzone przez Pekin ograniczenia eksportowe „mają wzmocnić pozycję negocjacyjną Xi Jinpinga” przed jego ewentualnym spotkaniem z prezydentem Trumpem w listopadzie tego roku. 

Polska i metale ziem rzadkich  

Polska nie odgrywa obecnie istotnej roli w globalnym łańcuchu dostaw metali ziem rzadkich. Nasz kraj importuje te pierwiastki jedynie w niewielkich ilościach, głównie w formie związków chemicznych lub półproduktów, które trafiają do przemysłu elektronicznego i chemicznego. 

Najwięcej metali ziem rzadkich, w tym skandu i itru, Polska sprowadza z krajów Unii Europejskiej – przede wszystkim z Holandii, Niemiec i Belgii, a w mniejszych ilościach z Chin. 

Według danych z systemu WITS (World Integrated Trade Solution), całkowity roczny import metali ziem rzadkich do Polski wynosi jedynie poniżej kilku milionów dolarów. 

Tomasz Winiarski  

]]>
Chiny ograniczają eksport metali ziem rzadkich  Donald Trump i Xi Jinping. Fot.: Wikimedia Commons
Ukraina ma czym uderzyć w głąb Rosji. Poznaj jej arsenał https://biznesalert.pl/ukraina-moze-uderzyc-w-serce-rosji-poznaj-jej-arsenal/ Sat, 04 Oct 2025 04:55:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=394509

Waszyngton zgodził się dzielić z Kijowem danymi wywiadowczymi, które mają pomóc w planowaniu ataków dalekiego zasięgu na cele w głębi Rosji. Równolegle Ukraina przyspiesza własne programy rakietowe i dronowe. Efekt? Rosyjska logistyka, energetyka i przemysł zbrojeniowy coraz częściej znajdują się w zasięgu ukraińskich środków rażenia – i to nie tylko dzięki zachodnim dostawom, ale także rodzimym konstrukcjom.

Decyzja amerykańskiej administracji to przełom. Chodzi nie tylko o same pociski, ale przede wszystkim o dane rozpoznawcze – te, które pozwalają precyzyjnie wskazać rafinerie, węzły energetyczne czy bazy lotnicze setki kilometrów za linią frontu. Zgoda Waszyngtonu oznacza, że ukraińskie ataki przestają być strzałem „na ślepo”, a stają się chirurgicznymi uderzeniami w najwrażliwsze punkty rosyjskiej infrastruktury.

W kuluarach mówi się też o rozszerzeniu pakietu uzbrojenia dalekiego zasięgu. Na stole leżą nazwy, które jeszcze niedawno wydawały się nieosiągalne – Tomahawk, SM-6, a nawet systemy Typhon. Ale już sama możliwość korzystania z amerykańskiego wywiadu to zmiana reguł gry.

Ukraińskie projekty: od Neptuna do Flamingo

Ukraińska odpowiedź na rosyjską przewagę ogniową to własne konstrukcje rakietowe. „Neptun” zaczynał jako broń przeciwokrętowa, ale dziś w wersji lądowej sięga znacznie dalej. Lecąc tuż nad ziemią, naprowadzany przez system satelitarny, potrafi uderzyć w cele, które Moskwa uważała za bezpieczne. To właśnie ta rakieta stała się symbolem odbudowy ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego.

Obok niej pojawia się „Wilcha” – zmodernizowany system wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, zdolny do rażenia zaplecza operacyjnego z większą precyzją niż stare, postsowieckie Grad czy Smiercz. To ciężka artyleria, która potrafi „wyczyścić” obszar zaplecza przeciwnika.

Coraz większe emocje budzą także drony-rakiety. „Palyanytsia” już trafia do seryjnej produkcji, „Pekło” zaprezentowano publicznie jako broń uderzeniową o zasięgu dalekiego dystansu, a „Ruta” – niewielki, odrzutowy dron – potrafi przenosić głowice od 20 do 100 kilogramów, w zależności od wersji. Startuje z rakietowego przyspieszacza, może lądować na spadochronie i sprawdza się zarówno w roli zwiadowcy, jak i nośnika ładunku bojowego.

Najwięcej szumu wywołał jednak „Flamingo” – nowa rakieta manewrująca, której parametry budzą respekt, ale i sceptycyzm. Według producenta jej zasięg sięga nawet 3000 kilometrów, a głowica bojowa waży tonę. To oznacza, że w zasięgu znajdowałyby się nie tylko Moskwa, ale cała europejska część Rosji. Eksperci podchodzą do tych deklaracji ostrożnie – podkreślają, że prawdziwym sprawdzianem będzie użycie bojowe – ale już sama architektura Flamingo wpisuje się w ukraińską doktrynę: „uderzaj daleko, dezorganizuj logistykę”.

Zachodnie wektory

Na froncie zdążyliśmy już zobaczyć szczątki amerykańskich ATACMS, które spadły m.in. w Taganrogu. Teraz mówi się o ich następcy – PrSM (Precision Strike Missile), rakiecie o zasięgu pół tysiąca kilometrów, z możliwością rozwoju do tysiąca. Wyrzutnie HIMARS i MLRS, które Ukraina już posiada, są z nimi kompatybilne. Prędkość quasi-balistyczna utrudnia przechwycenie, a dostęp do choćby kilkuset takich pocisków zmieniłby układ sił, pozwalając razić strategiczne cele w głębi Rosji.

Jeszcze poważniejszym wzmocnieniem mogłyby być systemy Typhon – lądowe wyrzutnie dla Tomahawków i SM-6. Pocisk Tomahawk z konwencjonalną głowicą ma zasięg powyżej 1,5 tys. km, a z głowicą jądrową (co w tym przypadku oczywiście nie wchodzi w grę) nawet 2,5 tys. km. SM-6 potrafi zwalczać cele powietrzne, rakietowe i naziemne, a ich obecność na Ukrainie, choćby czasowa, byłaby dla Kremla sygnałem odstraszającym.

Jak wynika z cytowanych przez Reutera danych Pentagonu, amerykański rząd planuje w 2026 roku zakup dodatkowych 57 Tomahawków, których koszt wynosi około 1,3 mln dolarów za sztukę.

Warto też wspomnieć o sprawdzonym zachodnim efekorze klasy powietrze-ziemia — pocisku Storm Shadow (we Francji znanym jako Scalp). Ten angielsko-francuski pocisk dalekiego zasięgu był używany już w konfliktach od 2003 r. (m.in. w Zatoce Perskiej, Iraku i Libii) i waży około 1,3 tony, oferując zasięg do  około 250 km. Producent, MBDA, podkreśla, że Storm Shadow to broń „dziennej i nocnej precyzji”: łączy nawigację satelitarną (GPS), pokładowe systemy naprowadzania i mapowanie terenu, a po starcie zniża lot do poziomu „dostosowanego do rzeźby terenu”, co utrudnia jego wykrycie.

W końcowym podejściu wbudowany sensor na podczerwień dopasowuje obraz celu do zapisanych w pamięci zdjęć, zapewniając trafienie z dużą dokładnością, zaś tandemowa głowica z ładunkiem inicjującym pozwala najpierw przebić konstrukcję (bunkier, warstwę ziemi), a potem opóźnionym zapalnikiem wyzwolić główną eksplozję — cecha ceniona przy atakach na obiekty podziemne i dobrze chronione.

Po co to wszystko?

Ukraina nie rozwija swojego arsenału rakietowego w próżni. Każdy nowy pocisk to narzędzie mające uderzyć w konkretne rosyjskie zdolności. Rafinerie i rurociągi pozbawiają Moskwę dochodów z eksportu paliw. Zakłady zbrojeniowe i ośrodki obsługi samolotów – jak baza dla samolotów A-50 – to cios w „kręgosłup” armii. Mosty i węzły kolejowe spowalniają rotację oddziałów, a każdy taki atak wymusza na Rosji dodatkowe wydatki na ochronę. Każda wyrzutnia i każda bateria przeciwlotnicza, której trzeba pilnować w głębi kraju, to miliardy rubli mniej na front.

Nie wszystkie parametry podawane przez Kijów da się od razu zweryfikować. Eksperci ostrzegają, że np. zapowiedzi dotyczące Flamingo mogą być zbyt optymistyczne. Rosja także nie śpi – wzmacnia systemy obrony powietrznej i walki radioelektronicznej w swojej głębi. Kluczowe będzie więc zwiększanie odporności systemów na zakłócenia, wprowadzanie wabików i misji saturacyjnych. Do tego dochodzi kwestia produkcji – realny efekt pojawi się dopiero wtedy, gdy ukraińskie zakłady będą w stanie dostarczać dziesiątki pocisków miesięcznie.

Nie można też zapominać o polityce. Zgoda USA na udostępnianie danych wywiadowczych to kamień milowy, ale „czerwone linie” mogą się zmieniać wraz z kalkulacjami Waszyngtonu i innych stolic NATO.

Wojna na odległość

Decyzja USA przenosi akcent z frontu na głęboki tył Rosji. Ukraińskie rakiety – od Neptuna, przez Wilchę i Rutę, aż po Flamingo – przestają być ciekawostką technologiczną, a stają się elementem strategii. Jeśli Kijów utrzyma tempo i zwiększy produkcję, a Zachód dołoży wsparcie w postaci systemów PrSM i Typhon, to w przyszłości mogą przynieść nową fazę wojny. To już nie będzie tylko walka o kolejne kilometry frontu, lecz wojna na wyniszczenie prowadząca do paraliżu rosyjskiego przemysłu i logistyki – wojna na odległość.

Hanna Czarnecka

]]>
Ukraina ma czym uderzyć w głąb Rosji. Poznaj jej arsenał Ukraiński przeciwokrętowy pocisk R-360 Neptun. foto: Defense of Ukraine/X
Ørsted pod presją. Amerykański zakaz wstrząsnął rynkiem offshore https://biznesalert.pl/orsted-pod-presja-amerykanski-zakaz-wstrzasnal-rynkiem-offshore/ Thu, 02 Oct 2025 05:05:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=394353

Ørsted, duński lider w branży morskiej energetyki wiatrowej, na przełomie sierpnia i września przeszedł prawdopodobniej jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii. Decyzja administracji Donalda Trumpa o wstrzymaniu prac przy niemal ukończonym projekcie Revolution Wind — farmie wiatrowej typu offshore u wybrzeży Rhode Island — uruchomiła lawinę problemów: od gwałtownego spadku wartości akcji firmy, przez wzrost niepewności regulacyjnej w USA, po konieczność wzmocnienia kondycji finansowej całej grupy. Na szczęście, decyzja została cofnięta i prace nad projektem mogły zostać wznowione, jednak „niesmak pozostał”.  

O czym dokładnie mowa?

22 sierpnia amerykańskie Biuro ds. Zarządzania Energią Oceanów (BOEM), podległe Departamentowi Zasobów Wewnętrznych, nakazało natychmiastowe wstrzymanie prac przy Revolution Wind. W uzasadnieniu powołano się ogólnie na kwestie „bezpieczeństwa narodowego” i potrzebę ochrony interesów USA w ich wyłącznej strefie ekonomicznej oraz na wodach terytorialnych. W rezultacie, Ørsted i jego partnerzy – Skyborn Renewables i fundusz Global Infrastructure Partners – musieli całkowicie zawiesić budowę. 

W chwili wstrzymania prac, projekt był ukończony w ok. 80 procent. Zainstalowano 45 z 65 turbin, zdobyto wszystkie niezbędne pozwolenia federalne i stanowe, a uruchomienie produkcji energii planowano na połowę 2026 roku. 

Historyczny spadek akcji

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że na kilka dni przed wydaniem zakazu, 11 sierpnia, Ørsted ogłosił plan pozyskania 60 miliardów koron duńskich (ok. 8 miliardów euro) poprzez emisję nowych akcji, skierowaną do obecnych udziałowców. Środki miały sfinansować końcowy etap inwestycji. Informacja o wstrzymaniu budowy uderzyła więc w najbardziej wrażliwym momencie — i niemal natychmiast wywołała panikę na rynku. Kurs akcji Ørsted spadł o 16–17 procent, osiągając historyczne minimum. 

Zatrzymanie prac było nie tylko poważnym ciosem finansowym dla deweloperów, ale również sygnałem ostrzegawczym dla inwestorów. W obliczu planowanego zwiększenia kapitału, sytuacja na rynku stała się wyjątkowo napięta. Zawieszenie Revolution Wind uderzyło też w reputację firmy — pojawiły się obawy, że podobne decyzje mogą zagrozić innym projektom Ørsted w USA, zwłaszcza farmie Sunrise Wind, której firma jest wyłącznym właścicielem. 

Dodatkowym problemem okazały się szybko rosnące dodatkowe koszty — zarówno bezpośrednie, wynikające z opóźnień i utrzymania placu budowy, jak i pośrednie: związane z ryzykiem prawnym, utrzymaniem płynności finansowej oraz wzrostem kosztów finansowania inwestycji. To wszystko sprawiło, że Ørsted znalazł się pod ogromną presją – i to nie tylko ze strony rynku, ale też opinii publicznej.  

Rynek amerykański coraz mniej przyjazny dla OZE

Wizerunkowo Ørsted również miał wiele do stracenia. Dotąd postrzegana jako jeden z globalnych liderów transformacji energetycznej, firma musiała przemyśleć w jaki sposób będą mogli odbudować zaufanie — nie tylko do własnych projektów, ale i do stabilności rynku odnawialnych źródeł energii w USA. Wydarzenia ostatnich tygodni wpisują się bowiem w szerszy trend: administracja Trumpa coraz wyraźniej wycofuje się ze wspierania energetyki odnawialnej, co może oznaczać długofalowe problemy dla firm działających na tym rynku. 

Choć zarząd Ørsted – wspierany przez rząd Danii – zapewniał, że plan podwyższenia kapitału pozostaje aktualny, a firma zamierza walczyć o wznowienie budowy w sądzie, rynek stawiał te deklaracje pod dużym znakiem zapytania. Na szczęście, mimo wielkich zawirowań, wszystko zakończyło się pozytywnie. 22 września, amerykański sąd (z siedzibą w Waszyngtonie) wydał zgodę na wznowienie prac przy projekcie Revolution Wind.

Mimo radości, nie można nie brać pod uwagę wpływu, jaki jeden miesiąc „bezczynności” miał na bilans finansowy firmy:  każdy dzień opóźnienia kosztował Ørsted aż 2 miliony dolarów. Decyzja przyniosła natychmiastowy efekt nie tylko inwestycyjnie, ale również jeśli chodzi o rynek kapitałowy – akcje spółki już tego samego dnia wzrosły o 9 procent, osiągając poziom 11,60 dolarów za sztukę. Mimo to Departament Spraw Wewnętrznych USA zapowiedział, że nadal będzie prowadził kontrolę projektu także w trakcie trwania prac. 

Revolution Wind jako sygnał ostrzegawczy

Podsumowując: Ørsted znalazł się na rozdrożu. Ogromna skala inwestycji, rosnące ryzyko polityczne i regulacyjne w USA, presja finansowa oraz spadające zaufanie inwestorów – wszystko to splata się w skomplikowany węzeł problemów. Mimo, że projekt Revolution Wind został wznowiony już po miesiącu, skutki, z którymi musi sobie radzić firma są nie tylko finansowe, ale również strategiczne.

Taka „niespodzianka” z pewnością wpływa na re-ewaluacje czy warto kontynuować obecność na rynku wind off-shore w Stanach Zjednoczonych. Zaistniała sytuacja to problem nie tylko dla Ørsted, ale sygnał ostrzegawczy dla całego sektora. Administracja Trumpa wielokrotnie zapowiadała, że chce zwiększyć niezależność energetyczną Stanów Zjednoczonych i ograniczyć wpływy zagranicznych inwestorów. Czy Revolution Wind to pierwsza ofiara tej polityki w sektorze energetycznym? Jeśli tak, może to oznaczać początek nowego etapu, w którym regulacje i decyzje polityczne będą miały większy wpływ na projekty offshore niż czynniki ekonomiczne czy technologiczne. Dla firm z branży to sygnał, że ryzyka geopolityczne stają się równie istotne, jak ryzyka finansowe i operacyjne. 

Magdalena Kuffel

]]>
Ørsted pod presją. Amerykański zakaz wstrząsnął rynkiem offshore Ørsted, duński lider w branży morskiej energetyki wiatrowej, na przełomie sierpnia i września przeszedł prawdopodobniej jeden z najtrudniejszych momentów w swojej historii, Foto orsted.dk
System kaucyjny z lukami. Ekspertka: Polacy mogą stracić zaufanie https://biznesalert.pl/system-kaucyjny-z-lukami-ekspertka-polacy-moga-stracic-zaufanie/ Wed, 01 Oct 2025 04:45:00 +0000 https://biznesalert.pl/?p=394169

1 października 2025 r. ma ruszyć ogólnopolski system kaucyjny, obejmujący plastikowe butelki do 3 l, puszki do 1 l oraz szklane butelki wielokrotnego użytku. System omija szkło jednorazowe i wsparcie dla małych sklepów. Zdaniem dr Anny Hełki z Uniwersytetu SWPS w Katowicach, sukces reformy zależeć będzie nie tylko od infrastruktury, ale także od zaufania społecznego i właściwej komunikacji.

Doktor Anna Hełka podkreśliła, że idea kaucyjna ma duże poparcie społeczne. Wskazała na swoje mini-badanie w mediach społecznościowych, które pokazało, że „zdecydowana większość respondentów uważa wprowadzenie systemu za bardzo dobry pomysł”. Wiele osób porównywało go do rozwiązań funkcjonujących w Skandynawii, szczególnie w Norwegii.

Jednocześnie, jak zauważyła ekspertka, dominowało przekonanie, że obecny kształt systemu jest niedopracowany. Problemem jest zarówno ograniczony zakres opakowań, jak i brak powszechności punktów odbioru. „System powinien być tak skonstruowany, by właściwie wszystkie opakowania nadające się do recyklingu można było zwrócić w dowolnym sklepie. To miałoby największy sens” – oceniła ekspertka w rozmowie z Biznes Alert.

Jakie mogą być codzienne bariery ?

Hełka zwróciła uwagę na praktyczne trudności dla konsumentów. Po latach edukacji w duchu zgniatania butelek i puszek teraz mają one pozostać w nienaruszonym kształcie. „To dla wielu osób będzie wyzwaniem – musimy oduczyć się nawyku zgniatania opakowań, który utrwalał się przez lata” – zaznaczyła.

Na osiedlu w Markach w małym sklepem stoi metalowy kosz. W teorii ma zachęcać do recyklingu, w praktyce częściej zniechęca. Już w połowie dnia jest pełny, do kosza nie da się wrzucić żadnej puszki, a klienci kręcą głowami. „Raz spróbowałam, ale skoro nie miałam gdzie wrzucić, to już więcej nie wróciłam” – przyznaje mieszkanka osiedla. To pokazuje, jak łatwo dobre chęci mogą się rozbić o brak miejsca w koszu i zniechęcić do recyklingu w przyszłości.

W ocenie psycholożki, szczególne trudności mogą mieć małe sklepy, które często nie dysponują miejscem ani zapleczem technicznym, by ustawić automat kaucyjny. To potwierdza też stanowisko Polskiej Izby Handlu, która ostrzega przed obciążeniem sektora MŚP.

Komunikacja spóźniona i niewystarczająca

Największym problemem jest jednak, zdaniem Hełki, brak odpowiedniej kampanii informacyjnej. „Obecne działania rozpoczęto zbyt późno i ograniczono do jednego medium. W tak dużej zmianie potrzebna jest wielokanałowa komunikacja dopasowana do różnych grup konsumentów – od telewizji i radia, przez media społecznościowe, aż po plakaty w sklepach” – wskazała.

Ekspertka dodała, że szczególną rolę powinni odegrać autorytety społeczne i osoby znane, które nadałyby systemowi wiarygodności. „Ludzie chętniej przyjmują zachowania, które widzą u aktorów, polityków czy nawet youtuberów. To tworzy normę społeczną” – oceniła.

Ryzyko utraty zaufania

Dr Hełka ostrzegła, że w obecnym kształcie system może rozczarować nawet osoby nastawione pozytywnie. „Obawiam się, że tak jak w przypadku segregacji odpadów, może pojawić się poczucie, że to nie ma sensu, bo system działa źle albo jest nieszczelny. A to grozi utratą zaufania do całej idei” – stwierdziła.

Zaznaczyła też, że zbyt niska kwota kaucji może dla części konsumentów nie stanowić wystarczającej motywacji. „Może pojawić się myślenie: skoro już zapłaciłem 50 groszy, to mogę wyrzucić butelkę byle gdzie, bo ktoś inny ją odda” – podkreśliła.

Co obejmuje system, a co pomija?

Kaucją zostaną objęte:

  • plastikowe butelki do 3 litrów (50 gr),
  • puszki metalowe do 1 litra (50 gr),
  • szklane butelki wielokrotnego użytku do 1,5 litra (1 zł).

Pominięto jednak szklane butelki jednorazowe, w tym popularne opakowania po mocnych alkoholach czy tzw. „małpkach”, które dziś widać wszędzie – na trawnikach, chodnikach i ławkach w parkach. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, decyzja o tym, czy butelka jest wielorazowa, zależy wyłącznie od producenta.

Janusz Kamiński, rzecznik prasowy Eneris, do którego należy Reselekt, ogólnopolski operator systemu kaucyjnego, wyjaśnił dla Biznes Alert, że szkło wielorazowe to butelki zaprojektowane tak, by po opróżnieniu mogły wracać do producenta, być myte i ponownie napełniane. Dlatego są one grubsze, bardziej odporne na uszkodzenia i oznaczane jako zwrotne. Natomiast szkło jednorazowe, choć także może być objęte kaucją, po zwrocie nie wraca do producenta, lecz trafia do recyklingu i jest przetapiane na nowe opakowania. Typowe butelki po piwie stanowią przykład szkła wielorazowego, a butelki po winie czy sokach – szkła jednorazowego. O tym, w jakim rodzaju butelki trafi na rynek napój, decyduje producent, biorąc pod uwagę kwestie kosztowe, logistyczne i wizerunkowe. W systemie kaucyjnym oba typy szkła funkcjonują równolegle, choć ich dalsze życie wygląda inaczej: butelki wielorazowe pozostają w obiegu i są wykorzystywane ponownie, a jednorazowe trafiają do recyklingu, co pozwala utrzymać wysoki poziom zbiórki i ograniczyć ilość odpadów.

Resort klimatu zapowiada jednak, że będzie analizował możliwość ich włączenia w kolejnych etapach reformy. Taka zmiana wymagałaby konsultacji z branżą handlową i producentami oraz dokładnej analizy kosztów i potencjalnych korzyści środowiskowych. W tle pojawia się także dyskusja o standaryzacji butelek szklanych wielokrotnego użytku, co mogłoby uprościć logistykę zwrotów i zwiększyć efektywność całego systemu.

Wiceminister klimatu Anita Sowińska tłumaczy, że zrezygnowano z objęcia szkła jednorazowego na prośbę właścicieli małych sklepów, którzy nie poradziliby sobie z przyjmowaniem takiej liczby butelek. Resort nie wyklucza jednak przyszłych zmian. – Taka inicjatywa może się pojawić, ale wymaga konsultacji – podkreśla Sowińska w rozmowie z gazeta.pl.

Sklepy w centrum problemu

Zgodnie z ustawą:

  • sklepy powyżej 200 m² będą musiały przyjmować opakowania z logo systemu,
  • mniejsze punkty mogą przyłączyć się dobrowolnie, ale wielu z nich brakuje środków na odpowiednią infrastrukturę.

Polska Izba Handlu alarmuje, że brakuje mechanizmów wsparcia dla małych placówek, które nie są w stanie z własnej kieszeni zakupić i utrzymywać automatów do zbierania opakowań. – Popieramy proekologiczne działania, ale nie kosztem sklepów. Ignorowanie postulatów branży zagraża stabilności MŚP – ocenia prezes PIH Maciej Ptaszyński w rozmowie z legaartis.pl.

Do tego dochodzi brak wystarczającej kampanii informacyjnej. Konsumenci nie wiedzą, które butelki będzie można oddać i gdzie – co rodzi ryzyko dezorientacji, nieporozumień i… zaśmiecania sklepów detalicznych odpadami spoza systemu.

Ekspertka przypomniała, że Polska nie zaczyna od zera. „Starsze pokolenia pamiętają system kaucyjny z lat 80. i 90., gdzie oddawanie butelek było czymś naturalnym. Teraz wracamy do tego w nowoczesnej wersji – z automatami i większą skalą” – wskazała.

Jej zdaniem priorytetem powinno być teraz usprawnienie komunikacji i przyznanie otwarcie, że system nie jest idealny, ale lepiej go wdrożyć i poprawiać w trakcie niż nie robić nic. „Uczciwość i transparentność wobec konsumentów to klucz do utrzymania pozytywnego nastawienia” – podsumowała Hełka.

Choć system kaucyjny niesie ogromny potencjał – od korzyści środowiskowych po nowe miejsca pracy – jego sukces zależy od akceptacji społecznej i gotowości na zmianę codziennych nawyków. Wersja, która wejdzie w życie jesienią, nie jest kompletna – i to może zniechęcić część konsumentów.

Hanna Czarnecka

]]>
System kaucyjny z lukami. Ekspertka: Polacy mogą stracić zaufanie System kaucyjny (zdjęcie ilustracyjny). Fot. PAP/Piotr Polak