Perzyński: Spór sparaliżował COP25

17 grudnia 2019, 07:31 Środowisko
Szczyt COP25 w Madrycie. Źródło: Flickr
Szczyt COP25 w Madrycie. Źródło: Flickr

Po długich dyskusjach na szczycie klimatycznym COP25 negocjatorzy z prawie 200 krajów świata utknęli w martwym punkcie porozumienia w sprawie regulacji rynków emisji dwutlenku węgla, jednego z najistotniejszych i najbardziej kontrowersyjnych zagadnień na tym wydarzeniu. Chociaż nie udało się osiągnąć porozumienia w tej kwestii, to uznanie szczytu w Madrycie za jednoznaczną porażkę polityki klimatycznej byłoby niesprawiedliwe – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Negocjacje w Madrycie

W końcowej deklaracji zawarte zostało wezwanie do przedstawienia nowych propozycji dotyczących obietnic ograniczenia emisji dwutlenku węgla do przyszłorocznego szczytu COP26, który odbędzie się w Glasgow w Szkocji. Sygnatariusze wezwali także do zwiększenia ambicji, aby wypełnić lukę między istniejącymi zobowiązaniami dotyczącymi emisji gazów cieplarnianych a celami porozumienia paryskiego. Po oficjalnym zamknięciu COP25 w miniony piątek negocjacje ponownie rozpoczęły się w sobotę, a slogan konferencji Time for Action nadal migał na dużym ekranie poza miejscem wydarzenia. Ogłoszono, że cztery kolejne zaplanowane terminy na ostateczne posiedzenie plenarne zostaną odwołane, ponieważ coraz bardziej wyczerpani delegaci kłócili się o kwestię realizacji przełomowego porozumienia paryskiego z 2015 roku. Ostatecznie negocjacje przeciągnęły się o dwa dni; zamknięcie sesji plenarnej ostatecznie miało miejsce w niedzielę rano, ponad 36 godzin później, niż pierwotnie planowano.

Obserwatorzy negocjacji zauważyli, że ogólnie rzecz biorąc państwa biorące udział w szczycie klimatycznym na poważnie brały postanowienia porozumienia paryskiego i chcą kontynuować politykę ograniczania emisji gazów cieplarnianych, trendowi temu opór stawiają jednak państwa, których gospodarki są silnie powiązane z wydobyciem i handlem paliwami kopalnymi.

COP 25 bez porozumienia. Zawiniły Chiny i Indie?

Rynki emisji

Zatem czym są owe rynki emisji, o które rozbiły się negocjacje tegorocznego szczytu klimatycznego? Ich idea polega na tym, że kraje emitujące najwięcej gazów cieplarnianych mogłyby nabyć prawo do zwiększenia emisji od krajów, które nie osiągnęły swoich limitów emisji. Nie jest to bynajmniej nowa koncepcja. Protokół z Kioto z 1997 roku przekształcił emisje gazów cieplarnianych w towar o wymiernej wartości. Z kolei unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) jest dotychczas największym tego rodzaju mechanizmem na świecie i działa od 2015 roku. Rynki emisji to struktury regulacyjne, które pozwalają w szczególności firmom wydobywającym ropę naftową i gaz lub przemysłowi ciężkiemu lub krajom zmniejszyć swój ślad węglowy poprzez szereg zachęt. Niektóre z tych rynków są przeznaczone do handlu „kredytami węglowymi”. Polegają one na tym, że firma lub kraj, który przekracza określone cele w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla, może kupić kredyty od innej, która ich nie przekracza. Firmy mogłyby też zbilansować „zrównoważyć” emisje dwutlenku węgla poprzez wcześniej ustalony wkład w projekty niskoemisyjne lub zakup zielonych obligacji.

Jakóbik: Czy bogaci zapłacą za politykę klimatyczną? (FELIETON)

Rynki emisji mogą być z jednej strony atrakcyjnym rozwiązaniem dla krajów mających trudności z głęboką dekarbonizacją przewidzianą w porozumieniu paryskim, które zobowiązuje do utrzymania wzrostu średniej temperatury na świecie poniżej 1,5ºC. W przypadku krajów rozwiniętych i ekonomicznie zależnych od wydobycia ropy i gazu, dążących do zaspokojenia szybko rosnącego zapotrzebowania na energię lub krajów tak dużych, że dekarbonizacja na dużą skalę może potrwać dłużej niż jest to możliwe do osiągnięcia celów określonych w Paryżu, rynki mogłyby zapewnić środki, wspierać dekarbonizację i minimalizować przeszkody ekonomiczne. Jednakże z drugiej strony obciążają gospodarkę dodatkowymi kosztami emisji.

Uczestnicy COP25 próbowali znaleźć sposób na połączenie różnych istniejących rynków emisji dwutlenku węgla poprzez ustanowienie zestawu zasad, które pozwolą to osiągnąć. Będzie to mieć kluczowe znaczenie w finansowaniu projektów niskoemisyjnych na całym świecie, istnieje jednak szereg wyzwań politycznych, które utrudniają osiągnięcie konsensusu. Jednym z nich jest to, czy stare kredyty można zaliczyć do obecnych celów paryskich. Z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że źle zaprojektowany rynek emisji dwutlenku węgla może być zwyczajnie nieefektywny. Wysiłki negocjatorów nie przyniosły póki co efektu.

Perzyński: Za nami pierwszy tydzień COP25. Jak przebiegały negocjacje?