Perzyński: Egipt vs. Etiopia. Czy czeka nas pierwsza wojna o wodę?

24 lipca 2020, 07:31 Bezpieczeństwo
WhatsApp Image 2020-07-23 at 16.52.49

Spełnia się czarna przepowiednia wojen o wodę, chociaż być może nie w dosłownym znaczeniu. Przedmiotem sporu jest Nil i jego starożytna siła, zasobność w wodę i ogromna tama, a stronami konfliktu są Egipt i Etiopia. Mimo że to wciąż tylko wojna na słowa, to fakt, że woda z Nilu jest potrzebna do picia jak i do transformacji energetycznej pokazuje, w jaki sposób kwestie klimatu bezpośrednio mogą się wiązać z najbardziej podstawowym bezpieczeństwem – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Tama na Nilu

2020 rok uczy, że nieszczęścia nie chodzą parami, tylko seriami. Konflikt w Afryce już się toczy, póki co orężem są kąśliwe uwagi między Kairem a Addis-Abbebą oraz koparki i buldożery. Według Afrykańskiego Banku Rozwoju około dwie trzecie Afrykańczyków z obszarów wiejskich nie ma już wystarczających zasobów wody. Gigantyczna tama na Nilu Błękitnym w Etiopii, której oficjalna nazwa brzmi Wielka Tama Odrodzenia Etiopii, długa na dwa kilometry i wysoka na 150 metrów wybudowana kosztem ponad pięć miliardów dolarów, może sprawić, że kosztem tego kraju uschnie Egipt, dla którego Nil jest źródłem życia od co najmniej pięciu tysięcy lat.

Etiopczycy chcą dokończyć budowę tamy w ciągu kilku lat; ma ona mieć moc 6,5 GW, co będzie stanowiło stabilne źródło czystej energii dla tego wielkiego, ponad stumilionowego kraju (12. pod względem liczby ludności na świecie – red.). Dzięki niemu dostęp do energii elektrycznej miałoby 60 milionów mieszkańców. Jest to prawdziwy pomnik etiopskiej dumy narodowej, albo – jak kto woli – nacjonalizmu, ponieważ sami Etiopczycy finansowali ją z darowizn i kupując niskooprocentowane „patriotyczne obligacje”, ale często nie całkowicie dobrowolnie. Urzędnicy państwowi na początku prac musieli płacić na ten cel swoje miesięczne wynagrodzenie. Większych zakupów obligacji oczekiwano także od banków krajowych i przedsiębiorców.

Z drugiej strony jest stanowisko Egiptu, który swoją narodową tożsamość nierozerwalnie wiąże z Nilem, co można zrozumieć, ponieważ trudno o przykład kraju, który byłby dłużej i silniej związany ze swoją rzeką. Problem w tym, że Nil jest praktycznie jedynym źródłem wody w Egipcie, gdzie niemalże cała ludność (100 milionów ludzi, 13. miejsce na świecie, za Etiopią) żyje w jego dolinie. Doszło do tego, że Egipcjanie zaczęli myśleć o Nilu jak o wyłącznie swojej własności. Etiopska tama na Nilu może sprawić, że ci wszyscy ludzie będą mieli poważne problemy z dostępem do wody.

Kto bardziej potrzebuje wody?

Widać więc, że tama na Nilu to dla Etiopii kwestia dalszego rozwoju, a dla Egiptu to sprawa życia i śmierci. Kair żąda od Addis-Abbeby, by zapora zaczęła pracować nie w ciągu czterech lat, jak jest obecnie planowane, ale w ciągu 15 lat. Egipt domaga się także gwarancji, że Etiopia będzie utrzymywać stały, odpowiednio wysoki poziom wody w Nilu, żeby kraj nie musiał się zamarwiać swoją hydrologią. Etiopia z kolei nie chce się na to zgodzić, ponieważ w czasie suszy poziom wody w Nilu może się obniżyć na tyle, że wytwarzanie energii elektrycznej z Tamy Odrodzenia Etiopii może się okazać utrudnione, albo wręcz niemożliwe. Jest to poważny spór, według lokalnych komentatorów zagrożony może być pokój w północno-wschodniej Afryce.

Źródła tego sporu są starsze, niż może się wydawać. Kair ustanowił swoje prawa do wody na Nilu na podstawie kontraktu kolonialnego z 1929 roku, który Egipt negocjował z Sudanem i ówczesnymi koloniami brytyjskimi w Afryce Wschodniej i który gwarantował mu w dużej mierze wyłączne prawa do rzeki. Etiopia nie chce jednak uznać tego traktatu, ponieważ wtedy Sudan nie istniał jeszcze wówczas w obecnym kształcie. Od czasu zawarcia tych traktatów Sudan nigdy nie pobierał z Nilu więcej niż 18 miliardów metrów sześciennych wody rocznie. Wynika to jednak również z faktu, że kraj ten może czerpać wodę również z opadów deszczu i dlatego jest znacznie mniej zależny od wody z Nilu niż Egipt.

Zarówno Egipt, jak i Etiopia, są ważnymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie, a spór pomiędzy nimi został skierowany do Unii Afrykańskiej, gdzie obecnie przewodnictwo sprawuje Republika Południowej Afryki. Ministerstwo irygacji Egiptu oświadczyło, że rozmowy zakończyły się impasem w głównych kwestiach dotyczących napełniania i eksploatacji tamy. Egipt postrzega każdą jednostronną interwencję w bieg Nilu jako zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa w regionie i zapowiada, że nie dopuści do żadnych tego typu operacji. W latach 70. ówczesny przywódca Egiptu Anwar Sadat zagroził wojną, jeśli jakikolwiek kraj zbudowałby tamę na tej rzece. Etiopia z kolei nieugięcie twierdzi, że ma prawo do napełniania zbiornika wodnego na Nilu i eksploatacji tamy. Premier Etiopii Abiy Ahmed ponoć obawia się, że może stracić poparcie w kraju, jeśli nie podejmie działań związanych z wypełnieniem tamy, którą opisuje jako kluczowe dla rozwoju gospodarczego kraju.

Jak rozwiązać konflikt?

Etiopia chce rozstrzygnięcia sporów z Egiptem i Sudanem, a jeśli to zawiedzie, wnieść tę sprawę na wokandę Unii Afrykańskiej. Egipt chce odwołać się do organów międzynarodowych, takich jak ONZ. W liście z 26 czerwca do Rady Bezpieczeństwa ONZ Egipt skarżył się na Etiopię z powodu „utrudniania jakiegokolwiek wykorzystania wody przez z Nilu”. Sudan wyraził podobne obawy w związku z budową i planami wykorzystania tamy jak Egipt. Etiopia z kolei od dawna powtarza, że jej sąsiedzi nie mają powodu, by obawiać się o nurt Nilu i twierdzi, że wysokie opady deszczu sprawiają, że obecnie trwa sprzyjający okres do wdrażania tej inwestycji.

Międzynarodowi obserwatorzy twierdzą, że to stanowisko Egiptu było bardziej koncyliacyjne w negocjacjach, które trwały przez większą część ostatniej dekady. W szeregu spotkań, które również nie przyniosły przełomu, zaangażowane były już zarówno Stany Zjednoczone, jak i Rada Bezpieczeństwa ONZ. W liście z 29 czerwca do Rady Bezpieczeństwa Egipt zapowiedział, że będzie „stać na straży i chronić żywotne interesy swojego ludu”. – Przetrwanie nie jest kwestią wyboru, ale imperatywem natury – twierdzi Kair. Podobno Egipcjanie chcą dyskretnego porozumienia dotyczącego tamy i uważają, że Etiopia dąży do zmiany tak zwanego porozumienia z czasów kolonialnych, aby zapewnić sobie większą kontrolę nad przepływem najdłuższej rzeki Afryki.

Spór pomiędzy Kairem a Addis-Abbebą jest bodaj pierwszym tak poważnym konfliktem związanym z gospodarką wodną, co zapowiadali naukowcy zajmujący się kwestiami globalnego ocieplenia. Dla Egiptu, Etiopii i Sudanu Nil to nie tylko źródło niezbędnej do życia wody, ale potencjalny motor dla gospodarek. Nie oznacza to jednak, że wojna jest nieunikniona, bo teoretycznie istnieją pewne rozwiązania, które mogłyby załagodzić całą sytuację. Scenariusz, w którym również Egipt przynajmniej częściowo korzystałby z tamy, mógłby być sposobem na rozwiązane problemu. Wytworzona tam nadwyżka energii elektrycznej może przynieść korzyści krajowi, który ma trwałe problemy ze stałym dostępem stałych źródeł mocy. Trzeba jednak do tego przekonać Etiopię, która wydaje się być nieugięta i wojownicza w retoryce nacjonalistycznej .